Owszem, robili teraz głupoty. Oboje. Victoria była ranna i to ciężko. Potrzebowała pilnej pomocy. Ale machina, raz puszczona w ruch, była ciężka do zatrzymania. A w tej chwili wszystko w Saurielu zdawało się pokazywać: był potworem, niebezpiecznym potworem i nie mogła pozwolić, aby znalazł się przy Victorii.
Nie było mowy o próbach uniku czy walki na pięści, w chwili, w której tuż obok była ranna osoba. Sauriel zresztą był szybki, był silny, dużo silniejszy niż ona – poruszył się na tyle prędko, że przesunął jej różdżkę w bok i nie miałaby już szans rzucić zaklęcia w niego.
Mogła jednak użyć magii na sobie. Ostatnim razem, kiedy się bili, nie tylko on nie wyciągnął wszystkich sztuczek, jakie miał w rękawie. W tej chwili natomiast był ktoś, kogo musiała bronić i nie zamierzała się hamować.
Tak, Rookwood zdołał ją schwycić, ba, zdołał nawet ją rzucić, ale już rzucając poczuł, że materia zmienia się pod jego palcami. W jednej chwili dotykał śliskiego materiału męskiej kurtki przeciwdeszczowej, w następnej, już wykonując rzut, palce ześlizgnęły się z… futra. I nagle nie tylko on warczał, a Brenna wcale nie wpadła na łóżko, lecz odbiła się od niego łapami, by wykorzystać ten impet do wybicia się do innego skoku. Prosto ku niemu. Zepchnąć go w bok, odepchnąć od Lestrange, powalić. Sauriel mógł myśleć, że Brenna jest psem, ale w istocie była wilkiem.
Miała nie tylko równie ostre zęby, co on, ale także w jej paszczy było ich więcej. Dokładnie czterdzieści dwa i chyba wszystkie mógł policzyć, gdy wyszczerzyła się… gotowa ugryźć, jeśli tylko postanowiłby znowu atakować…
Prawdopodobnie w tej chwili jedyną rozsądną osobą w tym pokoju, która mogła powstrzymać ich przed pozabijaniem się nawzajem w obronie dokładnie tej samej osoby... była skrzatka.
Sukces!
Krytyczny sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)