• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[23.05.1972] Hush now dear children

[23.05.1972] Hush now dear children
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
10.08.2023, 12:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2023, 12:38 przez Brenna Longbottom.)  
Nie miała okazji odpowiedzieć Victorii ani zareagować na działania skrzatki. Podziękować i zabrać się ostatecznie za opatrywanie ran. Sauriel reagował odruchowo: ona także reagowała odruchowo. Lestrange może i mu ufała, ale Brenna w tej chwili widziała przed sobą nie człowieka, nie partnera przyjaciółki, a bestię. Kogoś, kto chciał dorwać ją – i kto, z dużym prawdopodobieństwem, jednak przyszedł tutaj po Victorię.
Owszem, robili teraz głupoty. Oboje. Victoria była ranna i to ciężko. Potrzebowała pilnej pomocy. Ale machina, raz puszczona w ruch, była ciężka do zatrzymania. A w tej chwili wszystko w Saurielu zdawało się pokazywać: był potworem, niebezpiecznym potworem i nie mogła pozwolić, aby znalazł się przy Victorii.
Nie było mowy o próbach uniku czy walki na pięści, w chwili, w której tuż obok była ranna osoba. Sauriel zresztą był szybki, był silny, dużo silniejszy niż ona – poruszył się na tyle prędko, że przesunął jej różdżkę w bok i nie miałaby już szans rzucić zaklęcia w niego.
Mogła jednak użyć magii na sobie. Ostatnim razem, kiedy się bili, nie tylko on nie wyciągnął wszystkich sztuczek, jakie miał w rękawie. W tej chwili natomiast był ktoś, kogo musiała bronić  i nie zamierzała się hamować.
Tak, Rookwood zdołał ją schwycić, ba, zdołał nawet ją rzucić, ale już rzucając poczuł, że materia zmienia się pod jego palcami. W jednej chwili dotykał śliskiego materiału męskiej kurtki przeciwdeszczowej, w następnej, już wykonując rzut, palce ześlizgnęły się z… futra. I nagle nie tylko on warczał, a Brenna wcale nie wpadła na łóżko, lecz odbiła się od niego łapami, by wykorzystać ten impet do wybicia się do innego skoku. Prosto ku niemu. Zepchnąć go w bok, odepchnąć od Lestrange, powalić. Sauriel mógł myśleć, że Brenna jest psem, ale w istocie była wilkiem.
Miała nie tylko równie ostre zęby, co on, ale także w jej paszczy było ich więcej. Dokładnie czterdzieści dwa i chyba wszystkie mógł policzyć, gdy wyszczerzyła się… gotowa ugryźć, jeśli tylko postanowiłby znowu atakować…
Prawdopodobnie w tej chwili jedyną rozsądną osobą w tym pokoju, która mogła powstrzymać ich przed pozabijaniem się nawzajem w obronie dokładnie tej samej osoby... była skrzatka.

Rzut Z 1d100 - 91
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
10.08.2023, 13:04  ✶  

Sądziła, że zaraz wszyscy się uspokoją, podadzą sobie ręce i po prostu porozmawiają spokojnie, a nie, że stanie się to, co się stało. Nie sądziła, że pojawienie się tutaj skrzatki z medykamentami uruchomi jakąś machinę – że nerwy wampira puszczą i stanie się… to.

Że obnaży swoje kły i skoczy do Brenny, by wytrącić jej z dłoni różdżkę (to zupełnie jak wtedy, kiedy wyrwał jej własną różdżkę z dłoni jakiś czas temu – pomyślała Victoria), a potem rzucić na łóżko, odsunąć… I Brenna zamieniająca się w wilka. Widziała to kilka razy i za każdym razem było to tak samo spektakularne. Victoria nie widziała wszystkiego za dobrze z perspektywy, w której się znajdowała, z poziomu podłogi, ale zrozumiała doskonale, że wilczyca rzuciła się do wampira, warcząc i kłapiąc szczękami. Victoria znowu poczuła to mdlące, ściskające żołądek uczucie i znowu spróbowała się podnieść, zaczęła też rozglądać się za swoją różdżką, ale nie wiedziała jej nigdzie. Ale przecież coś musiała zrobić!

- Nie, przestańcie – zaczęła, ale tak trudno jej się mówiło jakby ktoś faktycznie ją dusił (i przecież to naprawdę miało miejsce…), czuła, że boli ją cała szyja, gardło. Nie miała jak krzyknąć, wstrząsnąć nimi, zatrzymać to. Ale gramoliła się na tej jednek zdrowej ręce, żeby chociaż być w stanie usiąść, a nie leżeć…

Skrzatka już chciała podać Victorii flakonik mikstury, kiedy zadziało się to kolejne zamieszanie. Popatrzyła z przestrachem to na jedno, to na drugie, a walkę, która rozgorzała na nowo i to ona teraz była tą osóbką, która mogła bronić swojej pani. Stanęła do niej tyłem.

- Nie! – krzyknęła i pstryknęła palcami. Magia, jaką dysponowały skrzaty, była doprawdy niesamowita. Nie musiały się jej uczyć, nie musiały się bawić w różdżki, w formułki… Pstryknęła, by rozdzielić wampira i wilka, szurnąć nimi na dwie przeciwległe ściany i tam przytrzymać. Jeszcze trochę i zdemolują pokój panienki Lestrange. Miała teraz wyciągnięte na boki obie rączki, jakby dzięki temu trzymała dwa potwory na smyczy, przyszpilone do ścian. - S-s-spokój! – jej głos był jeszcze bardziej piskliwy niż zwykle. - P-panienka po-potrzebuje p-p-pomocy!

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
10.08.2023, 13:27  ✶  

Nie chciał krzywdzić Brenny. Nie chciał też jednak krzywdy Victorii. Nie puściła mu kontrola zupełnie, może i był bestią, ale nadal był też myślącą jednostką ludzka. Bo przecież nie człowiekiem, prawda? Nie rozumiał co tu się dzieje i nie chciał rzucić się do jej gardła. Chciał, żeby sytuacja była bardziej pod kontrolą. Pod jego kontrolą. Grunt był całkowicie niestabilny, podłoga się nie zmieniła, ale równie dobrze mogłaby zaraz zacząć się wić albo zamieniać w węże, które zaczną kąsać kostki. Nie zmieniała. Za to Brenna miała się zmienić.

Nikt tu nie posiadał zdolności czytania w umyśle, żeby wiedzieć na pewno, że jedno nie skrzywdzi drugiego. Że ani Brenna nie chciała go zaatakować, tylko wyznaczała granice, ani Sauriel nie chciał być napastnikiem - też zamierzał wyznaczyć swoją granicę. Ta Brenny zawierała magiczny patyk między nimi, ta Sauriela - całkowicie magicznego patyka wykluczała. Ale rzeczywiście, tego jednego się nie spodziewał. Bo może rzeczywiście by się zatrzymał..? Nie, pewnie nie. Potrzebowa ochronienia Victorii była silniejsza dla nich obu od logiki, od chłodnej kalkulacji. Nie zaglądali sobie do łbów - dla siebie wzajem byli jednostką, której nie mogli zaufać. Która mogła być za to odpowiedzialna. I Victoria mogła gadać zdrowa (a do zdrowia brakowało jej wiele), że Brennie ufa, albo że to na pewno nie Sauriel. Między jednym a drugim porozumienia już nie mogło być.

Więc Brenna postanowiła pokazać, że dzisiejszego dnia to ona zamierzała ten parkiet przejąć pod swoje władanie. A przynajmniej dopóki tej wyższości nie pokazała sobą skrzatka.

Drobina strachu i zaskoczenia pokazała się na jego twarzy, kiedy przemiana się dokonywała na jego oczach. Przemiana, której w życiu nie widział, a która była błyskawiczna. Zamiast jednak się cofać czy uciekać cofnął jedną nogę, żeby się na niej zaprzeć, kiedy widział napięcie wilczych mięśni. To ona. W jego głowie zaświtała myśl, że to ona, że to ona jest odpowiedzialna za stan Victorii. I tak on jak i sama Brenna chcieli zrobić wszystko, żeby Sauriel nie wpadł na ranną kobietę. Sauriel sam chciał ściągnąć wilka na bok i zacisnął jak najmocniej dłonie na wilczym futrze, żeby tylko nie puścić. Poleciał na ziemię drugi raz - z impetem i równie bezwładnie jak wcześniej. To uderzenie było jednak nieporównywalne do poprzedniego. Poczuł z całą mocą ciężar tego cielska na sobie, wbijające się żebro w jego ciało i na moment całkowicie go zamroczyło. To było jak stop klatka. Na sekundę albo dwie świat przykrył się czernią. A kiedy już czernią przestał być to rozmazywał się zupełnie.

Magia Skrzata zadziałała i zostali rozsunięci od siebie na dwa przeciwległe krańce pomieszczenia. Nawet nie do końca wyczuł, jak ciężkie cielsko wyślizgnęło się z jego palców, nawet się nie próbował temu bronić czy przed tym opierać. Zamroczony, jakby pijany. Teraz mrugał. Mrugał i trochę nieprzytomnie próbował skupić na czymś wzrok, kiedy po głowie pulsowaniem rozchodził się ból. I pewnie gdyby był człowiekiem byłby z tego problem. Ale był wampirem.

Skupił w końcu spojrzenie na Brennie, skoncentrował je, ale się nie ruszył. Spokój, który skrzat wymusił siłą, został osiągnięty. Dopiero teraz Sauriel obrócił wzrok ku Victorii. Przerażonej i skąpanej chyba we własnej krwi.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
10.08.2023, 13:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2023, 14:27 przez Brenna Longbottom.)  
Sauriel chciał panować nad sytuacją. A ona nie zamierzała, nie mogła na to pozwolić: nie kiedy szczerzył kły, a pomieszczenie wypełniała woń krwi. Nie, kiedy nie rozumiała, co tutaj się stało. Nie gdy był wampirem, silniejszym od nich, i gdyby po prostu pozwoliła mu zrobić wszystko tak, jak chciał… znalazłyby się na jego łasce.
Dlatego na niego skoczyła. I dlatego była gotowa gryźć i drapać, gdyby zaszła taka potrzeba.
Jakaś siła poderwała ją w górę i wilczyca walnęła o ścianę. Brenna w pierwszej chwili chciała walczyć z tą mocą, pewna, że to znowu jakaś wampirza sztuczka, ale głos skrzatki uświadomił ją, że tym razem to ona przystąpiła do akcji. Trzasnęło, i pod ścianą nie było już ciemnego wilka, lecz Brenna. Wcale nie wyglądała groźnie: nie z tą swoją przeciętną, sympatyczną buzią, nie w tym idiotycznym stroju, nie taka rozczochrana, z podkrążonymi oczyma. Ale i tak coś w jej postawie sugerowało, że jest dalej gotowa do walki, gdyby zaszła taka potrzebna. Gdy ich oczy się spotkały, w jej spojrzeniu nie było przerażenia, tylko determinacja. Tak, nie bała się znowu rzucić na wampira. To nie tak, że Brenna nigdy nie czuła strachu: ba wcale nie uważała się za szczególnie odważną. Ale w tej chwili instynkt krzyczał walcz albo giń, a wściekłość i obawa o Victorię przyćmiewały strach o siebie.
– Chętnie będę spokojna – wyrzuciła z siebie w końcu. Odzyskiwała powoli rozum. Nawet była wdzięczna skrzatce, że ta przerwała ich dziką kotłowaninę. Lestrange naprawdę przecież potrzebowała pomocy. Co nie oznaczało, że podejrzliwość Brenny zmalała. Sauriel na pewno nie zrobił niczego, aby przekonać ją, że wcale nie miał morderczych planów wobec swojej narzeczonej. A nawet gdyby? Nie wyglądał teraz jak ktoś, kto opanuje żądzę krwi. – Jeśli przestanie pchać się do Victorii, która jest cała we krwi. I potrzebujemy czegoś do oczyszczenia ran. Zraniono ją nożem. Coś mogło na nim być. Cholera, ten drań też może tu gdzieś być, jeśli to faktycznie nie on.
Rana na plecach powstała od zaklęcia, była na pewno „czysta”, ale kto wie, jakim nożem zadano obrażenia na dłoni i ramieniu? Czy na ostrzu na pewno nie było żadnej trucizny albo po prostu zarazków? Czy coś takiego mogło przeniknąć ze snu do rzeczywistości…? Skoro pojawiły się siniaki i cięcia…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
10.08.2023, 15:33  ✶  

Ufała jednemu i drugiemu. Może naiwnie, ale ufała. Sauriel… Nigdy jej się przy nim nic nie stało, fakt, że nigdy nie była przy nim nawet skaleczona, ale już jej pokazał, że potrafi się kontrolować. Widziała jak atakował innych, jak wysysał ich krew, ale nigdy tak, by zabić. Wierzyła więc, że teraz też nie straci kontroli. Nigdy nie chciał się na nią rzucić, chociaż oboje podejrzewali, że kiedyś może do tego dojść i Victoria się na to godziła. Teraz jednak naprawdę potrzebowała pomocy. Czuła, że traci siły, że jest słabsza niż powinna.

Skrzatka patrzyła to na jedno, to na drugie i ostatecznie puściła, nie zamierzając trzymać ich w kącie za karę przez całą noc. Nie miała na to wszystko czasu, nie kiedy jej pani… naprawdę się tu wykrwawiała. Ale gdy puściła swoje zaklęcie, przez moment jeszcze obserwowała jedno i drugie, by upewnić się, że zaraz nie rzucą się sobie do gardeł znowu i że nie trzeba ich ponownie rozdzielać.

Victoria w końcu usiadła i drżącą dłonią sięgnęła do rzeczy, które przyniosła ze sobą Strzałka, a które teraz leżały obok na puchatym dywaniku. Uniosła fiolkę do twarzy, by zębami wyciągnąć koreczek, nie ufała swojej drugiej ręce. Dopiero wtedy wypiła jego zawartość.

- C-co się s-stało? – rzuciła skrzatka, kiedy Brenna powiedziała swoje, i niepewnie spojrzała za siebie, by spojrzeć na swoją właścicielkę. Wręcz odwróciła się od nich, by zaraz uklęknąć przy Victorii i podsunąć jej puszkę z maścią, którą wcześniej otworzyła.

- Nie wiem. To był sen… - tak trudno się mówiło, tak trudno… Skrzatka spojrzała na Victorię i dopiero teraz zobaczyła siniaki i ślady po duszeniu na jej szyi. Odruchowo zakryła sobie usta dłonią i głośno przełknęła ślinę.

- P-pójdę po c-coś do o-oczysz-szczenia. N-nie walczcie – skrzatka znowu była na nogach i patrzyła to na jedno, to na drugie.

- Ufam mu, Brenn… - Lestrange powiedziała słabo. Odrobinę lepiej jej było po tym eliksirze. Ufała mu, że jej nie skrzywdzi. Ufała, że będzie nad sobą panować. - To naprawdę nie on – dodała jeszcze, bo tego była pewna. Czuła to samo, co czuł on, rozmawiali o tym… „rozmawiali” – no kłócili się o to, dlatego była pewna, że musiał to odczuć i pewnie dlatego tutaj przyszedł… Chciała wierzyć, że to właśnie dlatego. - Idź, Strzałko. Nie budź mamy – poprosiła jeszcze, bo nie chciała tutaj kolejnego zamieszania pod tytułem spanikowanych rodziców. Strzałka wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, sprzeciwić się… ale ostatecznie kiwnęła głową i znowu zniknęła z trzaskiem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
10.08.2023, 17:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2023, 17:48 przez Sauriel Rookwood.)  

Oj tak, dzięki bogom, że mieli tutaj skrzata domowego, który miał też na tyle rozumu i godności, żeby to przerwać. I przede wszystkim - odwagi. Niejednemu skrzatowi by tego zabrakło - jaj do działania. Przede wszystkim do wtrącenia się w utarczkę czarodziei czystej krwi. Wygrała tutaj chyba lojalność, co? A potem pewnie i tak będzie wymierzała sobie karę, głupie stworzenie... zamiast czekać na nagrodę, obwiniająca siebie za to, jak wspaniale postąpiła. Czarnowłosy skrzatem jednak sobie głowy nie zawracał. Pojawiła się, zrobiła swoje, w porządku. Popatrzyła jeszcze to na jednego to na drugiego, żeby mieć tą pewność, że nie będzie żadnych kolejnych, nerwowych ruchów. Nawet podała Victorii eliksir. To, co będzie z nią potem i jak się zachowa naprawdę nie było jego sprawą i brakowało mu przynajmniej pięciu wiader empatii, żeby się tym przejąć. Tak jak nie był jeszcze na etapie, w którym potrafiłby docenić w pełni to, że zaangażowała się w konflikt i ich powstrzymała. Na pewno przyszedł jednak czas na to, żeby krew przestała uderzać do głowy. Ta przysłowiowa.

Nożem? Zraniono Victorię nożem? Pytanie, skąd Brenna o tym wiedziała i w zasadzie co tu do cholery jasnej robiła jeszcze nie zawitało w jego głowie. Może gdzieś tu być? Prawdziwe zagrożenie mogło gdzieś tu być, a oni się bili między sobą? Dawka strachu znowu uderzyła w niego, bo poczuł się dziwnie bezbronny w tym momencie. Z Victorią na podłodze opatrywaną przez skrzata i poczuciem bardzo miękkich nóg, kiedy kolejny raz zaczął się podnosić. Ale tym razem powoli, asekurując się ścianą, potem szafą. Słowa były tutaj bardzo ciężkie do zebrania i wypowiedzenia.

- B-budź. - Zająknął się z obruszeniem. Co to za głupi pomysł nie budzić teraz tej wariatki? Tak, bo za wariatkę miał panią tego domu i raz jej nawet wytknął to, co o niej sądził. Powinien? Jasnee, że nie. Kolejny element do spisu głupot robionych przez Rookwooda, a niestety z biegiem czasu nie było ich mniej tylko więcej. Coraz bardziej się temu poddawał i coraz mniej kontrolował. Więc może jednak Brenna miała rację. - Trzeba sprowadzić... lekarza. Lestrange powinna wiedzieć. - Wiedzieć, że kurwa coś się tutaj czaiło, coś skrzywdziło Victorię, że COŚ nadal stanowiło tutaj zagrożenie! A Victoria chciała, żeby jej matki nie budzić? O ile ją to całe zamieszanie nie obudziło do tej pory to i tak cud. Zamiatanie tego pod dywan to było ostatnie, czego Sauriel teraz oczekiwał i co chciał robić dla samej Victorii. Tyle krwi... tu było tyle niepotrzebnie zmarnowanej krwi. A zagrożenia nadal znikąd. I najgorsze było to, że obie kobiety chyba wiedziały, co tym zagrożeniem było? A jednocześnie nie wiedziały, skoro Brenna uważała, że to on? On?! Co to w ogóle był za pomysł. Ale zamiast protestu Sauriel wydał z siebie tylko dziwny pomruk. Próbował się ogarnąć i opanować, a kręciło mu się w głowie.

Ignorując Brennę ruszył w kierunku Victorii podpierając się o ścianę dla zachowania pionu i klęknął obok niej, delikatnie biorąc jej dłoń w swoją. Chciał jej pomóc. Kiedyś potrafił. Kiedyś mógł. Wyciągnął różdżkę i jeśli ktoś był zorientowany to wiedziałby, że Sauriel próbował użyć zaklęcia Enerwate. Problem w tym, że dobra magia nie chciała już słuchać Sauriela. Brudna. Spaczona nim samym. Zacisnął zęby i po próbach wymuszenia posłuszeństwa na magii po prostu się poddał. To po prostu nie działało. Powoli opuścił różdżkę i... w zasadzie to cofnął się od Victorii, żeby zrobić Brennie miejsce. Brennie, która chyba w tym momencie była w stanie bardziej pomóc kobiecie niż on sam.

- Przepraszam. - Co z tego, że miał wiedzę, skoro nie mógł jej pomóc? - Co tu się stało?



Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
10.08.2023, 18:03  ✶  
Serce powoli odzyskiwało prawidłowy rytm. Adrenalina opadała, a wraz z nią – ze zdwojoną siłą – uderzyło zmęczenie. Brenna najchętniej usiadłaby po prostu i już się nie podniosła. Nie mogła jednak. Jeszcze nie.
Przeniosła spojrzenie na Victorię. Powinna dowiedzieć się, co działo się, zanim ta poszła spać. I zanim ona sama pojawiła się w hogwarckiej Wielkiej Sali. Porównać ich spostrzeżenia. Ale Lestrange była słaba, ranna, zdezorientowana. W znacznie gorszym stanie niż sama Brenna. To nie była pora na urządzanie przesłuchań.
Kiedy skrzatka poiła swoją panią eliksirem, Brenna ponownie uniosła różdżkę, ale nie, nawet przez sekundę nie celowała tym razem w Sauriela. Drzwi uniosły się i z powrotem osadziły w zawiasach. Nie zamierzała już walczyć, zgodnie z przykazem skrzatki, przynajmniej dopóki Rookwood nie planował próbować pozbawić jej różdżki. Wcale nie była pewna, czy osąd Victorii jest obiektywny. Nie po tym, do jakiej przemiany doszło w Saurielu ledwo chwilę temu. Ale nie miała prawa podważać słów Lestrange.
Victoria była dorosła, a Brenna nie mogła ochronić jej przed nią samą. Zresztą ta twierdziła... że wyczuł, że coś groziło jego partnerce? To wyjaśniałoby, skąd się tutaj wziął akurat o tej porze. Czy wampiry potrafiły robić takie rzeczy? Wypiły czyjąś krew, a potem wyczuwały niebezpieczeństwo? Umysł Brenny próbował znaleźć jakieś wyjaśnienia dla tego wszystkiego... i cóż, zupełnie nie trafiała, ale nawet jeżeli sama ogłupiała przez Beltane, nie zdawała sobie jeszcze w pełni sprawy z konsekwencji rytuału. Ją samą raczej nawiedzało od czasu do czasu nieprzyjemne przekonanie, że Atreus Bulstrode właśnie jest z jakąś kobietą, a powtarzanie samej sobie, że to nie jej sprawa, a on jest zaręczony, niezbyt pomagało.
Nie skomentowała ich drobnego sporu o to, czy budzić Lestrangów. Victoria na pewno potrzebowała medyka, ale Brenna wcale nie była pewna, czy ściąganie tutaj matki kobiety to dobry pomysł.
– Przepraszam – powiedziała cicho. Tym razem nie za to, że pozwoliła, aby coś się jej stało, a z powodu wszystkiego, co nastąpiło później. Ostatecznie narobiła dużego zamieszania i… cóż, mogło się to skończyć tragicznie. – Kiedy zobaczyłam, że ktoś wchodzi tu po ciemku… myślałam, że to znowu tamten mężczyzna. Że przyszedł dokończyć, co zaczął.
Ale jego tu nie było. Obudziły się. Tym razem nie działo się nic, co wykraczało poza zwykłą normę czarodziejów. No dobrze, poza ich normę. Dla większości czarodziejów wampir i wilk walczący w sypialni nie byli „normą”. Czy ten człowiek czaił się gdzieś w okolicy? W domu? Pod domem? Też spał i wniknął w sny kobiety? A może nie był prawdziwy, był maską mistrza marionetek?
Nie pchała się do Victorii, póki był tam Sauriel. Pomiędzy nimi było w tej chwili trochę za dużo nieufności, aby znalezienie się tuż obok siebie było bezpieczne. Obserwowała go jednak uważnie, szukając jakichkolwiek oznak, świadczących o tym, że mógł stracić nad sobą panowanie. Jeżeli domyśliła się, co próbował zrobić – a było to coś absolutnie nielegalne, przynajmniej w teorii – też nie dała tego po sobie poznać. Może za mało wiedziała o nekromancji, a może gdy szło o niektóre zaklęcia, postanowiła być ślepa i głucha. Potem natomiast, kiedy się odsunął, podeszła i przyklękła, sięgając po bandaże i inne środki przyniesione przez skrzatkę.
– Gdyby to był po prostu sen, nie miałabyś tych ran – mruknęła, kręcąc głową. Ale przecież nie przeniósł ich nigdzie fizycznie. Nie mógłby uczynić nocy dniem ani ot tak wedrzeć się do Hogwartu.
– Czy mogłyśmy… być w limbo? – spytała, bo Victoria na pewno znała to miejsce lepiej niż ona. Jakaś kolejna dziwna komplikacja po pobycie tam Lestrange? Ale ona dalej była ciepła, nie czuła żadnego chłodu. Nie wiedziała przecież, że nie tylko Victoria znalazła się w takiej sytuacji, że byli i inni, którzy przeszli przez podobne, mordercze koszmary.
Co tu się stało? Pytała o to skrzatka, potem pytał o to Sauriel. A Brenna niezbyt mogła udzielić racjonalnych wyjaśnień.
– Nie wiem. Na pewno byłam we własnym śnie. Szukałam w Kniei… kogoś. A potem byłam już na błoniach. Wiedziałam, że ma być… bal? Nigdy nie byłam na takim balu w Hogwarcie, ale wydawało mi się, że się na niego wybieram. I że muszę natychmiast dotrzeć do Wielkiej Sali, bo ktoś na mnie czeka… i kiedy tam dobiegłam, zobaczyłam, jak on... dusi Victorię. Nie wiem… nie jestem pewna, czy wciągnął nas obie… on lub ktoś inny… czy może to ty mnie jakoś wezwałaś? Chyba się mnie nie spodziewał.
Przynajmniej tak to wyglądało na początku. Chyba nie oczekiwał, że ktoś mu przeszkodzi. Zupełnie ignorował otoczenie na tym balu.
– Mam nadzieję, że nie jesteś przywiązana do tej koszuli? – spytała jeszcze, przemieszczając się za plecy Victorii. Bo wątpiła, czy eliksir wyleczy od razu całą tę paskudną ranę, a jeżeli miała spróbować ją opatrzyć, choćby prowizorycznie, Lestrange albo musiała ją zdjąć, albo Brenna usunąć magią fragment ubrania. I obojętnie od tego, co Victoria wybrała – była gotowa zabrać się do pracy. Na tyle, na ile było to możliwe, nie będąc uzdrowicielem. Bo tego Victoria zdecydowanie rankiem powinna odwiedzić, jeżeli nie teraz.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
10.08.2023, 19:07  ✶  

Nie chciała, żeby jej matka zaczęła robić tutaj zamieszanie, zresztą co by pomogła… Nie znała się na uzdrawianiu, od tego był ojciec. On akurat miał dzisiaj dyżur w Mungu. Jak Victoria będzie miała więcej sił, albo ktoś jej pomoże, to i tak będzie musiała się tam wybrać, wiedziała to doskonale. A jej matka tutaj wprowadziłaby tylko niepotrzebną, nerwową atmosferę – tak dla Brenny, dla Sauriela, jak i dla Victorii i małej Strzałki. Nie trzeba było na to nawet rzucać kością, bo było to po prostu bardziej niż pewne, ta kobieta roztaczała wokół siebie taką aurę i w ten sposób działała na ludzi.

- Nie – odparła na obruszenie się Sauriela. - Tata jest w Mungu – dodała zaraz. - Zabierz mnie tam później. Ale bez matki – Victoria bardzo nie sądziła, by cokolwiek się tu czaiło, by ktokolwiek tutaj był. To nie był sen i będąc tutaj bardzo łatwo było dostrzec absurd sytuacji tamtego świata. Że coś jej się stało… Jasne, powinna wiedzieć. Ale Victoria już o tym zaczynała myśleć. Żeby… posłać do niej skrzatkę jak sama będzie stała w kominku, żeby wiedziała co się stało, że nie było jakiegoś zwlekania i po prostu poszła szukać pomocy tam, gdzie ją otrzyma.

Nie wyrwała swojej dłoni, kiedy klęknął i ujął jej. A potem próbował rzucić zaklęcie. Victoria wiedziała jakie, nie była żadną miarą początkująca w magii nekromancji i choć nic się nie stało, to po prostu uśmiechnęła się, bardzo blado (bo na więcej nie było ją stać), że w ogóle próbował. Jakoś… ujęło ją to za serce. Bardzo lekko zacisnęła swoją dłoń, chcąc tym krótkim gestem podziękować, dać znać, że docenia próbę, choć całkowicie nieudaną i nic nie zmieniającą.

Pokręciła głową, chciała mu powiedzieć, że nie ma za co przepraszać, ale jeśli nie musiała, to wolała się nie odzywać.

- Wiem – odpowiedziała Brennie. - Ja też tak pomyślałam – tego nie dało się wyrazić inaczej niż słowami. I to dlatego zaatakowała Sauriela – bo nie widziała w ciemności i myślała, że to ciąg dalszy tego popieprzonego snu. - To nie było Limbo – przyznała cicho, starając się uspokoić oddech, chociaż było jej z tym wszystkim trudno. Była pewna, że to nie było Limbo. Ono wyglądało zupełnie inaczej. Nie było pasmem absurdalnych scenek, które zmieniały się w kompletnie odmienny krajobraz jedna po drugiej.

- Śniło mi się dokładnie to samo. Znaczy… Że ma być bal i prawie na niego zaspałam, potem, że się na nim bawiłam i czekałam na drinka i… Wtedy… on… - Lestrange zadrżała bardzo wyraźnie i zdrową dłoń uniosła do swojej szyi, jej mina wyrażała przerażenie. Kiedy zamykała oczy, to pod powiekami widziała jak stoi przed nią z dłońmi wyciągniętymi, zaciskającymi się na jej szyi. - Nie wezwałam. Nie myślałam wtedy o niczym innym, że właśnie umieram – Victoria też sądziła, że nie spodziewał się Brenny. Poruszał się po śnie z wprawą stałego bywalca, jakby dokładnie wiedział gdzie ma być, by uderzyć, by być skutecznym, a ofiara nie uciekła. Tak samo było za drugim razem. A za trzecim – to chyba była desperacka próba. Może wiedział, że ma tylko trzy szanse? - Dziękuję, że byłaś – zwróciła się do Brenny. Jeśli obrażenia zebrane we śnie przeniosły się na jawę, to czy gdyby jej tam nie było, to by umarła?

Pokręciła głową, nie była przywiązana do tej koszuli nocnej, chociaż bardzo ją lubiła. Pozwoliła więc Brennie rozwiązać sznurek, którym ściągało się materiał przy karku, by koszula była luźniejsza i można było ją zsunąć na ramiona i odsłonić plecy. Zupełnie przy tym zapomniała, że w pokoju jest jeszcze mężczyzna i że nie wypadało się tak w jego obecności obnażać.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
10.08.2023, 19:34  ✶  

Sauriel przepraszał zupełnie nie za to, że tutaj wtargnął. Jego przeprosiny, podziękowania i prośby zawsze były bardzo ograniczone i używał ich tylko wtedy, kiedy naprawdę uznał, że ma za co przepraszać. Przeprosił za to, że nie był w stanie jej pomóc. Teoria niestety nie chciała tutaj pójść z praktyką, bo, no cóż... dla niego to było jasne. Pewnie dla Victorii też po tych niektórych rzeczach, jakie miała okazję zobaczyć, kiedy z nim przebywała. Można to było jednak zrozumieć w jakikolwiek sposób, a on nawet nie pomyślał, że jego przeprosiny wcale nie musiały być jasne. Szczególnie, że Victoria chyba zrozumiała. Tym bardziej nie wpadło mu do głowy, że mógłby przepraszać Brenne, czy że ona te przeprosiny mogłaby skierować do niego. Nie byli sobie nic winni. Stworzyli prawdziwy chaos i niebezpieczną sytuację dla Victorii, a teraz tańczyli wokół siebie tak, żeby sobie nie wejść w drogę. Stało się jednak jasne, kiedy gorączka opadła, że żaden z nich źle nie chciał. A co było tym zapewnieniem? Niby sama Victoria, która im ufała obojgu tak samo. Tak się wydawało Saurielowi. Bo znowu Brenna i Sauriel sobie wzajem ufali jak... kot i pies. Albo kot i wilk. Brenna nie była żadnym dywankowym labradorem i bardzo dosadnie to pokazała od pierwszego ich spotkania, a dzisiaj tylko postawiła kropkę na końcu zdania.

Odsunął się do Victorii i przesunął dłonią po twarzy, obracając do niej plecami, żeby nie patrzeć na ten obraz nędzy i rozpaczy.
Słuchał ich. Sen. Sen? Po prostu sen? Rany ze snu? Krew ze snu? Wszystko to było aż boleśnie realne. Boleśnie, bo chociaż nie czuł, żeby Victorii cokolwiek groziło i nie widział w pełni jej obrażeń to wystarczyło spojrzeć na krew. I na to, jak wyglądała. To nie była rana, ta na ręce, którą się dostaje od byle przecięcia się. Te ślady duszenia na szyi - kurwa! Ktoś chciał ją zabić. To wyglądało tak, jakby ktoś chciał ją zabić.

- B-brenna cię zabierze. - Jakoś było mu słabo po tym uderzeniu. Robiło mu się dziwnie mdło, niedobrze, kręciło w głowie i wręcz trudno było zebrać myśli i mówić gładko. Potrząsnął znowu lekko głową, jakby to miało w czymkolwiek pomóc, ale wcale nie pomagało. Cóż, musiało mu się to uspokoić, to na pewno. Usiadł na krześle, żeby nie musieć stać i obserwował dwie kobiety. Tak, teraz mógł powierzyć Victorię w ręce Brenny! Ten brak zaufania trochę opadł. Osiadł. I nie dlatego, że bardzo wierzył tej kobiecie, tylko wierzył Victorii. I wierzył też temu, co słyszał i co było mu tu opowiadane. A co najważniejsze - wierzył temu, że akurat Brenna była teraz bardziej zdolna zaopiekować się Victorią niż on. I... skoro tak broniła Victori... sama Victoria nie zaprzeczała. A przecież była Oklumentką. Gdyby ktoś mieszał jej w głowie to raczej byłaby tego świadoma.

Ale jakoś strasznie go wkurwiało, że była tam Brenna, a nie on.

Niczego nie powiedział na te opowieści. Nie było komentarza. Z dwóch powodów - brzmiało to zupełnie... zupełnie absurdalnie, chociaż o dziwo jakoś im wierzył. To była na pewno jakaś magia, no pytanie, jaka. Z drugiego powodu, bo coraz bardziej "pływał". Układanie zdań stało się naprawdę dziwnie trudne.

- Przyjdę jutro. - Wymruczał wielki bohater na czarnym rumaku, który wpadł tu, rozpierdolił drzwi i teraz gotów był wyjść, skoro już narobił odpowiedniego zamieszania. Może obie kobiety o nim zapomniały, ale on się nie zapomniał, że czasem wypada być jednak dżentelmenem! Mógł oszczędzić Victorii swoich chamskich komentarzy potem i oszczędzić jej siebie samego. To raczej wyjdzie im obu na zdrowie. Nie wspominając, że miał zainteresowanie kobiecym ciałem na poziomie takim samym, jak rzeźbiarz może spoglądać na rzeźbę.

Podniósł się i skierował do wyjścia.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#20
10.08.2023, 19:43  ✶  
Właściwie przepraszała ich oboje. Victorię bardziej, ale mimo całej nieufności do Sauriela i rodu Rookwoodów w ogólności, była skłonna przyznać, że popełniła błąd.
- Bardzo się cieszę, że byłam - powiedziała Brennie bezwiednie. Choć nie wiedziała, jakim cudem się tam znalazła, i ją dręczyła ta myśl, że gdyby się nie pojawiła, Victoria mogłaby umrzeć uduszona we własnym łóżku. Kto to zrobił? Czy to mógł być Voldemort, chcący ukarać Victorię za to, co zrobiła w limbo…? Za pokrzyżowanie mu planów? - Może to był przypadek, może z jakichś powodów czaił się na nas obie, może jeśli coś zrobił wcześniej, to akurat, kiedy byłyśmy obok siebie w Ministerstwie i jakoś... zostało to na mnie... a może... słyszeliście kiedyś o niciach powiązań?
Ona sama wiedziała o ich istnieniu wyłącznie z jednego powodu: ciotki Naoise. Chociaż ta zmarła, kiedy Brenna była jeszcze mała, to pozostawała obecna w opowieściach, a córka odziedziczyła jej talent. Brenna oczywiście nie do końca to wszystko rozumiała, usłyszała tylko co po trzy...
- Łączą podobno czarodziejów. Byłam dość blisko tego miejsca. Też spałam. Może kiedy byłaś w niebezpieczeństwie... po prostu ta nić mnie tam pociągnęła.
Bo też mieszkała w Dolinie Godryka, akurat zasnęła albo w tę nić było wpisane, że zdaniem Victorii Brenna pomogłaby jej w takiej sytuacji... Ale to były zgadywanki. Teoria równie dobra, jak każda inna.
– Może ktoś z Departamentu Tajemnic będzie wiedział – mruknęła jeszcze, podczas opatrywania. Starała się być ostrożna i zadbać o to, aby Victoria nie cierpiała bardziej niż to konieczne, ale niestety: nie była uzdrowicielką. Niepokoił ją i wzrok Sauriela, który na nich czuła, ale w tej chwili podchodziła do tego podobnie, jak on.
Victoria mu ufała, nie mogła więc po prostu stąd go wyrzucić. Poza tym to był jej narzeczony. Miał większe prawo tutaj być niż ona.
Spojrzała na niego z pewnym zdziwieniem, kiedy zadeklarował, że to ona ma zabrać Victorię do szpitala. Tak, była na to gotowa, mimo tego, jak była ubrana i że w gruncie rzeczy miała wrażenie, że wkrótce zaśnie na stojąco. Ale zdumiewało ją, że Sauriel tak chętnie przekazywał Lestrange „w jej ręce”, kiedy ledwo chwilę temu zdawało się, że najchętniej by ją zabił. Poprawiła koszulę z powrotem na ramionach przyjaciółki i zerknęła na nią pytająco.
Decyzja, czy chce zatrzymać Sauriela, czy czeka je zaraz wizyta w Mungu, należała już do niej. Brenna była gotowa i pomóc w oczyszczeniu tych ran po nożu i potem udać się z Lestrange do kliniki, i... po prostu wyjść, jeżeli Tori chciała, by Sauriel pozostał przy jej boku. Bo ostatecznie, Rookwood chyba faktycznie nie planował zabić swojej narzeczonej, a ona myliła się w ocenie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3378), Sauriel Rookwood (3686), Victoria Lestrange (3218)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa