• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [lato 1972] A na pokładzie żyją karaluchy

[lato 1972] A na pokładzie żyją karaluchy
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#11
02.09.2023, 00:48  ✶  

Avelina, Danielle, Sebastian


Na bladych policzkach Anne Bishop pojawił się rumieniec. Tym razem nie taki, jak wcześniej, nie pełen zaaferowania, zachwytu nad informacją, którą posiadała i która jak jej się wydawało, miała wprawić siedzące obok niej kobiety w konsternację; ale zawstydzony.
Uśmiechnęła się wymuszenie.
- Macie rację – zgodziła się słodko, choć znowu zrobiła to pewnie tylko dlatego, że brakowało jej jakiejś puenty, którą mogłaby zaskoczyć swoje rozmówczynie. – Z pewnością ta kobieta nawyobrażała sobie jakichś bzdur. – Za to Anne z pewnością nie wyobrażała sobie niczego szczególnego, gdy próbowała zepsuć humor Avelinie i Danielle. – Och, twój narzeczony podszedł do pana Arrowa. Czy oni się przyjaźnią? – zapytała z fałszywym zaciekawieniem.
Obserwowała jak Augstus wstawał, by porozmawiać z sir Howardem.
Tymczasem, gdy Danielle spojrzała w tamtą stronę przez chwilę widziała zupełnie coś innego. Nie przyjaciela rodziny rozmawiającego z zięciem, obydwaj zresztą raczej nie darzyli się sympatią, ale ciągnący przez ulicę tłum rozgniewanych ludzi. I jakby tam kiedyś była, jakby stała na chodniku? A kiedy zbliżył się do nich kelner, z początku wydawało jej się, że drogę zagrodził jej ktoś inny, ktoś dziwnie znajomy, kogo przecież wcale nie znała.
- Czy mam coś jeszcze paniom podać? – zapytał kelner.
Nie idź tam. Idzie kontrmanifestacja. To sprawa dla aurorów i brygadzistów. Co? Co to za bzdury? Kim niby mieli być aurorzy i brygadziści? Jaki kolejny odłam faszystów lub komunistów? A Lecznica Dusz? Czemu o niej wspomniała? Czyżby Anne Bishop jednak udało się podnieść Danielle ciśnienie? Ale jak na złość, gdy tylko próbowała skupić się na planowaniu ślubu córki, znowu w uszach usłyszała ten sam głos, tym razem cieplejszy i jakby nieco czulszy: Zawsze będę cię lubić. Skomlenie psa jednej z przechodzących nieopodal pasażerek przywróciło ją do rzeczywistości.
Pan Rossi pokiwał głową, rozważając słowa Sebastiana.
- Ach, to byłaby doprawdy wielka tragedia, gdyby jakiś złodziej ukradł mi moje perły – przyznał zamyślony. Postukał palcem w swoją szklaneczkę z alkoholem. – To taka zabawna historia, ale wygrałem je w karty. Znaczy samo to nie jest zabawną historią. Zabawne jest to, że wygrałem je od mężczyzny, który chwilę wcześniej nosił je na własnej szyi – uśmiechnął się z pobłażaniem. – Słowo daję, byłem w klubie dla dżentelmenów, nie w jakimś podejrzanym przybytku. Cały wieczór w nich grał i wygrywał. I wtedy powiedziałem mu, dobrze, zagrajmy o naprawdę wysoką stawkę, postawię siedemdziesiąt tysięcy funtów, jeśli pan postawisz te perły, co je z takim namaszczeniem nosisz na szyi. I się zgodził. Był nawet całkiem pewny, że wygra, ale mina mu zrzedła, gdy kazałem wrzucić perły do puli zakładów. – Rossi wychylił do końca burbon z lodem i machnął na kelnera, by przyniósł mu jeszcze jeden. – I wtedy szczęście odwróciło się od biedaka. Mnie za to akurat przyszła karta – uśmiechnął się zadowolony do swoich wspomnień. A Sebastiana nawiedziła kolejna dziwna i irracjonalna myśl, że pewnie tak jeśli naszyjnik byłby zaklęty a przed rozdaniem Rossi go dotykał, wyobrażając sobie zwycięstwo. – Teraz chcę te perły podarować szanownej małżonce samego króla. Słyszałem, że jest miłośniczką pereł. Jeśli nawet nie zyskam za to tytułu szlacheckiego to przynajmniej dostanę koncesję importową – wyjawił swoje plany.

Augustus


Sir James Howard obrzucił Agustusa nieprzyjemnym, choć nieco zaintrygowanym spojrzeniem.
- O – powiedział mało elokwentnie. – Ależ oczywiście, że są. Zdaje się, że pan się przyjaźni z moją narzeczoną od dziecka – przypomniał. A do Augusta dotarło, że właściwie to tak, znali się z Aveliną od czasów Hogwartu. Ho… czego? – Proszę mi uwierzyć, panie Arrow, doskonale wiem jakim posagiem dysponuje Avelina – poprawił go całkiem uprzejmie, kompletnie nie ukrywając tego, że zależało mu przede wszystkim na pieniądzach Heinzelów.
Tak, mógł się ożenić z Aveliną Heinzel, ale robił to dla pieniędzy. Tylko dla pieniędzy. Dla nich nawet gotów był podzielić się tytułem szlacheckim ze zwykłą córką właściciela fabryki.
Ale coś we wzroku sir Howarda mówiło o tym, że był całkiem zainteresowany tym, co Arrow miałby mu do powiedzenia. Może nawet gotów byłby odejść z nim na słowo, o ile to rzeczywiście było coś interesującego.
- Jestem do pańskiej dyspozycji – rzucił nonszalancko.

Avelina, Danielle, Sebastian, Augustus


I wtedy usłyszeli hałas dochodzący z dołu. Jakaś kobieta wykłócała się z jednym z oficerów pokładowych i najwyraźniej chciała wejść do restauracji. Coś na dole błysnęło.

Tura trwa do 05.09.2023 roku do godziny 21.00
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#12
03.09.2023, 01:13  ✶  
Ech, nie pomyliłem się ani odrobinę. Sir Howard myślał tylko o majątku, który zyska, wżeniając się w rodzinę Heinzelów. W takim wypadku nie mogłem pozwolić na to by Avelina cierpiała. Musiałem zrobić wszystko, co tylko było w mojej mocy, aby sir Howard chociaż traktował ją z należytym szacunkiem, godnością, delikatnością.
Znałem ją od dziecka, od czasów Hogwartu. Zdawało się, że to wieku temu, że minęło sto lat, a może nawet więcej od naszej pierwszej niewinnej mniej lub bardziej rozmowy, ale... Chwila. Hogwartu? Co to był Hogwart? Gdzie był Hogwart?
Ponownie zamrugałem kilkukrotnie. Coś tu zdecydowanie nie grało, a w dodatku wciąż stałem spięty i nie potrafiłem się wystarczająco dobrze skupić się na Jamesie. Miałem z nim do pogadania, a zamiast tego mąciło mi się w głowie. Wczoraj... Rano... Jakiś nieokreślony czas wcześniej przynajmniej było ze mną wszystko w porządku, ale teraz? Dostawałem ewidentnie jakiejś paranoi, ale Avelina powinna być w pracy. Tak, powinna być w tych dziwnych ubraniach, zamiast siedzieć i rozmawiać...
Machnąłem wolną ręką, chcąc odegnać te myśli, jakbym chciał odegnać sprzed nosa uciążliwą muchę.
- Bardzo mi zależy na rozmowie, aczkolwiek nie mogę teraz opuścić... odpuścić... Pan wybaczy, ale nie czuję się teraz najlepiej. Proszę o spotkanie o innej porze dnia. Zapewniam, że niczego Pan nie pożałuje - obiecałem, niestety z wieloma nutkami przeprosin. Był hrabią, a poza tym potrzebowałem jego przychylności by w ogóle chciał ze mną rozmawiać. Niezależnie od tego, jakim człowiekiem nie był, to właśnie z nim musiałem się układać.
Hogward, Hogward... Hogwart. Byłem pewien, że mojej głowie pojawiło się słowo Hogwart i że to coś znaczyło. Spojrzałem ponownie kontrolnie na Avelinę. Właściwie non stop mój wzrok uciekał w jej kierunku, więc si James Howard musiał mieć niezły ubaw z mojej osoby w swojej głowie. Biedny przyjaciel nieszczęśliwie zakochany w jego przyszłej żonie. Zapewne grubo sobie z tego kpił. Każdy na tym statku z tego kpił. Cóż, to nie było istotne.
Już otworzyłem usta by zamienić jeszcze słowo z Howardem, ale do mych uszu doszedł hałas, krzyki, błyśnięcie. Spiąłem się jeszcze bardziej, a moje nogi same ruszyły w kierunku Aveliny by stanąć między nią a tym ambarasem. Pokuśtykałem bliżej jej stolika i, choć to nie wypadało, pozostawiłem sir Howarda za sobą bez słowa. Nie miałem pojęcia, co mogłem zrobić na swoim miejscu, ale zamierzałem chronić Avelinę niezależnie od tego, co tam też się najlepszego wyprawia... Zacisnąłem mocniej dłoń na lasce, jak gdybym miał się właśnie nią bronić. Kawałkiem struganego drewna! Zabawne.
- Co się dzieje? O co chodzi? - zapytałem osoby stojącej najbliżej, a może samej awanturującej się.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#13
03.09.2023, 17:43  ✶  

Słuchając matki Avelina zwróciła uwagę na słowa o Lecznicy Dusz. Nie rozumiała, ale jednocześnie wydawało jej się to tak podobne do swojej rodzicielki, że aż zbyt oczywiste w jej ustach. Jakby zawsze o takich miejscach ze sobą rozmawiały, jakby zawsze spędzły czas na rozmowach o chorych. Szybko jednak wyrzuciła ze swojej głowy te myśli, bo Anne zwróciła jej uwagę na Augustusa i Jamesa. Avelina spięła się lekko prostując swoje plecy. Nie wiedziała, dlaczego tak zareagowała, że jej narzeczony chciał porozmawiać z Arrowem. Dlaczego go nazywała nazwiskiem? Dlaczego nazwisko jej bardziej do niego pasowało? Jakby to była jego odpowiednia część istnienia.

Gdy usłyszała hałas już nie wchodziła w dyskusje z kobietami, które z nią siedziały. Podniosła się z miejsca z zamiarem sprawdzenia tego hałasu. Ktoś musiał zareagować. Nie lubiła odpoczywać, gdy ktoś wokół hałasował. Nie lubiła w ogóle hałasów, ani tłumów. Wolała zacisze czegokolwiek. Nagle przed nią pojawił się Arrow, spojrzała na jego plecy. To było do niego takie podobne, że stawał przed nią jak rycerz. Po co jej robił? Potrafiła o siebie zadbać i nie potrzebowała jego ochrony. Teraz powinien chronić ją jej narzeczony, ale dlaczego tak uparcie gdzieś w tyłach jej umysłu to jej się podobało?

Stanęła obok niego i spojrzała na jego twarz.

– Będziesz tak stał, czy idziesz to ze mną sprawdzić Arrow? – zapytała marszcząc brwi i nie czekając na jego reakcje poszła w tamtym kierunku z obawą w sercu. Dlaczego ktoś się tam kłócił? I co to był za błysk? 


Skin-clad wolf
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sebastian to jest wysokim i postawnym mężczyzną. Mierzący 189 cm wzrostu waży 86 kilogramów. Ma krótko ścięte, ciemnobrązowe, przyprószone przy skroniach siwizną włosy (w odpowiednim świetle mogą wydawać się prawie czarne) oraz niebieskie oczy. Preferuje noszenie wygodny i najczęściej na wpół elegancki elegancki ubiór - dżinsowe spodnie, koszule i kamizelki, rzadziej zakłada trzyczęściowe garnitury i szaty wyjściowe. Sprawia wrażenie stosunkowo wyobcowanego, jednak nie jest niesympatycznym gburem - można się o tym przekonać rozmawiając z nim w cztery oczy.

Sebastian Travers
#14
04.09.2023, 18:26  ✶  
Sebastian Heinzel westchnął i podniósł szklaneczkę z whisky do ust.

— Dla pana z pewnością. — Mruknął ze znikomym zainteresowaniem. Perły można było sobie kupić. — Cóż za fascynująca opowieść, panie Rossi. Który klub przyjmuje tak osobliwych dżentelmenów? Czy zechciałby pan pokazać mi wygrane w karty perły? — Potrafił nad wyraz przekonująco udawać swoje zainteresowanie i maskować zgorszenie, wywołane myślą, że pan Rossi nie był z nim szczery i chciał ukryć swoją wizytę w jednym z podejrzanych przybytków. Zdecydował, że chciałby przyjrzeć się tym perłom.

Zgrało się to w momencie z kolejną nawiedzająca go dziwną, irracjonalną myślą. Zaklęty naszyjnik, którego dotknął ten mężczyzna przed rozdaniem, wyobrażając sobie zwycięstwo. Irracjonalne, prawda? W przeciwieństwie do kolejnej myśli, która zakiełkowała w jego umyśle, że jeśli to prawda, że te perły przynoszą szczęście to dobrze byłoby wejść w ich posiadanie i podarować je własnej córce z okazji jej ślubu.

— Z pewnością będzie zachwycona i dzięki temu osiągnie pan swoje plany. — Odparł jedynie, jednocześnie snując własne. W dalszym ciągu spoglądał w stronę Sir Howarda i Arrowa, którzy jak dotąd się nie rzucili sobie do gardeł. Może i to tego doszłoby, gdyby nie ten hałas dochodzący z dołu, krzyki i nagły błysk. Nie uszło to jego uwadze, że Arrow zbliża się do jego jedynej córki, pozostawiając praktycznie bez słowa Sir Howarda.

— Proszę wybaczyć. — Powiedział jedynie do pana Rossiego i podążył w kierunku części pokładu zajmowanego przez jego żonę, ich córkę oraz ich towarzyszkę.

— Kochanie, udasz się razem z Aveliną do naszej kajuty? Powiadomię was o tym, co się stało jak to sprawdzę. — Poprosił swoją żonę o to, co w jego odczuciu było słuszne. Sebastian nie uważał, żeby kobiety powinny zajmować się tego typu sprawami, tylko właśnie mężczyźni. Ponadto... nie mógł pozwolić aby jego córka nie powinna pokazywać się przy boku Arrowa. To mogło zaważyć na jej przyszłości i pozbawić ją perspektyw na zostanie żoną Sir Howarda. Arrow w jego oczach był gotów posunąć się do wszystkiego. Spojrzał na tego mężczyznę z wyraźną niechęcią. Zejdź mi z oczu.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#15
05.09.2023, 21:58  ✶  

Na moment przestała zwracać uwagę na trajkoczącą koleżankę swej córki, która pomimo jasnych sygnałów, że powinna zamknąć gębę na kłódkę i nie otwierać jej nie pytana, wciąż kłapała dziobem. I pewnie odpowiedziałaby coś jeszcze, ostrzej niż miała w zwyczaju, tak by ta w końcu się uciszyła. Niestety, coś innego zwróciło jej uwagę. Lecznica Dusz? Czemu to powiedziała? Nie istniało coś takiego. Odwróciła głowę w stronę Sir Howarda i dotarło do niej coś, co nie miało żadnego sensu.

To na pewno szampan uderzył jej do głowy. Po musujący alkohol sięgała raczej rzadko, gdyż zarówno smak oraz bąbelki nie do końca odpowiadały jej gustom. Czy wypiła go zbyt dużo w zbyt krótkim okresie czasu? Zamrugała oczami, przez moment wpatrując się w tamto miejsce niczym zahipnotyzowana, kompletnie odcięta od rzeczywistości. Rozkrzyczany tłum. Skąd rozkrzyczany tłum na statku? Czy bąbelki aż tak na nią zadziałały? I ta znajoma twarz... skąd ją znała?

- Tak, poproszę szklankę wody. Z lodem - rzuciła nienaturalnym głosem, jakby w naiwnej nadziei licząc, że uda jej się w ten sposób uspokoić skołowane myśli. Suknia. Kwiaty. Oprawa muzyczna. Jak nazywał się ten skrzypek, którego chciała zatrudnić?
Zawsze będę cię lubić

Wzdrygnęła się, chaotycznym ruchem odstawiając kieliszek na stolik, nieomal rozlewając resztę zawartości kieliszka. Zamknęła oczy, starając się uspokoić oddech. Zawsze będę cię lubić.

Podniosła się odruchowo, słysząc jakąś awanturę. Wiedziała, że powinna zabrać córkę i ruszyć w stronę kajut, bo wszelkie angażowanie się w konflikty nie było w jej stylu. Coś jednak podpowiadało, że powinna zostać. Że ucieczka wcale nie jest do niej podobna. Z zawahania wyrwał ją głos męża - posłała w jego kierunku pełne zaniepokojenia spojrzenie.

- Małżonku, co tu się dzie..- zaczęła. - Choć, Avelino...- zwróciła się bezpośrednio do córki, choć nie zdążyła zatrzymać córki. Nie mogła odejść bez niej. Była nią odpowiedzialna. Gdyby tylko coś jej się stało... - Avelino, wracaj, to nie jest nasza sprawa - odruchowo ruszyła za córką, zamierzając przekonać ją, by nie pakowała się w konflikty, które nawet w jednym stopniu ich nie dotyczyły.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#16
06.09.2023, 03:15  ✶  

Augustus


Sir James Howard posłał Augustusowi pełne niechęci spojrzenie.
- Pan, panie Arrow, wysyłasz mi bardzo sprzeczne sygnały – rzucił cierpko, ale nie zatrzymywał swojego rozmówcy przed ruszeniem w stronę Aveliny.
Raz, że chyba trochę go bawiła cała sytuacja. Podobało mu się, że mógł nastroszyć piórka przed człowiekiem, którego widział za gorszego od siebie, nawet jeśli bogatszego. Dwa, że i arystokratę zainteresowały hałasy dochodzące z dołu. Odwrócił się w tamtą stronę z uniesionymi brwiami.

Sebastian


Angelo Rossi zamaskował zaskoczenie słowami Sebastiana, upijając kolejny łyk burbonu. Jego śniade policzki poczerwieniały. Raczej nie należał do ludzi, którzy chcieli być podejrzewani o obecność w przybytkach o podejrzanej reputacji. I nagle historia, która wydawała mu się tylko i wyłącznie ciekawostką, nabrała jakiegoś innego, ciemniejszego wydźwięku.
- Powiem panu, kiedy zostaną przeniesione do mojej kajuty – rzucił. Chciał chyba jeszcze coś powiedzieć, ale tylko machnął ręką. Też był zainteresowany dźwiękami dochodzącymi z dołu. – Byle sprawa nie dotyczyła tylko moich pereł… - wymamrotał pod nosem, gdy Sebastian odchodził w stronę stolika, gdzie siedziały jego żona i córka.

Danielle, Avelina, Augustusus, Sebastian


Dźwięki kłótni (zakończone krótkim: ależ moi państwo, tak nie można!) ucichły. Przez kilka długich sekund Danielle, Avelina, Augustus i Sebastian słyszeli tylko zbliżające się kroki a potem ich oczom ukazała się kobieta w średnim wieku. Szła w towarzystwie trójki mężczyzn. Pierwszego z nich większość nawet kojarzyła, bo był to Młodszy Oficer Pemberton. Dwójka kolejnych wyglądała na gości drugiej klasy – niby byli ubrani przyzwoicie, niby czasami kręcili się po górnym pokładzie, ale nie mieli śmiałości, by zaznajomić się z najbogatszymi i najbardziej wpływowymi pasażerami.
Danielle i Sebastian od razu poczuli, że coś było z całą trójką bardzo nie w porządku. Mężczyźni mieli puste spojrzenia i zdawali się kompletnie posłuszni woli kobiety w średnim wieku. Mniej więcej w tym samym momencie pomyśleli, że Pemberton i jego towarzysze byli pod wpływem magii. Ba, gdy Danielle zamrugała, dostrzegła grube, ciężkie nici biegnące od nich ku kobiecie w średnim wieku. Dosłownie: trzymała je w garści.
- Pani Fawley – wymamrotał sir James Howard.
I nagle już nie był taki pewny siebie. A gdy Augustus na niego spojrzał, zobaczył coś, czego w żadnej mierze nie mógł się spodziewać, że zobaczy: dostrzegł trupa, przyobleczonego w garnitur kościotrupa z błyszczącymi od magii oczodołami. I wtedy znowu uderzył w niego zapach słonego, morskiego powietrza i rozkładających się ryb. A potem przypomniał sobie jak stał pokładzie, jak patrzył na leżącą niedaleko niego Avelinę Paxton, jak zakręciło mu się w głowie i jak sam upadł.
I właściwie to usłyszał jej  znajomy głos tuż przy swoim uchu: Rookwood.
To nie było prawdziwe. To znaczy było, do pewnego stopnia tak, rzeczywiście przebywał teraz na statku, ale nie był żadnym Augustusem Arrowem, był Augustusem Rookwoodem. Zawsze nim był. A Avelina Paxton stała obok niego, ba, głos w jego głowie idealnie zlewał się z jej głosem. Bo to był jeden i ten sam głos.
- Zdaje się, że nie zdążyłam wam jeszcze pogratulować – rzuciła głośno pani Fawley. Wciąż patrzyła, przede wszystkim na sir Howarda, choć zwracała się chyba do wszystkich zebranych. I znowu, niemal jednocześnie, ale do Sebastiana i Dannielle dotarło, że kobieta ich przeklnie. Nie, nie zwyzywa, ale splecie prawdziwą klątwę. – No to gratuluję. Ładna, posażna panna to marzenie każdego mężczyzny, co sir Howardzie? Ty tam… - rzuciła niecierpliwe spojrzenie Avelinie a tej się przez moment wydawało, że widzi wyrzucone na pokład statku ryby. Uderzały płetwami o pokład, ich skrzela otwierały się i zamykały, dusiły a rybie oczy zachodziły mgłą. – Zostaniesz arystokratką. Wielkie rzeczy. Tylko, że nie zostaniesz. Miałaś tańczyć na weselu, będziesz płakać na pogrzebie - wysyczała.
- Proszę pani! - krzyknął Angelo Rossi. - Nie wolno tak mówić! To przynosi pecha!

Tura trwa do 09.09.2023 roku do godziny 21.00

Odkryj wiadomość pozafabularną
Augustusie, wiem że z odpisu to właściwie średnio wynika, ale Twoja postać nie potrzebuje już laski do chodzenia. Znowu wyglądasz jak Ty. Widzisz też Avelinę, Danielle i Sebastiana - takimi, jacy byli w chwili, w której pojawili się na statku.
Avelino, Danielle, Sebastianie - wy na razie nie dostrzegacie takiej przemiany. Tak, jeśli - dla was - Arrow, rzuci laską to wasze postacie to zauważą, jeśli zacznie do was gadać, możecie (ale nie musicie) mu uwierzyć, etc...
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#17
08.09.2023, 20:27  ✶  
Nie zamierzałem pozwolić by Avelina szła ku niebezpieczeństwu sama, szczególnie że z własnej natury nie zamierzałem jej na to pozwalać, ale też ze względu na niepokój, który wciąż zalewał moje ciało. Wszystkie zmysły krzyczały we mnie, że coś jej się stanie, że jest w niebezpieczeństwie, że mogę ją stracić. Za żadne skarby nie zamierzałem na to pozwolić. Kląłem się na bogó, byle tak nie było, ale nam nie pomagała, rwąc się w kierunku centrum wydarzeń.
Nie musieliśmy długo czekać by ujrzeć prowodyrów rozgardiaszu. Zdecydowanie było coś nie tak, coś nie w porządku, co potwierdziło moje spojrzenie na sir Jamesa Howarda. Cieszyłem się, że miałem laskę, na której opierało się moje ciało, bo inaczej nogi by się pode mną ugieły. Poczułem jak przez plecy przebiega mi dreszcz, a do nozdrzy dociera zgnilizna. To były czary. To była czarna magia. A ja nazywałem się Rookwood, Augustus Rookwood.
I nie podobało mi się, że kobieta zaczepiała Avelinę. Czyżby była tą, którą odrzucił sir Howard? I czy to było takie istotne? Zwracała się do niej, co oznaczało, że nie było dobrze. Musiałem coś z tym zrobić. Jak najprędzej.
- Nie, to wszystko nie tak! - Spojrzałem przerażony na Avelinę, a zaraz później na Danielle. To abstrakcyjne, to absurdalne, że uważałem je za córkę i matkę. - Nie nazywacie się Heinzel. Ty jesteś Aveliną Paxton, a ty Danielle Longbottom. Przyjaźnicie się. Widzicie to? Powiedzcie, że to widzicie... Wszyscy jesteśmy czarownikami. Coś nas mami. Nie jesteśmy tymi, za kogo się uważamy! - mówiłem głośno, donośnie, wręcz krzyczałem, chcąc przebudzić ich wszystkich z tego marazmu. Przerwać i przedłużyć wywody czarownicy, rzekomej pani Fawley.
- A ty... Też jesteś czarownicą - stwierdziłem, obserwując ją uważnie. Ścisnąłem mocniej laskę, co mi uświadomiło, że już jej nie potrzebowałem. Złapałem ją w połowie ręką i odruchowo zważyłem, najwyraźniej oceniając szanse. Nie miałem jednak pojęcia, czy jeśli cisnę ją siłą w czarownicę, to czy będę w stanie zmusić Avelinę do ucieczki. Wydawało mi się to wątpliwe. I pytanie, czy w ogóle byłem w stanie nią uderzyć o czarownicę. Nie wydawała się być amatorką.
Ale chwila, zaraz. Skoro pani Fawley używała magii, to oznaczało, że też mogłem? Cóż, musiałem coś zrobić. Wciąż ściskałem laskę w dłoni, kiedy skupiałem się na czarownicy. Zamierzałem jej użyć, jeśli czary nie zadziałają. Na razie postanowiłem wybadać grunt, czy mogę czarować, a jako że parałem się magią bezróżdżkową, nic nie stało na przeszkodzie. Może za wyjątkiem dziwnych anomalii. Nie miałem pojęcia, w jaki sposób zachowa się magia. Nieistotne, robiłem to dla Aveliny. Spróbowałem wyczarować drewniany korzeń tuż obok szyi pani Fawley, który miał tylko jedno zadanie w swoim istnieniu. Zacisnąć się wokół jej szyi, udusić wiedźmę.

Na kształtowanie:
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 68
Sukces!
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#18
09.09.2023, 01:50  ✶  

Nie chciała wracać, chciała wiedzieć co to za hałas i o co chodziło. Przede wszystkim denerwowało ją to, że Arrow próbował ją chronić. Za kogo on się uważał? Nie rozumiała, dlaczego tak bardzo chciał rządzić jej życiem. Nie należała do niego, a zachowywał się tak jakby właśnie było odwrotnie. Zignorowała słowa swoich rodziców i nasłuchiwała z wyczekiwaniem i mocno bijącym sercem zbliżającej się osoby. Czuła, że powinna zostać, że nie powinna nigdzie iść, że powinna utrzeć nosa Augustusowi. Zerknęła na kilka sekund na swojego narzeczonego widząc, że coś mamrotał pod nosem. Zmarszczyła brwi i wróciła wzrokiem do kobiety w towarzystwie trzech mężczyzn. Coś jej tutaj nie pasowało, ale nie wiedziała co. Drgnęła nieznacznie, gdy kobieta zwróciła się do niej. Zrobiło się jej niedobrze na widok wizji duszących się ryb. Zamknęła na chwilę oczy, pokręciła nieznacznie głową, aby wyrzucić z siebie ten dziwny obraz. Nie rozumiała o co chodzi, ale okropnie się jej to nie podobało. Chciała myśleć o ślubie, chciała poznać się lepiej ze swoim narzeczonym. Może nie wiązała ich miłość, ale mieli spędzić ze sobą resztę życia. Chciała też porozmawiać z Arrowem, aby przestał się wtrącać w jej życie, bo wie co powinna robić, prawda?

– O co pani chodzi? – zapytała prostując się w taki sposób jakby chciała dodać sobie otuchy, pewności siebie, pokazać jej że się jej nie boi, ale wtedy odezwał się Augustus i jej uwaga skupiła się na nim. – Co ty bredzisz, Rookwood znaczy Arrow…? – zapytała, a w jej gardle stanęła dziwna gula. Dlaczego nazwała go Rookwoodem, dlaczego mówił takie bzdury i dlaczego była taka niekulturalna i nietaktowna? Nie powinna zwracać się do niego w ten sposób... Czarodzieje? Longbottom? Spojrzała na swoją mamę? Zmarszczyła brwi i cofnęła się o krok, złapała się za głowę próbując sobie przypomnieć cokolwiek, ale wszystko się jej mieszało. Miała zostać arystokratką… ale nie kochała Howarda. Kochała Augustusa. Spojrzała na niego oddychając ciężko i niepewnie. Miała wrażenie, że kiedyś jej zakazał tutaj przypłynąć, ale nie wiedziała o co chodziło. Nic nie wiedziała.  To wszystko było takie absurdalne. Może Augustus postradał zmysły?


Odkryj wiadomość pozafabularną
Jeśli za mocno poleciała i zrobiłam, coś czego nie powinnam w myślach postaci to daj mi znać, ale nie wiedziałam w końcu już co napisać ><

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#19
09.09.2023, 21:01  ✶  

Szampan zakręcił jej w głowie - to było główne i jedyne wytłumaczenie tego, jak absurdalnych rzeczy była świadkiem. Kłótnia zakończyła się tak szybko i niespodziewanie, jak się rozpoczęła. Chciała podejść bliżej córki, ująć jej dłoń i delikatnym, acz stanowczym ruchem pociągnąć ją w stronę kajuty, by nie brać udziału w tej niedorzecznej scenie, jaka odgrywała się na podkładzie statku. Najchętniej położyłaby się na miękkim materacu i odczekała, aż procenty ulotnią się z jej krwi. To na pewno ich wina - świętowała, zapędziła się. Nie powinna już pić alkoholu, a wesele córki będzie ostatnią okazją, w której to zrobi. Niestety, nie zdążyła opuścić pokładu. Fawley już ich dorwała.

Zamrugała kilkukrotnie, wpatrując się w ciężkie nici, jakie łączyły kobietę i dwóch mężczyzn, którzy posłusznie, niczym baranki prowadzone na rzeź szły tuż obok, bez słowa sprzeciwu oddając się jej woli. Cofnęła dwa kroki, a kieliszek, którego nie zdążyła odstawić na blat wysunął się z jej dłoni i upadł na drewniany pokład, roztrzaskując się dookoła. Ten dźwięk nie zdołał wytrącić ją z dziwnego transu oraz stanu, jaki ogarnął ją, gdy pojawiła się Pani Fawley. Kim była Pani Fawley? Dlaczego to nazwisko było tak znajome?

Przełknęła bezgłośnie ślinę. Uchyliła wargi chcąc powiedzieć coś, odezwać się, jednak przeszkodził jej Arrow. Jej wzrok na moment zatrzymał się na Augustusie, który mówił do niej coś, czego nie pojmowała. Paxton? Longbottom? Czarownikami?
- Przepraszam, ale wygląda na to, że pan również wypił zbyt dużo... - wydusiła z siebie. Rookwood? Spojrzała nieprzytomnym wzorkiem na córk... przyjaciół... córkę? To wszystko, ta cała sytuacja w której obecnie była wydawała się surrealistyczna. Tylko dlaczego miała wrażenie, że gdzieś słyszała te dziwne nazwiska, którymi obrzucił ich kaleka Arrow?



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Skin-clad wolf
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sebastian to jest wysokim i postawnym mężczyzną. Mierzący 189 cm wzrostu waży 86 kilogramów. Ma krótko ścięte, ciemnobrązowe, przyprószone przy skroniach siwizną włosy (w odpowiednim świetle mogą wydawać się prawie czarne) oraz niebieskie oczy. Preferuje noszenie wygodny i najczęściej na wpół elegancki elegancki ubiór - dżinsowe spodnie, koszule i kamizelki, rzadziej zakłada trzyczęściowe garnitury i szaty wyjściowe. Sprawia wrażenie stosunkowo wyobcowanego, jednak nie jest niesympatycznym gburem - można się o tym przekonać rozmawiając z nim w cztery oczy.

Sebastian Travers
#20
09.09.2023, 23:21  ✶  

Sebastian nie urodził się wczoraj i wiedział aż za dobrze, że bogacze mają swoje przywary i za jedną można było uznać chadzanie do podejrzanych przybytków oraz zaprzeczanie dopuszczaniu się podobnych ekscesów. Najgorsi pod tym względem byli arystokraci. W przeciwieństwie do nich, do wszystkiego doszedł dzięki własnej zaradności, żyłce do interesów i swojej ciężkiej pracy. Owszem, zamierzał wydać swoją córkę za arystokratę po to aby zapewnić jej odpowiednią pozycję w świecie, jaką gwarantował tytuł hrabiny.

— Proszę z tym długo nie zwlekać, panie Rossi. Mój czas jest cenny. — Poinformował tego mężczyznę na odchodne.
Odbywające się poniżej tego pokładu zamieszanie nie powinno ich interesować. W szczególności to dotyczyło jego żony i córki, które powinny cieszyć się urokami tego rejsu i perspektywami, które stworzy dla nich awans społeczny jego córki. Jako rodzice hrabiny będą mieli wstęp na salony arystokratów.

— To właśnie próbuję ustalić... na razie mogę powiedzieć tyle, że doszło do jakieś kłótni. Przyjdę do Was jak najszybciej. — Poinformował swoją żonę i córkę, które właśnie odsyłał do ich kajuty.

Sebastian spojrzał na kobietę w średnim w wieku i towarzyszących jej trzech mężczyzn - Młodszego Oficera Pembertona oraz dwóch pasażerów drugiej klasy. Zapewne posłałby im jedynie przelotne wrażenie, gdyby nie to uczucie, że z całą trójką było coś nie w porządku, przez to - jak spostrzegł - że mężczyźni mają puste spojrzenia i wykazywali się ślepym posłuszeństwem. Jeszcze dziwniejsza i bardziej niepokojąca była myśl, że mężczyźni znajdowali się pod wpływem magii. Przecież nie istniało nic takiego jak magia!

W zupełnie normalnej sytuacji Sebastian powinien przyjąć te gratulacje i podziękować w imieniu swojej córki, gdyby nie to... wrażenie, to, że dotarło do niego, że ta kobieta zamierza ich przekląć jak wiedźma. Brzmiało to zgoła irracjonalnie. Niezależnie od tego, słowa kobiety bardzo mu się nie spodobały. Ta kobieta powinna zostać usunięta z tego pokładu, tak aby nie musieli jej oglądać i słuchać.

— Nie ma prawa mówić w ten sposób do mojej córki! — Sebastian niejako zawtórował panu Rossi, tak szczycącemu się posiadaniem przynoszących szczęście pereł. Tych, które tak bardzo chciał obejrzeć i wejść w ich posiadanie.

Arrow, który najwyraźniej nie zamierzał zostawić w spokoju jego rodziny, zaczął wygadywać głupoty jak niespełna rozumu. Bo jak inaczej określić to, że usilnie stara się wmówić się jego żonie i córce, że nie noszą jego nazwiska, że są zupełnie innymi osobami, że nie łączą ich więzy krwi i są czarownicami.

— Arrow, czy Ty już do reszty postradałeś rozum?! — Warknął na niego ze złością, nie zamierzając dać wiary tym wszystkim bredniom, które opuszczały usta tego mężczyzny. — Od początku tylko mącisz, latasz za moją córką jak natrętna mucha i teraz jeszcze mieszasz w głowie jej oraz jej matce! — Należało postawić sprawę jasno. Nie zamierzał dłużej tolerować zuchwalstwa Arrowa, który teraz zachowywał się jakby pozjadał wszystkie rozumy. Nie pozwoli mu zmarnować szansy, jaka nadarzyła się Avelinie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (2763), Avelina Paxton (1809), Danielle Longbottom (1313), Norvel Twonk (3969), Sebastian Travers (2693)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa