• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[ 27 Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia

[ 27 Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
05.10.2023, 22:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 22:12 przez Cynthia Flint.)  
Było coraz cieplej, dni były dłuższe i słońce chętnie wyglądało zza białych chmur, snujących się niewinnie nad wciąż pogrążonym po wydarzeniach na Beltane, Londynem. Przeczytany w gazecie artykuł nie mógł wyjść jej z głowy. Nigdy nie wierzyła w starą magię, która rzekomo płynęła ze święta druidów, ale teraz..? Wracała do tekstu kilkukrotnie, jakby szukała logicznego rozwiązania. Pracowała przecież z trupami, taka już była. Czy wszystko to, co tliło się w niej w kierunku Louvaina, było tylko efektem wianka i rytuału? Czy było to nieprawdziwe? Tyle lat byli przecież przyjaciółmi, owszem, zdarzało się im raz lub dwa pocałować, ale zawsze działo się to pod wpływem alkoholu lub innych używek. Cały ten wachlarz emocji utrudniał jej funkcjonowanie, odciągał od obowiązków i sprawiał, że traciła kontrolę, a ona przecież kochała mieć kontrolę. Istniał w ogóle ktoś, kto lubił tracić kontrolę? To oznaka słabości, ta niemoc wykonania zadania, skupienia, podjęcia właściwej decyzji, niezamąconej uczuciami, które przecież są tak zmienne. Z drugiej jednak strony, czy utrata tej kontroli nie sprowadza się do szansy dla drugiego człowieka, aby Cię złapał, gdy spadasz? Nie umiała znaleźć odpowiedzi, nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Potrzebne się granice między nią i resztą świata. Inni ludzie są zbyt zagmatwani. A ona przez Louvaina i Cathala też się robiła taka. Niepoukładana.
Przeczesała dłonią włosy, pogrążone w wyjątkowym jak na nią chaosie, bo zamiast upięcia lub ozdobnych spinek, wybrała cienką opaskę z kryształkiem, który czasem zlewał się ze srebrem jej włosów. Dochodziła osiemnasta, wciąż było jasno, przyjemnie rześki wiatr wdarł się pod sukienkę, zostawiając na skórze gęsią skórkę. Materiał był dość cienki, ale miał długi rękaw i sięgał za kolana, dopełniony butami na obcasie. Zwilżyła maźnięte karminem usta, wzdychając ciężko i unosząc dłoń, aby zastukać w drzwi — wiedziała, że był w domu. Musieli porozmawiać, nie mogła tego tak zostawić. Nie mogła tkwić w takim stanie. Jej uszu dobiegły kroki, charakterystyczne skrzypienie drewna, a gdy rozległo się piszczenie zawiasów i jej oczom ukazało się dobrze znane oblicze, nie mogła nic poradzić na subtelnie rozlewający się rumieniec na polikach, fale ciepła przebiegającą po całym ciele. Zlustrowała go wzrokiem, przesuwając od dołu do góry, zatrzymując się na bladej twarzy i onyksowych oczach. Musiała się upewnić, że nic mu nie było.
- Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale musiałam się z Tobą zobaczyć. Masz wolny wieczór? - zapytała w końcu, pozwalając sobie na delikatne uniesienie kącików ust ku górze, jakby zupełnie nie mogła nad tym zapanować. Uniosła dłoń, zgarniając jasne pasmo za ucho, nie uciekała od niego spojrzeniem? Nie byłaby Cynthią, gdyby nie miała w głowie ułożonego planu tej rozmowy, ewentualnych scenariuszy jej przebiegu, ale jak niby miała zachować rozsądek i dystans, gdy niesione starą magią uderzenia serca na jego widok, tak mocno rozbijały się echem w jej głowie? Przeklęte Beltane. - Powinniśmy porozmawiać Lou.
Dodała jeszcze, jakby chcąc wyjaśnić, dlaczego zdecydowała się na odwiedzenie go w taki niepasujący do niej sposób. Przeniosła spojrzenie gdzieś na bok, pozwalając sobie na chwilę wytchnienia od spoglądania na wzbudzające emocje oblicze. Jak na zawołanie, uderzenia próbowała zagłuszyć treść artykułu, którą po tylu razach czytania, Flintówna znała już niemalże na pamięć.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#2
11.10.2023, 20:16  ✶  
Ciężko było mu się z tym oswoić, ale po prawdzie zaczynał już powoli przyzwyczajać się do tego przenikliwego chłodu. Zdążył już zrozumieć, że najgorsze co mógł sobie robić w tym stanie to wystawiać się na zbyt dużą różnicę temperatur. Im większa różnica, tym większy dyskomfort odczuwał. Dlatego cały swój dom postanowił gruntownie ochłodzić. Ściągnął do swojego miejsca specjalistę od transmutacji i kazał przerobić swój kominek w głównym pomieszczeniu, tak by ten zamiast zwyczajowo ogrzewać wnętrze, biła od niego fala chłodu. Oprócz tego w każdym pomieszczeniu porozstawiał kilka zaklętych kostek lodu, importowanych z Islandii, by emanowały zimnem dookoła. Z tego tytuły, wewnątrz domu temperatura oscylowała wokół 15, może nawet mniej, stopni. Dla kogoś z zewnątrz mogło wydawać się to szaleństwem. Przeciętny czarodziej, może z niego mniejszą odpornością, będąc nasiąkniętym majowym, ciepławym powietrzem, mógłby złapać przeziębienie, wchodząc do domu Louvaina w jego obecnej konfiguracji. Jego narzeczona nawet tu już nie przebywała, więc nikomu nie-Zimnemu nie mógł przeszkadzać obecny stan domostwa.
On sam także miewał problemy z koncentracją. Kiedy tylko pozwalał sobie na chwilę nieuwagi, myślami błyskawicznie odbiegał od obowiązków. Nigdy nie miewał problemów z dziennymi marzeniami, dopiero teraz uświadomił sobie czym taka przypadłość mogła być. Nikogo raczej nie zaskoczy, że w każdym takim przypadku główną oraz tytułową rolę odgrywała Cynthia. A rozmyślał o niej na wielu płaszczyznach i w różnych zestawieniach. Czasem wracał wspomnieniami do dni w których ściągali na siebie kłopoty, a raczej to Lou wplątywał pannę Flint w swoją problematykę. A czasami przypominał sobie zdarzenia sprzed raptem kilku dni, kiedy zaopiekowała się nim, otoczyła troską i nawet obdarzyła bliskością na którą jako kooperacyjny terrorysta nie zasługiwał. On rzecz jasna nie myślał o sobie w takich kategoriach, ale dla kogoś z percepcją niewtajemniczonego mogło tak wyglądać.
Ucieszył się widząc w progu drzwi, a poznać to mogła po zadziornym uśmieszku, który jak dotąd tylko Flintówna potrafiła wywołać na jego ustach. Choć słysząc pukanie w pierwszej reakcji nieco się spiął, gdyż nie spodziewał się żadnych gości. Z reguły nie przepadał za odwiedzinami, nie ważne, czy spodziewanymi, czy nie, a w obecnym stanie jeszcze bardziej ich nie lubił. Zaskoczenie okazało się być jak najbardziej przyjemne. - Tak bez pardonu? Całkiem do Ciebie niepodobne. - rzucił na zaczepnego w pierwszej reakcji - Proszę, wejdź. Ale ostrzegam, że atmosfera może być wyjątkowo... chłodna. Może nawet Cynthia o tym nie wiedziała, ale cały czas była wewnątrz, ba, nawet nie zdążyła wyjść, a przynajmniej z jego głowy. Miał nagi tors, jedynie ciemne bojówki okrywały jego nogi. Miał dzień wolny od pracy, więc nawet nie trasmutował wszystkich swoich mniej, lub bardziej szczeniackich tatuaży.
Musimy porozmawiać. Rezonowało w jego myślach echem i zwiastowało to czego zwykle unikał, czyli odpowiedzialności za swoje wybory, ale cóż. Taka była najwidoczniej kolej rzeczy, a on również był tego zdania, chociaż wolał udawać lekkoducha. -Mhmmm, czego się napijesz w takim razie? - odparł, już wiedząc, że bez alkoholu się nie obędzie.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
13.10.2023, 23:07  ✶  
Podjęte przez niego środki w celu zapewnienia sobie komfortu byłyby dla niej zupełnie zrozumiałe, wszak dotykająca go przypadłość wciąż miała mnóstwo niewiadomych. Sama Cynthia wolała chłód, przyzwyczajona do zimna panującego przy sekcjach i w całym prosektorium, gdzie zwłoki oraz narządy przetrzymywano, aby spowolnić proces rozkładu. Upalne lato było męczące, dlatego była typowym miłośnikiem jesieni lub wiosny, zarówno przez temperatury, chłodne powiewy wiatru, jak i zmiany zachodzące zarówno w przyrodzie, jak i na niebie, które lubiła obserwować.
Zdawała sobie sprawę, że jej perfekcyjnie ułożony plan rozmowy z pewnością ulegnie zmianie, gdy go tylko zobaczy i usłyszy. Że Lou, jak to miał w zwyczaju, uniesie się złością, zazdrością, dumą i uporem, który czasem przebijał ten Cynkowy. Ostatnimi czasy dużo o nim myślała, odciągał ją od obowiązków i ku jej niezadowoleniu, naruszał głęboko ukryte emocje, które tylko wadziły w życiu codziennym. Miała do niego słabość, a w szkole przecież za nim nawet nie przepadała, nie było mowy o żadnych maślanych oczach. Chociaż ich relacja na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat bardzo się zmieniła, czy można było mówić o czymś więcej, czy po prostu o kapryśnej magii ognisk i wianków druidów? Ten artykuł sprawił, że w jej umysł wdarło się jeszcze więcej chaosu. Był Śmierciożercą, nazywali go terrorystą i zbrodniarzem, a ona, ta, która najbardziej na świecie nie chciała się w nic takiego wplątać, pomagała mu i była na każdego jego zawołanie, rumieniąc się niczym podlotek na widok ciemnych, onyksowych tęczówek.
Zaskoczył ją widok, który zastała. Była przyzwoitą, młodą kobietą i nieprzywykła do spoglądania na mężczyzn pozbawionych odzienia wierzchniego, co zresztą w tym przypadku, mógł z niej wyczytać, jak z otwartej księgi. Łapała się przecież na tym, że w jego towarzystwie pozwalała sobie na bycie sobą, a nie tym, kim być musiała i się nauczyła. Podniosła wzrok na jego twarz, czując subtelne rumieńce na polikach i posłała mu pytające spojrzenie, jakby bez słów chciała zapytać o dwie rzeczy: po pierwsze, czy ona mu przeszkodziła w czymś, w czym nie powinno się przeszkadzać i po drugie, dlaczego właściwie otwiera ludziom drzwi pół nagi?
- Zauważyłam, że ostatnio coraz więcej rzeczy robię, które są do mnie niepodobne i nie jestem pewna, czy to zły, czy może dobry znak Lou. - odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, a sięgające połowy pleców włosy, zakołysały się leniwie, spływając po nich do przodu. I naprawdę musiała się pilnować, żeby nie przesunąć wzrokiem tam, gdzie jej zwyczajnie nie wypadało — no, może wypadało, ale nie mogła się na niego gapić tak wprost i to jeszcze w drzwiach. Oczywiście mogła zrzucić to chęć przyjrzenia się tatuażom, gdyby zaszła taka potrzeba. Czy atmosfera w tym przypadku nie powinna być gorąca? Dziewczyna nie zapytała jednak, kiwając głową i wchodząc do — jak się okazało po kilku sekundach — dość chłodnego wnętrza.
- Gdybym nie wiedziała, że masz problemy z temperaturą, pomyślałabym, że chcesz przechowywać tu zwłoki. - stwierdziła, czując gęsią skórkę na ciele, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. - Nie wiem, wódki? - wzruszyła ramionami, przesuwając spojrzeniem po wnętrzu z przyczajenia i chęci uniknięcia zagapienia się na niego z tym nieszczęsnym, maślanym wyrazem twarzy. Nawet nie zauważyła, jak smukłe palce zacisnęły się jej w piąstki, jak szybciej zabiło jej serce, bo za wszelką cenę próbowała mieć wszystko pod kontrolą i skupić się na zadaniu, jakie sobie postawiła. Gdy usiadła, uprzednio odpowiednio łapiąc za materiał sukienki i założyła nogę na nogę, pozwalając, aby ten ułożył się lekko na jej nogach, podniosła spojrzenie na gospodarza. - Ewentualnie gorącej kawy, zależnie, na co masz większą ochotę. Chociaż sugerując się kostkami lodu, wolałbyś mrożoną.
Ona nie była dobra w takich sprawach, nie radziła sobie najlepiej z kwestią rozmów o uczuciach, relacjach intymnych i innych rzeczach, które mogłyby pozbawić jej kontroli nad sytuacją. Mogła babrać się we wnętrznościach, ożywiać zwłoki, praktykować nekromancję — z tym nie było żadnego problemu. Jednak znalezienie odpowiednich słów na taką okazję? To już było problematyczne. - Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Nie masz nowych objawów? Był u mnie Atre, jego też to dotknęło.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
15.10.2023, 18:22  ✶  
Miło, że klimat wnętrza był dla Cynthii znośny. Przynajmniej ta jedna rzecz była dla nich obojga prosta do przyjęcia, w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy. Tak właściwie to pasowało to do nich. Obojgu było bliżej do chłodu i zimy, niż upalnych dni lata. A tegoroczne lato miało być dla Louvaina najbardziej wymagające ze wszystkich jakie pamiętał, i to pod wieloma względami. Ludzie z ministerstwa wpatrywali się momentami w niego jak w dziwaka, kiedy wszędzie widywany był w pełnym garniturze i w rękawiczkach na dłoniach. Temperatura sugerowała w biurach urzędniczych raczej kamizelki, koszule, lub lekkie, przewiewne marynarki, a on jak uparty nie zostawiał odkrytego żadnego kawałka skóry, prócz twarzy.
Kiedy pierwszy raz przeczytał o pradawnej magii, która wkradła się do rytuału miłosnego, znacznie podbijając jego stawkę uznał to nawet za zabawne. Traktował to z dystansem, bawiąc się z przypadków opisywanych w prasie, w których dochodziło czasem do skrajnych ekscesów. Potem pomyślał o swoim narzeczeństwie, jednak był przekonany, że na ten przypadek nie mogliby poradzić nawet najstarsi druidzi. Nie wierzył, by ta magia mogła wskrzesić coś co zdechło i zgniło. Był zdania, że rytuał, jeśli już, mógł pomóc w zrodzeniu się czegoś nowego, lub spotęgowania tego co było raptem w powijakach. Tym samym przypomniał sobie o swojej parze z polany ognisk i zawiesił się na dłuższy moment. Symptomy mogły się zgadzać. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego, nigdy wcześniej nie był skłonny do bycia takim wylewnym w uczuciach. Chociaż tamtego dnia, kiedy Cynthia przyszła opatrzeć jego uraz, nie doszło do niczego granicznego, to wiadome było, że nigdy wcześniej się tak nie zbliżyli do siebie. Spokój i ukojenie potrafiła przynieść mu jedynie Loretta i może brzmieć to niepokojąco, ale nie dysponował innym porównaniem. Coś co powinien poczuć dekadę temu w Hogwarcie, uderzyło go teraz w dorosłości przez co jeszcze ciężej było mu tym operować. List od Atreusa rozwiał jego wszelkie wątpliwości, trafiło go i to w obie zastawki naraz. Tylko czy to sztuczne, wywołanie mechanicznie? Czy jednak coś prawdziwego?
- Właśnie widzę... - spuentował krótko z ironicznym uśmieszkiem - Ale żeby, aż sięgać do wódki? Nie ma mowy, jesteś zbyt aksamitna na tak ordynarny wyrób. - dorzucił pogłębiając jedynie uśmiech na całą twarz, choć starał się go wypłaszczyć z całych sił. Cynthia sprawiało wrażenie wyjątkowo rozedrganej, co w istocie nie pasowało do niej nijak. Paradoksalnie jemu samemu dodawało to pewności, bo kiedy sama traciła nad sobą kontrolę, cóż. Ustępowała mu w tym miejsca, co zamierzał bezczelnie wykorzystać. Lewą ręką objął się w tali, a drugą opar łokciem kładąc dwa palce dłoni na policzku. Stanął nad nią w odległości kilku kroków wbijając przez chwile wzrok w jej sylwetkę, oraz twarz. - Blada, ale rozgorączkowana jak wapienne wybrzeża Dalmacji... Rakija. - wydał ekspertyzę niczym sommelier, pomagając, a bardziej decydując za Flint, w doborze alkoholu. Odwrócił się i skierował kroki w stronę kuchni, która była połączona z salonem, więc wciąż słyszał jak wypowiada kolejne zdania. Dom od ostatniej jej wizyty był już zdecydowanie bardziej uporządkowany. Zniknął materac spod kominka, niezakryte niczym okna wpuszczały dużo światła dziennego, a po podłodze nie było śladu po butelkach ginu i wszelkiej maści eliksirów uśmierzających ból. Wyglądało po prostu przytulnie. Do dwóch wysokich kieliszków na długiej stopce, nalał chorwackiego wina z pigwy z dodatkami róż, nieco więcej, niż mógłby nalać kelner w drogiej restauracji. Wsłuchiwał się w jej zdania i jedyne co rozumiał to to, że niewiele rozumiał. Najpierw mówiła mu, że muszą porozmawiać, a potem zaczynała coś o kawie w dodatku mrożonej? Ktoś tu chyba łapał tremę. - O tym chciałaś rozmawiać? O napojach kofeinowych i moim przyjacielu? - zapytał kompletnie ignorując pytania o stan zdrowia. Jak widać było czuł się dobrze, skoro miał humor na dogryzanie i przepychanki słowne. I na tyle w dobrym nastroju, że mógł zabawić się w uszczypliwości. - Cynthia, proooszę Cię... Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, lub o coś zapytać, nie musisz robić tego całkiem okrężną drogą. Wrócił do niej na kanapę i usiadł bokiem skierowany w jej stronę, obrzucając ją ciemnym spojrzeniem onyksowych tęczówek przy wręczaniu kieliszka wina. Na pewno nie będzie rozmawiał tego wieczoru o Atreusie, nawet jeśli dobrze wiedział, że tak jak i on przytrafił mu się zimny incydent w Limbo. Dzisiaj miało być o nich, nie o innych.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
19.10.2023, 02:13  ✶  
Chłód pozwalał jej na koncentrację, próbę zachowania logicznego i rozsądnego myślenia, co nie było proste, zważywszy na efekt, który narzucał lub też potęgował wianek. Dla niej właściwie wszystko było prostsze, niż uzewnętrznianie się, rozmowa o emocjach i o tym, jak nie umiała sobie z nimi poradzić lub ich zinterpretować. Nie bez powodu nazywano ją Królową Śniegu. Zwykle działały maski, ale przecież przy Louvainie dawno zaczęła je porzucać, pozwalając mu na zmniejszenie dystansu pomiędzy nimi. Nawiązanie więzi fizycznej nie było wyzwaniem, problem stanowiła ta intymna, zakrawająca o zaufanie i poczucie absolutnej pewności, która owocowała tym, że jedno za drugiego mogłoby oddać życie. A Cynthia nie wiedziała i nie rozumiała, na czym stoi. Przymknęła na kilka sekund oczy, pozwalając sobie na oczyszczenie umysłu, chociaż sama obecność ciemnowłosego Czarodzieja jej tego nie ułatwiała. Wiedziała, że jemu też jest ciężko, nie tylko jej z tym wszystkim. Miał intensywny okres w życiu, zarówno przez nietypową przypadłość, jak i sprawy z Lorettą i jego zadania, jako Śmierciożercy. Gdyby ktokolwiek wiedział, że jej o tym wspomniał, obydwoje byliby w poważnych tarapatach.
Nie chciała iść na Beltane, nigdy nie chodziła na Beltane, a jak już, to nie brała udziału w atrakcjach związanych z ogniskiem i kwiatami, bo wydawały się jej takie na pokaz. Diabeł ją podkusił, żeby dała mu ten wianek, ale kwiaty przecież wybrała sama. I potem wszystko się zmieniło. Przestała na niego patrzeć tak, jak robiła to do tej pory — pomagała mu, byli przyjaciółmi. A teraz sama już nie wiedziała, czy ma urojenia, czy faktycznie i prawdziwie zaczęły się pojawiać w jej sercu jakieś uczucia, chociaż strasznie to brzmiało w jej głowie. Wszystko, co pozbawiało ją kontroli, było straszne. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, też pomyślała o ich ostatnim spotkaniu. To, że poprosił akurat ją o ponoć, wiele dla niej znaczyło. Tylko czy nie zawsze ją o to prosił? Czy nie zawsze ratowała go, gdy tego potrzebował, nie chcąc właściwie niczego w zamian, bo była silną i niezależną kobietą? No i miał przede wszystkim narzeczoną. I dziwną relację z siostrą. I w ogóle był Louvainem -popularnym chłopakiem, który szukał uniesień. Był absolutnie niewłaściwy dla niej pod każdym względem. A jednak świdrowała go wzrokiem, a jej twarz była nad wyraz łagodna i spokojna, pomimo chaosu, który tlił się w jej wnętrzu.
Na stwierdzenie, że jest zbyt aksamitna do wódki, pokręciła jedynie głową i wywróciła oczami, nie komentując również jego przyznania jej racji, bo akurat liczyła, że zaprzeczy i że sobie tylko wyolbrzymiała. Przesunęła długie pasma włosów na bok, wciąż starając się powtarzać w głowie to, co chciała mu powiedzieć, bo teraz tak łatwo ją rozpraszał i zbijał z tropu. Jego uśmiech sprawił, że i ona się uśmiechnęła, czując delikatne ciepło na policzkach. Przyłożyła dłoń do swojego policzka i westchnęła ciężko. - Wziąłeś mój wianek na Beltaine.
Zauważyła, jakby chciała wszystko tym wytłumaczyć. Nieprzywykła do takich reakcji, zwykle rumieniła się lub płakała na zawołanie, a nie dlatego, że faktycznie tego potrzebowała lub taką reakcję miał jej organizm. Wystawiała mu się jak jakaś durna gęś myśliwemu. Jej ciało nieco się spięło, gdy zmniejszył dzielącą ich odległość i odszukała jego czarnych oczu, powstrzymując się, aby nie gapić się na tatuaże oczywiście. - Nie wiem, o czym mówisz. Napije się tego, co mi wybierzesz.
Uśmiechnęła się słodko, niewinnie, ba, nawet wzruszyła ramionami, siadając wygodniej na kanapie. Wygładziła sukienkę kolejny raz, pozbywając się z niej niewidzialnych drobinek. Jak niby miała zacząć rozmowę? Przeciągała więc, łapiąc się uprzejmości, patrząc w kominek. Miał przytulny dom, chociaż brakowało tu kobiecej ręki, co było dziwne, bo przecież powinna tu już działać jego przyszła małżonka.
Gdy skomentował, ba, właściwie zignorował jej wypowiedź, zacisnęła nieco wargi, powstrzymując się przed tym, aby mu odpyskować o dobrym wychowaniu, bo przecież takie rzeczy były dawno za nimi. Znała je jednak i trzymała się ich kurczowo. Wyprostowała się jak struna, gdy usiadł obok, a w głowie wciąż rozbrzmiewał sposób, w jaki wypowiadał jej imię. Idąc jego śladem, dziewczyna przesunęła się i usiadła tak, aby go widzieć — bo tak wypadało i tak należało okazywać szacunek, chociaż wcale nie było to proste. Wiedziała, że będzie ciągle łapał z nią kontakt wzrokowy, a to akurat dziś nie było Flintównie na rękę. Wzięła od niego kieliszek i kiwnęła głową w podziękowaniu, przysuwając go bliżej siebie. Wino ładnie pachniało, kwiatami i owocami, kojarzyło się jej z posiadłością na wsi, gdzie byłby wielki sad. - Wziąłeś mój wianek na Beltaine. - powtórzyła w końcu, wzruszając delikatnie ramionami. Wbiła w niego spojrzenie, zwilżając usta, obracając kieliszek w dłoni. - Czytałeś artykuł w proroku? Nie sądziłam, że ich magia jest prawdziwa, myślałam, że to tylko plotki. A przez te cholerne ogniska i wianki.. Nie mogę powiedzieć, że nie rozumiem ich efektu, ale zaczynam się gubić w tym, co jest prawdziwe, a co jest narzucone. Tyle lat byliśmy po prostu.. Cynthią i Louvainem. Dbałam o Ciebie i Twoje zdrowie, pomagałam Ci, gdy tego potrzebowałeś. Traktowałeś mnie, jak przyjaciółkę i też o mnie na swój sposób dbałeś, ot co. A teraz? Teraz rumienię się na Twój widok, bo wziąłeś moje kwiaty.
Wyjaśniła mu dość nieporadnie i niewinnie, odrobinę przy tym gestykulując. Nie miała w życiu wielu relacji, które można by nazwać intymnymi, a w przeciwieństwie do niego, jej jedyne doświadczenia, sięgały jej chłopaka ze szkoły i kilku randek z Cathalem, nie licząc przypadkowych mniej lub bardziej pocałunków z Louvainem. Wszystko inne — każde spotkanie, każdy gest wykonany w stronę kogoś, kto nie był kimś z wymienionej trójki, był nieszczery i użyty po to, aby coś osiągnąć. Machinalny, sztuczny, zupełnie, jakby przeprowadzała sekcję, nie wzbudzało to w niej emocji. Może nawet mniej niż sekcja.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#6
22.10.2023, 23:08  ✶  
W kwestii uzewnętrzniania mógł powiedzieć dokładnie to samo. Najłatwiej przychodziło mu mówić o negatywnych emocjach, zwłaszcza w gniewie. Z tym nie miał zwyczajowo oporów. By zrugać jakąś szlamę w pracy, czy rudego mieszańca na uliczkach Nokturnu, nie potrzebował do tego specjalnej zachęty, ani żadnych używek dla odwagi. O wiele ciężej było jeśli chodziło o pozytywne uczucia, zwłaszcza te sercowe. Pewnie dlatego ich relacja tak rozciągała się w czasie, bo niby byli przyjaciółmi, jednak im dłużej to trwało, tym bardziej atmosfera robiła osobista.
Z kolei on na Baltane pojawiał się praktycznie każdego roku. Pochodził z mocno konserwatywnej rodziny, więc obecność na tradycyjnym święcie jak to na polanie ognisk była wręcz obowiązkowa. Mimo wszystko święto zakochanych było jednym z tych najciekawszych, na którym nie brakowało rozrywek i zwykle chętnie się na nim pojawiał już od lat najmłodszych. A kiedy był już w wieku nastoletnim i relacje romantyczne zaczynały być coraz bardziej interesujące, stało się to jego chyba ulubionym świętem, zaraz po własnych urodzinach. Zwykle zawieszał wianek swojej siostry, co niekoniecznie mu było w smak, ale Loretta nalegała. Czasem udawało mu się wyrwać od bliźniaczki i wspiąć się z wiankiem innej, ale potem zawsze wysłuchiwał zażaleń, a kolejnego roku Lorka nie odstępowała go na krok. W tym roku jednak było inaczej i dość spontanicznie zdecydował, że weźmie wianek Cynthii. Może trochę od kaprysu, jednak zdecydowanie bardziej urzekła go swoim urokiem tamtego dnia. Czy gdyby wiedział, że będzie to mieć takie konsekwencje, zrobiłby to samo? Ciężko stwierdzić. Nie mniej jednak, nie żałował. Czytał artykuły, jeden, drugi i jeszcze kilka kolejnych i bardziej czuł coś na kształt ekscytacji, niż obawy przed tym jakie może to przynieść konsekwencje. Obecnie jego relacje z narzeczoną nie istniały, więc miło było poczuć coś pozytywnego, niż zawód i rozczarowanie. Skoro pradawna magia tego chciała, to tak musiało być i nie zamierzał z tym dyskutować. Nie po Limbo, kiedy widział czym pradawna magia potrafiła być i jak potężna była. Niewykluczone, że to ingerencja Czarnego Pana i jego własna przyczyniła się do takiego obrotu spraw, zakłócając naturalny przepływ i obieg energii. Połączenie ich więzią niespotykaną wcześniej na Baltane nie traktował jak coś niepożądanego, może nawet skrycie wierzył, że to początek czegoś innego.
- Tak wziąłem. - potwierdził jej zeznania, wzdychając lekko, obracając kieliszkiem w dłoni. - Przez lata zawieszałem inne wianki, głównie Loretty, ale też innych dziewcząt. - dorzucił przepijając kawałek tremy słodkim winem. Bój się matko co by było gdyby i tego roku zgodnie ze zwyczajem wspiąłem się z kwiatami uplecionymi rękoma swojej siostry. Wtedy mógłby powiedzieć, że sprawy się skomplikowały, a na samo krótkie wyobrażenie nieprzyjemny dreszcz zgryzoty przebiegł po jego kręgosłupie, zmuszając do zmiany pozycji na kanapie. - Ale dopiero przy Twoim wydarzyła się prawdziwa magia. - kontynuował i przerzucił spojrzenie na Cynthię uśmiechając się spod rozczochranych, czarnych włosów. Czy sugerował, że to przeznaczenie? Może i odrobinę, ale powiedzenie tego wprost nie było, ani w jego, ani w jej stylu. Nie zamierzał się teraz wykręcać, głupimi wymówkami. Dla niego cała ta niby klątwa, była w końcu środkiem przekazu, którego ciągle mu brakowało, by móc wyrazić się od środka. Do tego Loretta wyparowała na cały miesiąc, ukrywając się Matka wie gdzie. Tak jakby los sugerował mu, że to najwyższa pora. - Ponoć jeszcze tego roku się żenię, ale kompletnie tego nie widzę. Nie zamierzam żyć jak moi rodzice... niby razem, a jednak osobno. Mówił ciężko, już bez uśmiechu, marszcząc brwi i przesuwając spojrzeniem po wnętrzu. Mając na perspektywie te dwa scenariusze, wybór wydawał się być wręcz oczywisty, chociaż nie do końca. Przecież to nie tak, że wybór zależał wyłącznie od niego.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
04.11.2023, 23:42  ✶  
W życiu Cynthii Flint zawsze brakowało wzorca dorosłej kobiety, matki. Bardzo szybko musiała dorosnąć, nauczyć się pomagać ojcu oraz bratu, a przede wszystkim, to właśnie twa dwójka stanowiła dla niej poniekąd pod względem rozwoju emocjonalnego. I był on niezwykle słaby, Castiel był przeraźliwie nieśmiały większość swojego życia i bał się odezwać, sporo płakał, a ojciec natomiast pozostawał niewzruszony, starając się dostosować rzeczywistość pod to, czego od niej oczekiwał. Widział to, co chciał widzieć, nie był wylewny i nie okazywał słabości. Pod takim działaniem niemożliwym było, aby pozostała normalna, reagowała właściwie. Z czasem więc nauczyła się emocje wyciszać, regulować ich wpływ na swoje zachowanie, a niekiedy zupełnie zapominała o ich istnieniu. Była dziewczyną niezwykle konkretną, ceniącą sobie ład oraz porządek, odrobinę pedantyczną i każdy, najmniejszy zalążek chaosu sprawiał, że musiała coś zmienić w obranym przez siebie scenariuszu i w wybranej masce. Louvain był w jej życiu właśnie takim niespodziewanym i kompletnie rozstrajającym aspektem. I nie miała właściwie pojęcia, kiedy w ciągu tych lat ich przyjaźń i fakt, że mu pomagała, ewoluowała w takim kierunku, podsycana magią druidów. Przecież w szkole był nieznośny!
Zwilżyła wargi, wbijając spojrzenie gdzieś w przestrzeń. Myślała, analizowała wszystkie możliwe scenariusze, próbując jak zwykle się przygotować, dobrać odpowiednio słowa. Tylko co było w tym przypadku dobrą wypowiedzią? Głupi wyjątek, który wprowadził cały ten galimatias. Ojciec owszem sugerował, że powinna świętować Beltaine, jak wszystkie szanujące się rodziny, ale zawsze miała pracę. Nie była taka, jak Lou — nie szukała poklasku, popularności, a już na pewno nie miała tylu pełnych adoracji spojrzeń wędrujących w jej kierunku. Przesunęła na niego spojrzenie, jakoś zirytowana tą myślą i westchnęła cicho, czując dyskomfort przez to, że nie wiedziała, co z tym zrobić. Zwykle to Loretta była jego ulubienicą, ale przecież zdawała sobie sprawę, ile kobiet było w życiu czarnowłosego czarodzieja, nawet jeśli stanowiły tylko odskocznię do spełnienia zachcianek typowo erotycznych. Bo on nie był człowiekiem, który dopuszczał do siebie ludzi, pomimo tego, jak był popularny i jak zakochiwał się w towarzystwie. Nie uzewnętrzniał się, nie chciał budować czegokolwiek, chciał po prostu uniesień — a przynajmniej tak się Cynthii wydawało, bo na jego tle, była przecież tylko niewinnym motylem z dość skąpym doświadczeniem.
Ze wszystkich tych kwiatów, wybrał jej wianek. I kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie było jej wtedy miło, nawet jeśli uznawała to za znak dobrej woli. Błękitne spojrzenie blondynki próbowało znaleźć w jego twarzy jakąkolwiek sugestie, jednak był równie dobrym aktorem, co ona — no, pomijając wybuchy gniewu, kiedy to zupełnie nad sobą nie panował.
- Tak, wiem. Twoja siostra nie była zachwycona. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, spoglądając w otrzymany od niego kieliszek. Przed oczami zatańczyła jej twarz ciemnowłosej dziewczyny, tak do Lou podobnej, a tak innej. Kochała go najbardziej na świecie i chociaż zazdrosne spojrzenie mogło wydawać się nieco przesadzone, w jakiś sposób była w stanie zrozumieć to, co łączyło bliźnięta. - I naprawdę myślisz, że wydarzyła się, bo tak miało być, a nie dlatego, że Ty i.. - urwała na chwilę, podnosząc na niego wzrok. Obróciła się nieco, siadając tak, aby mieć go bardziej przed sobą. Nie zdecydowała też, jak tego całego czarnoksiężnika, w które sprawy zaangażowany był Lou, nazywać. - I on naruszyliście tabu? - dodała, przekręcając głowę na bok, pozwalając, aby jasne pasmo łagodnie spłynęło do przodu, łaskocząc jej policzek. Nie mogła powstrzymać delikatnie uśmiechu, gdy patrzył na nią w ten uroczy, zupełnie inny niż dotychczas sposób. Nie uśmiechał się tak wcześniej. Coś się zmieniło w sposobie, w jaki ją traktował. Czy to był tylko efekt magii? Czy robił to, bo kazała mu więź, którą mieli? Czy ona tak robiła, bo ogień zatańczył wyjątkowo jasno na tamtych palach? Cynthia nigdy nie była zbyt pozytywnie nastawiona do wróżbiarstwa i przeznaczenia. Przez wykształcenie, które miała, trudno było jej uwierzyć, że coś mogło być bez logicznego uzasadnienia i namacalnej przyczyny.
- No tak, masz narzeczoną, pamiętam. - odpowiedziała wciąż spokojnie, umiejętnie maskując drobne drżenie, które mogło naruszyć jej struny głosowe. Upiła trochę wina, czując kolejną falę irytacji i przeniosła wzrok na kominek. Chłód sprzyjał jej panowaniu nad sobą, była przyzwyczajona do niskich temperatur. Pomagały zarówno zatrzymać proces rozkładu, jak i rozpadania się wewnętrznie. Odstawiła kieliszek, przeczesała palcami włosy i wyprostowała głowę, wbijając w niego spojrzenie. - Loretta się wścieknie, że się żenisz. Mając jednak na uwadze konsekwencję sprzeciwu wobec rodziców, nie bardzo masz wyjście. Zresztą, jesteśmy w takim wieku, że żadne z nas przed tym nie ucieknie. - zaczęła, pozwalając sobie na nieco pogodniejszy uśmiech, jakby próbowała poprawić mu humor. Spoważniała jednak, unosząc dłoń i przysuwając ją do ciemnookiego, obuszkami palców dotknęła zimnego policzka. Kierując się w dół, ułożyła je na jego podbródku i uniosła jego twarz tak, aby zwyczajnie nie miał wyboru i musiał na nią spojrzeć. Cynthia Flint nie była tchórzem, nie była cichą i nieśmiałą dziewczynką, która szanowała cudzą przestrzeń osobistą, ale do tego powinien być już przyzwyczajony. - Nie jesteś dla mnie właściwy, a jednak niesamowicie irytuje mnie myśl, że nasza relacja będzie musiała się zmienić, skoro znajdziesz sobie żonę. Zastanawiam się tylko, ile w tym wewnętrznym chaosie jest mnie, a ile jest w nim Beltane. Bo żadne z nas nie zasługuje na to, aby żyć na uczuciach wykreowanych przez magię Lou. - zakończyła cicho, bo nawet nie zwróciła uwagi, że mówiła szeptem. Wpatrywała się po prostu w jego twarz, czasem pozwalając sobie na zatonięcie w ciemnych oczach, wciąż palcami podtrzymując podbródek. Skąd miała wiedzieć?
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#8
23.11.2023, 21:22  ✶  
Swoje wzorce, wyniesione z domu; no jakieś tam miał. Jeśli chciałby zbudować fasadowy związek, sprzyjający bardziej budowaniu kapitału oraz wpływów, niż uczuć i relacji, to znał na to doskonałą recepturę. I to nie tak, że uważał małżeństwo własnych rodziców za powód do drwin. Po prostu nie widział tam zbyt wiele ciepła, raczej chłodne kalkulacje. I nie musiał tego przeżyć, żeby wiedzieć, że tego nie chce. A właśnie taka perspektywa malowała się przed nim, jeżeli w porę czegoś w tym wszystkim nie zmieni. A wydarzenia na polanie zmieniły o wiele więcej, niż mógłby się spodziewać, nawet jako śmierciożerca. Limbo uczyniło, że stał się, a raczej musiał się stać, jeszcze bardziej zdystansowany i niedostępny dla ogółu, niż zwykle. Z kolei Baltane sprawiło, że nie mógł dłużej kontrolować własnych uczuć, paradoksalnie rozpaliło w nim coś od środka, kiedy Limbo wychładzało go na trupio blado. Coś co na przestrzeni ostatnich dwóch lat skrupulatnie wyciszał, być może nawet bezwiednie, wybrzmiało głośnym echem gdzieś w okolicach lewej zastawki. Czuł się trochę jakby był zmuszany do rozmowy w języku którego kompletnie nie rozumiał, ale wiedział, że tak ma być. Że pradawna magia wie co robi, wystarczy jej tylko zaufać.
- Nie. - odparł krótko i z przekąsem w głosie. - Za moją wierną posługę, Czarny Pan zgodził się na ten teatrzyk, żeby pomóc mi się do Ciebie zbliżyć. - dorzucił szybko, tonem mocno sugerującym sarkazm i ironię. Może zbyt szybko na taki żart, być może brzmiał jakby kpił z nieodpowiednich rzeczy, chociaż nie taki miał zamiar. Nie tylko w szkole był nieznośny, poza nią również i wcale nie przestał taki być. - No oczywiście, że to dwie różne sprawy. Twój wianek zawiesiłem z potrzeby serca, a do Limbo wyruszyłem z potrzeby idei... - sprostował szybko, uśmiechając się być może delikatnie spięty. Ten cały rytuał traktował wyłącznie jako katalizator do czegoś co i tak miało już miejsce, po prostu było ukrywane pod kolejną i kolejną warstwą sarkazmu. Zmusiło go, by wreszcie przejrzał na oczy. Przez ten miesiąc w częściowej izolacji zdążył kilka spraw głęboko przemyśleć i chociaż nie doszedł do konkluzji czego tak naprawdę chce, to w końcu miał odwagę powiedzieć, czego tak naprawdę nie chce. Nie chciał powielania błędów, nieprzemyślanych decyzji i dekadentyzmu. - Tak się składa, że jestem niezależny finansowo oraz jestem najmłodszym synem w mojej rodzinie. Wobec mnie nie ma takich samych oczekiwań, jak wobec dziedziców. - odparł na te jej przynudnawe wyliczenia. Może i miała nieco racji w tym jak oceniała jego pozycję, ale nie będzie się bezwiednie zgadzać na tak marnie wytypowane na niego szanse. Zawsze miał wybór, a napewno nie należał do tych którzy bez sprzeciwu przynoszą to co nada im los. Temat Loretty przemilczał co najwyżej przewrócił sugestywnie oczami, nie zamierzał się teraz rozwodzić nad tym niełatwym zagadnieniem. Nie kiedy rozmowa tak naprawdę miała być o nich, a nie o innych.
W końcu udało się jej wybić go rytmu. - Słucham? - wyrzucił mimowolnie, bo nie był do końca pewny tego co usłyszał. Pozwolił jej dokończyć, chociaż każde kolejne zdanie nie trafiało do adresata. Jak to on niewłaściwi?! Jeśli już, to on był w pozycji do odrzucania kogoś, nigdy na odwrót. Wzburzony, ale nie rozgniewany, gryzł się w język, by nie wytoczyć z siebie czegoś zbyt kąśliwego na jej temat, co tylko iskra by mu przyniosła na język. - Oh przepraszam madam najmocniej... - odstawiając kieliszek wina na bok, zwrócił się z zadziornym uśmieszkiem frontem do Cynthi - czyżbym był, aż tak niegodny? - ciągnął dalej rolę oburzonego aktora. - A kto taki byłby godny Pani Flint? Czy usłyszę jego imię? Ewidentnie nim poruszyła, bo to on planował trzymać ją w garści, a nie dawać się wyprowadzać z równowagi. Z tyły głowy wyświetlił mu się obrazek, kiedy krótko po ich pierwszym spotkaniu po ataku na polanie, w środku nocy obudził go kaszel. Kiedy omal nie zakrztusił się płatkami hiacyntów, które nie wiadomo jak znalazły się w jego gardle, przez kilka tygodni myślał, że to jeden z objawów tegorocznych rytuałów miłosnych. I faktycznie tak było, jednak dopiero niedawno doszły go słuchy, że wcale nie musiało to oznaczać nic pozytywnego, a raczej to nie był jedyny przy którym Cynthia czuła się tak swobodnie. No cóż, może to tylko niefortunny dobór słów, ale jedna dodało mu się do drugiego, więc czemu by nie w sposób niedosłowny sprowokować sytuacji. To wciąż była na pewnej płaszczyźnie gra pozorów.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#9
07.12.2023, 02:38  ✶  
Uczucia były trudne, przypominały labirynt, w którym człowiek błądzi po omacku, nie wiedząc, czy zza rogu wyjdzie Minotaur, czy może natknie się na fontannę zdrowia. Ona też nie miała pojęcia, czego się spodziewać, a przede wszystkim jak rozmawiać o tym, czego nie rozumiała. Historia jej romantycznych uniesień była krótka, ograniczona raptem do jednej osoby, do której mogła powiedzieć, że coś czuła. Stare czasy, gdy nawet jeszcze nie weszła w dorosłe życie. Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, a pomimo wewnętrznego zagubienia, jej twarz była chłodna i spokojna, idealnie wpasowująca się w całą zbroję, którą Cynthia nosiła. Nie bez powodu nazywano ją Królową Lodu, kimś doskonale panującym nad własnymi odruchami i zachowaniem, jako kogoś o pełnej kontroli. Louvain i Beltane to wytrącały, podobnie jak ciepło tlące się w klatce piersiowej, pomimo niskiej temperatury wnętrza. Próbowała znaleźć logiczne wyjaśnienie, nazwę tego, co się z nią działo, ale niezbyt jej to wychodziło. Była nieporadna, zagubiona i zupełnie niepodobna do siebie samej, na tyle, że gdyby teraz odwróciła głowę i spojrzała w lustro, mogłaby siebie nie rozpoznać. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czego chciała od małżeństwa, od partnera, czy w ogóle chciała miłości, czy w nią wierzyła, wiedząc, że ojciec i tak jej wybierze kogoś odpowiedniego pod jego potrzeby. W ich świecie to tak już było, kobiety nie miały wiele do powiedzenia, gdy przychodziło o kierowanie własnym losem. Ostatnimi czasy jednak natrafiała na swojej drodze na prawdziwe wyzwania, które sprawiały, że wybierała inną drogę, niż podpowiadał jej rozsądek. Bo nikt przecież nie chciał ryzykować rozczarowaniem i zawodem, a tak by było, gdyby pozwoliła sobie czuć, gdyby w jakiś sposób otworzyła drzemiącą wewnątrz puszkę, szczelnie zamkniętą, aby nie zszargała tego, czego stary William od niej oczekiwał.
Brew jej nawet nie drgnęła, gdy odpowiedział. To był Louvain, którego wszyscy przecież znali i taki, który zwinnie posługiwał się właśnie sarkazmem i ironią, jakby poniekąd to one stanowiły elementy jego zbroi, bo każdy jakąś miał. Upiła zamiast tego trunku, czując przyjemnie rozbijające się na wargach bąbelki. Nie było jej wcale lżej, z tym że wiedziała, komu obiecał lojalność. Nie było łatwo pozwalać sobie na myślenie, że w każdej chwili może trafić do Azkabanu. - Lubię w Tobie to, że zawsze jesteś sobą, nawet jeśli jesteś odrobinę nieznośny momentami. - uśmiechnęła się do niego uroczo, pozwalając sobie na puszczenie mu perskiego oczka. Nie był łatwym człowiekiem, ale ona też nie była. Gdy wspomniał o wianku, przypomniała sobie rozmowę z jego siostrą i kwiaty, których użyła, przez co kolejny raz wzięła łyk wina. Wtedy przecież magia nie działała, a jednak.. Dlaczego tak się przed tym broniła? Odstawiła kieliszek, przenosząc wzrok na kominek. W salonie było przyjemnie, chociaż dominujący dookoła chłód sprawiał, że czasem przebiegał jej po skórze jeszcze dreszcz, zostawiając gęsią skórkę, ale na to zupełnie nie zwracała uwagi. Jej błękitne oczy co jakiś czas, mimowolnie powracały do jego twarzy, ciemnych i upartych tęczówek. Pierwszy raz w historii ich znajomości rozmawiał z nią w sposób, którego nie umiała do końca przewidzieć, w którym nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Mogłaby wygłosić mu monolog o anatomii lub nekromancji, ale rozmowa o pragnieniach? To było skomplikowane. Przesunęła palcami po włosach — owszem, może wobec niego nie mieli aż takich oczekiwań, ale po wyjeździe Castiela, ona była wszystkim, co jej ojciec miał do zaoferowania. I to naprawdę nie było takie proste, gdy było się córką. - A więc w związku z tym, jesteś również niezależny w kwestii małżeństwa i zrezygnowałeś z tych zaręczyn, które zapewnili rodzice? - zapytała, korzystając z okazji, że dał jej ku temu sposobność, zachowując naturalny ton głosu, wprawnie maskując olbrzymią nutę ciekawości, która pojawiła się w jej głowie, sygnalizując to przyśpieszonym, wzmocnionym druidami, uderzeniem serca.
Przekręciła głowę na bok, rozchyliła delikatnie usta, zaskoczona jego reakcja i słowami, bo chyba nie do końca odebrał to tak, jak Cynthia to zakładała. Poczuła falę ciepła na policzku, mrowiące zawstydzenie — trudno stwierdzić, czy jego słowami, czy może uśmiechem, który jej posłał lub faktem, że jej zwyczajnie nie użądlił, co zwykł czynić, gdy był zapędzony w róg. Jej dłonie zacisnęły się ukradkiem, czego sama blondynka nie zauważyła. Nie była kimś, kto pozwalał sobie na trzymanie w garści. - Nie pleć bzdur, to nie kwestia godności. Nigdy bym nie pomyślała o Tobie w taki sposób. Owszem, nie przepadałam za Tobą w Hogwarcie, ale teraz, gdy jesteśmy starsi i znamy się lepiej, znamy swoje sekrety.. - zaczęła w końcu, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Prawda była zupełnie inna, prosta i banalna — Cynthia Flint po prostu nigdy w życiu się nad tym nie zastanawiała, nie pozwalała sobie kogoś "chcieć" tak naprawdę, wychodzić poza grę pozorów, dobrą zabawę i niewinny flirt, który sprowadzał się do pocałunków. Nie miała na to czasu, musiała się uczyć, a męża i tak miał wybrać jej ojciec, więc po co było o tym myśleć? Była pogodzona z własnym losem. I była też pewna, że Louvain mógł się tego domyślać, znał ją na tyle. - Nie wiem. Nie myślałam nad perspektywą żadnego związku czy zakochania się Lou. Jestem córka mojego ojca, nie mam nic do powiedzenia, jeśli wybierze mi męża i podpiszę umowę przedmałżeńską. To raczej Twój ród nie byłby zainteresowany takim jak mój. I nie, nie chodzi tu o poczucie niższości lub bycia gorszym, tak po prostu jest w tej społeczności kierowanej wpływami. - przerwała, wciąż jednak nie uciekając wzrokiem od siedzącego naprzeciw mężczyzny, chociaż to nie była dla niej łatwa rozmowa. Jak jej ojciec mawiał, było zupełnie, jakby wypływała na nieznane wody. I tkwiła w jakimś trójkącie bermudzkim. - Pytasz mnie, czy spotykam się z kimś lub spotykałam w ostatnim czasie? - dodała jeszcze, przypominając sobie pytanie o imię kogoś, zadane w taki sposób i takim tonem, jakby Lestrange był przekonany, że tak było.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#10
17.12.2023, 12:13  ✶  
No, a kto jak nie Zimny najlepiej pasowałby do Królowej Lodu. Akurat tego nie mógł jej odmówić, dobrze grała i dobrze panowała nad emocjami. Cholera, nawet rozmawianie nad uczuciami wychodziło jej lepiej od niego. Bo kiedy dla Louvaina któryś z podjętych tematów był nieco bardziej niewygodny to uciekał się do żartu, sarkazmu, lub ironii. Uzewnętrznianie się? I to tak przy kimś kto nie był siostrą bliźniaczką? Kompletny ekshibicjonizm. No może z wyjątkiem Cynthii, przy niej czuł się już bezpiecznie na tyle, by przyznać, że zawiesił jej wianek, bo czuł że to będzie odpowiednie, a nie jak spora część jego spontanicznych decyzji; dla hecy. Oswoiła go. Królowa lodu oswoiła śmierciożerczą kunę, a jak się już coś oswoi to zaczyna się być po części za to odpowiedzialnym. Bo dla niego wydawało się już to nieco prostsze, chociaż wciąż skomplikowane. On od zawsze wierzył w miłość, chociaż w rodzinnej rezydencji nie było jej za wiele. Jednak pamiętał jak siostry czytała mu do snu baśnie barda Beedle'a, a w nich, może nie zawsze, ale jednak morałem była miłość. Tak jak we Włochatym Sercu Czarodzieja, przecież chodziło o miłość, chociaż dopiero niedawno to zrozumiał. W młodości myślał, że jest to lekcja, albo chociaż przestroga, by nie ufać własnemu sercu. A jego serce choć okryte mrokiem i umoczone krwią niewinnych, zaczęło bić już tylko jednym rytmem. No właśnie, tego obawiał się najbardziej. Chociaż nie w prost i niedosłownie, bo nie potrafiłby tego przyznać w głos przed samym sobą, to podskórnie wiedział, że nie pragnie już innej jak Cynthia. Tylko czy ona chciała jego? Może faktycznie było w tym trochę racji, że nie jest dla niej odpowiedni. Ufał jej tak jak nikomu innemu, ale czy chciał ją wpuszczać w sam środek pożogi którą za sobą niósł? Mogła być Królową Lodu, ale czy potrafiłaby być Królową Ciemności? Czy chciał ją wplątywać w swoje mroczne ideały, tak by ciężar odpowiedzialności za podsypywanie żaru pod płomienie rewolucji spoczywał również na niej? To brudna, krwawa i mordercza sprawa, być może to za wiele dla słodkiej Cynthii.
Uniósł kieliszek wina w górę i sugestywnie wychylił w toaście jeden łyk za jej pochlebstwa. Nie słyszał ich za wiele z jej ust, dlatego każdy gładził przyjemnie jego ego. Też lubił to, że była taka stonowana i wyważona, odpowiednia dla jego temperamentu. Potrzebował kogoś kto studziłby jego gorącą głowę i potrafił odciągnąć od głupich pomysłów i złych nawyków.
- Loretta zrywała zaręczyny co najmniej dwa razy, William chyba też z raz z tego co pamiętam... - odburknął nieco niezadowolony z tych jej rozliczeń. Nie był z tych którzy się przejmowali konwenansami, nawet jeśli starał się uchodzić za siewce konserwatyzmu z arystokratycznym rodowodem. Jeśli problematyka podejmowanego utworu zaczynała dosięgać i jego, wolał unikać tych przykrych i pokrętnych sytuacji. - Chodzi o kalkulowanie strat, tego co będzie dla mnie najmniej niekorzystne. Najwyżej ojciec trochę się wkurzy, ale przejdzie mu. - dorzucił uspokajając chyba bardziej siebie, niż Cynthię. Nigdy nie wiadomo co siedziało tak naprawdę w głowie seniora Lestrange. Narzeczoną wybrał mu za niego, bo Lou niezbyt się kwapił do ożenku, z drugiej strony miał u ojca jeszcze nieco kredytu zaufania, wszak przez kilka lat godnie wyniósł ich nazwisko na piedestały dzięki swoim dokonaniom w sportowej karierze. Nie wiedział co powinien zrobić, czy zerwać zaręczyny i narazić się na gniew ojca, czy przytaknąć bezwolnie na to co mu szykowano i żyć w niespełnieniu do końca życia.
Potem przymilkł na chwilę i pozwolił jej wyrzucić to co chciała mu przekazać. Kiedy tak to ubierała w słowach to nawet to kupował to jak odpowiednie sprostowanie. Jednak nie do końca podobało mu się to w jaki sposób mówiła o sobie i swoim rodzie. I znów konwenanse. - Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale... Twój ojciec jest bardziej zamieszany w "moje sprawy", niż może się wydawać. Z kolei mój ojciec, podziela większość moich przekonań... - zostawił tutaj szerszą pauzę na domysły z malutkim, ale szatańskim uśmieszkiem w kącikach ust. Na tym polu sprawa również wydawała mu się dość prosta. Nie była to żadna kolegialna sprawa, jeśli przedłożyłby propozycję własnemu ojcu, że jest zainteresowany panną Flint, z dużym prawdopodobieństwem obstawiał, że ten nie miałby żadnych przeciwwskazań. Nawet mógłby być ucieszony mając w perspektywie ułatwiony dostęp do smoczej oliwy Flintów.
- Tak o to pytam. - odpowiedział stanowczo na jej pytanie. W środku jednak całym sobą krzyczał "NIE". Nie chciał nawet wyobrażać sobie, że istniał ktoś kto mógłby cieszyć się podobnymi względami u niej co on. W jego odczuciu Cynthia należała już do niego, w całości. Nie w ten sposób na jaki to brzmi, ale nie zniósłby faktu, że mogłaby być w relacji której od niej oczekiwał z kimś innym, niż on. Louvain jak już sobie coś wymarzył, to tylko mury Azkabanu mogły go od tego odwlec. Mimo wszystko musiał wiedzieć co jest na rzeczy, czy powinien czuć się zagrożony, czy aby przypadkiem jego pociąg nie odjeżdża już ze stacji.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6770), Louvain Lestrange (5084)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa