Wiedziała, że nie powinna opuszczać domu i iść na zakupy na Pokątną. W domu było bezpieczniej. Nie potrzebowała uczestniczyć Victorii w zakupach, bo radziła sobie zdecydowanie lepiej bez niej. Chyba chciała utrzeć Mayi nosa, że ma więcej pieniędzy niż Changówna. Po tym spotkaniu Maya czuła się dwa razy podlej, jakby Vica wyssała z niej energię. Słyszała o wampirach energetycznych, ale myślała, że to raczej zdarza się wśród mugoli. Nie wiedziała tego – była ledwo po szkole i jeszcze wiele musiała się nauczyć. Odkryła nawet, że powrót do domu był tak samo okropny jak cały dzień. Zgubiła się. Po prostu się zgubiła i nie wiedziała co miała zrobić. Krążyła od uliczki do uliczki unikając patrzenia na ludzi. Była przygotowana na atak, miała różdżkę schowaną w rękawie, miała też nożyk i inne rzeczy. Mogła w każdym momencie zamienić się w jakiegoś faceta, ale nie wiedziała, czy pod wpływem stresu jej to wyjdzie.
Ubrana była jak zwykle w długą suknię w stylu Qipao, koloru czarnego z czerwonymi wstawkami, które wyszyte były w kwiaty. Na to narzuciła szatę, aby ochronić się przed nocnym chłodem. Miała też wygodne buty w razie, gdyby musiała się bronić. Cóż. Maya nie mieszkała w bezpiecznej okolicy, więc musiała sobie jakoś radzić. Szła pewnie mijając ludzi, ale gubiąc się coraz bardziej. W końcu gdy po raz setny weszła w ślepy zaułek poczuła bezwzględną bezradność. Kopnęła jakiś śmieć, który poleciał w bliżej nieokreślonym kierunku. Zaklęła coś w języku chińskim, który znała nawet w dobrym stopniu.