— Nie wiedziałem, że lubisz młodszych — skomentował konspiracyjnym szeptem, gdy krewniak oddalił się wraz ze swoim synem. — Nie myślałaś nad przekwalifikowaniem się? — Podniósł rozbawiony brew. — Podobno w przedszkolu na Pokątnej szukają opiekunki dla dzieci na lato. Mogłabyś poprowadzić im jakieś warsztaty, jak zostać zdrowym i odpowiedzialnym członkiem magicznej społeczności.
Jako przykład, w jakim kierunku lepiej nie podążać mogłaby wskazać nawet Rabastana. Bądź co bądź, dla znacznej większości społeczności (i rodziny) jawił się jako kompletna porażka. Bogaty leń, na dodatek samotny, który szlajał się po nocach, Merlin jeden wie gdzie. To właśnie przed takim losem przestrzegają matki, gdy zabraniają swoim pociechom wkradać się na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu.
— Wydają się bardzo zaangażowani, nie sądzisz? — rzucił rozbawiony w stronę Bellatriks, przerzucając nogi przez podłokietnik fotela, co by było mu wygodniej. — Jakby naprawdę im zależało! Chociaż jak na mój gust trochę za mało w tym spektaklu. — Uniósł kieliszek szampana w powietrze. — Wiesz, fajerwerki, astralne zwierzęta, nieoczekiwane przemiany! — Pstryknął palcami. — Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby oboje byli animagami! I na dodatek ptakami? Bitwa na różdżki przerodziłaby się w pojedynek w przestworzach!
Na pewno byłoby to ciekawsze od tego, pomyślał z przekąsem Rabastan. Może członkowie Klubu Pojedynków widzieli w tym wszystkim jakąś logikę, może nawet sztukę, jednak dla Lestrange'a była to po prostu wymiana ciosów. I to bardzo mało ciekawie sędziowana. Gdyby faktycznie chciał odczuć jakieś emocje w związku z tym widowiskiem, to chyba musiałby udać się do rozgłośni radiowej Nottów. Och, tam to dopiero musieli się dobrze bawić, komentując na antenie poczynania kogoś związanego z właścicielami przybytku.
— I co, to tyle? — uniósł głos, przez co mógł zwrócić na siebie uwagę innych osób przesiadujących w loży VIPów. — Przecież oboje jeszcze się trzymają! — Wbił się plecami w oparcie fotela. — Mam wrażenie, że lepiej się bawiłem na gonitwach konnych pod Londynem...