• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość

1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#61
26.10.2023, 19:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2023, 19:31 przez Brenna Longbottom.)  
- Rozumiem - odparła Brenna tylko do Connora i Blair. Łatwo szło się domyśleć, że najwyraźniej stało się coś poważnego, i tak, gdyby mogła, pomogłaby im chętnie. Ale nie leżało w jej mocy zmienienie tego, że wszyscy obecni tu mugole mieli stracić pamięć i na pewno nie chciała nikogo zmuszać do rozmowy, gdy charłak i jego ukochana chcieli się zebrać. - Nie będziemy wam przeszkadzać - dodała, a potem zerknęła na Hjalmara. Chciała spytać, czy wszystko w porządku, po tym, jak coś bawiło się tak paskudnie ich emocjami, ale ojciec już był przy nim, uśmiechnęła się więc tylko i gdy uścisk mężczyzn się zakończył, poklepała młodszego z nich po ramieniu.
- Idziemy z Norą siąść z boku, gdybyście nas szukali. Pamiętaj o wycieczce po ruinach
- rzuciła, a potem ujęła Norę pod ramię. Żadna z nich nie miała nastroju do zabawy, zwłaszcza gdy coś sprawiało, że ich emocje zmieniały się nimi w kalejdoskopie. Ale jednocześnie Brenna nie chciała znikać stąd całkiem, ot tak, na wszelki wypadek, gdyby później działo się coś niebezpiecznego.
Wzdrygnęła się lekko, gdy nagle nawiedziło ją kolejne, obce uczucie. Świadomość własnej małości. Nieistotności. Brenna nigdy nie uważała się za kogoś szczególnie ważnego – zaledwie za jednego z pionków na szachownicy w wojnie, szeregowego pracownika, zapasowego dziedzica i tak dalej – to też nigdy nie myślała sama o sobie jako o kimś zupełnie bez znaczenia. Bo przecież byli ludzie, którzy ją kochali, a to zawsze jest istotne.
Teraz przez chwilę się takim nie wydawało.
Głęboko wciągnęła powietrze w płuca, a potem je wypuściła. Czy Pani Księżyca właśnie przypominała im, że z jej perspektywy nie znaczą nic? Że są jednymi z miliardów, które przeszły po ziemi, i które znikną, niewiele po sobie pozostawiając?
– Wiesz, No, pamiętaj, że jesteś dla nas ważna – szepnęła, pochylając się lekko ku Norze, nim wraz z nią odeszła gdzieś na bok tej przedziwnej imprezy, podczas której obcy księżyc, obce słońce i być może sama bogini igrali z ich emocjami.

Postacie opuszczają sesję


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#62
26.10.2023, 22:19  ✶  

Zbił z ojcem przysłowiowego misiaczka i od razu jakoś tak poczuł się lepiej, bliżej. Poczuł się jakby znowu byli rodziną... ale nigdy nią przecież nie przestali być. Ciągle byli sobą ale pozwalali na to aby ten dzień dyktował im warunki - Już lepiej - odparł Dagurowi - Jasne. Bawcie się dobrze. Pamiętam, pamiętam. Jak tylko się trochę obrobimy z robotą to na pewno się zgłoszę - zapewnił Brennę, a później jeszcze pomachał do Pani Nory na pożegnanie. Nadal czuł się trochę źle z tym, że ją pominął ale... przeprosił i nie został o nic oskarżony, więc nie mogło być aż tak źle.

- Chcemy Wam tylko pomóc. Jak sąsiedzi sąsiadowi. Nie mamy przecież złych zamiarów - zwrócił się do Connora i zapewnił go w swoich przekonaniach - Jeżeli cokolwiek Cię trapi to wiedz, że możesz na nas liczyć. Ty Blair również - dodał kierując swoje słowa do Hayers. Może ona będzie trochę bardziej rozmowna od drugiego mieszkańca.

- Ojcze? - skinął głową do Dagura, podsuwając mu polany kieliszek. Taki dobry kielonek nie był przecież zły, a i mógł tylko pomóc. Dwa inne kieliszki też były polane na wszelki wypadek dla Connora i Blair gdyby jednak się skusili - Zdrowie - uniósł do małego toastu. Trzeba było pić powoli i rozkoszować się tym wszystkim co dobre, a później spróbować kilku dań.

I myk. Pierwsze koty za płoty i od razu człowiekowi się zrobiło milej na duszy. Hjalmar przetarł buzie i aż przetarł oczy - Mocna w tym roku wyszła - przyznał, a później zaczął rozmyślać że może tak naprawdę nie była aż tak mocna? Może była taka jak zawsze? A on wraz z ojcem w sumie byli tylko rzemieślnikami, których fach nie różnił się od ich Angielskich konkurentów? Wszystko wskazywało, że tak właśnie musiało być - Każdy fach jest dobry. Nasz, Islandzki ma swoje piękno... Ale ten Angielski też jest przecież wspaniały - stwierdził, zwracając się do ojca odnośnie sztuki kowalskiej. Strasznie dziwnie to wszystko wpływało na Hjalmara.

corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#63
27.10.2023, 00:56  ✶  
Nie rozumiał, co się z nim dzieje. Nie potrafił pojąć, dlaczego przez jego ciało przetacza się cała fala trudnych emocji - on, który zawodowo zajmował się ich rozpoznawaniem i pracą nad tymi, które wymykały się spod kontroli! Ledwo starł wilgotny ślad z policzka, a uderzyło go kolejne uczucie. Od zawsze bowiem czuł się mały i słaby; najbardziej chorowite dziecko Blacków, podejrzewane we wczesnym dzieciństwie o charłactwo, przebodźcowany feerią barw okalających obce sylwetki, zamknięty w swoim świecie - obiekt drwin i pogardy nie tylko starszego rodzeństwa, lecz także własnego ojca. Przez lata nauczył się maskować swą niepewność poczuciem humoru, cynicznym podejściem do życia i tworzeniem wokół siebie aury osobliwości. Teraz poczucie własnej niemocy powróciło - tym razem nie było jednak tak dojmujące, jak podczas samotnych nocy. Wiedział, że jest zaledwie pyłkiem na kartach historii i że czeka go jeszcze długa droga, jeśli chce się na nich zapisać. Spojrzał na księżyc wiszący na nieboskłonie. Czy to on wpływał na jego samopoczucie.
— Mam nadzieję, że to, co powiem, zostanie między nami... — znów zaczął szeptać, jednak uśmiech na jego twarzy sugerował, że nie jest to nic niebezpiecznego — ...ale sam od czasu do czasu korzystam z usług Dolohova. To świetny wróżbita, wszystko mi się sprawdziło... Rozumiesz jednak, że jako — odchrząknął i wyprostował się — człowiek nauki, nie mogę sobie pozwolić na mówienie o tym głośno.
Nie potrafił udawać poważnego, gdy nie było to potrzebne, dlatego zaraz się roześmiał i nałożył sobie trzy różne sałatki - każda w niewielkiej ilości, celem degustacji, oczywiście.
— Zrobiłeś wystarczająco dużo, Eriku. Dziękuję ci — poklepał mężczyznę po ramieniu, co musiało w jego mniemaniu wyglądać co najmniej groteskowo ze względu na dzielącą ich różnicę wzrostu — Masz rację. Nie chcę, abyś wystawiał się na niebezpieczeństwo.
Sałatki zniknęły z talerza Perseusa w zatrważającym tempie, dlatego dołożył sobie jeszcze ciasto, nie zważając na to, że tonie ono w rozsmarowanym na porcelanie majonezie, a następnie popił je kompotem. Wszystko stało się tak szybko, niemalże ledwo dostrzegalnie - w jednej chwili nadziewał na widelec kukurydzę, w drugiej kończył szarlotkę. Po wszystkim wytarł usta serwetką.
— Możemy zapytać o to Vakela Dolohova — dyskretnie puścił mu oczko.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#64
27.10.2023, 01:46  ✶  

Dagur nie za bardzo rozumiał postawę tych ludzi, za którą naprawdę musiało kryć się coś więcej. Byłoby prościej temu wszystkiemu zaradzić, gdyby pozwolili sobie pomóc, przestali się kierować złością, byli mniej nerwowi i starali się dobrze bawić. Mogliby się napić przyniesionego przez nich napitku. Od razu ten świat wydałby się im weselszym miejscem.

Starszy Nordgersim wychodził z założenia, że jak przychodzi się na biesiadę nie należy mieć nosa spuszczonego na kwintę albo przyjść w takim stanie, wypić sobie, pojeść w doborowym towarzystwie i od razu robi się weselej, jakoś tak lżej na sercu. Nie pozostawało mu nic innego, jak niezbyt przekonująco udawać, że rozumie. Nie było sensu ich zatrzymywać, skoro nie chcieli biesiadować. Zwłaszcza, że mogli stracić dobry nastrój przez to wszystko, co wszyscy odczuwali. Sam się z tym zmagał, podobnie jak tego samego doświadczał jego syn. Dlatego starał się temu zaradzić, także po to aby samemu poczuć się lepiej. Dla swojej rodziny chciał być skałą, filarem, kimś na kim zawsze mogą polegać niezależnie od sytuacji, w jakiej się znaleźli. Tego żadna magia nie zmieni.

— Hjalmar dobrze prawi, panie powinny dobrze się bawić. — Zwrócił się do obu kobiet zanim one się oddaliły. Oni się starali to robić, pomimo wszystkich przeciwności losu, z jakimi teraz przyszło się im zmierzyć. Wszechświat mógł im nie sprzyjać, jednak to nie mogło ich teraz powstrzymać.

— Sąsiedzi powinni sobie pomagać, bez względu na wszystko. Nasz dom pozostanie dla Was otwarty, jeśli zmienicie zdanie. — Jeśli nie chcieli przyjąć od nich pomocy w tym momencie to może zwrócą się do nich w późniejszym czasie. Nawet jeśli nie będzie ona dotyczyć tego co akurat ich trapi.

— Słucham Cię, synu. — Niezależnie od tego, czy Hjalmar chciał o coś go zapytać czy po prostu wskazać mu ten kieliszek, miał pełnię jego uwagi. Kieliszek oczywiście przyjął i nieśmiało do tego zachęcał Connora i Blair. — Skál! — Zawołał do syna, unosząc kieliszek w ramach toastu. Po tych wszystkich doznaniach to chciał aby zrobiło mu się milej na duszy. Tak można było to osiągnąć.

— Taka miała wyjść. Ma mocno kopać po pierwszym kieliszku. — Przyznał z nieukrywanym zadowoleniem. Alkohol podawany podczas spożywania Hákarl i pasujący zarówno do Surströmming musi mocniej trzepnąć na wejściu. Początkowo uniósł jedną z brwi, słysząc słowa swojego pierworodnego odnośnie ich fachu, stojące w pewnej sprzeczności z tym co sam twierdził - mianowicie to, że ich fach lepszy od angielskiego.

— Nawet te gobliny nie wydają się złe... jak już wspominasz o islandzkim i angielskim rzemiośle. — Po tym jak przestał czuć się samotny, poczuł się... maleńki w obliczu wszechświata, zaledwie pyłem i dostrzegł sens w słowach syna, burzący jego niezachwiany dotąd światopogląd. To wiekopomna chwila, kiedy po raz pierwszy nie obrzuca goblinów stosem wyzwisk i nie posądza ich o wszystko, co najgorsze. Wina księżyca. Po tym wydarzeniu będzie chciał spuścić na to ciężką zasłonę milczenia.

broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#65
28.10.2023, 19:06  ✶  
- Cóż, niedawno tu przyszłam, więc może dlatego…? – podsunęła z lekkim uśmiechem. Zresztą. Osób tu i tak trochę było, tak samo jak tworzyły się najróżniejsze grupki, mniejsze bądź większe, więc raczej dość naturalnym było, że nie zetknęła się z każdą przebywającą tu osobą, prawda?
  - Co masz dokładnie na myśli? – zmarszczyła, nie do końca pewną, co Tia miała na myśli w kwestii pogodowych dziwactw. Zresztą, jak podejrzewała Bones, „dziwne” w jej słowniku mogło oznaczać zupełnie co innego, co w słowniku czarodziejów. Cóż, nie ma jak różnice pomiędzy światem mugolskim a czarodziejskim i rozdział pomiędzy nimi – mimo że w teorii i tak mieszkali w jednym i tym samym.
  Zerknęła gdzieś w bok. Niesprawiedliwe. Cóż. Może i tak – bo nagle zostanie im wymazana część życia, która przecież też wpływała na to, kim byli. Ale machnięcie ręką na naruszenie fundamentalnej zasady czarodziejskiego świata? Nie, jako przedstawicielka tych sił, które stały na straży praw, nie powinna była myśleć o ich nagięciu.
  - Życie rzadko jest sprawiedliwe – zauważyła cicho. Czy tego chcieli czy nie – nierówności były wszędzie, wystarczyło tylko spojrzeć w odpowiednią stronę. Cóż, mało to pocieszające… Kusiło też podpowiedzieć, żeby – cokolwiek im chodziło po głowie – niczego nie próbowały, ale ugryzła się ostatecznie w język. Zapewne nie przyjęłyby tego za dobrze. Co oznaczało, że trzeba mieć te panny na oku… na wszelki wypadek.
  - A… z ciekawości – stwierdziła lekkim tonem – W każdym razie, to całkiem ciekawe, co mówisz, że uznawano to jako coś normalnego... – dodała z pewnym namysłem w głosie. Dla niej osobiście: normalne nie było, za żadną cholerę. Takie rzeczy najzwyczajniej w świecie się nie działy i koniec, kropka.
  - Och, też nie byłabym szczęśliwa, gdyby ktoś zabrał moją twórczość – przyznała z cichym westchnięciem. A tu nie dość, że zabrana, to jeszcze i zapomniana. Jak tu nie być nieszczęśliwym, prawda? Jakby tego było mało, coś zmieniło się w atmosferze, ponownie. Była maleńka, nieistotna, proch na wietrze… aż spojrzała w stronę Księżyca, z niewypowiedzianym pytaniem w jego stronę.
  Nie na długo.
  - Lily, w porządku?- spytała, również odruchowo wyciągając dłonie w stronę kobiety. Choć, na szczęście, Tia była szybsza.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#66
31.10.2023, 23:55  ✶  
Bertie z pewnym zadowoleniem na twarzy obserwował wymianę zdań między Pandorą, a Alastorem. Dobre spotkanie po latach zawsze łapało go nieco za serce i wprawiało w dobry nastrój, a ta dwójka wydawała się dobrze wspominać szkolną znajomość. Bott oddałby wiele, żeby móc w ten sam sposób wspominać szkolne lata z Moodym, ale dzieliła ich różnica wieku, która w Hogwarcie wydawała się ogromną przepaścią. Kiedyś tylko, kiedy usiedli sobie po paru głębszych, odświeżyli sobie pamięć co do tego okresu w ich życiu, znajdując nawet garstkę wspólnie przeżytych, ale jakże przypadkowych spotkań.

Bott uśmiechnął się do Eden grzecznie, ale jednocześnie w ten pełen szczerości sposób, w którym czaiła się ciepłota. Mogła wątpić w jego słowa, ale uważać go za skończonego szaleńca, jednak nie zmieniało to absolutnie wcale tego, że w tym momencie uważał ją za kogoś kto pozytywnie wpływał na chyba najważniejszą osobę w jego życiu. Mogła jeżyć się, mrużyć podejrzliwie oczy albo z niego drwić, ale on wiedział swoje. Jedyną rzeczą która mu w tym wszystkim odrobinę przeszkadzała, ale która w sumie nie była jego interesem, było to co sam jeszcze przed chwilą wyłożył Pandorze. Eden była mężatką, a jego małżonka nigdzie nie było widać, tak samo jak i pierścionka na jej palcu. Skoro jednak uważała, że mogła podejmować tego typu ryzyko jak pojawienie się plotek na temat jej i Alastora, to Bertie nie miał nic do powiedzenia na temat tego czy moralne było wikłanie się w związek z mężatką.

Potem zalało ich to dziwne uczucie. A może tylko jego? Z pewnym zdziwieniem spojrzał w ziemię, jakby potrzebując chwili, kiedy tak nagle poczuł się tak strasznie... samotny? Wzrok podniósł się powoli, wspinając po sylwetce Alastora, aż w końcu Bertie zamrugał, kiedy zatrzymał się na twarzy przyjaciela, jakby wyrywając się z zamyślenia. Dlaczego czuł się samotny, kiedy miał obok siebie Moody'ego?
- Al? - zapytał z troską, sięgając dłonią do jego ramienia i przez moment przyglądając mu się uważnie, chcąc sprawdzić czy wszystko było w porządku. Że tylko mu się coś głupio wydało. Kiedy jednak wszystko okazało się w porządku, obejrzał się na Pandorę, chcąc upewnić się, jak ona się czuje i posyłając jej pokrzepiający uśmiech. Jeśli też chciała, to po zmodyfikowaniu jej butów, postanowił się zająć jej sukienką, ograniczając tiul i transmutując go w cięższą tkaninę, która spływała w dół, zamiast stać na wszystkie strony.
- Mam nadzieję, że w takich będzie ci wygodnie. No, i że twoja mama bardzo nie będzie żałować i butów i sukienki - zaśmiał się krótko na wspomnienie mitycznej pani matki, którą zdążyła już wcześniej przyzwać jako powód dla swojego stroju. Wszystko pewnie byłoby już dobrze, gdyby nie kolejna fala niezrozumiałych emocji, dodatkowo podbitych drżeniem ziemi. Bott mimowolnie chwycił stojącą obok niego Prewett pod łokieć, chcąc mieć pewność, że ta znowu nie przewróci się na ziemię, samu najpierw spoglądając na Alka, a potem Eden, by na końcu zawiesić spojrzenie na niebie. Na jasnej tarczy księżyca, która pokazywała się w pełni obok słońca, a która wydawała się odpowiedzialna za wszystko to, czego przyszło im doświadczać. Czuł się taki mały, jakby cały świat udowadniał mu, że był zaledwie pyłkiem, snującym się to tu, to tam. W końcu jednak potrząsnął głową z roztargnieniem, spoglądając na Pandorę i uśmiechając się do niej w odpowiedzi na jej propozycję.
- No, w sumie racja. Co wy na to, może usiądziemy?
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#67
02.11.2023, 01:12  ✶  
Allan Bigsby

Bigsby uśmiechnął się szerzej. Nie powiedział nic, ale i tak wiedziałeś, co chciał ci przekazać, kiwając głową. Czuł się zrozumiany. Czuł się wzięty pod uwagę, bo ktoś go wreszcie wysłuchał i potraktował te emocjonalne rozterki poważnie. Chichrające się z niego dziewczyny były mu na pewno w jakiś sposób bliskie, ale najwyraźniej nie udało im się dostrzec, że ten miał już dość wiecznych żartów na temat siebie i swojej twórczości. Tobie udało się rozpalić w nim iskrę nadziei, której potrzebował, żeby przezwyciężyć ciągnącą go w dół rozpacz.

- Dziękuję - powiedział nagle, nie odrywając od ciebie wcześniej zmartwionego, teraz... Nieco mniej pochmurnego spojrzenia, chociaż te łzy w kącikach wciąż przypominały o bólu, jaki czuł do tej pory. - Normalnie jak ja ci dziękuję, kolego! - Chlipnął głośno, stęknął, a później objął cię na moment w delikatnym, przyjacielskim uścisku, jakbyście się znali co najmniej trzysta lat, a nie trzy minuty. I może pijany był, ale wybrzmiewały w tym silna, pozytywna nuta i piękno ludzkiej szczerości. Zgniótł klatką piersiową twój notesik, za co przeprosił pospiesznie, a później złapał za ołówek, podrapał się po czole i faktycznie zapisał tam kilka słów.

Laurencie, zajrzyj na swoją pocztę. Na tym główna rola Bigsby'ego się kończy. Posiadasz jego teksty, po wydarzeniu możesz zrobić z nimi, co tylko zechcesz. Jeżeli będzie to coś wykraczającego poza czytanie ich sobie do podusi, możesz zgłosić to w moim temacie konsultacji - świat na pewno na to jakoś zareaguje.

Tia Lewis i Lillian Mills

- No tak - odparła Tia - przecież po coś stworzyliśmy słowo anomalia... Istnieją białe tęcze i ogniste tornada, ale ja od zawsze najbardziej lubię historie o latarniach Maracaibo. Ooo - pomachała palcem - albo o ogniach świętego Elma. - Wpatrywała się w was zaciekawieniem, jej brwi uniosły się wyżej, kiedy tylko usłyszała słowo „archeolog” i nie dziwota, bo sama archeologia pobudzała ludzką wyobraźnię, a co dopiero kiedy w grę wchodziła magia. Pewnie pociągnęłaby rozmowę dalej, gdyby nie ta Lily właśnie, którą pomogła eskortować do stołu.

Czy cokolwiek tutaj było w porządku?

- Nie mogę przestać o tym myśleć. O tym, że ja nie będę mogła o tym pamiętać - powiedziała cichutko, ledwo powstrzymując drżenie dłoni. Mavelle mogła dostrzec, że Lily mimo zasłaniania twarzy rękoma, cały czas wpatrywała się w Knieję. Robiła to w gruncie rzeczy od samego początku rozmowy, ale wcześniej tylko ukradkiem zerkała, co kilka słów wypowiedzianych przez otaczające ją kobiety. Teraz natomiast zdawała się czegoś od tych drzew chcieć, a może po prostu tak dziwacznie rozmyślała na ich temat... Lewis, chociaż przez dłuższy moment trzymała dłoń na oparciu krzesła, na którym posadziliście jej „przyjaciółkę” i najwyraźniej chciała trzymać się blisko, wyłapała strzępek rozmowy i...

- Oho, patrzcie kto się znowu odpala - rzuciła, wykonując skinienie w kierunku Fishera. - ZAMKNIJ MORDĘ FISHER, ONA NIC CI NIE ZROBIŁA - uniosła głos, marszcząc czoło i ruszając tych kilka kroków w kierunku Nory, którą najwyraźniej postanowiła w tej kłótni wesprzeć, chociaż nie miała zielonego pojęcia, kim ta słodka blondynka jest. Ba, nie miała w ogóle szansy usłyszeć, o czym Nora z Fisherem do tej pory rozmawiała, więc rzuciła się w jej obronie bez jakiegokolwiek kontekstu.

Connor Fisher i Blair Hayes

Connor i Blair, mimo kojarzenia ich głównie z pozytywnych rzeczy, od samego początku wydawali się być nieco odsunięci od wszystkiego. Teraz natomiast byli po prostu obrzydliwie nieprzyjemni. Wcale się z kowalami nie chcieli napić, nie było wiadomo, po co tu przyszli, skoro nic im nie pasowało, a w dodatku... Zmierzyli odchodzącą Brennę takim naprawdę nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby przed odejściem życzyła im wszystkiego, co najgorsze.

- Hjalmar, przestań mnie rozśmieszać, jaka to jest pomoc, kiedy się połowę ludności imasta okłamuje przez miesiąc. - Warknął Fisher, zagłuszając równoczesną wypowiedź narzeczonej:

- Jasne kurwa, oczywiście, że ma to wszystko w dupie - emocjonowała się Hayes, ale na tyle cicho, że jedynie Nora i osoby obok niej mogły to usłyszeć.

- Na co się gapisz? - Zapytał jej Fisher, kiedy zauważył, że chociaż Longbottom odeszła już gdzieś daleko, to jej towarzyszka pozostała na miejscu. - Idź do tej swojej koleżaneczki policjantki od siedmiu boleści. - Burknął, chcąc ją stąd przegonić, ale nie udało mu się to, bo Lewis szybko pojawiła się obok i złapała Norę za ramię, nie pozwalając jej na to.

- Przeproś ją, ty dryblasie - rozkazała, ukazując tym samym, że nie słyszała, o czym dokładnie rozmawiali - najwyraźniej miała z nim na pieńku i wykorzystała okazję do umieszczenia Figg w samym środku kłótni.

3.11
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#68
02.11.2023, 19:04  ✶  

Niektórzy mu mówili, że powinien zostać poetą. Bo tak ładnie mówił, bo miał taki talent do komplementów, bo... tu chyba było wiele elementów składających się na to. Wypierał się kiedyś tego, ale kiedy słyszysz o tym raz, drugi, trzeci zaczynasz przechodzić nad tym do porządku dziennego. Nawet syndrom wyparcia potrafił się zatrzeć i zaginąć, kiedy odpowiednie osoby, w odpowiednim tonie, powtórzyły daną rzecz ileś razy. Nie wszystko się do tego zaliczało, ale powiedzmy... że rozumiał. Albo akceptował. Bigsby nie wydawał się zaś osobą, która naprawdę mogłaby napisać dobrą poezję. Tak z pierwszej myśli, z głupiego przeskoku zdań, które potrafiły syzbciej zacierać się w naszych głowach, niż się w nich malowały. Nie zajrzał do kartek, schował je, jakby był przestępcą, a cenny skarb od Allana jedną z tych rzeczy, na którą spłaty nie wystarczy tysiące galeonów. Jakakolwiek by ta poezja nie była - przecież była jego. Jego sercem, jego myślami, głębokimi przeżyciami, które teraz do pewnej dozy wypłakiwał w swoim nieszczęściu. Prawie wypłakiwał. Nie było takiego ludzkiego smutku, które Laurent by odmierzał i wyceniał. Każda tragedia była wielka, bo każda mówiła o stracie i tęsknocie. Allan wyglądał zaś na bardzo nieszczęśliwego.

Ze zdziwieniem przyjął ten nagły przypływ bliskości. Otworzył szerzej oczy i w pierwszej sekundzie zamarł w bezruchu, nawet nie mając czasu na cofnięcie swojej dłoni z notesem, przez co kilka kartek uległo zdewastowaniu. A w drugiej, jak już mógł się oswoić z sytuacją Bigsby już się odsunął i za notes i ołówek złapał.

- Nic się nie stało, to się... naprawi. - Zaklęciem. Mógł to powiedzieć na głos, skoro i tak pamięć będzie czyszczona wszystkim tu mugolom, ale jakoś się nie przemógł. Czuł się tak, jakby mógł zrobić temu człowiekowi jeszcze większą krzywdę dokładając tego, co miało zostać zapomniane. I czuł się tak, jakby mógł teraz iść do jednego z amnezjatorów i prosić, żeby chociaż jego oszczędzili - z nich wszystkich. Zapatrzył się na zamyślonego głęboko mugola, który zaraz pochylił się nad czystymi stronami, pochylony do światła, żeby cokolwiek widzieć w tych półcieniach... półdnia-północy. Dnia-noc. To potrwało chwilę. Jakby nie sprawiło to Bigsbyemu żadnej trudności, jakby to było dla niego naturalne jak oddychanie. Odebrał zeszyt, spojrzał do niego. Och. Och... Jego poruszone serce zabiło aż w jednym uderzeniu głośniej, boleśniej. Smutne. Lecz jeśli nadzieja umiera ostatnia... Spojrzał w oczy Allana i odwzajemnił jego uśmiech.

- Dziękuję. - Powiedział cicho. Allan nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo delikatne i wrażliwe były to dla niego słowa. Nadzieja. Poczuł się tak, jakby naprawdę przyniósł komuś nadzieję, a piękno tego odczucia zupełnie go pochłonęło. Na tyle, że teraz i on sam, po tych emocjonalnych, dziwnych wzlotach i upadkach, jakie miały miejsce w przeciągu paru chwil, poczuł łzy w kącikach oczu. Doprawdy... jak szybko można poczuć z kimś więź, która zupełnie przeskakiwała ludzkie kanony poznania? Uwrażliwiony na piękno i głębię ludzkich uczuć selkie poczuł się w tych kilku chwilach zakochany w tych paru zdaniach, jakie zapisano na jeszcze niedawno pustych, białych kartkach. Otrząsnął się z tego uczucia, które tym razem było jednak w pełni jego - nie wpływem tego, co czarodzieje nazywali eutierrią. - Prewett. Mam na imię Laurent Prewett. - Przedstawił się w pełni, choć przecież tak niepotrzebnie. - Chodzisz do jakiejś kawiarni? Może powinniśmy wpaść na siebie przypadkiem w przyszłości. - A może lepiej nie.

Laurent zamierzał spędzić z tym człowiekiem swój wieczór. Nawet jeśli mieliby tylko spoglądać w ogień i piękno nieba. W ciszy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#69
03.11.2023, 10:45  ✶  

To było zwyczajne zagajenie rozmowy ze strony Guinevere, ale najwyraźnie Mavelle nie była zbytnio na to chętna. McGonagall nie zamierzała jej więc nagabywać, jedynie się uśmiechnęła w odpowiedzi, nie ciągnąc już tematu kogo zdążono jej przedstawić, a kogo nawet nie kojarzyła.

Nie zamierzała wdawać się w dyskusje o tym kto, kiedy i dlaczego stworzył słowo „anomalia”, za to z uwagą wysłuchała o białych tęczach, ognistych tornadach… chociaż jedno i drugie nie brzmiało jak żadna anomalia, a po prostu raz na jakiś czas występujące zjawiska atmosferyczne. Przy latarniach i ogniach zamrugała i wyraźnie się zastanowiła, bo te nazwy chyba niewiele jej mówiły…

– Co to te latarnie i ognie? – zapytała Tię, ciekawa czy czarodzieje znają to pod jakąś inną nazwą, czy może jednak zupełnie nie uznają podobnych zjawisk za anomalie, albo jakimś cudem nikt o tym nie słyszał.

Uważała, że słowa Mavelle do dwóch kobiet były bardzo niedelikatne i że mogła je sobie darować, ostatecznie to nie jej ktoś będzie zabierał miesiąc życia, ale zostawiła to dla siebie. Natomiast musiało to mieć jakieś odbicie w jej twarzy.

– Kiedyś ludzie inaczej podchodzili do magii i różnych zjawisk, czy naturalnych czy nie. Mogli to uznać za jakiś znak od bogów równie dobrze – wyjaśniła jeszcze, dlaczego to mogło nie wzbudzić takiego „popłochu” wśród ludzi, jak budziło dzisiaj (choć to było złe słowo, bo ludzie najpewniej bali się takich anomalii tak czy siak, nawet jeśli je czcili).

Przez moment obserwowała Lily, chcąc się upewnić, że nie dzieje się z nią nic niedobrego – tak okiem lekarza, a następnie odrobinę się nachyliła, by tak nad nią, siedzącą na krześle, nie górować, skoro sama był bardzo wysoką kobietą.

– O czym dokładnie pamiętać, kochana? – zapytała rudowłosą, zastanawiając się jak bardzo ich życie przez ostatni miesiąc musiało się różnić od życia, jakie znali do tej pory, ale czy chodziło jedynie o słońce i księżyc na niebie, czy może o coś jeszcze? Tego Ginny nie wiedziała. – O słońcu i księżycu? – odruchowo spojrzała w górę, by ponownie spojrzeć w niebo i wtedy Tia zainteresowała się inną grupą, podnosząc głos we wzburzeniu. Ginevra zmarszczyła nieco brwi, patrząc w tamtym kierunku. Coś się stało – nie wiedziała co, ale najwyraźniej doszło do jakiejś kłótni pomiędzy półolbrzymem i jego synem, których zdążyła poznać wcześniej, a jakąś parą. Póki co wolała obserwować to z odległości. – Jestem magimedykiem, mogę ją przypilnować gdyby coś – zwróciła się tutaj do Mavelle, bo nie wiedziała, czy ta nie będzie chciała zobaczyć o co tyle krzyku.

Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#70
03.11.2023, 22:48  ✶  

Hjalmar nie bardzo rozumiał nastawienie tychże ludzi. Miał przecież szczere zamiary i chęci, aby im pomóc. Nie było w tym ani grama podstępu czy zwykłej wrogości do drugiego człowieka, a Connor robił po prostu swoje. Okłamuje się połowe ludności przez miesiąc? Czy chodziło im o sprawę z Beltane i zamknięcie kniei Godryka? Zapewne tak ale czy nie można było tego załatwić jakoś dyplomatycznie, bez zbędnej nienawiści?

- Hej ale spokojnie. Po co ta agresja Connor? - zapytał, ewidentnie podburzony zachowaniem Fishera - Czym Ci Pani Nora zawiniła? Dlaczego chcesz sobie odbijać swoje zachowanie na innych? - dodał, odstawiając szklankę na stolik aby być gotowym do ewentualnego rozdzielenia zwaśnionych stron. Tylko tego brakowało aby doszło tutaj do bójki - zwłaszcza kiedy Brenna zniknęła gdzieś w tłumie biesiadników - Wiesz, że to było nie miłe? Co jakby inni tak się na Ciebie rzucili? - spojrzał w kierunku agresora, a następnie na moment w kierunku ojca.

- Ale druga strona też się może uspokoić. Nie ma sensu się wzajemnie napędzać w tej spirali złości - zapewniał, próbując załagodzić całą sytuację. Hjalmar nie omieszkał też stanąć na drodze pomiędzy dwoma grupkami. Może i nie miał doświadczenia w rozdzielaniu grup ale do tego wystarczyło trochę mięśni, które akurat posiadał. No chyba, że nagle Connor Fisher okazałby się trzykrotnym mistrzem Doliny Godryka w boksie - wtedy mógłby mieć mały problem aby go powstrzymać. Kiwnął głową do ojca jakby chciał mu przekazać pomóż też. Dagur co by nie mówić był większy o niego od połowę i nie było silnego na niego chyba w całej najbliższej okolicy - Możemy usiąść i to na spokojnie przegadać? Pani Norze na pewno nie było miło za taką odzywkę, a Conor na pewno chciałby być nazywany dryblasem... - stwierdził, rozglądając się raz na jedną, a raz na drugą stronę. Młodszy z Nordgersimów miał wrażenie jakby siedzieli właśnie na beczce prochu - brakowało tylko zapalnika, a wszystko by wybuchło. Ot, takie zrządzenie losu.

Na krótką chwilę spojrzał się na niebo, sądząc, że może to ono może mieć na to wpływ ale... on niczego nie poczuł. Znaczy poczuł wcześniej ale nie czuł żadnego nowego uczucia. Czy pozostali mieszkańcy też nic nie czuli i po prostu miarka się już się przebrała, stąd wynikała ta agresja?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1171), Bertie Bott (1539), Brenna Longbottom (2491), Dagur Nordgersim (2942), Eden Lestrange (1862), Erik Longbottom (2235), Eutierria (5066), Guinevere McGonagall (3034), Hjalmar Nordgersim (2851), Laurent Prewett (2963), Mavelle Bones (2575), Nora Figg (2322), Pandora Prewett (1800), Perseus Black (2063), Ururu Marquez (718)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa