11 luty 1972r.
Londyn, Posiadłość Mulciberów
Londyn, Posiadłość Mulciberów
Od ślubu Roberta, minął ponad miesiąc. Richard nie planował wracać do Londynu dość szybko. Czego jednak nie robi się dla brata, który prosi o materiały z różnego zakątka Skandynawii, na temat pieczętowania i run? Richard wywiązał się ze swojego zadania, na początku lutego informując listownie Roberta, w jakich dniach się pojawi, gdyż wcześniej nie może. W pracy miał też chwilami napięty grafik. Wysyłanie materiałów pocztą sowią czy kruczą, mijało się z celem. Nawet gołąb by tego nie udźwignął. Materiały swoje warzyły i prędzej puściłby je chyba jakimś kondorem albo harpią. Bezpieczniej byłoby już dostarczyć osobiście.
Weekend od popołudnia jedenastego lutego, Richard miał wolne. Poinformował swoje dzieci, że wybiera się na trzy dni do brata, dostarczyć mu to, co pozbierali. Skoro Robertowi zależało na czasie, a praca Richarda chwilami ograniczała w podróżach, poprosił synów o przysługę. Nie miał z nimi problemu. Każdego wysłał do innego kraju w Skandynawii o pozyskanie cennych informacji w bibliotekach na temat pieczętowania i run.
Tego umówionego dnia, Richard pojawił się w Londynie z pomocą świstoklika. Lądując w zaułkach ulicy Pokątnej. Z niej przedostał się przez Kocioł do Londynu i prostą drogą, późnym wieczorem dotarł do drzwi ich posiadłości. Na sobie miał czarny płaszcz z granatowym szalikiem. Nie wyglądały na nowe a już trochę noszone. Mimo dobrych zarobków, gdzie biedy nie klepał, to jednak żył oszczędnie. Nie mając ochoty wysilać się na szukanie kluczy, zapukał, gdzie drzwi otworzył mu znany skrzat.
- Robert w domu?Rzucił na dobry wieczór pytaniem do skrzata. Wchodząc do środka i przy wieszaku stawiając torbę podróżną, w której miał to o co prosił Robert.
- Tak, Panie.
Stworzenie potwierdziło.
Richard zdjął płaszcz, który był nieco zmoczony przez Skandynawski śnieg. Tutaj widocznie mieli spokojniejszą pogodę, choć w obu krajach zima dawała popalić.
- Powiedz mu, że jestem.
Skrzat przyjął do wiadomości i udał się powiadomić gospodarza. Richarda ciekawiła też jedna rzecz, jak bratu minął miesiąc małżeński. Niewiele pisali o takich sprawach w listach, ze względu na zachowanie ostrożności, w obawie o przemycenie zwierząt powietrznych.
W lustrze Richard poprawił trochę swoją fryzurę, aby nie wyglądać jak żul po przejściach. Choć winna temu była wietrzna pogoda na zewnątrz. Miał zarost ale nie tak duży jak miesiąc temu. Widocznie zaczął tego bardziej pilnować. Ubrany w jasną koszulę i ciepły ciemny sweter.