Vespera ubrała długą suknie w kolorze czerwieni, aby chociaż trochę przyciągać do siebie spojrzenia, aby chociaż chwilę poczuć się tą kobietą, którą w środku była. Suknia miała długie, tiulowe rękawy, dekolt w serek opinający się na jej piersiach, czarny gorset i sięgała do kostek. Nie była ona jakoś szczególnie ciepła, wręcz była idealnie przewiewna, aby się nie spociła. Od dłuższego czasu czuła spokój w towarzystwie Perseusa, mimo że w sercu nadal tlił się lęk przed tym wszystkim, co miało się zadziać i jak swoje podwójne życie miała teraz pogodzić. Spojrzała w kierunku, w którym Perseus kiwał dłonią i sama również skłoniła lekko głowę przez krótką chwile nie spuszczając wzroku ze swojej przyszłej teściowej, posłała jej delikatny uśmiech i wróciła spojrzeniem w stronę swojego narzeczonego. Nadal nie umiała tego w swojej głowie ułożyć, ale zaczynała się do tego przyzwyczajać. Było to zbyt szybko, ale jednocześnie odpowiednio na miejscu. Jeśli chodzi o jego matkę Vespera się jej nie bała, na swoim koncie miała spotkania z gorszymi osobami niż zwykłą panią domu, matką jej przyszłego męża, jej przyszłą teściową. Do potęgi Czarnego Pana było jej daleko, więc Vespera nie czuła przed nią obawy, nie czuła strachu przed tym, że ta kobieta mogła ją kąsać, bo Vespera pochłaniała swoich wrogów w całości. Przytuliła się do jego ramienia mocniej.
– Wiesz, że nie boję się twojej matki, ale chcę, abyś czuł się dzisiaj dobrze, więc nie musimy tam podchodzić – szepnęła mu do ucha stając lekko na palcach i przyciągając go do siebie. Musnęła jego usta, aby odrobinę wzbudzić oburzenia wśród osób wokół. Na jej ustach zabłąkał się delikatnie prowokujący uśmiech patrząc na niego uważnie. Dała się pociągnąć w stronę stoiska z wiankami zadowolona z jego spojrzenia. Lubiła jak na nią w ten sposób patrzył.
– O tak – odpowiedziała pochylając się i dając sobie również nałożyć na głowę wieniec. Potem wróciła do swojego narzeczonego przytulając się znowu do jego ramienia.
!wianki