• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [05.06.72, wykopaliska w Walii] Musi być ich siedem

[05.06.72, wykopaliska w Walii] Musi być ich siedem
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#11
29.12.2023, 02:50  ✶  

– Oczywiście – odparła Lecie po prostu, może nawet z cichym westchnieniem, bo zwyczajnie nie potrafiła odmówić, kiedy jej znajomi o coś ją prosili. Nawet o taką malutką rzecz jak zaklęcie zmniejszająco–zwiększające (choć na swoją obronę… sama to przecież zaproponowała, prawda?). W tym wypadku było to całkowicie nieszkodliwe, ale prawda była taka, że Guinevere nie do końca potrafiła odmówić i nawet nie próbowała samą siebie oszukać, że jest cokolwiek inaczej. Bo nie było, takie były fakty. A najgorsze było to, że potrafiła się za kogoś nadstawić, zasłonić – byle tylko komu innemu nie stała się żadna krzywda. Nie chciała dla nikogo źle, a już na pewno nie dla swoich znajomych, czy bliskich. A ludzie, z którymi pracowała? To nie byli przecież losowi i przypadkowi osobnicy, z którymi nic ją nie łączyło. Lubiła ich. Gdyby było inaczej, to czy na propozycję Cathala, zadawałaby sobie ten cały trud z przeprowadzką na inny kontynent tylko po to, by z nimi pracować? Zgoda, miała małego (może nie tak małego…) świergla na punkcie legend arturiańskich, a Wielka Brytania była ich kolebką, ale zawsze… Gdyby ich nie lubiła, gdyby dobrze jej się w tej ekipie nie pracowało, to w życiu by tu pewnie nie przyjechała.

– Och nie, nie chodziło mi, że Jamil spudłował – brakowało jeszcze tylko, by przy tym zdaniu Ginevra zaczęła oglądać swoje paznokcie – bo powiedziała to właśnie takim tonem, jakby mówiła o pogodzie. Na szczęście była jednak skupiona na tym, by oglądać dokąd idą, a jej oczy o pionowych teraz źrenicach, spoglądały na ściany tunelu. – Kilka dni temu rozmawiałam z Cathalem i próbowałam zgadnąć, o co się mogłaś na Jamilka zezłościć. Nie chciał mi powiedzieć i mówił, że ty albo mój drogi kolega, zrobicie to znacznie lepiej – czy właśnie wkopywała, całkowicie świadomie, Cathala? Być może… I byłaby gotowa pokazać Shafiqowi język. A to wszystko dlatego, że darzyła go sympatią, bo przecież gdyby go nie lubiła, to ta cała rozmowa skończyłaby się na wywracaniu oczami, wszak kto się czubi, ten się lubi. Czy jakoś tak. – To jak to było w końcu z tym skorpionem? – bo już ją trochę zżerała ciekawość; najpierw Cathal nie chciał jej powiedzieć, a teraz dostawała ochłapy, z których musiała sobie poskładać całą historię. Jakiś rzut skorpionem? Sprzedawanie kogoś? Jakoś, zwłaszcza to drugie, niezbyt jej się sklejało w całość. – Jak zbity pies, tak – zgodziła się z Crouch i kiwnęła do siebie głową.

Nie powiedziała już nic na to kto tu jest najbardziej poszkodowany (a kusiło…), ani komu trzeba najbardziej współczuć, za to zgodnie z poleceniem zapaliła światło na końcu swojej różdżki i ostrożnie przeszła przez przejście, gdy Nell je już trochę oczyściła, a Cathal ruszył pierwszy. Spoglądała z mieszaniną ciekawości, fascynacji i obrzydzenia na wijące się łodygi diabelskich sideł, unosząc nawet oczy i nieco kuląc głowę w ramionach, choć niepotrzebnie, bo skoro Shafiq się przecisnął, to i ona da radę – była wysoka, ale nie tak bardzo jak on. Gdy już przeszła, wyciągnęła rękę z różdżką przed siebie, by rozświetlić większy obszar, chociaż jej kocie oczy całkiem nieźle radziły sobie w półmroku. I zobaczyła to – podłogę wyściełaną trupami, z których już dawno zostały tylko kości. Przykucnęła nawet przy jednym z nich, by obejrzeć to sobie z bliska.

– Są tu od dawna. Bardzo dawna – stwierdziła, nim uniosła spojrzenie na nam środek komnaty – na filar, tak podobny do tych, które otaczały wioskę. – Gdzie w stosunku do wioski się teraz znajdujemy? W samym centrum? – mózg Ginny był dość prędki w dostrzeganiu i wyrysowywaniu różnych symboli, do tego była wyuczona – by je widzieć, rozczytywać. A sześć punktów wokół wioski i jeden w środku przywodził jej na myśl kilka kształtów. Jak na przykład sześcioramienną gwiazdę. Albo słońce i jego sześć promieni – może nawet lepiej pasujące, zważywszy na symbol, jaki widzieli na jednym z filarów.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#12
31.12.2023, 17:55  ✶  
Roześmiała się. Tak po prostu, roześmiała się, gdy Nell pokazała jej język. I w zasadzie to już zakończyło dyskusję, bo już nie kontynuowała tego tematu. Skorpiony, brrr, w zasadzie najwięcej powinna była mieć do powiedzenia, skoro jeden z nich wylądował na jej czuprynie. Zatem, znajdowała się wtedy najbliżej śmierci i czyja to była wina?
  No właśnie, samego Anwara, bo gdyby tylko nie uruchomił tej chrzanionej pułapki, gdyby tylko… ale hej, wszystko zakończyło się pomyślnie, prawda? Inaczej by wcale jej tu nie było, bo szczerze wątpiła, żeby Nell była w stanie wyciągnąć ją z użądlenia prosto w łepetynę.
  - Obawiam się, Cal, że nie zaliczam się do tej kategorii – oświadczyła pół-żartem, pół-serio. Jakby, hej, gdyby na poważnie zrobić rachunek zysków i strat, to ten – przynajmniej w wykonaniu Lety – z całą pewnością nie wskazałby na nią. Choćby ze względu na to, że zapewne znalezienie kolejnej osoby, która potrafiłaby wybadać grunt przed wejściem na niego, mogłoby nie być takie proste…
  A tak się zarzekałaś, że nie mają z tobą szans – cisnęło się na język. I no dobrze, może Leta była jednak z tych, co potrafią wsadzić kij w mrowisko i podrażnić, ale jednak jakiś instynkt samozachowawczy posiadała. Gdzieś jednak leżała granica wkurzania wszystkich…
  … stąd też po prostu odpaliła Lumos – zwłaszcza że naprawdę chciała zobaczyć, co się kryje w tej sali. Na własne oczy, nie na widmo-oczy. No i hej, cały ten filar? Nie można powiedzieć, żeby nie wzbudzał jej ciekawości, zwłaszcza po tym, jak ją wywalił brutalnie do jej ciała!
  - Możesz stwierdzić, od jak dawna? – spytała Ginny, samej podchodząc do filara, przyświecając sobie różdżką. Nie zrobiła tego bezpośrednio, tylko – pamiętając dobrze wycieczkę – naokoło, zacieśniając powoli kręgi. Może te błyski były widoczne tylko w „duchowym świecie”? Może chodziło o konkretne godziny? A może wiązało się to z konkretnym rodzajem magii? Może, może… póki co – chciała po prostu go obejrzeć. Może zauważy to, czego nie była w stanie dostrzec wcześniej?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
01.01.2024, 12:52  ✶  
– No przecież mówię. Rzucił we mnie skorpionem – oświadczyła Nell, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Siedzi sobie człowiek na sarkofagu starożytnego kapłana, czyta gazetę, nikomu nie wadzi, a tu nagle szu! Jamil miota skorpionami i to właśnie we mnie! We mnie!!! Wypuścił ich całe stado ze ściany, złapał jednego i rzucił, żeby się mnie pozbyć. To była zemsta za to, że tydzień wcześniej dostał niedobre lekarstwo, ale sam sobie winny, że zjadł to cholerne mięso, prawda?!
– Mówiłem, że Nell opowie to dużo lepiej? – rzucił Cathal, obracając się na moment ku McGongall i na jego ustach zamajaczył ledwo dostrzegalny uśmiech.
*

– Bardziej od tego, jak długo tu leżą, interesuje mnie, co ich zabiło – przyznał Cathal. On w przeciwieństwie do Lety nie oddalił się od drzwi. Nie byli pewni, czy filar jest nieaktywny i czy nie znajdują się przy nim jakieś pułapki. Dlatego spojrzał za Crouch, gdy ta zaczęła krążyć wokół kolumny – wciąż martwej, nie świecącej żadnym światłem, nie reagującej ani na jej obecność, ani na zaklęcie rozświetlające – i podniósł nieco głos. – Może na przykład podeszli nieostrożnie do tego filara i ich zamordował?
Nell wydobyła z kieszeni rękawiczki, rzuciła torbę na ziemię przy wejściu i pochyliła się nad najbliższym szkieletem. Na razie nie zamierzała ich ruszać – szczegółowe badania miały dopiero ruszyć, w tej chwili chcieli rozejrzeć się, upewnić, że nie ma tu jakichś podejrzanych pieczęci czy klątw – ale przyświeciła sobie różdżką, chcąc zobaczyć, co zdoła stwierdzić na pierwszy, drugi i ewentualnie trzeci rzut oka.
– Będę musiała wziąć kości na stół, żeby być pewną, ale jak dla mnie, leżą tutaj mniej więcej od zagłady wioski – oceniła. – Sądząc po stanie stroju i ciała… mogę się mylić o kilkadziesiąt lat, ale to miałoby sens.
Ginny, pochylająca się nad jednym z ciał, nie dostrzegła żadnych obrażeń, które mogły doprowadzić do śmierci. Nie oznaczało to, że takich nie było. Mógł zostać na przykład dźgnięty sztyletem albo potraktowany jakimś zaklęciem, i ot bez dokładnych badań nie dało się tego stwierdzić w przypadku tak starego ciała. Kości nie nosiły jednak śladów niczego, co jasno opowiadałoby jakąś historię. Zabito go magią? Umarł z głodu? Udusił się…?
– Jesteśmy prawie w centrum wioski. Pod budynkiem, który prawdopodobnie był własnością Blackwooda, o którym wspominała w swoich zapiskach Cassandra. I jak sądzę idealnie w centrum okręgu wytyczonego przez pozostałe filary.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
05.01.2024, 21:34  ✶  

Mentalnie odhaczała sobie w głowie, że została zrobiona w bambuko i że tak naprawdę to znała Jamila na tyle dobrze (wow, dziwne! Znali się przecież dwadzieścia lat, to absolutna kupa czasu!), że potrafiła przewidzieć, że rzucił w kogoś skorpionem. Pogratulowała sobie zwycięstwa, w konkurencji, która istniała tylko w jej głowie, bo nienawidziła przegrywać i od razu zrobiła się spokojniejsza, bo spełniona i nie było tego cichego głosiku, który szeptałby, że musi zrobić wszystko, by zwyciężyć. Nie było też drapania o wnętrze czaszki z niepokoju.

– Teraz żałuję, że się nie założyliśmy – ależ mieli szczęście, że nigdy nie zgłębiła zdolności trzeciego oka, że nie było na jej zawołanie, bo wtedy ogrywałaby w karty absolutnie każdego i zawsze ( a i tak ogrywała często, doświadczenie w grach hazardowych i innych tego typu robiło swoje. Oboje z Jamilem mieli wiele czasu, by nauczyć się różnych sztuczek, a w szkole wkurwiali dużą część swoich rówieśników, choć nie musiała się tym chwalić na lewo i prawo).  – Nell, kochanie, a nie pomyślałaś, że kto się czubi ten się lubi? Może rzucał z sympatii, bo chciał zwrócić na siebie twoją uwagę? – powiedziała to całkowicie leniwie, ale zaraz kontrolnie spojrzała na Letę; droczyła się tylko. Jeśli Leta i Anwar mieli coś do siebie i ku sobie, to nie chciała tego za żadne skarby popsuć, nawet jeśli gdzieś tam wcześniej Jamil wodził wzrokiem za Bagshotówną.


– Trudno to powiedzieć na pierwszy rzut oka – odpowiedziała Cathalowi, gdy nachyliła się nad jednym z ciał, czy w zasadzie szkieletów, przyświecając sobie różdżką, ale tak, by samej siebie nie oślepić. Ciągle korzystała też z wyostrzonego kociego wzroku. Nie dotykała tych kości póki co, natomiast szukała wszelkich śladów, które mogły dać im jakąkolwiek wskazówkę. – Te kości nie noszą żadnych obrażeń. W sensie… Nie są zmiażdżone, brak charakterystycznych znaków mechanicznych uszkodzeń w miejscach, które mogłyby doprowadzić do śmierci. A tak poza tym, to są całkiem dobrze zachowane. Przychodzi mi kilka różnych pomysłów, ale naprawdę będziemy musiały zabrać kilkoro z nich i zbadać spokojnie – przeniosła w tym na moment spojrzenie na Nell. Dobrze było, że były we dwie, mogły się wymienić doświadczeniem i wspomóc tam, gdzie któraś miała braki bądź inny zakres wiedzy. Guinevere podniosła się powoli, patrząc teraz na filar i na Letę, która się do niego przybliżyła. – Tak jak mówi Nell.

– Filary ułożone są w okrąg wokół wioski z jedną sztuką wewnątrz. Przywodzi mi to na myśl symbol gwiazdy, jeśli odpowiednio połączyć linie, albo słońca. Jeśli by to uprościć, to mamy koło i okrąg. Wszystkie te symbole są tymi pozytywnymi. Mają symbolizować szczęście, sukces, zdrowie – to powiedziała z przekąsem i nawet trochę parsknęła. – Jeśli filary miały ich chronić, to ewidentnie coś poszło nie tak. Natomiast słońce może mówić też o sile. Być może miały jakąś obudzić? Dać ją? Jeśli tak, to możliwe, że wchodzimy w nekromancję, a to znaczy, że naprawdę należy uważać. Tym bardziej… jeśli jesteśmy w samym centrum – słuchać było w jej głosie zawahanie, i nawet rozejrzała się dookoła. Na morze trupów.

Śmierć miała nadejść o zmierzchu… Dlatego nie wolno im było przebywać na tym terenie, gdy słońce zaszło.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#15
08.01.2024, 00:53  ✶  
Znieruchomiała, ganiąc się w duchu. Czy zbadała w nocy teren? Niby tak. Czy coś świadczyło o pułapkach? Niby nie, z tego co pamiętała, ale też specem pułapkowym jednak nie była – jej talenty kryły się w zgoła innych dziedzinach. Czy poszła na pewniaka, uznając, że skoro ma rachunki do wyrównania z filarem (jakkolwiek by to nie brzmiało), to generalnie na resztę uwagi nie trzeba zwracać, zwłaszcza że: znów, zbadała teren. A pułapka to jednak jakoś wcześniej powinna być, a nie w tej sali…
Co nie zmieniało faktu, że takie dreptanie na pewniaka nie było roztropne – choćby z tego względu, iż mogło to zrodzić pytania z gatunku „a skąd wiesz, że nic się nie stanie, ha?”. Odpowiedź na nie zaś była tym, czym niekoniecznie się chciała chwalić na prawo i lewo. Kto miał wiedzieć: wiedział. I to w zupełności wystarczało; po co poszerzać krąg wtajemniczonych?
- Dobra, dobra, dobra... – uniosła dłonie w uniwersalnym geście poddania się – To sobie tutaj postoję i zapuszczę korzenie – prychnęła. Cóż, z dwojga złego – chyba lepiej tak niż skakać dalej po sali, nie? Przynajmniej tyle już wiedzieli, że droga, jaką Crouch przebyła, powinna być bezpieczna. Bo zawsze jednak istniało ryzyko, że ominęła pułapkę o raptem centymetr… A szkoda, żeby znowu w powietrzu miały latać znowu skorpiony bądź nadziali się na coś innego.
- Cóż, jak dla mnie to mogli mieć po prostu pecha. Nawet jeśli filary faktycznie stanowiły ochronę, to celowałabym w zewnętrzne zagrożenia? Wiecie, żeby nikt nieproszony się nie wpierdzielił na ten teren. Ale to niekoniecznie mogło obronić przed, dajmy na to, trzęsieniem ziemi... – cóż, jakkolwiek by nie patrzeć, musieli najpierw usunąć zawalisko, żeby się dostać do właściwego korytarza. Przymknęła na chwilę oczy, biorąc głębszy wdech. A może…
… może to filar był tym, co zmarli chcieli ochronić? Cóż, mogli oglądać właśnie ostatni bastion obrony bądź ostatnią kryjówkę, która dawała jakieś szanse na przetrwanie. Bądź coś innego?
Teraz tego nie widzieli, nie czuła tego, ale aż za dobrze pamiętała ten blask, tę brutalność, tę… barierę? Machnęła lekko różdżką, zwiększając jasność i siłę swojego światełka. I o ile – póki co – odpuściła sobie wędrówkę, to nie oznaczało to, że nie mogła się poprzyglądać. Czy widziała może coś, co wyglądało jak pieprzone pieczęcie? A może na samym filarze coś jednak widniało…?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#16
08.01.2024, 17:42  ✶  
– Nawet mi nie mów. Wiesz, co robi ukąszenie skorpiona? Uwaga, zabija. A to by oznaczało, że jeśli Jamil rzuca skorpionem w dziewczynę, którą lubi, to że jest ne-kro-filem – wyrecytowała Nell, najwyraźniej nawet po latach oburzona tym, że Anwar cisnął w nią skorpiona. Ewentualnie to oburzenie pilnie udająca, tak pro forma, żeby ktoś przypadkiem nie pomyślał, że mu wybaczyła.



*

- W takim wypadku później wrócimy to z pełnym sprzętem - skwitował Cathal słowa Ginewry, odnośnie ciał i tego, że musi dokładnie je sprawdzić. Nie mogli ot tak beztrosko zgarnąć ciała od razu i przenieść "na stół", byłoby to pogwałcenie wszelkich zasad pracy archeologa, ale mogli pobrać próbki, a później - po dokładnych oględzinach - zabrać kości, aby zostały poddane pełnej analizie. - To może być dobry trop, ale już samo koło wiele mówi. Pomijając oczywistą symbolikę, energia krąży w kole. A jeżeli wchodzimy na grunt nekromancji... być może te filary reagują właśnie na manipulowanie energią - stwierdził, zerkając przy tym na Letę. Spojrzenie było całkiem zwyczajne, ot jakby chciał zobaczyć, co robi.

W istocie jednak tkwiło za nim pewne przesłanie.

Filar nie reagował na światło. Znaki na nim umieszczone były całkiem podobne do innych, jakie widzieli na pozostałych. Ale reagował wcześniej na obecność widmowej Lety.

Na jej energię.

Na umiejętność bazującą na nekromancji.

- Co do zagrożenia zewnętrznego, Augustus, jeśli mam stawiać jakąś tezę, faktycznie chciał odciąć wioskę od świata. Ale te filary są starsze. Prawie starożytne. Wątpię, żeby ich celem była ochrona. Raczej zdobycie mocy. A jeżeli Ginewra ma rację i wchodzimy tutaj na grunt nekromancji...

Shafiq przemieścił się powoli i stanął nad szczątkami. Wyraz twarzy miał kamienny.

- Kurde, Cal, daruj te przydługie wstępy - prychnęła Nell, podpierając się pod boki. - Sugeruje, że tych ludzi złożono w ofierze. Wyprano z energii, żeby zasilić filary. Ale te zamiast dać moc naszemu Augustusowi, rozpierdoliły wioskę.

- Ująłbym to trochę inaczej, ale Nell mniej więcej wyłożyła, co mi przyszło do głowy - przyznał Cathal. Istniało oczywiście jeszcze przynajmniej kilka innych możliwości, ale ta jakoś nie chciała opuścić jego głowy. Może dlatego, że tkwił w niej już pewien czarodziej bardzo podobny do Augustusa: niezbyt przejmujący się potencjalnymi ofiarami, jak długo dostałby to, czego chce. – To by też wyjaśniało, dlaczego w samej Sali nie widać żadnych pułapek… i klątw?

Tu spojrzał na Alethę pytająco, ale Crouch faktycznie nie dostrzegała żadnych czarnomagicznych zabezpieczeń tego typu, które mogłaby przełamać ręką klątwołamacza. Owszem, ktoś bardzo nie chciał, by weszli tutaj ot tak niepowołani, ale najwyraźniej ci ludzie tu nie zginęli w wyniku żadnych przekleństw czy pułapek.

A potem nie miał kto założyć ewentualnych nowych zabezpieczeń.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#17
14.01.2024, 11:53  ✶  

Miała pewną wątpliwość co do tego, jak mądre byłoby wracanie z pełnym sprzętem tutaj i badanie ciał na miejscu, biorąc pod uwagę, że nie znali dokładnego przeznaczenia filarów, ani tego, kiedy się aktywują. To, co usłyszała o zmierzchu w wizji to jedno, zaś to, że życie lubiło płatać psikusy to drugie.

Podniosła się, by spojrzeć na całą scenę z góry, na podłogę wyściełaną kośćmi. Ile ich było? Ile osób straciło tutaj życie? Warto byłoby policzyć, ale to może za chwilę… Na razie rozejrzała się blisko siebie, przyglądając się kilkoro szkieletom – chcąc się upewnić, czy były tutaj też dzieci.

– Ta komnata nie wygląda jak po trzęsieniu ziemi, jest zachowana w bardzo dobrym stanie, Leto – zawalona była inna część, zgoda, ale tutaj byli czarodzieje. Gdyby to miejsce w jakiś sposób było ochronione przed trzęsieniem ziemi, to z zawaliskiem na pewno by sobie poradzili – a tymczasem… Leżeli rozściełani po całej podłodze, jakby padli tam, gdzie stali. Jak muchy.

Słuchała przez moment słów Cathala i Nell – jeśli brać pod uwagę nekromancję, to te wnioski nie były ani trochę zaskakujące, ani tym bardziej szokujące. To był właśnie trop, którym podążały jej myśli. Siła — nakromancja — złożenie w ofierze, to dość logiczny ciąg przyczynowo skutkowy. Nawet jeśli obrzydliwy. Ale starożytni robili takie rzeczy, a biorąc pod uwagę, że te filary były starsze od samej wioski, no to można by założyć naprawdę okropne rzeczy. To oczywiście była tylko hipoteza, którą należałoby jeszcze potwierdzić, ale jeśli była prawdziwa…

Ginny przymknęła oczy i znowu wyobraziła sobie wrzosowisko, filar i stojącą tam Cassandrę. Niemalże czuła zapach wrzosów, chociaż nigdy nie miała z nimi do czynienia. Zagłada przyszła o zmierzchu… Bo tak te filary były zaprogramowane? Uaktywniały się dopiero nocą? Czy może Augustus przeprowadził rytuał o zmierzchu…? To były rzeczy, które trudno było zbadać, chyba, że… faktycznie chodziło o słońce i siłę – i jego odwrotność, a więc księżyc.

– Proponuję policzyć ile mamy tutaj ciał – odezwała się po chwili. – I wzięłabym jakieś próbki.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#18
16.01.2024, 23:29  ✶  
Nie można było powiedzieć, że o tym całkiem nie myślała. W końcu gdzieś kotłowała się ta drobna myśl, że może to się wiązało z konkretnym rodzajem magii. Wtedy – filar reagował. Teraz – wyglądał jak najzwyczajniejszy słup, podtrzymujący sklepienie. Usiany szlaczkami wszelkiej maści, bo usiany – no kto komu zabroni ozdabiać słupy? - ale jednak, całkiem zwyczajny.
  Przynajmniej dla totalnego laika, który niczego się nie doszukiwał, tylko przyjmował rzeczywistość taką, jaką zastał.
  Bo szlaczki to nie pierwsze lepsze gryzmoły, tylko jednak musiały nieść ze sobą konkretne znaczenie. Bo mimo wszystko nie dało się nie zauważyć, że stanowił centrum czegoś, nie dało się zapomnieć, jakim widziała go tamtej nocy.
  Znali się na tyle długo, żeby nie potrzebować słów do wzajemnego zrozumienia się. Niby zwyczajne spojrzenie, a jednak mające przesłanie. I taka sama była odpowiedź. Niby zwykłe spojrzenie, a jednak… tak, nie można było powiedzieć, że nie dostrzegała sugestii i do tego się z nią nie zgadzała.
  - Ta teoria też pasuje – stwierdziła bez mrugnięcia, gdy Nell wypaliła ze swoim tłumaczeniem. Pewnie, daleko jeszcze do stwierdzenia, że doszli właśnie do sedna sprawy i mogą poklepać się po plecach z poczuciem, iż rozgryźli zagadkę; ale… no, nie brzmiało to nieprawdopodobnie. Kwestia badań, sprawdzania możliwości, eliminowania tych, które w toku prac nie były w stanie się obronić.
  - Aha, ani jednej klątewki – potwierdziła – Oczywiście nie powiem, że nasi milczący towarzysze na pewno się na żadną nie nadziali i potem nikt nie odnowił, ale… wstępnie, nie upierałabym się przy stwierdzeniu, że to miejsce powinno być najeżone pułapkami wszelkiej maści – choćby z tego względu, iż największą pułapkę – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa – stanowił filar. A jeśli chodziło o ofiary i wysysanie energii, to jednak wypadałoby się zatroszczyć o to, żeby proszeni goście nie padali jak muchy poprzez władowanie się na mniej lub bardziej oczywiste sidła. Tylko tego brakowało, żeby drogocenna energia sobie pofrunęła gdzieś w kosmos, zanim udało się ją przejąć… Zresztą… to miejsce znajdowało się w pobliżu pracowni, więc jeśli ktoś miał tu wparować bez wiedzy i zgody pana tego miejsca… hm, cóż, nie można powiedzieć, że nie czekało na niego parę niespodzianek, które to zresztą przerobili na własnej skórze.
  Potrząsnęła energicznie głową.
  - Nieeee, Ginny, to był przykład. Ot, może ochrona przed zagrożeniami zewnętrznymi, ale jak co do czego przychodzi, to gówno zrobisz z tym, co dzieje się od środka czy też z działaniami samej natury. Bo bariera tego nie uwzględnia – wytłumaczyła, co jej chodziło po łepetynie.
  Filar naprawdę wydawał się być zwykłym filarem. Wpatrywała się w niego intensywnie, starając się porównać znaki w nim wyryte ze znakami z pozostałych filarów, ale – czasem tego żałowała, ale tylko czasem – nie dysponowała doskonała pamięcią Cathala. I nie przytachała też kopii tychże znaków, żeby móc sobie porównać. Ajajajajaj, ale nic to, co się odwlecze, to nie uciecze…
  - Swoją drogą... jak na moje oko, ten tutaj jest starszy niż te wokół wioski. A one z kolei wyglądają na starsze niż sama wioska – rzuciła z pewnym namysłem, bawiąc się pewną myślą. Kusiło, by dotknąć filara, ale jednocześnie… jednocześnie miała pewne obawy co do tego – I wiecie… Po co stawiać wielki kamor pośrodku niczego, nie? – miejsce mocy, kultu, być może składania ofiar, późniejsze tworzenie i domykanie kręgu, krążąca energia i tak dalej, i tak dalej… domostwa pojawiły się na końcu. Ktoś nauczył się wykorzystywać serce osady, które obudował, żeby… no właśnie. Chronić? Czerpać moc? To i to? Perpetuum mobile, jak sobie zapewni spokój przed podskakującymi sąsiadami, to w teorii może podkradać energię; bo może wcale a wcale nie trzeba było bezpośredniej bliskości, tylko… domknięcia kręgu? Obrzuciła spojrzeniem ciała, z zadumą próbując ocenić ich ułożenie. Lgnęli do filara? Próbowali od niego uciec? Losowo popadali, jak stali…? Koniec końców, zsunęła plecak z ramienia i zaczęła w nim grzebać.
  - Komuś lizaka? – spytała niemalże radośnie; bez względu na odpowiedzi, co najmniej jeden i tak został wyjęty (i odpakowany, i wsadzony do ust), a w ślad za nim z bagażu wyjęła jeszcze notes i ołówek. Halo, znaki same się nie przepiszą, a naprawdę chciała móc je sobie porównać...
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#19
17.01.2024, 18:14  ✶  
- Niewykluczone też, że byli tutaj w momencie przebudzenia magii i ona ich zabiła. Albo trzęsienie wioski pogrzebało wioskę i nie dali rady się wygrzebać, a potem pomarli z głodu - stwierdził jeszcze Cathal. Nie chciał uczepiać się kurczowo jednej teorii, bo to za bardzo zwężało pole widzenia i mogło sprawić, że nie dostrzegą wskazówek, które prowadziły do zupełnie innego rozwiązania. Błękitne światło, które opisywała Leta i te pozornie nienaruszone ciała sprawiały jednak, że skłaniał się ku temu pierwszemu, najbardziej mrocznemu wyjaśnieniu.
Na pierwszy rzut oka w sali nie było dzieci, chociaż dwa szkielety nie wydawały się duże i mogły to być albo drobne kobiety, albo nastolatki. Ciał zaś Ginny mogła naliczyć dziesięć - w tym trzy leżące w pewnym oddaleniu od pozostałych, najbliższej filaru, bez wątpienia męskie. Znaki na filarze na pierwszy rzut oka zdawały się Alethei podobne do tych, jakie umieszczono na pozostałych, choć chyba nie identyczne: zawsze jednak mogła zapytać Cathala. On nie wyciągnął notatnika, zbliżył się jedynie kilka kroków - ale nie dalej niż znajdowały się ostatnie szkielety - i zlustrował kamienną kolumnę uważnym spojrzeniem, przyświecając sobie różdżką. Milczał dość długo, skupiony na obrazach pozostałych filarów i porównywaniu tego, jak wyglądały, z tym tutaj. Odezwał się dopiero jakiś czas po tym, jak słowa odnośnie wieku wioski i tej konstrukcji przebrzmiały.
- Podejrzewałbym, że wioska powstała tutaj właśnie z ich powodu. Kiedyś to mogło być po prostu miejsce kultu. Albo w czasach starożytnych znajdowała się tu jakaś wioska lub zamek, który uległ zniszczeniu na długo, zanim pojawili się tu Blackwoodowie... dokładniejsze badania okolicy może przyniosą odpowiedzi.
Na razie w końcu, mimo tego, że pomagali sobie magią, więc pracowali dużo szybciej niż robiliby to mugolscy archeologowie, ale wciąż prawie dwie trzecie obszaru pozostawało niedostępne. Reszta była badana systematycznie, lecz powoli, zwłaszcza że duża część uwagi skupiła się przede wszystkim na pracowni Blackwooda i podziemiach. Każdy przedmiot trzeba było obejrzeć, każde pomieszczenie sprawdzić, przeanalizować próbki…
Trudno powiedzieć, czy pytanie Lety zignorował celowo, czy po prostu znowu się nad czymś zamyślił. Nell za to ze słowem "dawaj" niemal natychmiast porwała lizaka, a poczęstunkiem nie pogardziła i Ginny.
Pozostawało im kontynuować wstępne oględziny i zaplanować, jak będą postępowały pracę w komnacie - kończące się bez wątpienia każdego dnia przed zmierzchem... a gdy już opuścili pomieszczenie, Nell, teraz już wiedząc, czego się spodziewać, rzuciła najpierw kilka czarów zabezpieczających, a potem zalała diabelskie sidła ogniem, by utorować bezpieczną drogę dla reszty ekipy...
Jakie były pozostałe sekrety filarów, Blackwooda i wioski?
Na te pytania być może odpowiedź przyniesie czas.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2741), Guinevere McGonagall (2899), Leta Crouch (2542)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa