• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[03.07.72] Złodzieje różdżek

[03.07.72] Złodzieje różdżek
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
31.01.2024, 12:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 22:37 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono w Piszę, więc jestem, Guinevere McGonagall.

Cathal Shafiq nie był człowiekiem szczególnie skorym do gniewu.
Upartym - owszem. Porywczym i agresywnym - czasami, ale jednak zdarzało się mu to stosunkowo rzadko, głównie wtedy, gdy (przynajmniej we własnym mniemaniu) miał ku temu naprawdę dobre powody. Zresztą w prawdziwym gniewie nie reagował na ogół gwałtownym wybuchem wściekłości, a zaczynał chłodno analizować, w jaki sposób odwdzięczyć się za "zbrodnie".
Były ciała, które znikły wśród piasków pustyni.
Był człowiek, na którym mord zaplanował w najdrobniejszych szczegółach.
...a teraz...
...bardzo żałował, że znalezienie i zabicie w Anglii grupki dzieciaków tak, by nie ściągnąć uwagi magicznej policji, będzie znacznie trudniejsze niż w Egipcie.
Zamyślił się trochę za bardzo.
Choroba Milforda była darem i przekleństwem zarazem, a w Wielkiej Brytanii, która w przeciwieństwie do egipskich miast zdawała się bezpieczna - przynajmniej za dnia, w sercu magicznego Londynu - łatwiej było stracić czujność. Pozwolić myślom płynąć, zatracić się wśród wspomnień, przywołanych przed nadmiar bodźców. Tymczasem okazywało się, że w magicznym Londynie służby policyjne radziły sobie chyba jeszcze gorzej niż w Londynie – a oczom Ministerstwa albo umykały magiczne dzieciaki, albo Namiar nie działał jak należy i…
…Cathal był naprawdę bardzo, bardzo wkurwiony. Na Anglię, na gówniarzy, którzy go okradli i na samego siebie.
A było to tak.
Przystanął w jednej z bocznych uliczek, a jego myśli błądziły gdzieś daleko – po krainie wspomnień, po poprzednich wizytach w tym miejscu, rozbiegały się na wszystkie strony, pchane skojarzeniami z twarzami, dźwiękami i zapachami. I Shafiq nie zorientował się nawet, z której strony nadleciał pierwszy czar, który przewrócił tuż koło niego wielki kubeł na śmieci: ten sam, w którym nie tak dawno wylądowała Alethea Crouch. Odwrócił się, odruchowo sięgając po różdżkę, tyle że… różdżka sama wyrwała się z jego ręki i pofrunęła w górę: ku chłopcu, od którego oddzielał go w tej chwili kubeł na śmieci.
Dał się rozbroić dziecku.
Może odzyskałby różdżkę tak czy inaczej. Był mężczyzną dość sprawnie fizycznym i wyrwany z zamyślenia błyskawicznie skoczył na ten cholerny kubeł, gotów dopaść gówniarza. Tyle że gówniarz wcale nie był sam: po magicznym Londynie najwyraźniej kręcił się cały gang młodocianych złodziei różdżek. Zaklęcie, rzucone gdzieś z góry, gdzie – jak się okazało – przykucnął kolejny chłopak, ożywiło kubeł i sprawiło, że Cathal stracił równowagę. W tej samej chwili, w której się poderwał, gdzieś z tyłu pofrunął następny czar…
W konsekwencji pięć minut później, pojawił się na umówionym spotkaniu bardzo rozczochrany, trochę oberwany, pozbawiony różdżki i bardzo, bardzo wściekły.
Zapamiętam was, obiecywał sobie w duchu. Byli zamaskowani, owszem, ale każdy szczegół, kolor włosów, wzrost, postura, utkwił w jego pamięci, by pozostać tam na zawsze. Jeśli kiedyś znów ich zobaczy, rozpozna: bo tym razem chciał pamiętać.
Były rzeczy, których żaden czarodziej nie mógł darować, a jedną z nich była bezczelna kradzież różdżki.
Na razie jednak…
– Musimy iść do Ollivanderów – wycedził na wstępie, bez przywitania, starając się zapanować nad wściekłością. Planowana wizyta w bibliotece właśnie została odwleczona na bliżej nieokreśloną przyszłość. – Potrzebuję nowej różdżki.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
31.01.2024, 19:32  ✶  

Było coś mocno niepoprawnego w planowaniu zbrodni na dzieciakach, które wybrały sobie akurat Cathala na cel, który ograbią z różdżki. I było coś niepoprawnego w tym, by trzymać swoją różdżkę na tyle na widoku i w takim miejscu, że te dzieciaki miały do niej łatwy dostęp. Było też coś niepoprawnego w tym, że grupka dzieciaków w ogóle napada na jakiegokolwiek dorosłego przechodnia, by pozbawić go jego różdżki. I najgorsze było to, że ta grupka domorosłych czarodziejów pokonała na zaklęcia doświadczonego maga.

Egipcjanka była zupełnie nieświadoma… dramatu… jaki rozgrywał się w jakiejś bocznej uliczce Magicznego Londynu. Sama siedziała na jednej z ławek na Pokątnej, czekając w wyznaczonym miejscu; przybyła wcześniej, bo chciała mieć czas na uspokojenie tych irytujących sensacji żołądkowych, a poza tym bardzo nie chciała się zgubić. Była kilka razy na Pokątnej, ale architektura Anglii to było coś, czego nadal nie do końca ogarniała. Niby prosta ulica, jak w mordę strzelił (…), a jednak ktoś, kto wychował się w mieście pełnym wąskich, krętych uliczek, gdzie targi były pełne ludzi i bardzo kolorowych straganów, stojących niemalże na sobie, ten porządek traktował jak coś zupełnie nienaturalnego – co powodowało w jej głowie jakąś dziwaczną konfuzję. No i za rzadko bywała w tych rejonach, by się w końcu nauczyć jak to wszystko działa. Może naprawdę powinna kupić sobie mapę.

Siedziała więc na tej ławce, z torbą leżącą tuż obok i jakąś księgą pełną cyfr i liczb (ale również i słów) na kolanach, zerkała co jakiś czas na nadgarstek i na zegarek. Przyszła wcześniej, ale Cathal też się spóźniał. I Leta? Nie była pewna, czy do nich dzisiaj w ogóle dołączy. Wokół panował zgiełk, nie usłyszała więc ciężkich kroków; nie było też żadnego „cześć” czy „dzień dobry” – ale całkiem lubiła tę bezczelność i obcesowość Cathala. Na słowa, że muszą iść do Ollivanderów, uniosła spojrzenie znad książki, którą czytała. Jasnobrązowe oczy spojrzały w te niebieskie Shafiqa i już otwierała buzię, by jakoś mu odpyskować w swoim stylu, coś tam o spóźnieniu, niepunktualności, że dama czeka, i mężczyzna mógł zobaczyć, że już miała odszczeknąć… ale wtedy zobaczyła jego potarganą fryzurę i…

Czy on miał otarcie na czole?

I czy przypadkiem rękaw tej koszuli nie puścił szwu?

Dlatego się zamknęła. Ale tylko na drobną sekundę.

– Jak to potrzebujesz nowej różdżki – jakieś zaklęcie poszło nie tak, dlatego się spóźnił i dlatego wyglądał, jakby zaliczył zderzenie z wielkim żywopłotem, który go poharatał? – Twoja głowa – powiedziała może trochę bez sensu i z hukiem zamknęła książkę autorstwa Vakela Dolohova, jednym ruchem wsadziła ją do torby i już stała na nogach. – Schyl się – powiedziała to może i trochę władczo, tonem, który nie znosił sprzeciwu, ale doskonale wiedziała, jaki Cathal potrafił być oślo i bezsensownie uparty.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#3
02.02.2024, 00:01  ✶  
Ach, te… dzieciaki. Nie, żeby Leta im w ostatecznym rozrachunku mogła kibicować; skądże znowu, zapewne nawet miałaby zapędy do przelożenia ich przez kolano i sprania porządnie, a potem patrzenia, czy równo puchnie. Ale zapędy a praktyka…
  … cóż, to się niekoniecznie pokrywało, choćby z tego względu, że gdy w końcu doszło do spotkania, to cała ta zgraja należała już raczej do wspomnień. Znaczy się: powodzenia z szukaniem. I gdyby jeszcze Namiar łaskawie działał w sposób wskazujący palcem, kto dokładnie użył magii… gdyby.
  Ale tak dobrze to niestety nie było; choć może i kryła się w tym jakaś logika. Ta sama logika, której zastosowanie czasem potrafiło wyjść bokiem.
  Niemniej, wizyta po różdżkę nie istniała w planie dnia, ale jak to z planami bywało – należało je modyfikować na bieżąco, wskutek zaistniałych okoliczności. Stety, niestety, nie wszystko dało się przewidzieć, a już na pewno nie tak wkurzonego Cathala.
  Zwłaszcza że naprawdę nie spodziewała się zastać Shafiqa w takim stanie ducha, co niemalże dosłownie wywoływało wielki pytajnik nad jej łepetyną. Gdyby znajdowali się w komiksie – z pewnością rysownik coś takiego by stworzył i przy okazji uczynił widzialnym dla otoczenia…
  Zmierzyła mężczyznę spojrzeniem od stóp, do głów, na ile mogła, mrużąc przy tym nieznacznie ślepia. Może kwestia słońca, może wiek – w połączeniu z nocnymi posiadówami nad manuskryptami i księgami wszelkiej maści – zbierał powoli swoje żniwo. Aż wyjęła lizaka z ust, zanim się odezwała i nie zaczęła wciskać towarzyszom łakoci na dobry początek tego całego spotkania…
  - W coś ty się władował? – spytała po prostu, nie bawiąc się w żadne ceregiele czy podchody. I nie, odpowiedź „gang dzieciaków postanowił ukraść mi różdżkę” nie znajdowała się na coraz dłuższej liście możliwych wydarzeń, jaką sporządzała w łepetynie. Zemsta dawnego współpracownika? Komuś się nie podobała ich działalność? Może poszło o Jamila i jego długi? I tak dalej, i tak dalej, ale z całą pewnością nie dzieciaki.
  Zwłaszcza że zakrawało to wręcz na absurd nie z tej ziemi.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
02.02.2024, 11:33  ✶  
Cathal nie uważał się za najbardziej przewrażliwionego człowieka na świecie, ale nie był też osobą tak bardzo wyluzowaną, aby w ogóle nie bodło jego dumy to, co się stało. Nie mogło mu przyjść łatwo przyznanie się, że okradł go gang młodocianych, sprytnych gówniarzy – że uległ chorobie za bardzo, że przewrócony kontener skłonił go do sięgnięcia po różdżkę i zdradzenia, gdzie ją ma, że nie spodziewał się, że ktoś będzie siedział na jednym z balkonów… Bo ostatecznie pozwolił, aby odebrano mu różdżkę. Coś takiego nie przydarzyło mu się ani razu od dnia, kiedy tuż po jedenastych urodzinach kupił mu ją ojczym.
Zacisnął szczęki jeszcze mocniej, hamując wściekłość. Ucierpiało jego ego, bolała go strata różdżki, był zły na te dzieciaki i na samego siebie, i czuł się teraz absolutnie bezbronny w magicznym Londynie. W dodatku wiedział, że musi to zgłosić, inaczej ktoś mógł użyć tej skradzionej różdżki, by go w coś wrobić, a nienawidził kontaktów z BUM…
– Straciłem różdżkę. Stąd prosty wniosek, że szybko potrzebuję nowej – powiedział, bardzo starając się nie cedzić tych słów przez zaciśnięte zęby. W duchu ponownie poczynił przyrzeczenie, że jeśli kiedyś wpadnie na któregoś złodziejaszka, ten bardzo, bardzo gorzko pożałuje swojego czyny.
Każdy czarodziej był związany ze swoją różdżką. Niektórzy mniej, inni bardziej. Związek Cathala z jego własną nie był może aż tak silny, jak w przypadku niektórych, ale odczuwał jej brak i wzdrygał się wewnętrznie wobec myśli, że musi ją zastąpić. W dodatku czymś produkcji Ollivanderów – a zwyczajnie przywykł do tej z zakładu Gregorovica…
Bywał bardzo uparty, ale w tym wypadku, gdy Ginny zażądała, by się schylił, po prostu to zrobił. Gdzieś pośród posłanych ku niemu zaklęć – choć dzieciaki wyraźnie nie chciały zrobić poważnej krzywdy, ale to Cathala niezbyt obchodziło i nie stanowiło okoliczności łagodzącej – gdzieś w międzyczasie mógł się zranić albo coś utknęło mu we włosach.
– W nic się nie wpakowałem. Miałem kurewskiego pecha – odparł Alethei, ani myśląc dzielić się całą historią. Leta nie dałaby mu żyć. A gdyby jeszcze opowiedziały o tym Nell, ona też wypominałaby mu to z rozbawieniem tak długo, że w końcu by nie wytrzymał i ją zamordował. – Nie mam zamiaru chodzić po Londynie bez różdżki, skoro Latajek ma w zwyczaju wpadać na tutejsze sabaty, może też mieć fantazję odwiedzić nagle bibliotekę, więc pora na wizytę u Ollivandera. Idziecie ze mną, czy spotkamy się później w bibliotece? – spytał. Zazwyczaj panował nad mimiką całkiem przyzwoicie, ale tym razem dość łatwo było zauważyć, że Cathal jest wściekły jak osa. Chociaż ten gniew nie był skierowany przeciwko nim i przynajmniej na razie s t a r a ł się nie wyładować własnej złości na współpracownicach.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#5
04.02.2024, 00:51  ✶  

Rozumiało się samo przez się, że nową różdżkę potrzebuje się wtedy, gdy coś stanie się z poprzednią. Powodów mogło być sporo: połamała się, zaczął wychodzić z niej rdzeń, przestała być kompatybilna, zgubiła się, spaliła (przy okazji parząc dupę, bo ktoś nierozważny nosił ją w tylnych kieszeniach spodni) i tak dalej. Ale w najśmielszych snach (a miała je bardzo śmiałe), nie podejrzewała, ze Cathal pozwoli się porobić jakimś dzieciakom jak kompletny frajer. Więc gdy padła odpowiedź, że stracił różdżkę i prosty wniosek blabla bla, to aż spojrzała na niego krytycznie spod byka, bo con jej tu insynuuje, próbuje ją (znowu) obrazić, ją i jej inteligencję? Ha. Gdyby nie to, że wyglądał przy tym tak żałośnie i był taki wkurzony, to chyba byłaby gotowa się tu z nim trochę pokłócić i podroczyć, ale zamiast tego – skończyło się jedynie na spojrzeniu. Okazywało się też, że była tak zaaferowana swoją ciężką lekturą, że nawet nie zauważyła, w którym momencie dołączyła do niej Leta. A może przyszli oboje w jednej chwili, tylko z różnych stron? Nie była to zagadka, która miałaby teraz zatruwać jej umysł i nie dawać spokoju.

– Pecha – prychnęła, a był to dźwięk dość podobny to tego, który potrafi wydać z siebie zirytowana kocica. – Mój drogi, gdybyś częściej przychodził do mnie po wróżbę, i gdybyś nie był w stosunku do tego taki sceptyczny i przekonany, że to wszystko bajeczki dla naiwnych, to może uniknąłbyś tego przykrego losu, który nazywasz kurewskim pechem – odpowiedziała, jednocześnie delikatnie odgarniając mu włosy ze skroni – a był to dotyk tak uważny i tak lekki, że wręcz niemalże niewyczuwalny. Zaraz sięgnęła po swoją różdżkę, by jednym machnięciem wytworzyć w powietrzu sakiewkę wypełnioną… czymś. Czymś zimnym. I wcisnęła to w dłoń Cathala. – Przyłóż to sobie do czoła, bo inaczej będziesz miał guza – przy okazji wyciągnęła mu też spomiędzy włosów liść, wyglądający jakby z jakichś starych, ciętych kwiatów, i trzymając go w dwóch palcach, upuściła na ziemię.
[a]I to był ten moment, w którym kobieta złapała się pod boki i spojrzała krytycznie na Cathala.

– Skoro tak się go boisz, to niby dlaczego mamy cię puścić samego po różdżkę? Może tam też będzie, hm? – oczywiście, że trochę sobie z niego kpiła. Ociupineczkę. A po tych słowach raz jeszcze machnęła różdżką, by poprawić te poluzowane szwy na rękawie Shafiqa.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#6
04.02.2024, 22:38  ✶  
Uniosła brew, słysząc odpowiedź. W nic się nie władował, mhm, a tu jej jechał ekspres do Hogwartu. Cokolwiek się stało – wpadł jak śliwka w kompot, skoro efektem była utrata różdżki.
  A z której by strony nie patrzeć – te niepozorne przeważnie kijki były przedłużeniem ręki i woli czarodzieja, czymś wręcz niezbędnym do codziennego funkcjonowania; no chyba że ktoś rozgryzł, jak posługiwać się magią bez konieczności, hm, ogniskowania mocy przez patyczek. Innymi słowy rzecz ujmując: różdżka była jak dodatkowa kończyna, bez której ani rusz.
  A Cathal ją właśnie stracił.
  Pokręciła powoli głową; trudno orzec, czy litowała się na jego niedolą (chociaż, zaraz, to Leta – czy ona naprawdę była zdolna do zlitowania się?) czy też w zawoalowany sposób stwierdzała „ale z ciebie ciamajda, Cal”. Koniec końców, wsadziła lizaka do ust, drugą dłonią grzebiąc w torbie, tylko po to, żeby… wyjąć kolejnego. I podsunąć go Ginny, z pytającym spojrzeniem. Chce, nie chce? Jak nie, to nie ma problemu, więcej dla niej i tak dalej, ewentualnie spróbuje wcisnąć Shafiqowi czy coś… A może i tak miała łakocia dla niego i tak?
  - Idziemy, idziemy – przytaknęła, może ciut niewyraźnie, skoro jednocześnie międliła lizaka – Zwłaszcza że kłopoty często chodzą parami, tylko patrzeć, jak się napatoczy Latajek czy inszego mądry inaczej i co… – no i nico, zostanie chyba tylko podłubać w nosie, spróbować użyć siły pięści, ewentualnie spierdzielać, gdzie pieprz rośnie. Trochę ciężko nie mieć magii w momencie, gdy przeciwnik nią dysponował.
  Nie, żeby spodziewała się kłopotów po drodze, skądże znowu.
  I nie, żeby ani trochę to nie było w pewnym sensie zabawne; dwie czarownice robiące za obstawę rosłego skądinąd chłopa, który stracił w tym momencie całkiem sporo siły bojowej… ale nie. O dziwo, w jej głosie ani mimice nie czuć było podkpiwania z niego. Czym innym było drażnienie Shafiqa w ramach wieloletniej przyjaźni, czym innym dociskanie pokrywki do garnka, którego zawartość już całkiem porządnie wrzała.
  A Leta niekoniecznie chciała stać się tą kroplą, która sprawi, że wszystko wybuchnie. Gdzieś granice w końcu leżały i nieszczególnie kwapiła się do sprawdzania, co się stanie, gdy je teraz przekroczy.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
04.02.2024, 23:44  ✶  
Utrata różdżki faktycznie bolała. Równie mocno – a może nawet mocniej – co poczucie dumy, bo Cathal jednak nie był człowiekiem z aż tak lekkim stosunkiem do życia, aby nie był wściekły, zawstydzony i nie czuł się upokorzony wręcz tą całą sytuacją.
– I uważasz, że zobaczyłabyś w fusach „napadną cię i połamiesz różdżkę”? – zapytał retorycznie, bo po prostu nie wierzył w taką dokładność wróżb. Inna sprawa, że o tym połamaniu Ginny nie mogłaby nigdy niczego zobaczyć – wszak różdżkę skradziono, nie zniszczono.
Ale połamanie wydawało mu się Cathalowi mniej… ujmujące.
– Deklarujesz gotowość walczenia w mojej obronie z najpotężniejszym czarnoksiężnikiem Anglii? Jak miło – zakpił odrobinę, ujmując woreczek i przykładając go do rozcięcia. Tak naprawdę nie bał się, że Voldemort zaraz dokona tu wielkiej napaści, ale wyolbrzymiał nieco celowo: po prostu bez różdżki czuł się absolutnie bezbronny i jej zakup nie mógł poczekać aż skończą przeszukiwać biblioteczne zbiory.
– Kłopoty chodzą parami, mówisz… – dodał, a potem przesunął po nich spojrzeniem.
Takim bardzo wymownym.
Ale zaraz z jego ust wyrwało się po prostu westchnienie, bo faktycznie, nie był to moment, w którym miałby ochotę się przekomarzać.
Miał i tak szczęście, że nie było z nimi Nell. Był pewien, że kobieta nie dałaby mu żyć. Ba, pewnie pobiegłaby w stronę, z której nadszedł Shafiq, chcąc sprawdzić, czy nie zobaczy czegoś ciekawego…
Ruszył więc wzdłuż Pokątnej, kierując się ku niepozornemu sklepowi, jednemu z tych najważniejszych na Pokątnej: który czarodzieje odwiedzali rzadko, ale z którego zakup był jednym z tych absolutnie niezbędnych. Nie musieli iść daleko – znajdowali się zaledwie rzut kamieniem od zakładu różdżkarskiego. Cathal pchnął drzwi i wszedł do środka. Niewiele się tu zmieniło w porównaniu do tego, co zapamiętał z wizyty, podczas której rozmawiał z Fergusem Ollivanderem – prawdę mówiąc gdyby nie jego absolutna pamięć, nie dostrzegłby nawet tych różnic. Przystanął na moment, dosłownie kilka sekund zawieszenia, gdy mimowolnie odnotowywał, które pudełka znikły z półek, które się na nich pojawiły…
– Chcę kupić różdżkę – powiedział, podchodząc od lady. Sprzedawca zmierzył go spojrzeniem.
– Jakieś sugestie, co do rdzenia i drewna? – spytał, wstając zza stołka, na którym dotąd siedział. – Poprzednia różdżka?
– Miała włos testrala. Głóg.
– W takim razie powiedziałby, że rdzeń z serca smoka, bo włosów testrali używamy rzadko – mruknął sprzedawca i obrócił się do pudeł. – Gdyby miały panie trzema słowami opisać swojego towarzysza…?
Cathal przewrócił oczami, ale nic nie powiedział. Skoro to miało pomóc mu szybciej podsunąć potencjalnie właściwe różdżki…
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
05.02.2024, 19:05  ✶  

Potrafiłaby zrozumieć urażoną dumę z powodu takiej straty różdżki, jakiej doświadczył Cathal. Pewnie sama, gdyby porobili ją jacyś gówniarze, by się wkurzyła, byłaby zła – głównie na siebie i swoją nieuwagę. Pełnego obrazu sytuacji jednak nie znały, mogła tylko marszczyć brwi i dziwić się, że ktokolwiek w biały dzień napadł rosłego faceta, gdzieś tutaj w okolicy, i w rezultacie jego różdżka została złamana.

– To, że tobie jedynie wróżyłam z fusów, nie znaczy, że tylko to potrafię. Są lepsze narzędzia i techniki, by spojrzeć w potencjalną przyszłość – obruszyła się tylko nieznacznie. – Może byłbyś wtedy ostrożniejszy… – dodała ciszej, bo nie była jasnowidzem, który widział tę przyszłość w dokładnych obrazach, widziała tylko możliwe rozwiązania – ale i one pozwalały się przygotować na to, co może nadejść. Ta przyszłość nie była tez zapisana w kamieniu, dało się ją zmienić. – Zgłosisz to? – zapytała po chwili, dając już spokój, bo i tak nie zamierzała wypytywać Cathala dalej. Ale to, że został napadnięty… Chyba nie powinni tego tak zostawić?

– Oczywiście. Chociaż pewnie skupiłabym się na tym, jak naszą trójkę z tego ewakuować – walczyć jak walczyć… Znała się na jakichś tam zaklęciach bojowych, ale w pierwszej kolejności była lekarzem, nie kimś, kto staje w pierwszym szeregu. Lecz prawda była taka, że jeśli miałoby to ochronić kogoś jej bliskiego, znajomego – to zrobiłaby to najpewniej bez większego wahania. Ludzkie życie było zbyt celne. – Może zniknęłabym mu nos i mielibyśmy kilka sekund więcej na ucieczkę – zamyśliła się, zupełnie niepoważnie, bo nie miało to większego znaczenia. Prawdą było jednak to, że ktoś, kto opanował transmutację w takim stopniu, jak ona, potrafił wytworzyć naprawdę tonę zamieszania. Ożywić cos, co było martwe, zmniejszyć cos, przekręcić, powiększyć… I inne tego typu. – Bzdura. Chodzą stadami, nie wymiksujesz się z tego równania tak prosto, Cal – od niechcenia machnęła dłonią, nic sobie nie robiąc z tego wymownego wzroku, jaki przejechał po niej i po Lecie, że niby ta dwójka zwiastowała kłopoty? Nigdy w życiu. Nie wiedziała nawet, jak blisko tymi słowami trafiła – bo dzieciaków, którzy napadli na Cathala, było przecież całe… stadko. A Lizaka od towarzyszki oczywiście przyjęła, chociaż w tej chwili nie wsadziła go sobie jeszcze do dzioba. Był to plan na później.

Nigdy nie była w zakładzie Ollivanderów. Oczywiście o nim słyszała, natomiast swoją różdżkę zakupiła jeszcze w Egipcie, lata temu, gdy odkryła, że przy tak precyzyjnych zaklęciach, jakimi były zaklęcia iluminacji (czyt. transmutacji), bądź te pomocne jej przy uzdrawianiu, różdżka sprawdza się znacznie lepiej. Teraz już zwyczajnie wolała korzystać z niej przy okazji wszystkiego, choć nie było to tak swobodne i wręcz dzikie, jak magia bezróżdżkowa. Ale sam sklep różnił się od tego, który odwiedziła w Kairze. Pachniało tutaj specyficznie, było też dość ciasno, a te wszystkie półki zawalone pudełeczkami… Nie dziwota, że kobieta zaczęła się rozglądać i kręcić, pozwalając rozmowie pomiędzy Shafiqiem a Ollivanderem, płynąć sobie gdzieś obok. Słyuchała jednym uchem. Dlatego, gdy mężczyzna zwrócił się do niej i do Lety drgnęła.

Bogowie najukochańsi, ależ kusiło powiedzieć to wszystko; bezczelny, zgryźliwy niedowiarek, albo opryskliwy i marudny. I uśmiechnęła się pod nosem, jednak nie było to miejsce na dalsze uszczypliwości i droczenie się, które tak lubiła.

– Skrupulatny, ciekawski i uparty jak osioł – powiedziała zamiast tego. Było to pięć słów, za to trzy określenia, zdaje się, że powinno wystarczyć. Ciekawe co powie Leta?

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#9
07.02.2024, 18:59  ✶  
Przewróciła oczyma, słysząc rozmowę. W tej pracy trochę nie dało się nie wierzyć w przepowiednie, zwłaszcza jeśli natykało się na jakąś, a potem dochodziło do wniosku, że dane wydarzenia rozgrywały się po ich wygłoszeniu. Albo żyło się po prostu w magicznym społeczeństwie, gdzie posiadacze trzeciego oka nie zaliczali się do grona kosmitów (podobno to właśnie oni wznieśli egipskie piramidy… PODOBNO). Ale żeby aż tak, co chwilę, o byle pierdnięcie próbować zajrzeć w przyszłość? To kapkę jednak nie wpisywało się w poglądy Lety, zwłaszcza że…
  - Ginny, kochaniutka, obawiam się, że żadna wróżba tu nie pomoże. Jak nie urok, to sraczka, coś wyskoczy albo i nie, a nawet jeśli wyskoczy zgodnie z wróżbą, to i tak w najmniej spodziewanym momencie - wtrąciła się - Wiesz, jak się przyjrzeć niektórym relacjom kronikarzy dawnych dziejów, to nietrudno odkryć, że czasem niektórzy mieli wręcz sraczkę, bo jeden z drugim przepowiadali nieurodzaj... którego nie było. Albo lepiej, wróżba mówiła, że będzie wojna, więc musiała być wojna, zamiast normalnie usiąść sobie przy stole i pogadać nad kuflem piwa. Bo po co dojść do porozumienia, skoro komuś we wróżbie wyszła jatka i koniec, kropka, hm? - roztrajkotała się trochę. Nie ma co; wrózbiarstwo to naprawdę była bardzo nieostra dziedzina, trudno ją uznać za w jakimkolwiek stopniu naukową. Jeden powie tak, drugi siak i weź tu bądź mądry i zgaduj, co tak naprawdę czekało w przyszłości!
  Nie mówiąc już o tym, że część przepowiedni działała na zasadzie samospełnienia się. Weźmie jeden z drugim oberwie wieszczbą między oczy i koniec, jak mu się nie podoba i tego nie chce, to i tak postępuje w sposób, który prowadzi do przewidzianego efektu, zamiast pójść po rozum do łepetyny.
  - Jak będziesz chciał, to możemy potem pomyśleć - mruknęła, w zawoalowany sposób dając znać, jakie dokładnie myślenie miała na myśli. Bo może dałoby się szkodnika (szkodniki?) przyskrzynić w mało przyjemny sposób... - I nie lepiej mu zniknąć po prostu głowę? Albo dłonie, żeby nie mógł trzymać różdżki? W zasadzie czy on w ogóle potrzebuje różdżki? - zainteresowała się bliżej, decydując się na wsadzenie ręki do podręcznej torby, przewieszonej przez ramię. Po to, żeby wydobyć z niej zaraz nieszczególnie wielkie pudełko, zawierające...? Opakowanie tego nie raczyło zdradzać.
  - Miałam ci to dać później, ale coś widzę, że bardziej przyda ci się teraz - stwierdziła, wyciągając pakunek w stronę Cala. I wkrótce zmierzyła go bardzo, bardzo uważnym spojrzeniem, gdy padła subtelna sugestia o kłopotach chodzących w parach... no tak, może i były tu dwie, zgadza się. W pewnym sensie stanowiły parę, to też się zgadza. Ale że kłopoty? Naprawdę? Panie Shafiq, weź pan może oddaj mi to pudełko, sama w takim razie zjem... (oczywiście zwrotu nie zażądała).
  Przekroczenie progu Ollivanderów przypominało trochę cofnięcie się w przeszłość. Była tu... dawno. Bardzo dawno. Całe lata temu i w zasadzie jak do tej pory - jeszcze nie miała potrzeby wymienić swojego kijka na inny; i może lepiej niech tak pozostanie. Co bynajmniej nie przeszkadzało jej w rozejrzeniu się po pomieszczeniu, nie mówiąc już o pewnej myśli, jaka przemknęła przez łepetynę... a może...?
  Z zamyślenia wyrwało ją pytanie, którego w zasadzie się nie spodziewała. We wspomnieniach wizyta sprowadzała się to stwierdzenia, która ręka ma moc, zmierzenia paru rzeczy i machania, machania, machania... aż w końcu coś "zaskoczy" i różdżka wypuści iskry.
  - Tylko trzy słowa? - prawie że się oburzyła - Ja tu mogę dać o wiele więcej niż tylko trzy słowa; ba, nawet nie jestem pewna, czy to jest możliwe, żeby opisać tylko trzema - parsknęła i wypaliła, prawie że bez namysłu - Twardogłowy, cierpliwy, bezczelny... - urwała, żeby zaczerpnąć powietrza, ale ewidentnie gotowa, żeby dalej ciągnąć litanię; chyba że ktoś się wetnie...?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
07.02.2024, 22:06  ✶  
- Zastanowię się. Nie znoszę tej całej Brygady - mruknął Cathal i skrzywił się. Tak naprawdę gdyby chodziło o samą napaść, nie zgłosiłby tego nigdy, bo nie był gówniarzem, żeby biegać do funkcjonariuszy na skargę - a przynajmniej sam tak na to patrzył. Był jednak prawie zdecydowany pójść do Ministerstwa, choć nie zamierzał już teraz tego przyznawać. Głównie dlatego, że obawiał się, że inaczej jego różdżka może zostać znaleziona gdzieś, gdzie nie trzeba i napytać mu biedy. Powinien zgłosić jej stratę. - Masz rację, przecież powinienem do tego równania włączyć też Nell. Stado jak nic - skomentował wypowiedź Ginewry, oczywiście siebie ani myśląc brać pod uwagę jako nieszczęście. Czy to szczerze, czy tylko w ramach żartów.
Twarz Shafiqa zastygła na moment, gdy przysłuchiwał się wymianie zdań pomiędzy Ginewrą a Letą. Sam wielokrotnie rzucał krótkie, złośliwe czy zabawne uwagi na temat "Latajka", przyłączał się do takich żartów bez większych oporów, ale tym razem gdzieś w jego głowie powstała myśl, że naprawdę byłyby gotowe spróbować. I że co innego opowiadać takie rzeczy w dalekim Egipcie, a co innego tutaj, w Anglii.
I że on i Nell rozumieli pewne rzeczy znacznie lepiej.
- Jeśli kiedykolwiek znajdziecie się w pobliżu, nawet nie próbujcie wypalić zaklęcia. Uciekajcie - powiedział krótko, z dziwnym naciskiem, a potem przyspieszył kroku.
Gdzieś w jego głowie rozbrzmiał cichy szept.
*

Gdy Leta wręczyła mu pudełko przed sklepem Ollivandera, uśmiechnął się tylko, oszczędnie, ale szczerze. Nie otwierał go jednak na razie i nie zaczynał żadnej, zwykłej dla nich przekomarzanki, bo w tej chwili skupiał myśli głównie na tym, aby jak najszybciej zaopatrzyć się w różdżkę.
– Leta, miałaś opisywać mnie, nie siebie – odparował, zerkając na kobietę, kiedy zaczęła swoją wyliczankę. Nie wydawał się jednak zły czy nawet poirytowany, ani określeniami, którymi rzucała McGongall ani złośliwostkami Crouch. Gdyby nie potrafił znieść takich rzeczy, już dawno wyemigrowałby gdzieś do Turcji. Albo zakopał którąś z nich pod pustynnymi piaskami podczas prac w Egipcie.
– Chyba mam ogólny obraz – mruknął sprzedawca, zachowując niewzruszoną minę i zaczął ściągać pudełka z półek. – Buk, dziesięć cali, dobry dla osób o otwartych umysłach, źle jednak reaguje, gdy komuś brak tolerancji. To potężna różdżka, lecz jedynie w rękach odpowiedniego człowieka. Tutaj mamy berberys i serce smoka. Różdżka nieco kapryśna, potrzebuje właściciela o silnej woli, ale nigdy nie będzie służyć nikomu poza nim. I… wreszcie heban. Lubi ludzi, którzy gotowi są iść pod prąd i trzymać się swoich celów.
Mężczyzna podsunął wszystkie pudełka Cathalowi. Shafiq pomyślał, że druga różdżka ma niewątpliwą zaletę: gdyby ktoś mu ją znów ukradł, byłaby w rękach złodzieja bezużyteczna. A potem sięgnął po każdą z nich, chcąc sprawdzić, jak wyjdą najprostsze zaklęcia – która najlepiej będzie leżała w jego ręce. Dziwnie czuł się, unosząc te obce różdżki, ale wiedział, że za jakiś czas któraś może stać się jego własną.

Która różdżka wybierze Cathala?
Rzut 1d3 - 2
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2171), Guinevere McGonagall (1946), Leta Crouch (1581)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa