22.04.2024, 16:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2024, 20:32 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Peregrinus Trelawney - osiągnięcie Piszę, więc jestem
13 lipca 1972
Nie widywali się zbyt wiele, odkąd wyszły na jaw grzechy Annaleigh. Nie żeby kiedykolwiek spędzali razem nadmiernie wiele czasu, ale teraz słysząc na korytarzu kroki Dolohovej, Peregrin wolał często przeczekać chwilę, nim sam na niego wyjdzie. Nieżyczliwy powiedziałby, że to tchórzostwo. Trelawney wolał patrzeć na to jako na unikanie konfliktu. Choć myślał o tym sporo i wiele razy wyobrażał sobie, co mógłby jej powiedzieć, to był przywiązany do swojej strefy komfortu i odkładał konfrontację w nieskończoność.
Nie lubił rzeczy niepewnych. Nawet jeśli spoglądał w karty, aby radzić się ich, jak poprowadzić tę rozmowę, nie były w stanie przecież podać mu gotowego scenariusza, przygotować go na to, co dokładnie mogło go czekać ze strony Annaleigh. A może nie czekało go nic? Dlaczego miałaby go atakować czy wciągać w jakąkolwiek grę, kiedy nie był nikim ważnym?
Ujawnienie rewelacji o pojeniu Vasilija eliksirami miłości zasiało w głowie Peregrina ziarno lęku tych kilka miesięcy temu. To właśnie z gabinetu Annaleigh Dolohov pochodziły bowiem specyfiki mające łagodzić objawy choroby jego matki. Było to wygodne przede wszystkim dlatego, że Annie zawsze była pod ręką i mógł na bieżąco się z nią konsultować. Poza tym — co, jak się okazuje, było błędem — ufał jej jako żonie Vakela. Dowiedziawszy się więc, że czarownica ma nieetyczne zapędy, Peregrinus od razu pobiegł myślami ku flaszeczkom pełnym leczniczych mikstur, które ufnie znosił latami do domu. Skoro Dolohova była zdolna do trucia własnego męża, co powstrzymywałoby ją przed dodawaniem tajemniczych składników do innych swoich wyrobów?
Brak motywu. To tłumiło obawy Trelawneya. Bo i cóż Annaleigh mogłaby zyskać na pogarszaniu stanu zdrowia jego matki? Aurora była jej obcą osobą, Peregrinus tylko asystentem Vasilija, który niczego nie podejrzewał.
Ale myśl wracała. Może właśnie dlatego, że w przypadku Vakela niczego nie podejrzewał, a wieści spadły na niego jak grom z jasnego nieba.
Przede wszystkim jednak chciał jej w końcu spojrzeć w oczy. I tak nie spodziewał się szczerej odpowiedzi na swoje pytanie, nie wierzył już w ani jedno słowo tej kobiety.
Od rana bił się więc tego dnia z myślami. Iść do niej czy nie? Czy to miało sens? Czy mogło z tego wyniknąć cokolwiek konstruktywnego?
Stał dłuższą chwilę niezdecydowany nieopodal drzwi jej niewielkiej domowej pracowni. Zapadł już wieczór, Peregrin skończył pracę i Vakelowi powiedział, że zbiera się do domu. Deszcz uderzał miarowo o szyby, przez Londyn toczyły się echa odległych pomruków grzmotów zapowiadających nocną burzę. Trelawney przezornie pod pachą miał płaszcz przeciwdeszczowy. Przez szumy pogody docierające z zewnątrz nie był w stanie podsłuchać zbyt wiele z tego, co działo się u Annaleigh, lecz widział pas światła uciekającego wąską szparą pod drzwiami. Musiała tam być.
Westchnął, podejmując ostateczną decyzję. Co najgorszego mogło z tego wyniknąć?
Zapukał, po czym — odczekawszy na zaproszenie — wszedł do środka.
— Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem w niczym ważnym, pani Dolohov — rzekł przez grzeczność, choć nieco oschle. Szczególnie przy ostatnich słowach. Starał się mimo to nie być nazbyt ofensywnym; nie zależało mu na awanturze. — Chciałbym zająć chwilę. Coś od pani usłyszeć.
Zamknął za sobą drzwi, lecz nie wchodził zbyt głęboko do pomieszczenia i trzymał się blisko nich, aby zachować od czarownicy dystans.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie