• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17 lipca 1972] Pełna chata, to mnóstwo problemów | Mulcibery

[17 lipca 1972] Pełna chata, to mnóstwo problemów | Mulcibery
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#41
22.05.2024, 14:30  ✶  
Co za goguś! pomyślała Sophie. Bez dwóch zdań - Charles nadal był prawdziwym siusiumajtkiem. W dogryzaniu sobie chodziło o to, żeby na siebie nie skarżyć, a na drugi dzień o wszystkim zapomnieć. Kiełbaska w dżemie? Pfi, nie takie rzeczy wkładali sobie do jedzenia! Raz Leonard wsadził jej dżdżownice do kanapki. Sophie w pierwszym momencie w ogóle się nie zorientowała. Połknęła pierwszy kęs, po czym zauważyła obcego w swoim jedzeniu i zwymiotowała na buty Charlie'go. Młodszy z kuzynów zrobił o to wielką awanturę. Chciał oczywiście pobiec do ojca i naskarżyć, jednak Leonard siłą wyperswadował mu to z głowy. Sophie w odwecie posoliła chłopakom herbatę i nasypała pieprzu do ciasta. Norma.

Mulciberówna odetchnęła w duchu, kiedy pan Borgin postanowił stanąć po jej stronie. Odeszli od stołu, więc uznała, że cicha rozmowa będzie bezpieczna.
- Panie Borgin, naprawdę przepraszam… - Szepnęła i złapała go za nadgarstek. Serwetką zaczęła ścierać herbatę z jego rękawa, jednak na nic się to zdało. Wyciągnęła różdżkę, żeby użyć zaklęcia czyszczącego.
- Charlie to taki goguś, nie powinien skarżyć. Takie są zasady, panie Borgin. To… taka zabawa przy stole w dokuczanie. Czyli… - Spojrzała na mężczyznę, marszcząc lekko nos. Starała się dobrać odpowiednie słowa. Chciała się wytłumaczyć!- … dokuczamy sobie, ale w taki sposób, żeby nikt inny tego nie zauważył. Jeśli zrobi mi pan psikusa przy stole, to będę udawała, że nic się nie stało. - Wyjaśniła i musiała przyznać, że była trochę zła na Charlie'go. Przecież znał zasady!
- I to są te ciasteczka. Lubi pan cynamon? - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, wskazując dłonią na tacę pełną wypieków. Nadal jednak było jej wyraźnie głupio z powodu tego, co stało się przy stole.
Widząc, jak Stanley podrzucą monetą, spojrzała na niego pytająco.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leonard Mulciber
#42
23.05.2024, 21:24  ✶  
Leo chętnie odpowiedziałby ojcu, gdyby się tylko akurat DYSKRETNIE nie krztusił. Bogowie mu świadkami, że wina spoczywała w pełni na Shopie i Charlsie!
Na pomoc niby przyszedł mu brat, aczkolwiek jego wątpliwa "pomoc" była, za przeproszeniem, gówno warta. Co najwyżej zrobiła mu małego siniaka.
- ...O czym mówisz? - wycharczał, gdy już odchrząknął porządnie. - Kiedyś robiłem ci kromki z masłem orzechowym, ogórkiem i szynką i jakoś nie narzekałeś...
Naturalnie wspominał czasy, kiedy byli dziećmi i kiedy to potrafił zrobić kanapki dosłownie ze wszystkim, bo czemu nie? Było to oczywiście już po śmieci matki.
- Pamiętasz, tato? - zwrócił się do rodziciela spokojnie. - Jadł, aż mu się uszy trzęsły.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#43
27.05.2024, 17:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 17:02 przez Robert Mulciber.)  

Wyjazd do Norwegii nie był czymś, co musieli ukrywać przed innymi członkami rodziny. Związany z rodzinnym biznesem, zaliczał się do grona tych spraw, o których mogli mówić otwarcie. Dlatego też nie miał większych oporów przed tym, aby poruszyć go przy stole; aby zadać wiążące się z nim pytanie.

Kiedy zainteresowała się tym Lorien, w odpowiedzi zdążył jedynie kiwnąć głową. Niczego od siebie w tym temacie nie dodał. Wyglądało bowiem na to, że wystarczająco dużo padło ze strony brata. Nie czuł się więc w obowiązku wszystkiego dodatkowo tłumaczyć. Zwłaszcza że niczego więcej do dodania tutaj nie miał.

- Doskonale. - zwrócił się zamiast tego do Richarda. Tutaj również dopilnował, żeby z jego strony nie padło przypadkiem zbyt wiele słów. To jedno zamykał temat. Pozwalało na nowo zająć się śniadaniem, które kiedyś należało wreszcie dokończyć. Zwłaszcza, że przecież żadne z nich nie zamierzało spędzać tutaj całego poranka. Mieli swoje sprawy. Każde z nich posiadało własne obowiązki.

A przynajmniej tak to wyglądało w przypadku Roberta.

Skupiony na kiełbasce, starał się tak po prostu ignorować wszystko inne, co działo się przy stole. Nie było to jednak proste w momencie, kiedy Sophie odciągnęła na bok Stanleya. I cholera jedna wie, co z nim robiła. O czym Ci dwoje ze sobą rozmawiali. Zdarzyło się nawet z raz czy dwa, że zerknął kontrolnie dokładnie w tym kierunku, w którym zniknęli jego syn i córka. Gdyby ktoś zwrócił w  tym momencie na niego uwagę, mógłby to dostrzec. A gdyby był to ktoś odpowiedni, być może nawet byłby w stanie wyciągnąć z tych obserwacji właściwe wnioski. Dostrzec te nieszczęsne obawy, którym Robert tak bardzo starał się nie pozwolić wybrzmieć.

Wreszcie musiał na kimś wyładować swoją irytację. Tę irytacje, która od kilku dobrych minut, stopniowo w nim narastała. Odłożył widelec, nóż, oderwał spojrzenie od talerza, którym starał się zająć. Starał się dość nieudolnie, skoro na każdym kroku coś zdawało mu się przeszkadzać; coś odciągało jego uwagę. Był trochę jak ta baletnica, która narzekała na wszystko. Włącznie z rąbkiem własnej spódnicy. Obwiniała wszystko i wszystkich, zarazem nie dostrzegając żadnej winy po swojej stronie.

- Domyślam się, że w Norwegii panowały nieco inne zasady, ale teraz jesteśmy wszyscy w Londynie, w moim domu, i co istotne, nie zamierzam się w tym temacie powtarzać. - zaczął. Nie podnosił głosu, jeśli nie od razu na jego słowa zareagowali, nie od razu skupili uwagę na jego osobie, to dał im na to jeszcze trochę czasu. Liczył na to, że spokój z jakim starał się to wszystko przekazać, okaże się wystarczający. - Bardzo, ale to bardzo, nie podoba mi się przebieg tego wspólnego śniadania. Wprowadzacie wiele chaosu. Zachowujecie się jak dzieci, jakbyście nadal mieli mleko pod nosem, choć każde z was jest już pełnoletnie. Swoją drogą jest to naprawdę bardzo rozczarowujące. - tutaj pozwolił sobie na moment zbłądzić spojrzeniem w kierunku brata. Czyżby w stosunku do niego również miał zastrzeżenia? Nawet jeśli tak było, niczego nie powiedział, zamiast tego kolejny raz spojrzał to na Charlesa, to na Leonarda. Sophie była nieobecna, tym samym ta pogadanka miała jej umknąć. Przynajmniej tym razem. - Mam nadzieje, że następnym razem weźmiecie pod uwagę, że nie jesteście tutaj sami. Każdy z nas ma prawo do tego, żeby móc w komfortowych dla siebie warunkach zjeść posiłek. Byłbym prawdziwie zawiedziony, gdyby ta sytuacja się jeszcze kiedyś powtórzyła.


tura do 29.05
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#44
27.05.2024, 19:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 19:18 przez Lorien Mulciber.)  
Nie wnikała w szczegóły, bo te jej po prostu absolutnie nie interesowały. Miała swoje własne zajęcia w Londynie - kwestie niecierpiące zwłoki związane z powrotem do pracy; odwiedzenie rodziców i nieco dalszej rodziny; miliony małych spraw, którymi powinna się zająć natychmiast. Świeczkowo-kadzidełkowym biznesem Mulciberów nie zajmowała się nawet w kwestiach prawnych. I wolała, żeby tak pozostało.
Uzyskując potwierdzenie zarówno od Roberta jak i Richarda, skinęła tylko głową. Okej, zakodowane. Nie będzie ich. Jeśli jednak miała w tym czasie robić za niańkę dla dzieciaków… To już lepiej byłoby młodzież zabrać ze sobą i zamknąć na czas podróży w jakimś pierwszym lepszym igloo.

Obserwacja otoczenia była pierwszą, bardzo bolesną lekcją przez którą przechodził chyba każdy trybik w machinie Ministerstwa Magii. Robił to Richard wiedziony przyzwyczajeniami; robiła to też Lorien - analizując przebieg spotkania jakby było ciekawą rozprawą sądową. Najuważniej obserwowała z tego wszystkiego Roberta - najpierw: bo nijak nie reagował na wyskoki dzieciaków; potem: bo zaczął reagować tylko na to jedno… a może nie jedno?
Zbyt wiele elementów pasowało do siebie niczym w skomplikowanych puzzlach. Wywołana do tablicy za te całe obserwacje - pewnie by się uśmiechnęła ckliwie i rzuciła tylko tekstem w stylu “Oh, ma mio marito è belloccio e sexy”, wracając jak gdyby nigdy nic do picia stygnącej kawy.

Słuchała w milczeniu tyrady o zachowaniu przy stole, tym razem bacznie obserwując Charles’a i Leonarda. Łatwo byłoby ich sobie wyobrazić przykutych do krzeseł w sali Wizengamotu, oczekujących na wyrok. Pozwoliła przez chwilę myślom pobłądzić w tym kierunku. Pozytywne myśli zawsze działały cuda na jej migreny.
Można było nawet w tym wszystkim zapomnieć, że Lorien nadal siedziała przy stole. Dopiero stuknięcie pustej filiżanki o spodek przypomniało pewnie co poniektórym o tym, że wciąż jest obecna.
Jeśli chłopcy spodziewali się jakiegokolwiek wstawiennictwa czy obrony ze strony ciotki - no niestety mogli się tego nie doczekać. Znikąd pomocy, znikąd ratunku.
Zanim jednak Robert zdążył na nowo wrócić do swojego nieszczęsnego śniadania, Lorien nachyliła się do niego. Złapała delikatnie męża za przedramię, przysuwając się wystarczająco, żeby tego co szepnie nie usłyszał nikt. Zapach świeżej kawy mieszał się z jej jaśminowymi perfumami, a proste, czarne włosy zasłoniły jej twarz wystarczająco, by nawet sprawne czytanie z ruchu warg było w tym momencie niemożliwe.
- Przywołaj Sophie do porządku.- Powiedziała? Poprosiła? Ciężko stwierdzić.- Prowokuje chłopaków i zamęcza Borgina. To nie przystoi dziewczynie w jej wieku. - Skinęła lekko głową w stronę, w którą odeszła pasierbica. W tym momencie dla Lorien nie miało żadnego znaczenia jakie relacje łączą Roberta i Stanleya. Dbała tylko i wyłącznie o to jak ona wychodzi na tym wszystkim - nie potrzebowała w tym momencie bycia ocenianą przez współpracowników przez pryzmat źle wychowanej, niesfornej pasierbicy.
Nie czekała na jego odpowiedź, ale bezwiednie pogłaskała go po trzymanym przed sekundą przedramieniu w czułym geście. Najwyraźniej jednak wyczerpała zapas ciepłych uczuć, bo natychmiast po tym wyprostowała się z powrotem na krześle.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#45
27.05.2024, 21:30  ✶  

Cokolwiek mówił, zwracał uwagę – chłopcy go nie słuchali. Robili wszystko jakby, złośliwie? Testowali jego cierpliwość? Tak szybko zadomowili się, sprawdzając jak daleko sięga także cierpliwość Roberta? Richard zaczynał mieć już tego dosłownie dosyć. Nie tak ich wychowywał. Nie tak ich uczył zachowania w gościnie, czy w rodzinie, kiedy tutaj przyjeżdżali. W tej chwili, narobili mu wstydu. Nie mówiąc już o zachowaniu Sophie, która także wywinęła niejeden numer.

Słysząc nawoływanie syna obok, spojrzał na jego talerz, krytycznie oceniając zachowanie Leonarda. To samo spojrzenie jednak skierował na Charlesa. Nie odpowiedział na słowa Leonarda. Być może robili sobie kanapki samodzielnie, bez pomocy skrzata. Choć nie musieli, kiedy posiłki zawsze mieli odpowiednio przygotowywane. A ich skrzat domowy również znał się na swojej robocie. Nie mieli co narzekać na jego oddanie i pracowitość.

Odłożył sztućce na swój talerz, przerywając jedzenie śniadania już w momencie, jak Charles domagał się jego uwagi. Mając obecnie problem ze swoimi chłopakami, nie zarejestrował niepokojącego najpewniej spojrzenie brata, w stronę wyjścia, gdzie zniknęły jego dzieciaki. Richard miał już przejść do działania, kiedy usłyszał słowa brata. Skupił na nim spojrzenie, wysłuchawszy jego pouczenia. Zrozumiał to spojrzenie, jakie brat mu posłał. Pozwolił mu dokończyć, ale już wtedy kontrolnie obserwował Charlesa i Leonarda.

- Usiądziesz na moim miejscu.
Zwrócił się Richard do Charlesa, tonem rozkazującym i nieznoszącym sprzeciwu. Dał tym sposobem do zrozumienia, że był nie tylko zirytowany ale i mocno zawiedziony ich zachowaniem.

Wstał nawet od stołu, odsuwając krzesło. Talerze swój z Charlesem, zamienił miejscami. Tak samo kubki z napojami. Jeżeli Charles się ociągał, Richard patrzył na niego z góry wyczekująco. Tylko w ten sposób ich mógł rozdzielić, aby przestali zakłócać spokojne spożywanie posiłku pozostałym członkom rodziny. Usiąść między nimi. Tylko tym razem, na tym posiłku rodzinnym.

Jeżeli Charles posłucha ojca i zamieni się miejscami. Na tym nie było końca. Ponieważ w następnej kolejności, Richard zamierzał zamienić talerze Leonarda z Charlesem. Tak, że kiełbaskę z dżemem, miałby Leonard.

- Mocno się na was zawiodłem. Zjedzcie to co macie na talerzach.
Zwrócił się do nich z gniewnym tonem, niczym zawiedziony ojciec, zachowaniem swoich synów. Nie zwracał uwagi na to, że Lorien coś tam szeptała do Roberta. Skupiony był na czynnościowym rozdzieleniu chłopaków. Na tym dzisiejszym śniadaniu, nie mogli widocznie siedzieć razem. Obok siebie. Może to ich nauczy, aby nie wtrącać się do cudzego talerza.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#46
27.05.2024, 22:25  ✶  
Charlie miał nadzieję, że ojciec stanie po jego stronie i upomni brata! Co gorsza, Leonard nic nie zrobił sobie z bólu braciszka, którego ulubiona kanapka została zbrukana kawałkiem mięsa. Charles złapał ojca za ramię.

- Tato... - Jęknął jeszcze raz. - To, że kiedyś jadłem takie rzeczy, nie znaczy, że będę jadł teraz! - Zaprotestował głośno, ale... właściwie to to pamiętał. I musiał przyznać, że połączenie było całkiem całkiem. Będzie musiał to powtórzyć, gdy tylko przyjdzie okazja!

Przekomarzania, kłótnie i bójki zaprzestał jednak Robert. Wujowi w końcu puściły nerwy i Charles poczuł, jak drobne włoski na jego karku stają dęba, a jego ciało znajduje się w pełni gotowości do ucieczki. Nie było jednak powodu, by uciekać. Wuj nie był przecież aż tak groźny...

- Przepraszam, wuju. - Wymamrotał, opuszczając wzrok na talerz. Nie oponował również, gdy Richard postanowił zamienić ich miejscami. Nie ociągał się zbytnio, zabrał tylko swoją kawę. I tak stracił już apetyt! - Też chciałbym w komfortowych warunkach zjeść posiłek. - Zgodził się, tylko pozornie nie wymieniając brata w kolejnym oskarżeniu, które miało pozostać niewypowiedziane. - Wybaczcie mi, ojcze, ciociu. Przepraszam, panie Borgin.

Na tego ostatniego tylko zerknął, a słowa w jego kierunku wyszły z jego ust ledwie słyszalne. Nie zamierzał zbytnio integrować się z nieznajomym, gdy miał problem z zachowaniem się wśród rodziny. Usiadł po prawicy Roberta i zwiesił głowę. Nie chciał już jeść, więc odsunął od siebie talerz, w dłoniach ściskając tylko kubek z kawą. Wystarczy jako śniadanie.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#47
28.05.2024, 23:15  ✶  

Naprawdę nie musiała tego robić. W końcu każdemu mogło się zdarzyć. Każdy mógł mieć swój "pechowy" dzień - niektórzy częściej, inny rzadziej, a jeszcze inni codziennie. Do której grupy należała Sophie? Cóż, nie Borginowi było to doceniać, ponieważ jej nie znał i nie był w stanie tego określić. Jakikolwiek osąd w tej chwili byłby karygodny, a i lepiej było się odrobinę wstrzymać dla dobra wszystkich.

- I ani... - zastygł na moment, łapiąc się w ostatniej chwili na tym, aby nie powiedzieć "ojciec" w odniesieniu do Roberta - Robert, ani Richard nie zwracają na to uwagi? - zapytał - Nie słychana sprawa, aby tak się działo ale cóż... Nie mój dom, nie moje zasady, prawda? - wzruszył ramionami. Co innego mógł począć? Stanley musiał się bardzo pilnować, aby nie palnąć czegoś, czego mógłby później żałować albo czegoś, co mogło sprowadzić na niego gniew Mulcibera. Młodą Mulciberównę mogli przecież trzymać z dala od tej wszystkiego, wszak wojna nie miała w sobie nic z kobiety. To było czysto męskie zajęcie, a dodatkowo dlaczego miałaby ginąć w konflikcie, który jej nawet nie dotyczył bezpośrednio?

- Z własnego doświadczenia Ci powiem, że ludzie nie przepadają za tymi co skarżą. Za tymi co donoszą. Takich ludzi się po prostu unika - odparł na słowa, które wypowiedziała wcześniej o swoim kuzynie - Nie musisz się jednak obawiać. Nie będę robił ani psikusów, ani brał udziału w tym konflikcie. Jeszcze by tego brakowało, abym wygrał z każdym z Was i co by wtedy było? Problem... odrobinę? - dodał, przejeżdżając dłonia po twarzy. Nikt nie lubił szczurów. Nikt nie lubił donosicieli. Czy powinien wspomnieć młodej Sophie, że należałoby takiego zdrajcę potraktować cruciatusem, a najlepiej avadą? Tak, aby wszyscy inni dostrzegli jedną, prostą wiadomość - ze mną się nie zadziera? Nie, lepiej było tego nie robić - bo co jeżeli jej się spodoba?

- Umm... Nie mam nic przeciwko? - odpowiedział trochę zaskoczony. To było tak losowe pytanie, że nie bardzo wiedział co miał powiedzieć. Nie miał żadnego uczulenia na cynamonm, więc raczej nie?

- Coś jeszcze musimy zabrać? - zapytał, ignorując spojrzenie Sophie odnośnie jego rzutu monetą. Wypadła reszka, więc nie było tematu do kontynuacji - miała szczęście.

- Wracamy do stolika? - podniósł tackę, aby młoda dama nie musiała się męczyć - Naprawdę, nic się nie stało - dodał od siebie, widząc, że czuje się trochę nieswojo. Czyżby podprogowo starał się być dobrym bratem?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#48
30.05.2024, 18:20  ✶  
- Właśnie dlatego robi się to po cichu, żeby nie zwrócili uwagi. Ale Charles to czasami taka beksa.- Szeptała. Nie do końca wiedziała, dlaczego pan Borgin tak się zdziwił. Nigdy nie był dzieckiem? To znaczy - młodym dorosłym? Jeśli miał rodzeństwo albo kuzynów, to na pewno musiał czasami się z nimi wygłupiać.
Zgodziła się z opinią, że donosicieli się nie lubiło.
- Zgadzam się, panie Borgin. Dlatego Charlie obrywa najbardziej.- Pokiwała głową, zerkając na to, co działo się przy stole. Ojciec był zły, więc to najwyższy czas, żeby wrócić do stołu. Zaśmiała się jeszcze cicho, kiedy Stanley obiecał, że nie będzie robił jej psikusów.
- Ale proszę pomyśleć nad zrobieniem jakiegoś Charlie'mu.- Szepnęła na koniec, po czym wskazała Broginowi tacę pełną ciastek, i wrócili do stołu.
- Dziekuje za pomoc panie Borgin. Może ciasteczko?- Uśmiechnęła się do macochy, będąc w wyraźnie dobrym już nastroju.
Dopiero zaczynałam ogarniać sytuację przy stole.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leonard Mulciber
#49
31.05.2024, 19:53  ✶  
Dzięki życiu spędzonemu przede wszystkim w Norwegii, Leonard nie miał aż tak wielkiego kontaktu z rodziną z Anglii, że o pocuciu bliskości nie wspominając. I być może to i lepiej, sądząc po tym, jak sztywnymi i nudnymi ludźmi byli. Przy czym zostanie nazywanym sztywnym i nudnym przez osobę równie chłodną w kontaktach, jak on, o czymś musiało już świadczyć. Gdyby nie obecność Sophie, sądziłby, że są z Charliem jakimiś dziwnymi wybrykami natury. Nie robili w gruncie rzeczy niczego złego i tylko przekomarzali się nieco jak to brat z bratem. Co w tym takiego dziwnego, czy niestosownego? Trochę jęczenia ze strony Charliego? Wuj Robert z całą pewnością nie miał pojęcia, czym jest prawdziwy "chaos". Nie to, żeby zamierzał demonstrować. Nie był głupcem, typem głośnym czy jakimś wielkim rozrabiaką, ale nigdy też nie pozostawał dłużny, kiedy się go zaczepiało. A Charlie miał oczywiście do tego talent, bo jakżeby inaczej.
W przeciwieństwie do brata, Leonard przyjął krytyczne komentarze i niepotrzebną jego zdaniem złość ze stoickim spokojem oraz niewielkim przejęciem. Miał ochotę wywrócić oczami, ale nie zrobił tego dla dobra ojcowskich nerwów.
- Zapewniam wuja, że nie zamierzaliśmy nikomu psuć śniadania naszymi drobnymi zaczepkami - zwrócił się do Roberta uprzejmie, nalewając sobie przy tym jednak herbaty, jak gdyby nigdy nic. W drobnych gestach chciał podkreślić, że ten robi z igły widły. - Być może to kwestia nadmiernego przyzwyczajenia do norweskiego poczucia humoru, który tutaj jest nie do końca zrozumiały - dodał lekkim tonem, mimo że jedno z drugim nie miało tak naprawdę nic wspólnego. - Wszystkim, którym popsuło to nieco smak, oczywiście bardzo przepraszam.
Uśmiechnął się szeroko i absolutnie nie zamierzając pokazywać, że czyjekolwiek działania, czy to ojca, czy to wuja na niego wpłynęły, wbił widelec w podsuniętą mu 'abominację' śniadaniową, a następnie podsunął sobie pod usta i ugryzł. Mogło smakować gorzej, ale nie było wcale aż tak źle.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#50
01.06.2024, 17:19  ✶  

Po swojej przemowie dał im chwilę. Niedługą chwilę na to, żeby odpowiednio na jego słowa zareagować. Dostosować się do tutejszych zasad. Nie obchodziło go przy tym to, co na ten temat Charles oraz Leonard rzeczywiście myśleli. Robert trzymał się w tym przypadku zasady mówiącej, że dzieci i ryby głosem nie dysponowały. A nawet jeśli byłoby inaczej, to najpewniej nie miało paść z ich strony cokolwiek, co byłoby wartym uwagi.

Widząc, iż po jego tyradzie, do wszystkiego dołączył się również brat, zamierzał wrócić do śniadania. Pozwolić, żeby to on zajął się ostatecznymi porządkami. Pierw jednak przeszkodziły mu w tym przeprosiny, które padły ze strony Charlesa - jedyną odpowiedzią było w tym przypadku skinięcie głową - następnie zaś Lorien, chcąca przekazać mu jakieś swoje uwagi. Na samym końcu dołączył do tego wszystkiego jeszcze Leonard, który chyba niekoniecznie zrozumiał przesłanie. Tylko czy coś na to dało się jeszcze zaradzić?

Nie zamierzał wplątywać się w przepychanki słowne z ewidentnie źle wychowanym bachorem - bo jak inaczej miałby to określić? Zamiast tracić na to czas, jak i również siły, pochylił się w kierunku Lorien, skupiając się na tym, co żona miała mu do przekazania. Zmarszczył brwi, kiedy okazało się, że jej uwaga dotyczyła Sophie. Przeoczył? Zapewne tak właśnie było. Nie zamierzał się w tym przypadku oszukiwać. Cokolwiek by o niej nie powiedzieć, córka aniołkiem nie była chyba nigdy.

Całe szczęście wyglądało na to, że nadal pozostawała jednak dużo lepiej wychowana niż synowie brata. Wydawała się znać granice. Nie tworzyła samą swoją obecnością aż tak dużego zamieszania.

- Zwrócę na nią większą uwagę. - odpowiada. Po cichu, nie pozwalając na to, żeby słowa te dotarły do uszu pozostałych członków rodziny, którzy akurat znajdują się przy stole. Zarazem nie deklaruje jednak, że zajmie się córką teraz. Wszystko uzależnia od tego, co będzie działo się dalej. W jaki sposób potoczy się to śniadanie. Co nastąpi po tym, jak Sophie oraz Stanley powrócą wreszcie do stolika.

Prostuje się, wraca do talerza. Sięga ponownie po nóż i widelec. Udaje mu się nawet trochę zjeść. Dopić kawę, która nie smakuje już tak dobrze jak jeszcze kilka chwil temu. Decyduje się odstawić ją kawałek dalej. Wzdycha przy tym nieco ciężej. Gdyby nie dzieciarnia, zdążyłby wypić, zanim stała się nieznośna. Stało się jednak jak się stało.

Choć talerz ma już po chwili pusty, nie rusza się. Nie żegna. Nie opuszcza jadalni i nie udaje się do swojego gabinetu. Nie chce zostawiać ich wszystkich samych ze Stanleyem. Ryzykować, że stanie się tutaj za jego plecami coś, czemu mógłby przeciwdziałać. Nie wraca jednak do gazety. Nie nakłada sobie więcej jedzenia. Dochodzi do wniosku, że jeśli ma panować porządek, wszystkiemu trzeba nadać właściwy rytm.

- Leonardzie, ojciec wspominał, że zamierzasz niebawem zacząć prace w tutejszym szpitalu? - pozwala sobie zadać pytanie, na które odpowiedź w zasadzie go nie interesuje. Nie ma większego znaczenia. Przynajmniej w tym momencie.


tura do 04.06
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (2045), Leonard Mulciber (1571), Lorien Mulciber (3793), Richard Mulciber (3307), Robert Mulciber (5039), Sophie Mulciber (2109), Stanley Andrew Borgin (3959)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa