Mulciberówna odetchnęła w duchu, kiedy pan Borgin postanowił stanąć po jej stronie. Odeszli od stołu, więc uznała, że cicha rozmowa będzie bezpieczna.
- Panie Borgin, naprawdę przepraszam… - Szepnęła i złapała go za nadgarstek. Serwetką zaczęła ścierać herbatę z jego rękawa, jednak na nic się to zdało. Wyciągnęła różdżkę, żeby użyć zaklęcia czyszczącego.
- Charlie to taki goguś, nie powinien skarżyć. Takie są zasady, panie Borgin. To… taka zabawa przy stole w dokuczanie. Czyli… - Spojrzała na mężczyznę, marszcząc lekko nos. Starała się dobrać odpowiednie słowa. Chciała się wytłumaczyć!- … dokuczamy sobie, ale w taki sposób, żeby nikt inny tego nie zauważył. Jeśli zrobi mi pan psikusa przy stole, to będę udawała, że nic się nie stało. - Wyjaśniła i musiała przyznać, że była trochę zła na Charlie'go. Przecież znał zasady!
- I to są te ciasteczka. Lubi pan cynamon? - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, wskazując dłonią na tacę pełną wypieków. Nadal jednak było jej wyraźnie głupio z powodu tego, co stało się przy stole.
Widząc, jak Stanley podrzucą monetą, spojrzała na niego pytająco.