• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[30.06.1972] Odpowiedni czas, właściwe miejsce | Robert & Vera

[30.06.1972] Odpowiedni czas, właściwe miejsce | Robert & Vera
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#11
20.05.2024, 13:31  ✶  

Niezbyt często pozwalał na to, aby okazywać, iż działania, gesty, wypowiedziane słowa, miały na niego wpływ. Na co dzień otaczał się murem, za który przedostać się byli w stanie jedynie nieliczni. Z każdym kolejnym rokiem dbał o to, aby konstrukcja ta stawała się solidniejsza. Pozbawiona słabych punktów. Wzmacniał jej kluczowe elementy. Z tego też względu reakcja na jej dotyk jest poniekąd zaskakująca. Przede wszystkim dla niego samego. Stara się jednak nie dać tego po sobie poznać. Kiedy tylko udaje mu się odzyskać pion, zajmuje dokładnie tę samą pozę. Zachowuje się w sposób, który zdaje się przeczyć temu, że cokolwiek miało właśnie miejsce.

Zarazem pozwala sobie na to, żeby zganić samego siebie w myślach.

Upomnieć.

Słysząc, iż Vera nie zamierza porzucić dla niego pracy, pozwala sobie na to, aby okazać pewne rozbawienie. Nie powinna być aż tak niemądra. Nie powinna zakładać, że mógłby przedstawić jej tego rodzaju oczekiwania. Warunki współpracy.

- Nie oczekuje tego od Ciebie. – wyraźnie to podkreśla. Nie pozostawia tutaj miejsca na wątpliwości, choć znając dawnego Roberta, łatwo jest założyć, że od współpracowników oczekiwał będzie dużo. Zawsze był bowiem człowiekiem wymagającym od innych nie mniej niż od samego siebie. A że sam dawał od siebie naprawdę wiele, to wnioski zdają się być w tym przypadku co najmniej oczywiste. – I nie zamierzam stawać na drodze innym projektom, w które możesz być zaangażowana.

Czy był ciekawy? Owszem. Zarazem jednak nie zamierzał pytać. Nie zamierzał schodzić na inne tematy niż ten, który sprowadził ich do tego mieszkania. Wyrzucił z głowy myśli dotyczące notatek, na które natrafił przy okazji swoich nie tak dawnych odwiedzin w Departamencie Tajemnic. Nie chciał pozwolić sobie na rozważania dotyczące projektu, który dla niego nie był w tym momencie istotny.  Istniały rzeczy ważne i ważniejsze. Istniało coś takiego jak priorytety.

- Jeśli chcesz dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców, musisz zdecydować się na pewne ustępstwa. – skomentował jej uwagę o braku szacunku. Nie bez powodu pod uwagę brał czasopisma. Chodziło o rozgłos. Celem było wzbudzenie tematem szerokiego zainteresowania. Innego rodzaju publikacje były owszem o kilka poziomów wyżej, ale treść dostosowywano w nich dla innych badaczy; uczonych. Robert zaś chciał dotrzeć również do tych, którzy z nauką nie byli bardziej zaprzyjaźnieni. Jednak dlaczego? – Nie chodzi tutaj o brak szacunku, a o realizacje jednego z bardziej istotnych celów.

Zamierzała o to dopytać? Zamierzał jej to wyjaśnić? Wytłumaczyć? Po prawdzie, to sam nie był pewien tego na ile mógł sobie pozwolić. Na ile pozwolić sobie powinien. W obecnych czasach temat uznawany był zaś dość kontrowersyjny. Kontrowersyjny był cel, który im przyświecał. Czy Vera była skłonna wkroczyć na tę ścieżkę? Podjąć się tak dużego ryzyka? Miał nadzieje, że zdoła ją przekonać. Przeciągnąć na swoją stronę. We wszystko to zaangażować. Bo jeśli nie ona… inne opcje nie były nawet w niewielkiej części na tyle obiecujące.

Wzdycha, kiedy otrzymuje pytanie o współpracownika. Wyczekiwane. Problematyczne.

- Nie mogę Ci zdradzić jego tożsamości. Nie w tym momencie. – wreszcie odpowiada. Po chwili ciszy. Po chwili poświęconej na rozważania. O ile bowiem mógł zaryzykować swoim bezpieczeństwem, w ten sam sposób nie zamierzał postąpić w przypadku Rodolphusa. Mogłoby kosztować go to zbyt wiele. Mogłoby pociągnąć w ślad za sobą poważne konsekwencje. Nie był na to gotowy. – Natomiast jeśli chodzi o naszą liczebność, poza Tobą staramy się zrekrutować jeszcze jednego mężczyznę. Zakładamy, iż ostatecznie byłoby nas tutaj czworo.

Rozumiał jej obawy. Przewidywał, że może to być jeden z argumentów wysuniętych przeciwko tej współpracy. I wiedział też, że jeśli faktycznie to właśnie brak zaufania miał być ich największym problemem, to tej przeszkody pokonać się nie dało. Nie w tak krótkim czasie. Nie podczas tej jednej tylko rozmowy. Zwłaszcza, że przecież posiadali swoją historie. Wiedzieli na swój temat sporo, choć znaczna część tych informacji straciła najpewniej przydatność do użycia. Była po terminie.

W jaki więc sposób miał na to zareagować?

- Więc mi nie ufaj. Nie ufaj mi dla swojego własnego dobra. W końcu próbuje nakłonić Ciebie do współpracy przy projekcie, który najpewniej wzbudziłby spore zainteresowanie Departamentu Przestrzegania Prawa. – uśmiecha się, tym samym również decydując się na to, aby podnieść się z zajmowanego dotąd miejsca. Rozprostować kości. Zrobić tych kilka kroków. – A później postaraj się zapomnieć o tym, że mogłaś być tego częścią; że Twoje nazwisko mogło widnieć tuż obok naszych. Na stałe zapisać się w historii. Chcesz to stracić z powodu zaufania, które zawsze powinno być ograniczone względem innych ludzi?

Z takiego założenia wychodził Robert. Nie ufał on prawie nikomu. W ograniczonym stopniu dopuszczał do pewnych spraw swojego brata. To samo dotyczyło również Nicholasa. A także Rodolphusa, który pierw musiał zapłacić za to złożoną przysięgą wieczystą.

Widmo
An intelligent woman has millions of born enemies... all the stupid men.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niska (160cm) brunetka o zielonych oczach, w których czają się tajemnicze ogniki. Gdy chodzi uśmiecha się delikatnie czerwonymi wargami niezależnie od pogody, prezentując fasadę przyjazną oraz przyjemnie do Ciebie nastawioną. W kącikach oczu widać pierwsze zmarszczki. Ubiór nienagannie dobrany, zawsze starannie wyprasowany okala eteryczną postawę. Przypomina spokojne, uśpione morze, trudno się po niej spodziewać burzy... Do czasu gdy nie przekroczy się cienkiej linii.

Vera Travers
#12
20.05.2024, 22:47  ✶  
Nie zna tego obecnego Roberta Mulcibera.
Nie wie, co działo się z nim przez ostatnie lata. Nie wie, jakie wydarzenia oraz jacy ludzie stanęli na jego drodze, jaki mieli na niego wpływ. Pamięta jednak doskonale go skrupulatność, dokładność, zaangażowanie oraz sumienność i wie doskonale, że musi postawić pewną granicę. Wyznaczyć jasne zasady, tak jak i on w tym momencie je wyznacza. Czemu? Nie jest pewna, wie jednak iż jest to skutkiem wydarzeń, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich lat. Kto wie, może Robertowi przyjdzie któregoś dnia poznać powód nadmiernej ostrożności Very? Jedynie czas będzie w stanie na to odpowiedzieć.
Kiwa delikatnie głową dając znać, że przyjmuje jego słowa i wyjątkowo jej odpowiadają. Nie może porzucić tego, nad czym właśnie pracuje. Pewne projekty wymagają systematyczności tak wielkiej, iż niewielu jest gotowych na to poświęcenie. W pewnych projektach ledwie dzień zaniechań mógł doprowadzić do klęski i wrócenia do punktu początku. Przygryza delikatnie język walcząc z ochotą podzielenia się tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Departamentu oraz jej niewielkiego mieszkania. Tę chęć dusi jednak w sobie bo wie, że to już nie jest ten Robert którego znała; że lata oddaliły, zaś naukowa ciekawość potrafi być zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem.
Uśmiecha się delikatnie słysząc jego słowa. Choć ostrożniejsza w kwestii współprac, Vera Travers z pewnością stała się śmielsza w innych kwestiach. Nigdy z resztą nie bała się obierać nieznanych, naukowych ścieżek i brać to, czego chciała. Nawet jeśli nie raz musi (dosłownie) wydrapywać to pazurami.
- Mmm, wiedziałam, że w tym wszystkim jest jakieś drugie dno. - Stwierdza i przesuwa delikatnie koniuszkiem języka po dolnej wardze. Wie przecież doskonale, że pod wzniosłymi opowieściami o nauce oraz wielkości umysły kryje się coś jeszcze. i zwykle nie są to opowieści o waniliowym budyniu i małych kotkach… Zwykle są to emocje. Silne. Burzliwe. Spalające tak szybko, jak pożoga potrafi pochłonąć wielki las. Idee które wywołują wzburzenie bądź pobudzają wyobraźnię. Delikatnie zakłada ręce na piersi, uważnie przyglądając się jego twarzy, ciekawa co też chowa się w środku Roberta Mulcibera, swoją fasadą przypominającego ogrody Zen. Ciekawa, czy podejrzenia zgodne są z prawdą. - Więc jaki stoi za tym cel, Robercie? Jeśli ten projekt się uda… Co chcesz uświadomić światu za jego pomocą? - Pyta więc bezpośrednio. Wie, że zapewne powie jej tylko tyle ile uzna za stosowne a jednak musi zadać to pytanie. Jeśli projekt jest częścią czegoś większego będzie to wymagało od nich nader wielkiej uważności.
Pogoda w Verze przypomina tą, jaka charakteryzowała ich rodzinne strony. Jak słońce miesza się ze strugami deszczu tak w Verze miesza się rozczarowanie i zadowolenie jednocześnie. Rozczarowanie ciągłą tajemnicą która mogłaby nie być jej na rękę wraz z zadowoleniem, bo skoro Robert tak chroni tożsamości swojego wspólnika tak szanse są wysokie iż również jej imię pozostanie tajemnicą. Do pewnego momentu.
- Nie lubię tłoków. - Stwierdza, zadowolona iż grupa badawcza będzie nieliczna. A to oznacza, że przyjdzie jej pracować z najlepszymi; że nie będzie tracić czasu na kogoś, kto sprawiać będzie wrażenie, że nie wie czemu tak właściwie się tam znalazł.
Słucha go uważnie, równie uważnie obserwują go zielone oczy. I choć mina czarownicy nie zdradza nic, pewien błysk pojawia się w jej spojrzeniu. A gdy Robert kończy mówić, kręci z rozbawieniem głową, zaś karminowe usta układają się w delikatny uśmiech. Pieprzony Robert Mulciber nadal wie, na którą strunę nacisnąć aby uruchomić jej ambicję. A może był to jedynie przypadek? Nie wie. Robi krok w jego stronę i bezwiednie zadziera głowę, głównie z faktu różnicy wzrostu.
- To ten moment, w którym prosisz mnie o pomoc, żebym mogła się na to zgodzić. - Oznajmia poważnie, lecz powagę rozmywa uśmiech, jaki nadal znajduje się na jej wargach. Vera doskonale zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuje lecz od krótkiego spotkania w Departamecie Tajemnic wiedziała, że nie odmówi. Zbyt dużo pracy spędziła nad tym projektem, zbyt wiele nieprzespanych nocy i ciągów obliczeń, jakie musieli wykonać. Zna potencjał projektu, a skoro miał on dojść do końca jej nazwisko musiało znajdować się wśród jego twórców.
W tym wszystkim nie widzi możliwości w której te działania zakończyłyby się niepowodzeniem.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#13
25.05.2024, 13:19  ✶  

Przez lata starał się trzymać względem Very na dystans. Choć posiadali wspólnych znajomych, choć w dalszym ciągu wiele zdawało się ich łączyć, nie pozwalał sobie na to, żeby pozostawać obecnym w jej życiu. Tak samo i ona nie miała być obecna w tym życiu, które od czasu ich rozstania prowadził Robert. Z tego też względu, obecnie nie wiedział wystarczająco wiele na temat kobiety, która kiedyś była mu prawdziwie bliska. Możliwe nawet, że bliższa niż wszystkie inne - te, które były przed nią i te, które pojawiły się już po niej. Nie starał się udawać, że jest w tym przypadku inaczej. Nie wmawiał tego nawet sobie samemu.

Tylko czy w tej sytuacji zamierzał poznać ją na nowo?

Nie stara się zaprzeczać temu, że całe to przedsięwzięcie ma drugie dno; że stoi za tym coś więcej. Wie bowiem, że stoi przed kimś, kto prędzej czy później by to dostrzegł. Brak szczerości w tak fundamentalnych kwestiach mógłby prowadzić do problemów. Mniej lub bardziej poważnych, ale wciąż problemów. Dlatego też, decydując się na tę współprace, nie zamierza tego rodzaju informacji przed Verą ukrywać.

- Chodzi o różnice. Odmienność. Już wcześniej dostrzegliśmy, przed laty, że mózg czarodzieja funkcjonuje inaczej niż mózg mugola. Postanowiliśmy tym razem rozszerzyć badania o kolejne obiekty badawcze. - wyjaśnia. Przywołuje to, nad czym pracowali dawniej. Zwraca uwagę na to, co w tamtym czasie udało się odkryć. Zaobserwować. Chciałby to wykorzystać dzisiaj. Doprowadzić do końca. Jednak dlaczego? Tutaj można było mieć wątpliwości. Chodziło o poglądy Roberta, jego rodziny, czy może... chęć wypromowania się przy wykorzystaniu tematu, który w obecnych okolicznościach, był po prostu na czasie? Przyciągał uwagę. Dzielił społeczeństwo w takim stopniu, jak chyba nigdy wcześniej. Choć może wcale nie mniej niż w okresie, kiedy na szczycie znajdywał się inny czarnoksiężnik. Groźniejszy w nie mniejszym stopniu od Lorda Voldemorta.

Nie precyzuje jaki jest tego wszystkiego cel. Dlaczego właśnie teraz chce te różnice wykazać. Dokończyć badania. Opublikować. Vera może jednak pytać. Może próbować rozwiać swoje ewentualne wątpliwości. Zależnie od tego czego miałyby one dotyczyć. Zależnie od tego czy w ogóle się one pojawiły. Tylko czy pozyska tym samym więcej informacji?

Kiwa głową. Doskonale rozumie jej niechęć do większych grup ludzkich. Sam przecież woli współpracować ze starannie wyselekcjonowanymi jednostkami. Sprawdzonymi osobami. Spełniającymi oczekiwania, które niejednokrotnie okazują się naprawdę wysokie. Bo nie zwykł zadowalać się byle czym; byle kim. Nie zmieniło się to przez lata.

Zauważa ten błysk w jej zielonych oczach. Dostrzega go, kiedy wypowiada ostatnie słowa. Kiedy Vera wszystkiego tego uważnie słucha. Rozluźnia się. Jakby pewny, że wszystko się uda. Nie dopuszczający do siebie innego rozwoju wydarzeń. Innych możliwości. Vera Travers zgodzi się. To też zdają się sugerując słowa, które spływają po chwili jej warg. Uśmiech, który pojawia się na obliczu tej wciąż pięknej kobiety.

Zamierza ją poprosić? Spełnić to życzenie? Bardziej nawet zachciankę? Mruży przez moment oczy. Przez głowę przelatuje mu kilka różnych możliwości. Opcji, po które zostaje mu tylko sięgnąć. Wyciągnąć w ich kierunku dłoń. Zacisnąć na nich palce. Wreszcie jednak decyduje się podporządkować. Z myślą o tym, że to przecież dla większego dobra; że chodzi o wyższy cel. O cel, którego realizacja będzie dzięki temu możliwa. z Verą Travers powinni być w stanie doprowadzić wszystko do końca.

O ile tylko faktycznie kobieta będzie po ich stronie.

- Vero Travers, dołączysz do naszego projektu badawczego? Bardzo mi zależy na Twojej pomocy. - nie wypowiada proszę. Zarazem jednak czy da się zaprzeczyć temu, że słowa te stanowią prawdziwą prośbę? Mają taki właśnie charakter? Wypowiadając je, Robert Mulciber ugiął się bardziej niż w wielu innych przypadkach. Może nawet bardziej niż wtedy, kiedy swój kark pochylał przed Nim.

Widmo
An intelligent woman has millions of born enemies... all the stupid men.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niska (160cm) brunetka o zielonych oczach, w których czają się tajemnicze ogniki. Gdy chodzi uśmiecha się delikatnie czerwonymi wargami niezależnie od pogody, prezentując fasadę przyjazną oraz przyjemnie do Ciebie nastawioną. W kącikach oczu widać pierwsze zmarszczki. Ubiór nienagannie dobrany, zawsze starannie wyprasowany okala eteryczną postawę. Przypomina spokojne, uśpione morze, trudno się po niej spodziewać burzy... Do czasu gdy nie przekroczy się cienkiej linii.

Vera Travers
#14
26.05.2024, 22:30  ✶  
Przygryza dolną wargę w zastanowieniu gdy do jej uszu dolatuje męska odpowiedź. Chciałaby powiedzieć, że jest zaskoczona; że nie spodziewa się po mężczyźnie jakiegokolwiek drugiego dna… prawda jest jednak zgoła inna. Vera wie jak to zawsze wygląda w naukowym świecie. Za każdym projektem i przeprowadzonym badaniem stoi drugie dno. To, którego nie da się określić podniosłymi hasłami oraz wzniosłymi ideałami. Te ukryte motywacje które niejednego czarodzieja przyprawiłyby o ciarki oraz zgrzytanie zębów. Zemsta, złość, pragnienie władzy bądź dominacji, próby wpływu na myśli społeczeństwa, zawiść… Travers jest pewna, iż to właśnie one są głównym motorem napędowym wszelkich zmian, jakie mają miejsce. Jeśli istniał jakiś zawód w którym znajdowało się najwięcej osób o moralności, która przyprawiłaby o ciarki niejednego czarodzieja, z pewnością byli to naukowcy.
A Vera była jedną z nich.
Jej prywatny projekt również należy do tych, które z pewnością wywołałyby spore oburzenie zwłaszcza gdyby wyszło na jaw, co też trzyma w jednej z szafek swojego gabinetu.
- Możemy więc rzec, że mamy do czynienia z dwoma projektami. Jeden obejmuje potwierdzenie oraz wskazanie różnic w mózgu… - Zaczyna, lecz ton głosu ma spokojny i opanowany, zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie. - Drugim zaś jest przygotowanie się do przedstawienia wyników szerszemu gronu. To jednak kontrowersyjny temat. - Wzrusza delikatnie ramieniem pewna, że pojawią się przeciwnicy. A jeśli mieli być wiarygodni, musieli wiedzieć jak odeprzeć ataki w ich stronę. Nie boi się i tego wyzwania głównie przez fakt, iż z mediami ma sporo do czynienia.
Nawet kontrowersje działań nie są w stanie nastawić jej przeciwko udziałowi w projekcie. Vera była naukowcem, który gotowy był poświęcić życie drugiego czarodzieja, byleby dopiąć swego celu. Nauka wymagała ofiar, których Vera nie bała się składać. Jednocześnie lubi wyzwania, zaś ponowna współpraca z Robertem Mulciberem wydaje się być niczym słodka wiśnia na szczycie tortu.
Zwłaszcza teraz gdy ten mruży oczy tuż po tym, jak Vera wypowiada swoje życzenie. Kobieta wie już, że w pewien sposób wygrała nawet jeśli w tej dziwnej grze nie było przegranych. Delektuje się więc tą chwilą gdyż wie, jak wiele ona znaczy. Nie zna go teraz, widzi jednak, że nadal ne jest skory do proszenia docenia więc wyjątek, jaki dla niej robi. Vera spija słowa z jego ust. Każdą głoskę niesioną męskim głosem, który przez kilka dni będzie odbijał się w jej głowie. Rozkoszuje się dźwiękami, delikatnie przesuwa końcem języka po karminowej wardze zupełnie jakby czuła na niej i smak tych słów.
- Z przyjemnością dołączę do tego projektu. - Potwierdza coś, co im obu wydawało się oczywiste już od kilku dłuższych chwil. Jednocześnie wyciąga w jego stronę dłoń, by doprowadzić do końca niepisany rytuał zawierania umów wszelakich. I choć przed oczami pojawia się to, w jaki sposób niegdyś potwierdzali swoją współpracę, szybko odrzuca te myśli pewna, iż nie powinna sobie na nie zbyt często pozwalać. Zadowolić się muszą uściskiem dłoni, tym chwilowym, niemal biznesowym dotykiem… I może niewielkim toastem, gdyż szkoda było wylać tak dobrą butelkę Primitivo.
- Od czego zaczynamy? - Pyta z zaciekawieniem pewna, że Robert Mulciber ma już doskonale ułożony plan działania. Tu nie było miejsca na niedociągnięcia, Vera zaś gotowa była zakasać rękawy i zabrać się do pracy już teraz, zaraz. Cieszy się z nadchodzącej współpracy gdyż wie, że Robert zawsze był współpracownikiem niezwykle dobrym. A tych możnaby w ostatnich latach nie znaleźć nawet ze świecami.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#15
29.05.2024, 22:31  ✶  

Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że podejmowany temat zalicza się do tych kontrowersyjnych. Zarazem przekonany jest, że przy odpowiednim wsparciu, nawiązując wcześniej współprace z właściwymi ludźmi, powinni być w stanie osiągnąć ten cel. Zrealizować go. Przekonany był przy tym, że znał ludzi będących w stanie udzielić im na tym polu niezbędnego wsparcia. Przekonany był o tym, że doskonale wiedział do kogo należało się zwrócić z prośbą o pomoc.

Oby w pewnym momencie nie okazało się, iż była to jedna z tych kwestii, w których Robertowi Mulciberowi zdarzyło się pomylić.

- Na zajęcie się drugim etapem mamy jeszcze wiele czasu. Zdaje sobie sprawę z tego, że obecnie jest on kontrowersyjny i wiele osób może... nie być zainteresowanych współpracą, ale zarazem wierze, że jestem w stanie dotrzeć do tych, którzy będą w tym przypadku zdecydowanie bardziej... otwarci. - starał się odpowiednio dobrać słowa. Przede wszystkim wychwycić dało się to przy sformułowaniu nie być zainteresowanych oraz określenie otwarci. Przeciągnęła się wówczas nieco jego wypowiedź. Odrobinę. ale niewątpliwie w sposób zauważalny. Wyraźny.

Mogli dłużej na ten temat rozmawiać. Lepiej ten temat rozpracować. Tylko czy był to odpowiedni moment na to, aby zagłębiać się w to bardziej? Mieli to robić właśnie teraz? Na samym początku tej współpracy? Zanim udało im się na tym polu poczynić jakiekolwiek postępy? Cokolwiek osiągnąć? Zdaniem Roberta nie miałoby to żadnego sensu. Nawet najmniejszego. Należało podejść do tego inaczej. Skupić się na właściwych kwestiach. Zachować sensowną kolejność podejmowanych działań.

Na tym etapie, priorytetem powinno być wprowadzenie kolejnych członków do ich niewielkiej grupy badawczej. W jego przypadku, członkiem tym była właśnie Vera. Wybrana przez niego. Pasująca do projektu wręcz idealnie. Prawie tak jakby został on stworzony właśnie z myślą o tej kobiecie.

- Doskonale. - odpowiedział, choć przecież nie spodziewał się innego rozwinięcia. Nieco dłużej zeszło mu natomiast na tym, żeby wyjaśnić kobiecie od czego należało zacząć. Nie planował z miejsca rzucać ją na głęboką wodę. Do projektów należało wprowadzać krok po kroku. Przedstawiać wszystkie informacje z odpowiednim umiarem. Zwłaszcza, kiedy było ich naprawdę wiele. A i praca trwały od dłuższego czasu. - W dniu jutrzejszym mamy zaplanowane spotkanie w pewnym... bezpiecznym miejscu. Cała nasza czwórka. miałaby spotkać się w godzinach wieczornych. Nie podam żadnego adresu, ale odpowiednio wcześniej prześle świstoklik.

Tak było najbezpieczniej. Świstoklik jednorazowego użytku, przekazany na ostatnią chwilę. A do tego starannie zabezpieczona przesyłka. Miał na to swoje sposoby. Pewne rozwiązania, po które sięgał w tego typu sytuacjach. Nawet jeden włos wykorzystywany przy lakowaniu korespondencji, mógł sprawić cuda, kiedy chodziło o upewnienie się, że do zawartości koperty nie dostanie się nikt niepowołany.

- Potrzebowałbym jednego włosa. Dla zyskania pewności, że nikt nie dostanie się do zawartości przesłanej koperty. I do znajdującego się w niej świstoklika. - o tym oczywiście musiał poinformować. O ten włos poprosić. Ona zaś musiała zaufać, że nie zostanie wykorzystany w innym celu niż ten zadeklarowany. Bo przecież mogło to wyglądać inaczej. Ryzyka nigdy nie dało się w pełni wykluczyć.

Widmo
An intelligent woman has millions of born enemies... all the stupid men.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niska (160cm) brunetka o zielonych oczach, w których czają się tajemnicze ogniki. Gdy chodzi uśmiecha się delikatnie czerwonymi wargami niezależnie od pogody, prezentując fasadę przyjazną oraz przyjemnie do Ciebie nastawioną. W kącikach oczu widać pierwsze zmarszczki. Ubiór nienagannie dobrany, zawsze starannie wyprasowany okala eteryczną postawę. Przypomina spokojne, uśpione morze, trudno się po niej spodziewać burzy... Do czasu gdy nie przekroczy się cienkiej linii.

Vera Travers
#16
30.05.2024, 22:19  ✶  
W zielonych oczach pojawia się błysk. Nie wie, czy Robert pamięta tajemniczy język jakim posługiwało się jej spojrzenie. Niegdyś nie musiała wypowiadać pewnych słów, aby przezać mu co też w tym momencie przewijało się przez jej głowę… Teraz czuła trochę, że muszą nauczyć się siebie na nowo. Zwłaszcza jeśli ich współpraca miała być owocna i obustronnie satysfakcjonująca. W zamyśleniu przesuwa palcem po swoim obojczyku. Vers Travers miała to do siebie, iż zawsze starała się być jeden ruch przed przeciwnikiem. Zupełnie jakby życie było jedną, wielką szachownicą, na której stale odbywała się rozgrywka. Pionki wędrowały to wzdłuż to wszerz, a ona zawsze stara się przewidzieć posunięcie tych, które mogą znaleźć się na jej drodze.
- Zawsze można sprawić, że ci oporni stracą swój upór. Tłuszcza przypomina dwa psy rozdzielone płotem. Warczą i ujadają, a gdy zabierzesz płot… Obojętnieją. - Snuje robiąc dwa kroki w bok. Ruch pomaga ukierunkować myśli, błądzące w różne strony. - Przeanalizowanie problemu teraz, przez odpowiednie aspekty może w późniejszym czasie okazać się właśnie takim zabraniem płotu. - Dodaje. Wzrusza przy tym ramieniem, jakoby temat nie był istotny… Ona jednak wie, że prawda jest zgoła inna. Pozwala jednak aby ta myśl powoli wsiąkła w Roberta. Zakorzeniła się jego świadomości by powrócić w odpowiednim momencie.
Różnił ich sposób myślenia. W czasie gdy myśli Roberta są uporządkowane, nastawione na działanie krok po kroku myśli Very przypominają chaotyczną składnię, pozornie ze sobą nie połączoną. On spogląda na kolejny krok, ona analizuje przedsięwzięcie jako całość, spójność która z pewnością się dopełni.
Słowa mężczyzny sprawiają, że Vera powraca do stolika. Zasiada przy nim, po czym bez słowa, niespiesznie upija łyk wina z kieliszka. Przez chwilę przygląda się jego prostej, niemal surowej formie po czym sięga do niewielkiej torebeczki, jaką ma przy sobie. Wyjmuje z niej kawałek pozornie zwyczajnego pergaminu i pióro. Powoli, zgrabnym i kształtnym pismem spisuje kilka słów nim jednak skończy słowa zaczynają znikać, pozostawiając karpteluszek pustym i zupełnie nieużytecznym. Zakłada, że Robert doskonale pamięta jak sprawić, aby spisane słowa ponownie ukazały się jego oczom.
Dopija wino, wszak szkoda byłoby zmarnować tak dobry rocznik, po czym wraca do Roberta. Patrzy mu w oczy. W zasadzie nie jest pewna czemu lokuje w nich wzrok. Lubi patrzeć ludziom w oczy, zawsze ma wrażenie, iż wywołuje to te emocje, które pozostają ukryte… I które nie raz zdradzają właściciela luster do duszy. Przy pomocy magii odcina maluteńki kosmyk swoich włosów, cały czas obserwując jego twarz. Uśmiecha się przy tym delikatnie, bo coś w tej całej konspiracji zaczyna ją odrobinę bawić.
A może to pierwsza oznaka stresu?
- Wyślij sowę pod ten adres. - Mówi, gdy wręcza mężczyźnie kawałek pergaminu wraz z kilkoma swoimi włosami. Przezornie, pewna iż podobne przesyłki będą się powtarzać. Ich palce stykają się ze sobą na krótką chwilę, a Vera pozwala sobie przedłużyć tę chwilę aż do trzech uderzeń serca - w ramach specyficznego pożegnania. - Do jutra, Robercie. - Dodaje jeszcze, po czym zwyczajnie wychodzi z mieszkania.
Ciekawa tego, co wydarzy się kolejnego dnia.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#17
01.06.2024, 16:20  ✶  

Owszem. Czasem warto było podejmować działania z odpowiednim wyprzedzeniem. Takie podejście wiązało się z pewnymi korzyściami. Znacząco ułatwiało wykonywanie kolejnych kroków. Realizacje poszczególnych zadań. Zarazem jednak Robert był przekonany, że na tym etapie nie powinni jeszcze zaprzątać sobie tymi kwestiami głowy. Mieli na wszystko wystarczająco dużo czasu. Nie musieli łapać kilku srok za ogon. Dzielić swojego czasu oraz sił pomiędzy sprawy mniejszej i większej wagi. Zarazem jednak nie próbował tego Verze wyjaśniać. Dla niej wszystko stanie się bowiem jasne dopiero za kilkanaście godzin. Kiedy zobaczy to na własne oczy. Zapozna się ze wszystkim tym, o czym teraz mówić jej nie tylko nie powinien, ale też nie zamierzał. Koniec końców ograniczył się więc jedynie do kiwnięcia głową. Do niemej reakcji na wypowiedziane przez Verę słowa. Dał jej tym samym znać, że wszystko do niego dotarło. Słyszał. Rozumiał. Przyjął. Zwyczajnie tego wątku nie podejmował. Nie zagłębiał się w to bardziej.

Obserwuje ją, kiedy wraca do stolika. Upija kolejny łyk wina. Sięga do swojej torebki. Sam zarazem nie wraca na swoje wcześniejsze miejsce. Pozostaje przez cały czas w tym samym. Nie podejmuje kolejnych działań. Po prostu się jej przygląda i czeka na ciąg dalszy. Na wszystko to, co powinno dopiero nastąpić. Na jej odpowiedź. Reakcje. Może na protest wywołany brakiem zaufania? Bo przecież właśnie tego wymagał, kiedy zwrócił się ze swoja prośbą. Wyjaśnił własne potrzeby.

Być może nieco nagiął przy tym prawdę.

Wreszcie przyjmuje kartkę, a wraz z nią kilka ciemnych włosów. Przez chwilę na nie spogląda, po czym starannie składa kartkę na pół, następnie na cztery. Zabezpiecza tym samym otrzymane włosy. Mógłby jeszcze posłużyć się materiałową chusteczką, tą która znajduje się w kieszeni, ale uznaje, że nie jest to w żadnym razie konieczne. We własnym mieszkaniu zadba o właściwy sposób przechowywania. O lepsze do tego warunki.

Umieszcza wszystko w kieszeni, przenosząc zarazem spojrzenie na Verę. Pozwalając na to, żeby nawiązać kontakt wzrokowy. Jeszcze jeden raz. Ostatni tego dnia? Być może. Jego spojrzenie, tradycyjnie już, nie mówi przy tym wiele. Nie można jednak uznać, iż dzięki temu nie budzi ono obaw. Budzi ich mniej? Robert jest bowiem w tym wszystkim nazbyt zdystansowany. Za bardzo stara się wszystko kontrolować.

- Jutro wszystko dostaniesz. Do zobaczenia, Vero.

Nie cofa ręki, kiedy kobieta przedłuża ten chwilowy kontakt. Pozwala na to. Na te specyficzne pożegnanie? Zarazem nie wykonuje ze swojej strony żadnego ruchu, który mógłby przekazać cokolwiek więcej. Czeka aż wszystko dobiegnie końca. Aż obydwoje będą mogli opuścić wreszcie to mieszkanie.

Zanim jednak sam również może zniknąć za drzwiami, upewnia się, że po tej wizycie nie pozostało nic, co zostać na widoku nie powinno. Pozwala sobie wszystko uporządkować. Posprzątać. Umyć lampki. Pozbyć się butelki. Zostawia mieszkanie dokładnie w takim stanie, w jakim je zastał.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (4604), Vera Travers (4072)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa