• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (II)

[10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (II)
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#41
08.07.2024, 19:57  ✶  
Adria - pomyślałem z lubością. Nadała sens mojemu nieżyciu. Już nie musiałem plątać się zagubiony, obijać o ściany ciemności. Miałem swoją Panią, która prowadziła mnie przez mrok ku światłu. Oświetlała mi drogę i wiedziałem, co powinienem uczynić. Nie musiałem pytać, nie musiałem błagać. Wskazała mi tę drogę. To była osoba, za którą warto było walczyć, zrobić wszystko, byleby mogła zatriumfować. I miała na imię Adria. Piękne imię.
I z żalem w sercu musiałem przyznać, że nieswojo było mi płynąć tak na Geraldine celem zneutralizowania jej, a najlepiej to zabicia. Coś mi szeptało z tyłu głowy, że tak nie powinno być, że to nie było na miejscu. Jakiś wstrętny, pełen mamidła głosik, który nie dawał mi spokoju. Brzęczał uciążliwie, echem wyciszonym. Trwał tam w mojej głowie, nie dając mi permanentnego spokoju. Próbowałem go zdławić, ale wciąż tam był, wciąż walczył o swoje, kiedy było mi tak lekko, tak dobrze. Mogło być mi jeszcze lepie, bo wypełniała mnie przecież bezwarunkowa miłość do Adrii.
Wkurzyłem się. To wszystko wina Geraldine. Płynąłem w jej kierunku, więc widziałem, co zrobiła z tamtym trytonem. Z różdżką w dłoni była niebezpiecznym przeciwnikiem. Może nawet to ona mieszała w mojej głowie, nie pozwalając mi spokojnie spełniać własnego świętego obowiązku? Wkurzyłem się niemożebnie. Zamierzałem ją złapać, zamierzałem rozszarpać, by jej dłonie nie poczyniły już krzywdy Adrii ani nikomu z jej gwardii. Nie zrobi już nic więcej, w żaden sposób nie zaszkodzi już Adrii. Ja o to zadbam. Zadbam porządnie.
Byłem w pełni świadom, że nie powinna była tego robić. Cios zadany w poplecznika Adrii był niczym cios w samą Adrię, we mnie. Może gdyby tego nie zrobiła... Może wtedy zostałaby oszczędzona...? Tylko czemu niby miałoby mi na niej zależeć, skoro liczyła się tylko Adria...?

Rzucam na zauroczonko, żeby się uwolnić spod czaru mazi x2
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#42
08.07.2024, 20:12  ✶  

Odetchnęła z ulgą, kiedy jej zaklęcie trafiło w płynącego w jej stronę trytona. Odcięła mu łeb, całkiem zgrabnie najwyraźniej jej zła passa się skończyła, a przynajmniej tak się jej wydawało. Głowa potoczyła się na ziemię nie był już zagrożeniem, ani dla niej, ani dla reszty. Jeden z wrogów pokonany, oby tak dalej. Czuła, że musi eliminować kolejne ogniwa, chociaż wydawało jej się, że najlepiej będzie skupić się na Adrii. W końcu to ona była łowczynią, przygotowywała się od dziecka do tego, aby radzić sobie z potworami, a trytony przecież były jednymi z bestii. Musiała o tym pamiętać, musiała skupić się na swoim celu. łatwiej jej było to zrobić, kiedy wiedziała, że osoby na której jej zależy są bezpieczne.

Esmé znajdował się obok niej, wręczył Gerry jej sztylet. Przeniosła spojrzenie na Astarotha, bo musiała mieć pewność, że i jemu nic się nie stało. Zmierzał w jej kierunku, wydawało się, że wszystko z nim w porządku. Gdyby tylko wiedziała, że planuje ją ugryźć... na całe szczęście nie zdawała sobie z tego sprawy. Czuła względny spokój, zważając na to, co działo się wokół niej.

Nie przywiązywała uwagi do reszty osób, które się tutaj znalazły. Wierzyła w to, że poradzą sobie z tymi pojedynczymi trytonami, że jakoś dadzą radę wyjść stąd cało, wszyscy. Naprawdę nie zakładała, że może być inaczej.

Spojrzała na sztylet w swojej prawej dłoni. Znajdowała się zbyt daleko od trytonki, aby próbować do niej podpłynąć i zaatakować ją w ten sposób. Musiała podejść do tematu inaczej, najprościej było chyba skorzystać se sprawdzonej już przed chwilą metody. Skoro ten sposób zadziałał na tego który próbował ją zaatakować, to dlaczego nie miałby również zadziałać na Adrię. Ojciec zawsze powtarzał jej, że najprościej zabija się potwory ucinając im łeb.

Nie zastanawiała się zbyt długo, nie było na to czasu, za wiele się działo. Machnęła różdżką, mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało za zadanie stworzyć siłę, która oderwie Adrii ten głupi łeb.


Rzut Z 1d100 - 95
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...

Kształtowanie
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#43
08.07.2024, 23:41  ✶  

Albo miała wyjątkowego pecha, albo magia tutaj szwankowała, albo Adria była naprawdę potężna. Victoria zdawała sobie doskonale sprawę ze swoich umiejętności tak w zaklęciach kształtowania, jak i rozpraszaniu, może nie była niepokonanym mistrzem, ale poświęciła na to ogrom swojego czasu i żeby jej tarcze pękły ot tak… Była tak słaba? Tak bezużyteczna? Na pewno nie zamierzała poddać się bez walki, a już zwłaszcza, gdy na szali stało życie tak bliskiej jej osoby jak Laurenta. Zresztą nie tylko o jego życie się martwiła, choć nie dało się ukryć, że o nie najbardziej, ale był tu też Perseus, za którego czuła się odpowiedzialna, czy choćby reszta z tych ludzi. Oni nie byli tu wysłani z ramienia Ministerstwa, nie byli tu oficjalnie – a ona tak. I pozwolić im tutaj umrzeć? Nie ma mowy. A jednak pomimo całego treningu, lat ćwiczeń i doprowadzania pewnych rzeczy do perfekcji – jej tarcza pękła jak bańka mydlana i mogła tylko patrzeć, jak trytonka pochwyca Laurenta i wciska jego słodki, biały pyszczek do kotła.

Victorię to zmroziło i było pewne jak to, że woda jest mokra, że rzuciłaby się na Adrię, wywaliłaby na nią cały arsenał czarów za to, że ośmieliła się tyknąć jej Laurena, gdyby tryton nie zagrodził jej drogi.

– Spierdalaj – warknęła, machając różdżką niemalże na odlew, próbując wytworzyć falę uderzeniową, by go od siebie odrzucić, nie zważając zanadto na to, że mogłoby to go zranić. Nie miała czasu na zabawę z nim, nie kiedy Laurent…

Kiedy Laurent tak po prostu rzucił się na Perseusa.

Jakiekolwiek były to czary – Victoria znała tylko jeden sposób na to, by wyrwać kogoś spod uroku, zauroczenia: rozproszyć to. I to też właśnie zamierzała zrobić, próbowała rozproszyć magię, jaką Adria (bo to musiała być Adria) wpływała na umysły. Nie miała czasu przyglądać się zbyt dobrze temu, jak radzi sobie reszta, ale jednego nienawidziła najbardziej: gdy ktoś zmuszał innych do robienia czegoś wbrew ich woli. Właśnie dlatego nauczyła się oklumecji i dlatego uważała, ze własny umysł to świętość.


Kształtowanie – fala uderzeniowa
Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...

Rozpraszanie
Rzut PO 1d100 - 60
Sukces!
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#44
09.07.2024, 11:12  ✶  
Oczywiście, że Laurent go nie posłuchał. W tej kwestii byli niesamowicie do siebie podobni - obaj ryzykowali własne życia w imię... czego, właściwie? Postąpienia słusznie? Świadomości, że zrobiło się coś dobrego? Poczucia bycia potrzebnym? To nie prowadziło do niczego dobrego. Cierń irytacji wbił się w jego psyche; nic chyba bardziej nie mierziło niż własne cechy widziane w innych ludziach. Zwłaszcza, jeśli zauważało się, jak nierozsądne było własne zachowanie.
— Ma złą aurę — szepnął jeszcze raz błagalnie, mając nadzieję, że to zmusi Laurenta do refleksji. Ale tak się nie stało - a nawet jeśli, to żaden z nich nie miał szans na reakcję, kiedy Adria chwyciła biedną fokę i zanurzyła jej głowę w kotle. To wywołało w nim prawdziwy gniew; zacisnął mocniej palce na różdżce i ponowny raz użył nekromancji. Nie obchodziło go, że sprawi jej tym ból - on chciał sprawić jej ból za to, że ośmieliła się położyć swoje oślizgłe łapy na jego... kim? Znajomym? Przyjacielu? Obiekcie westchnień? Na pewno kimś bardzo ważnym dla Perseusa.
Kiedy Laurent uniósł się znad kotła jego ciało rozluźniło się w uldze, że nic mu się nie stało, że zawartość naczynia nie poparzyła selkie lub nie skrzywdziła jej w inny sposób. Prędko jednak przekonał się, że był w błędzie - fizycznie może i Prewettowi nic nie dolegało, ale nienawiść w jego oczach przeraziła nawet jego, magipsychiatrę. Z ust wyrwało się westchnienie bólu, kiedy Laurent go ugryzł. W pierwszym odruchu chciał wyszarpać rękę z uścisku foczych szczęk, ale w porę się opanował. Zdawał sobie sprawę z tego, że w ten sposób może tylko sobie zaszkodzić i rozszarpać rany. Po drugie - jego czarna jak noc krew miała właściwości halucynogenne i mogła na moment odwrócić uwagę Prewetta od prób ataku.
Na tym, co działo się wokół nie skupiał szczególnej uwagi. Nie z powodu ignorancji, ale chaosu, z którego nie był w stanie niczego wywnioskować. Poza tym miał swoje małe zmartwienie, wbijające ostre zęby w jego rękę. Słyszał za sobą jakiś ruch i przeklinającą Victorię (gdyby nie okoliczności, być może by się uśmiechnął) i miał głęboką nadzieję, że radzi sobie świetnie. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po pozostałych, a upewniwszy się, że nadal żyją, znów skierował się w stronę Laurenta.
Przełknij ślinę, połknij krew, którą masz w ustach. Będzie przyjemnie, zobaczysz, myślał ze smutkiem. Po przecież oprócz wywoływania halucynacji, krew Blacków miała inną cechę - była trująca. Miał jednak nadzieję, że taka ilość mu nie zaszkodzi...

Rzucam na nekromancję - kolejny raz Exumei - żeby osłabić Adrię
Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#45
10.07.2024, 04:25  ✶  

Niewiele widoków potrafiło sprawić, że Esmé zamierał. I jeszcze rzadziej zdarzało mu się zaniemówić. Jedynie rozchylił usta i uniósł wysoko brwi, wpatrując się w opadające ciało trytona. Pierwszy raz widział tak makabryczną scenę i to dekapitacji, ale... to przecież potwory, prawda? Nie poczuł żalu, smutku, ani nawet zwykłego głosu rozsądku, że nie powinien się cieszyć. Bo cieszył się, odczuwał satysfakcję tak z tego, że tryton nie żyje i nie sprawia zagrożenia, jak i z niezawodności Geraldine. Udowadniała swoje umiejętności za każdym razem, gdy było to istotne. W momentach, które najbardziej się liczyły.

Te kilka momentów i szczypta magii Windermere sprawiało, że Esmé nawet w tak niebezpiecznej sytuacji nie potrafił już czuć zagrożenia. Nie można było też zapomnieć o czystej adrenalinie, której porządnie zasmakował, gdy znajdował się w objęciach Adrii. Wystarczyło nie pozwolić, by Ger cokolwiek się stało, wspierać ją najlepiej jak potrafił, a nie było rzeczy niemożliwych. No, a przynajmniej tak mu się wydawało tutaj, w tym niezwykłym miejscu, w którym mógł na nowo posmakować emocji. Nawet jeżeli wzbogaconych nutą kłamstwa.

Nie był to moment na podziwianie zjawiska śmierci, bo sytuacja wokół poprawiła się jedynie w stopniu nieznacznym. Adria wciąż żyła, a zatem nie mogli odetchnąć z ulgą. I to na niej skupił się kaletnik, korzystając z transmutacji. Może nie miał w planach ratować Laurenta zaklęciem więzów, ale był to mile widziany skutek uboczny, wesoły przypadek, który będzie mógł mu wypomnieć kiedyś. Nawet jeżeli jego głowa i tak została zanurzona w brei. Ale... żeby szantażować Prewetta najpierw trzeba było rozgryźć tę nadzwyczaj trudną zagadkę - że był aktualnie foką. To oświecenie przyszło później.

Oddał sztylet Geraldine, chociaż aktualnie radziła sobie doskonale z wykorzystaniem magii i korzystanie z tak krótkiej broni wydawało się niezbyt sensowne. Mimo wszystko wolał, aby była uzbrojona w sztylet - tak w razie czego. W rękach rzemieślnika był loterią - albo zrobi krzywdę sobie, albo komuś.

- Będę Cię osłaniał. - odezwał się, nie wiedząc zupełnie czy go słyszy. Chciał jednak to powiedzieć, bo taka okazja mogła drugi raz mu się nie zdarzyć. Tak, wciąż się bawił. Wciąż tak, jak mówił Victorii. I tak, był idiotą, bo pewnie doskonale bawiłby się i bez mącenia mu w głowie i sercu. Tak czy inaczej, rzucił krótkie spojrzenie Geraldine, uśmiechając się do niej mimowolnie, czując... zwyczajną dumę z niej. Zaraz jednak przeszedł do swojego zadania - osłaniania. Ger mogła się skupić na Adrii, a on zamierzał powstrzymać każdego, kto próbowałby powstrzymać łowczynię. Dał sobie chwilę na rozeznanie się w sytuacji, na sprawdzenie kto w jakim był stanie i co się działo wokół nich. Dopiero wtedy, martwiąc się o brakującego Laurenta, zdał sobie sprawę, że wcale go nie brakuje - i wtedy znów przeniósł wzrok na fokę, zauważając jak wgryza się Perseusowi w rękę. Czy to na pewno był Laurent? Nie wierzył, że Prewett byłby w stanie zaatakować Blacka - zresztą chyba z nim tutaj przypłynął. Może to była tamta foka z wyspy? Nie wyglądała podobnie. Chyba. Nie był ekspertem, ani nie miał doskonałej pamięci.

Brat Geraldine wydawało się, że doszedł do siebie, chociaż jego spojrzenie było dziwnie utkwione w Geraldine. Intensywnie. Nagle ruszył w jej kierunku, a czysty sceptycyzm podpowiadał Esmé, że coś jest nie tak. Że brat-wampir próbuje zaatakować własną siostrę. Może... może tak, jak Laurent atakował Perseusa? Z tych samych powodów? Z powodów... brei? Obydwaj mieli głowy zanurzone w garnku i nic ich nie chroniło przed dziwaczną mazią. Żadna bańka.

- Radzę to przemyśleć, wampirze. - odezwał się do niego, a tak naprawdę bardziej do siebie, licząc na to, że brat Gerry ocknie się nagle. A najbardziej liczył na to, że w ogóle źle zrozumiał całą sytuację. Wolał jednak być gotowy, bo przecież powiedział - będzie ją osłaniał. Uniósł różdżkę, celując nią, niestety, w swojego wybawcę. Bo gdyby nie on, to Adria rozszarpałaby kaletnika. Co planował? Planował zaklęcie transmutacji - stworzenie bańki, niezwykle ciężkiej do rozerwania od wewnątrz, a wewnątrz właśnie znajdować się miał wampir. Oczywiście tylko wtedy, gdy znalazłby się za blisko. Wolał odsunąć ten moment, upewniając się, że nie obezwładni brata łowczyni zupełnie omylnie.

Jeżeli tylko ocknął się i zaprzestał natarcia na Geraldine, to Esmé przeniósł swój wzrok na trytona, w którego ciskała zaklęciem Victoria, by zaraz po tym - gdyby ten nie został unicestwiony w ten lub inny sposób - schwytać go w bańkę identyczną, co we wcześniejszym planie - wytransmutowaną tak, by niełatwo było ją zniszczyć od wewnątrz.


Jeżeli Astraroth się nie zatrzymał (nie wiem jak to rozpatrzysz kiedy przechodzi mu efekt brei), to oba rzuty są na bańkę na niego. Jeżeli się zatrzymał, to oba są na trytona, którego odrzucała Victoria.
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#46
11.07.2024, 01:00  ✶  
Adria. Imię tańczyło na skraju świadomości Laurenta. Było miłe. Kojące. Jak można było nie dostrzegać, że Adria była dobrem? Samym dobrem. Musiał ją chronić. Musiał walczyć z całym złym światem, żeby tylko ją ochronić. Jeśli oznaczało to, że powinien zabić Perseusa, musiał zabić Perseusa.
Krew była ciepła, miała metaliczny posmak. Poczuł ją w momencie, kiedy wgryzał się w rękę Blacka – mocno i boleśnie. Niemal nie był w stanie usłyszeć własnych myśli, tych należących do prawdziwego Laurenta. A jednak gdzieś tam były, tkwiły na dnie, przypominając, że magipsychiatra może nie był sojusznikiem Adrii, ale pozostawał po jego stronie. Nawet tutaj, na dnie jeziora, był tylko dla niego.
Paniczny głosik w głowie Astarotha przybrał na sile, dusząc wszystkie inne myśli. Przypominało to gwałtowne wyrwanie się ze snu. Sekundę wcześniej jeszcze śnił, teraz się ocknął. Znowu był sobą a eliksir Adrii, stracił nad nim moc.
Nie zaatakował Geraldine, za to ta zaatakowała Adrię. Nie udało jej się co prawda urwać trytonce głowy, ale pozostawiłao głębokie rany na jej szyi i obojczyku. Wodna istota wydała z siebie serię pisków (może nawołujących, by inne trytony ruszyły jej na ratunek) a potem rzuciła się w stronę lowczyni potworów. Wtedy też, mniej więcej, została ponownie (i ponownie, mało chwalebnie bo od tyłu) zaatakowana przez Leartesa. Szpony trytona pogłębiły wcześniej zadaną ranę.
Adria słabła. Wokół niej unosiło się coraz więcej ciemnej od krwi wody. Ale nawet słabnąca, wciąż pozostawała silną przeciwniczką.
Tymczasem tryton, który zamierzał zaatakować Victorię najpierw został przez nią odepchnięty a potem owinięty bańką wyczarowaną przez Esme. Napierał na nią z całych sił, najwyraźniej chcąc ją zniszczyć. Z boku może nawet wyglądał śmiesznie, spacyfikowany bąblem.

Czas na odpis do 12.07, godz. 21.00

@Geraldine Yaxley @Astaroth Yaxley @Esmé Rowle @Laurent Prewett @Perseus Black @Victoria Lestrange

/Laurencie żeby wyrwać się spod wpływu kotła, musisz wyrzucić w tej turze przynajmniej 65 na rozproszenie. Oczywiście, nie musisz się próbować wyzwalać, możesz dalej atakować któregoś ze swoich towarzyszy lub skupić się na omamach, które zsyła krew Perseusa.
Geraldine, żeby uniknąć ataku Adrii, musisz wyrzucić więcej niż 78 na AF.
Zakładam, że w tej turze pokonacie już Adrię. Potem pozostanie wam zadecydowanie co, jako postacie, zrobicie fabularnie dalej i kończymy sesję,
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#47
11.07.2024, 12:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 13:16 przez Laurent Prewett.)  

To była miła odmiana - nie czuć strachu. Albo..? Strach o Adrię..? Bo czemu ją atakowali, skoro ona chciała zmienić coś na lepsze w tym świecie? Pasożytnictwo mugoli było historii powszechnie znane, po co więc powstrzymywać coś, co ma pomóc Matce utrzymać równowagę w naturze? Zastanawiałby się nad tymi pytaniami, gdyby tylko na to zastanowienie był czas w chaosie i pływającej tu krwi. Ludzie, których znał, na których mu zależało, o których się martwił i którym chciał pomóc stali się na moment wrogami. Dobrze wiedział, że Perseus w końcu zdradzi - i czy nie zrobił tego teraz? W najbardziej decydującym momencie - oto jak dowodził samemu sobie, że instynkt nie mógł go mylić, że dobrze czuł, że... a może jednak nie..? Zacisnął mocno szczęki na skórze, ostre jak brzytwy kły przecięły miękką tkankę. Polała się ta czarna, trująca krew. Jej przelanie zaspokoiło pierwszy głód. Albo cały głód..? Pełne determinacji i nienawiści ślepia pojaśniały, mięśnie rozluźniły. W zrozumieniu. Rozluźniły się też zaciśnięte szczęki, a w końcu puściły całkiem.

Był skonfundowany. Ciężar, jaki pojawił się zamiast słusznego gniewu wyśpiewanego głosem Adrii, powinien go pociągnąć na dno. Nadal pływał. Jednym susem przesunął się na bok, żeby nie przeszkadzać - zaklęcia świstały w powietrzu, krzyk połykane przez wodę i niesione nią w dal, krew - więcej krwi lejącej się z trytonich żył. Niektóre historie po prostu nie miały szczęśliwego zakończenia. Jednocześnie ci, co zwyciężyli, powiedzieliby, że było dobre. Że ta historia narodziła bohaterów. Nie zgodzić się? Bzdura. Bohaterskim czynem było stanięcie do walki z istotami, które pragnęły śmierci i nie widziały alternatywy. Ta walka tutaj była możliwa dzięki nim - dzięki zatrzymaniu reszty trytonów przez ich Króla. Tego prawdziwego, nie przez Adrię, która wściekle miotała się, a ból wykrzywiał jej twarz.

Laurent wściekle ocierał pysk z tej mazi, otarł się o jedną z kolumn, potrząsnął łbem. Fakt, że zaatakował Perseusa zmienić się nie chciał. Zmieniał się za to cały świat. Żal tkwił też w tym, że powracał strach. To ta maź mogła pchnąć go do ataku, ale to nie ona była odpowiedzialna za to, jak świat zwalniał w jego oczach. To ta krew. Trująca, narkotyzująca krew Blacków. Rzeczy stawały się tak karykaturalne, takie zniekształcone, światło przygasało i były tylko te dwie świeczki. Ostatnie świeczki, bo każdą inną gasiły krople spływające z czarnych piór. Kapała woda. W nieznośnym dźwięku kapała woda. A on bardzo nie chciał, żeby to światło zgasło. Zapalę ci dziesięć świec za każdą jedną. Ten gorący głos był tak wyraźny - i nie należał do Perseusa, chociaż to na niego teraz patrzył. Chociaż to były jego skrzydła. Albo i nie jego..? Było coś o wiele bliższego i bardziej znajomego w mężczyźnie, na którego patrzył... Potrząsnął znów łbem, z jednej strony mając ochotę schować się w jakimś kącie, z drugiej nie chcąc się za bardzo ruszać z miejsca, oddalać, znikać z pola widzenia Perseusowi czy Victorii, których ponownie by zmartwił. A skryć się w tych słonecznikach rosnących pod nimi byłoby bardzo miłe - no oczywiście! Czemu wcześniej nie pomyślał, że słoneczniki mogłyby rosnąć pod wodą..! Błysnął nieco przyćmionymi ślepiami w kierunku Esme i Astarotha, potem na Victorię i Geraldine. Woda przesuwała w swoich ruchach jego ciało na boki, bo nie walczył z jej falami. W końcu zmusił się do ruchu, chociaż jego ciało było jak z ołowiu, a woda taka dziwna - stawiająca nieludzki opór. Popłynął w kierunku Victorii - chciał się po prostu schować za jej plecami, ale wyliczenie odległości w tym stanie okazało się również problematyczne - płynął wolno, a i tak pacnął łbem w jej plecy.


Rozproszenie 2*
Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 96
Sukces!


edycja za zgodą MG


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#48
11.07.2024, 19:40  ✶  

Esmé domyślił się, że jej brat jest wampirem. Cóż, będzie musiała mu to później wyjaśnić, teraz nie było na to czasu, nie opowiadała mu zbyt wiele o swoich problemach, a jednak brat-wampir trochę nie pasował do łowczej rodziny, mógł wzbudzać kontrowersje, więc wolałaby się upewnić, że wie co się z nim stało. Zresztą zazwyczaj się tak nie zachowywał, nie atakował rodziny, czy przyjaciół, tutaj musiało się wydarzyć coś przez tę trytonkę. Była tego pewna. Najwyraźniej potrafiła omamić każdego.

- Co za kurwisko. - Powiedziała Geraldine kiedy nie udało jej się oderwać Adrii głowy, może i zaklęcie ją trafiło jednak nie zadziałało dokładnie tak jak chciała. Była zła, okropnie wkurwiona na tę rybę, przez którą działo się to całe zamieszanie. Nie sądziła, że tak trudno się będzie jej pozbyć.

Panna Yaxley jednak nie miała w zwyczaju się poddawać, nigdy. Zacisnęła zęby, może powinna to jednak zrobić najprostszym na świecie sposobem, tak jak Merlin przykazał. Magią jej się nie udało jej załatwić, to może uda się przy pomocy siły i jej pięknego, srebrnego błyszczącego sztyletu.

Nie obawiała się tego, że może ją skrzywdzić, zbyt wiele osób było w niebezpieczeństwie, aby przejmowała się tym, że może jej się stać krzywda. Nie należała do szczególnie rozsądnych osób, szczególnie w sytuacji zagrożenia.

- Jebać to. - Rzuciła w eter. Zacisnęła mocniej sztylet w lewej dłoni, najpierw jednak spróbowała się uchronić przed atakiem trytonki, a później odwdzięczyć jej się tym samym - chciała wbić jej sztylet w łeb.



Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!
AF - UNIK
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
AF - dźgnięcie Adrii sztyletem w łeb
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#49
11.07.2024, 22:19  ✶  

Cokolwiek się działo – jej rozproszenie ewidentnie nie podziałało. Udało jej się za to odrzucić od siebie trytona, który rzucił się na nią, zabierając ten cenny czas, odgradzając od reszty ludzi, zwłaszcza tych, których chciała chronić. Tryton został odepchnięty, lecz nim zdążył na nią natrzeć ponownie, pochwyciła go jakaś bańka… powietrza? Czegoś? Cokolwiek się działo – ewidentnie nie mógł się ruszyć, mój jedynie napierać na ścianki bańki, jak takie dziecko, które nie potrafi się za dobrze poruszać, unieszkodliwiony przynajmniej na jakiś czas. Dopiero teraz się rozejrzała nieco uważniej; Geraldine i Laertes atakowali Adrię z dwóch stron, Astaroth… chyba się aktualnie nie ruszał. Co się działo? Nie miała czasu tego analizować. Zrozumiała za to, że to Esme postanowił jej pomóc i zaatakował „jej” trytona od drugiej strony. Kiwnęła do niego głową. Tylko czemu jej rozproszenie nie zadziałało…?

Skoro jednak nie działało, to pozostało jedno – unieszkodliwić osobę, która wpływała na umysł Laurenta. Adria, atakowana z dwóch stron, nadal się trzymała, była znacznie twardszą przeciwniczką. Victoria jednak nie zamierzała do niej podpływać, o nie. Kątem oka widziała opadający na dno kadłub jednego z trytonów, którego pozbawiono głowy… Ona sama nie zamierzała tego robić – to nie były żywe trupy, które można było pozbawić nie-życia bez konsekwencji, to nadal była żywa istota, która czuła, choć była… przeżarta złem? Nie wiedziała tego. Nie zamierzała za to mieć jej życia na koncie. Jak dla niej, Ulth i jego ziomkowie mogli sobie ją sami osądzić i zrobić to, co uważają za słuszne, choć pewnie to Geraldine ją wykończy, albo drugi z łowców. Dlatego nie ruszając się zbytnio z miejsca, korzystając z okazji, że atakujący ją tryton był unieruchomiony, spróbowała wyczarować ciasno oplatające się więzy na ciele Adrii, tak, by ta nie mogła się ruszać, wykonywać ataków, ani próbować się wyrwać. To powinno przesądzić o sytuacji.

Widziała też, że Laurent wgryzał się ciągle w rękę Perseusa i nie mogła nic na to poradzić, szybko jednak puścił, a później swoimi łapkami smagał się po pyszczku, miotał się, zatoczył koło, a potem… Potem po prostu podpłynął do niej i schował się za jej plecami. Nie zaatakował jej, po prostu skrył się, najpewniej szukając oparcia i bezpieczeństwa. Chciała go pocieszyć i było jej go szkoda, nie był przecież przyzwyczajony do walki ani tym bardziej takich widoków, przecież woda była brudna od krwi, której Laurent tak bardzo nie lubił…

– Będzie dobrze – powiedziała tylko, bo na więcej w tej chwili nie było miejsca.


Kształtowanie
Rzut PO 1d100 - 42
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 53
Sukces!
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#50
12.07.2024, 00:04  ✶  
Pod wpływem ugryzienia Laurenta wypuścił różdżkę z dłoni, lecz prędko złapał ją drugą, nim ta zdążyła opaść na wapienną podłogę - nie było to jednak zasługą refleksu, lecz zwykłej fizyki, przez którą różana witka nie od razu znalazła się pod jego stopami. Zacisnął zęby, starając się nie wydać z siebie ani jednego dźwięku, choć jego twarz przybrała zbolały wyraz, a sam zaczął oddychać szybko, przez usta. Wreszcie ucisk ustał, a selkie się od niego odsunął. W pierwszym odruchu chciał go zatrzymać przy sobie, ale widząc, jak desperacko się miota, próbując pozbyć się jego własnej krwi ze swojego pyszczka. Nie wiedział też, jakich halucynacji teraz doświadcza - co jeśli nadal widzi go jako wroga? Ulżyło mu jednak, kiedy znalazł się tuż za Victorią; sam podpłynął bliżej niego, osłaniając go od tyłu.
Nie pozwolę cię skrzywdzić, pomyślał i dodał prędko: bardziej, niż skrzywdziłem cię teraz. Zastanawiał się, jak długo utrzymają się omamy i jakie nieprzyjemne skutki zacznie w związku z tym odczuwać. Ból żołądka? Nudności? Oby nic poważnego, nie przeżyłby tego.
Rzucił w Adrię kolejnym zaklęciem, tym razem starając się sprowadzić na jej umysł spokój, ale czarował lewą ręką, zamiast swoją dominującą, dlatego nie był w stanie powiedzieć, czy inkantacja zadziała. Poza tym - wstyd było to przyznać z racji pełnionego zawodu - nieszczególnie dobrze radził sobie z urokami... W swojej pracy zdecydowanie wolał eliksiry i rozmowę.

Rzucam na zauroczenie, próbuję sprawić, żeby Adria się uspokoiła
Rzut O 1d100 - 64
Sukces!

Rzut O 1d100 - 69
Sukces!


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (2411), Esmé Rowle (9181), Geraldine Greengrass-Yaxley (5212), Laurent Prewett (1852), Norvel Twonk (5469), Perseus Black (1491), Victoria Lestrange (1711)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa