Lorien także przyznała rację, że nie mogą okłamywać Roberta o obecności Sophie na tym wydarzeniu hazardowym. Richard pozwolił szwagierce wyjaśnić bratanicy także ze swojego punktu widzenia. A że udający swojego brata Mulciber, nie znał się za bardzo na modzie babskiej, po prostu powiedział to co widział, i to, co kobiety lubią najbardziej słyszeć z ust mężczyzn – że ładnie, ślicznie wygląda.
I oczywiście, Richard musiał dostać uwagę słuszną, jakby Lorien poznała dobrze Sophie, że ta dziewczynka nie umie chodzić w szpilkach. Nie miał pojęcia, od której strony to jest prosta rzecz do opanowania, ale nie dodawał w tym temacie nic od siebie.
Ich rodzinne pogaduszki przerwało pojawienie się Alexandra, który tradycyjnie olewał jego obecność. Inaczej mówiąc, ignorował? Widać było, że miał ze sobą spore problemy. Choć przywitał się gestem, to w rozmowie uwagę skupiał na jego szwagierce i bratanicy.
Lorien poradziła sobie z jego kuzynem, aż chciało się uśmiechnął na widok jego reakcji. Nie uniżył się. A szkoda. Bo faktycznie, plotek na jego temat społeczność czarodziejska miała znacznie mało.
Alexander próbował nawiązać rozmowę z Sophie. Pytania o podróże, jakie zadał, dały Richardowi przebłyski z przeszłości. "Chyba mam jakieś deja-vu…" – pomyślał, gdyż kilkanaście lat temu, słyszał podobny tekst, skierowany do jego synów. I to nie był Alexander, ale Anthony. Skąd nagłe u Alexandra zainteresowanie Sophie? Chciał zrobić na niej dobre wujkowe wrażenie?
Usłyszawszy po chwili znajomy głos młodego chłopaka, zwracającego się do Lorien i do jego osoby, Richard spojrzał na Matthiasa. Zmarszczył brwi, uważniej mu się przyglądając. Nie miał do niego zaufania. Już po tym, jak zostawił Sophie samą sobie przy stole ruletkowym. Lorien nie miała nic przeciwko temu, aby chłopak zabrał wiewióreczkę. Jeżeli Sophie szukała zgody u Richarda, dostała ją przez skinienie głowy. Niech się bawi, ale też niech uważa. To nie był bal szkolny. Niech pamięta, co jej Lorien mówiła o tym miejscu.
Wracając do naszego drogiego kuzyna Alexandra, któremu Richard chciał udzielić odpowiedzi na pytania, uwagę musiał skierować w stronę Agnes. Kobieta pojawiła się w końcu alarmując uderzeniem w kieliszek, że ma go ogłoszenia komunikat.
Richard, jako oklumenta, nie był podatny na działanie willi, ale jeżeli jej urok, zdolność rodowa w jakiś sposób naruszyła jego barierę ochronną umysłu, mógł to poczuć. Zmarszczył brwi, dyskretnie obserwując każdego. Zachował w tym przypadku większą czujność. Słuchał jednak tego, co miała do przekazania gospodyni wieczoru.
Kiedy spojrzenie szanownej Agnes, spoczęło na ich stoliku, Richard trochę się zaniepokoił. Kobieta mówiła dalej, wspominając o chłopaku, ale że to mężczyzna, nieśmiały… Richard powiódł wzrokiem na Alexandra, z trudem powstrzymując uśmiech. Z osób przy ich stole, tylko on był tutaj pasujący do ich opisu jako "chłopiec", gdyż Matthiasa, Agnes by najpewniej inaczej prezentowała. Pamiętał co o nim mówiła przy stole ruletkowym.
Zacisnął dłoń w pięść i przyłożył do ust udając odkaszlnięcie, aby nie zaśmiać się. Ignorował go, to teraz ma własną publiczną uwagę. Oni go widzą.
- Kuzynie, nie wstydź się. Może potrzebujesz dopingu wsparcia?
Zwrócił się do Alexandra, uprzejmie uśmiechając, porozumiewawczo spoglądając, że przecież spełnił jego prośbę. Jako Robert Mulciber.
Wtedy Richard udając brata zaczął. Podobnie jak to mogło mieć miejsce na widowisku randkowym, dla pamiętliwych.
- Alex! Alex! Alex...!
Licząc, albo i nie, że ktokolwiek do niego dołączy, albo kuzyn zechce w końcu podnieść swoje cztery litery z krzesła i przestać się ukrywać. Trzeba było z nim rozmawiać, a nie ignorować.