Później kieruję się do stolika z alkoholem.
- Wiedząc, że byłaś z nami, może nie będzie zły.
Uspokoił Sophie. Obojętnie w jaki sposób Robert zostanie powiadomiony o obecności córki na tym wieczorku, reakcja będzie albo przewidywalna, albo i nie. A ostatnio jego zachowania i działania w miejscach publicznych bywały – nieprzewidywalne.
"Ojcowie mają słabość do swoich pierworodnych córek, wiem co mówię." – kiedy usłyszał te słowa, spojrzał na Lorien jakby się zastanawiał, co jej dodali do tego wina. Nie skomentował tego, uznając, że może najpewniej w tym miejscu, publicznym, chciała po prostu pocieszyć Wiewióreczkę Roberta. Choć Richard sam także miał córkę, to nie czuł w sobie czegoś w rodzaju słabości. A może po prostu nie zrozumiał, co Lorien miała na myśli?
Trzeba jedno przyznać Sophie, że umiała odpowiedzieć Alexandrowi odnoście zwiedzania świata, wycieczce do Francji. Aż Richardowi kącik ust uniósł się ku górze, gdy tak słuchał ich wymiany zdań. Przenosząc wzrok na Lorien, wydawało mu się, że widział cień zazdrości? Jeśli tak, to dobrze. Niech poczuje zazdrość, tak jak on musi znosić jej obecność przy Robercie.
Matthias, który przyszedł po Sophie, nie wzbudził widocznie pozytywnego nastawienia u Alexandra. Richard dostrzegł to, choćby nawet w słowach. "Czyżby coś zobaczył?" – zastanawiał się. Jemu ciągle coś przeszkadza skupić się na swoim prześwietleniu chłopaka.
”Trzymasz w rękach skarb Mulciberów." padło z ust Alexandra. Słowo skarb, miało tutaj widocznie dużą wartość, odnoszącą się do osób. Skoro Matthias był skarbem Agnes. Sophie mogła być skarbem Roberta. A skoro kuzyn uraczył młodzieńca Delacour tymi słowami, Richard jedynie spojrzeniem podtrzymał jego słowa, dając po chwili zgodę Sophie, aby mogła iść ze swoim towarzyszem.
W tym czasie Lorien postanowiła również ewakuować się do innego towarzystwa. Nie zatrzymywał jej, jeżeli miała taką potrzebę. Jedynie odprowadził ją wzrokiem, aby wiedzieć, gdzie zmierza. Do jakiego konkretniej towarzystwa. Został sam przy stoliku z kuzynem, gdzie słowa nie zamienili, do czasu aż Agnes postanowiła uraczyć wszystkich swoją obecnością i przekazać coś ważnego.
Informacja na tyle ważna, że u niektórych wzbudziła zaskoczenie, tłumiony śmiech, a nawet kierunek prosty w objęcia śmierci. Zadziałał także jej urok willi, który na oklumentów nie działał. I choć na niego nie działał, to mógł udawać, że się temu poddał. Specjalnie dołączył do oklasków i jeszcze zachęcał kuzyna do wystąpienia. Jego durnowaty pomysł został zrealizowany przez jego brata, na jego prośbę. Jak to jest być głową całej rodziny Mulciber? Dobrze?
Na polecenie Alexandra, aby się zamknął, przestał się już odzywać. Z oklaskami też powoli kończył, opuszczając ręce, chowając do kieszeni spodni. Rozejrzał się po pozostałych, rejestrując innych zachowania, różny odbiór informacji. Zabójcze spojrzenie Lorien, jakby chciała go zabić na miejscu. Sophie, która miała flashbacki randkowe. U jednej czarownicy wywołało nawet jakieś duszności. Akcja ratunkowa w tle. "Wspaniale Agnes. Podobno lubisz plotki." – pomyślał. Nie na długo mógł pozwolić sobie na obserwację otoczenia, kiedy Alexander wspomniał o Robercie. Musiał uwagę skierować na niego.
"Nie umiem przemawiać." – usłyszał od Alexandra, tłumaczącego się. Aż uniósł brew ku górze. Czas wreszcie nauczyć się, skoro jest ostatnim synem swojego ojca, głównej gałęzi rodziny Mulciber.
Na podziękowanie, skierowane w swoim kierunku, odebrał je za brata skinieniem głowy. Choć się młody starał, to jednak wypadł – no powiedzmy przeciętnie. Szacunek, że spróbował. Wyrobi sobie jeszcze mowę publiczną.
Przy słuchaniu Alexandra, Richard także zwracał uwagę na Agnes. Zachowanie, reakcję. Czarownica zabrała ponownie głos. Zmarszczył brwi słysząc o jej wsparciu w tej inicjatywie. Nie bardzo podobały mu się wymienione imiona znanych mu osób. Ale, czy to był jego problem? Francuska flądra, skarb Agnes z aurorem w pakiecie do wspierania tej fundacji. Nie będzie samotny.
Wywołana Camille Delacour, nie wyglądała co prawda na zachwyconą. Nie wiedziała o tym? Czy mu się po prostu zdawało? Richard dostrzegł jej reakcję, przenosząc na nią badawcze spojrzenie, kiedy się odezwała, przeprosiła i opuściła główną salę. Richard wrócił spojrzeniem do sceny głównej, dostrzegając kopertę w dłoniach kuzyna. Będzie chciał, to się podzieli informacją, jaki prezent tam miał.
To był moment, aby przejść do stolika z alkoholem i poczęstować dobrym whisky. Nie będzie stał jak kołek przy pustym stoliku. Najchętniej by zapalił, ale może później, nie wiedząc czy Agnes skończyła swoje przedstawienie. Skierował swoje kroki w kierunku stolika z alkoholem.