Obrócił szwagierkę pod ręką w rytm muzyki. Dwójka w słusznym wieku, zachowawcza na parkiecie. Moglibg razem wyglądać nawet uroczo, on z siwymi skroniami, ona ze zmarszczkami w kącikach oczu, a przecież na weselu jej i Clemensa był chłopcem, jeszcze o wysokim głosie, przed mutacją. Teraz przydługie kędziory, które czesał na ulubiony potterowy żel tak samo od trzy dekady, zostały nieco zwolnione z codziennego rygoru, chociaż z przodu i dookoła twarzy nie pozwolił im na niesubordynację. Morpheus widział Tessę jako swoją siostrę i tego jednego jego starszy brat mógł być pewien, nie będzie jej podrywać. Po jej słowach zresztą ocenił, że nawet nie w głowie jej amory.
Współczuł jej bardzo.
— Nie przejmuj się, Tesso. Mam wrażenie, że coś jest w powietrzu, jakby wraz z Limbo i żywiołami, ktoś wypuścił w świat pieśń o dawnych miłościach. Trudnych. Nie wiem czy to dobrze czy to kolejny omen... — jego wzrok przesunął się po tańczących, powoli, ale bez konkretnego celu, w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Piasek sypał się pod stopami, jak w klepsydrze jego czasozmieniacza, muzyka grała, swobodnie, jakby nie tracili właśnie kolejnych ziaren życia, zanurzeni w bursztynie nieszczęścia, pięknych morskich łzach, które sami wypłakali. — Ale widzę je, jakbym był niciowidzem. Czerwone nitki, porwane, szukające tej drugiej, aby zawiązać zerwaną pętelkę.
Statek (udana podróż)
Zapatrzył się na plątaninę jej włosów, gdy znów pozwolił jej wirować, zasłuchał w szelest spódnicy i brzdęk biżuterii, jak zaklęcia w szklanych buteleczkach. Morze szumiało, zatrzeszczały deski pokładu, a płótna żagli wydęły się. Słony wiatr, nie taniec, czesały jej włosy.
— Wszystko u mnie... Właściwie to nie wiem — stwierdził szczerze. — To, co wiem, to że czeka cię szczęśliwa podróż w najbliższej przyszłości, a on... — wskazał głową swojego starszego brata, mało dyskretnie zresztą: — Był zazdrosny o Isaaca.
I kolejne kroki na piasku, wesołość melodii i młodzieńczego entuzjazmu. Jakże tego mu brakowało, tej swobody i radości. Na urodzinach Millie był najstarszym, czuł się bardzo poważnie. Z Tessą, Jonathanem i Clemensem wyglądało to zupełnie inaczej. Odkrywał młodość na nowo, ale też akceptował swój wiek, bardziej niż wcześniej, gdy myślał jedynie o estetyce swojego starzenie. Lubił swoją siwiznę, ale golił się na gładko i nikt nie widział go nigdy z dłuższym zarostem, a jednak tego wieczoru nosił na policzkach cień. Testował siebie samego.
— Nie wiem, co się stało między wami, ale miłości nie jest tak łatwo się pozbyć, grot kupidyna tkwi w sercu, nawet gdy wciągnie się strzałę. I uwiera i rani. Powiedzmy, że również jestem ofiarą myśli na temat dawnej miłości.
I on się wygadał, a przecież wszyscy widzieli, że Morpheus Longbottom kocha tylko swoją pracę.
Muzyka zmieniała się, ale on jakoś nie miał serca opuszczać partnerki.