• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#281
06.08.2024, 13:57  ✶  
Jem, idę po drinka i krążę jak sęp, żeby w końcu dopaść Dorę na obiecany taniec

Popatrzył z zaciekawieniem na Brennę co też takiego dla nich "okrutnego" przygotowała i wybuchnął śmiechem kiedy tylko poznał jej niecny plan.
- To iście diabelski plan, ja nie wiem jak oni się po tym pozbierają - potwierdził rozbawiony.
Nieco bardziej suchy ruszył za Brenną z powrotem do miejsca gdzie toczyła się zabawa wyciskając po drodze czapkę z wody, bo jej jakoś zapomniał podsuszyć. Było względnie przyjemnie, dobrze, ze wieczór nie był wietrzny to nie czuli aż tak bardzo chłodu.
- Tak jest cała, nie potrzebuje nowej. Starej w sumie też nie - głownie to czapkę dostał, żeby go chroniła przed słońcem, więc teraz jej nie potrzebował, trzymał ją na głowie głównie z przyzwyczajenia. Zresztą byłą na tyle wygodna, że po pierwszych chwilach nie czuł jej  w sumie na głowie i o niej zapomniał.
Przyglądał się jak Brenna z wprawą nakłada jedzenie na tacę, chyba faktycznie wzięła sobie do serca nakarmienie całej imprezy.
- Jak powiem, że nie, to potem będziesz za mną chodzić cały czas z tą tacą? - zapytał rozbawiony ale wziął jedną z kiełbasek, musiał ocenić czy jego eksperymenty z grillem się udały. - Jak ktoś nie będzie chciał jeść to powiedz, zaczaruję tacę żeby za nim ciagle latała - rzucił jeszcze rozbawiony i odprowadził wzrokiem kobietę, gdy ta udała się nagabywać innych do jedzenia.
Zjadł to co zabrał z tacy i był całkiem zadowolony z efektu jaki udało mu się uzyskać, kiełbasa była dobrze przypieczona, ale nie spalona. Złapał jeszcze butelkę piwa i sączące je skierował się w stronę parkietu, a raczej jego obrzeży. Wyłapał, że podczas jego kąpieli w morzu z Brenną Sam skończył już tańcowanie z Dorą, dlatego odstawił butelkę na pierwszą lepszą płaską powierzchnię - słowo się rzekło, więc teraz zamierzał go dotrzymać.
- Co powiesz na kolejny taniec? - zapytał kiedy w końcu nogi doprowadziły go w pobliże panny Crawford.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#282
06.08.2024, 20:01  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
W roku 1972 od 17 lipca do 24 sierpnia w różnych miejscach na świecie widoczne były deszcze perseidów, których apogeum nastąpiło około 11 sierpnia. Za przyzwoleniem miłościwie nam panującej Bezy przedłużyłam deszcze meteorytów, aby mogły być widoczne podczas tego eventu.
Jeśli postacie odniosą się do tego w poście i pomyślą życzenie, zaliczy się im to do odznaki mugole się nami zainspirowali (5 osobnych sesji, każda zawierająca inny przesąd).

Tura do 11.08, godzina 20. Dodatkowy dzień + brak ograniczeń w postach, ponieważ w kolejnym będzie przeskok czasowy na świt - koło 4 nad ranem. Kolejne tury będą miały miejsce rankiem (tura na obejrzenie wschodu, potem na powolne zbieranie się). Dziura to dobry moment na scenariusze, sesje dodatkowe albo wymknięcie się incognito z imprezy, jeśli nie zostajecie do końca - potrwa parę godzin, więc można w niej zmieścić sporo.
*

Wszystko poza granicami światła lampionów tonęło w mroku. Tedy machnął różdżką, mrucząc parę zaklęć, pewnie mających odstraszyć owady, zwabione ciepłym, czarodziejskim blaskiem. Księżyc rozświetlał niebo, wielki, dopiero zaczynający dopiero maleć - jeszcze poprzedniej nocy był w pełni, o czym z pewnością zdawali sobie sprawę - a wokół niego lśniły miliardy gwiazd. W okolicy nie było zabudować ani innych źródeł światła niż lampiony, tym jaśniejsze były więc gwiazdy, zwłaszcza gdyby oddalić się trochę od terenu zabawy.
Czas mijał powoli, ale nieubłaganie. Piosenka zmieniła się najpierw na kolejny utwór Celestyny, później na muzykę bardziej klasyczną, pewnie znaną wszystkim obecnym czystokrwistym. I gdy bliski był już przebrzmienia, niebo przecięła świetlista smuga. Najpierw jedna, którą łatwo było przegapić, jeśli ktoś akurat tańczył czy z kimś rozmawiał. Ale potem dołączyła do niej kolejna, kolejna i kolejna. Ktoś dostrzegł to i przygasił nieco lampiony, aby lepiej dało się zobaczyć spadające gwiazdy.
Pogodne niebo i późna pora sprawiły, że mieli okazję obserwować deszcz perseidów - jeden z ostatnich jeśli nie ostatni tego roku.
Gwiazda spada.
Pomyśl życzenie, zanim zniknie: zanim drobinki rozpadłych komet spłoną i znikną.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#283
06.08.2024, 20:09  ✶  
proszę mi to zaliczyć jeszcze do poprzedniej tury, dosłownie o minuty się spóźniłam

Zwalniam Norę; jak na wzorowego starego przystało idę dojadać resztki po całej rodzinie

Ukrywanie przed Samuelem ojcostwa zakrawało na nie lada pasztet. Woody był jednakże w tej kwestii równie błogo nieświadomy, co sam ojciec dziecka. Mógł zatem beztrosko cieszyć się szczęściem przyszłej pani McGonagall, nie dostrzegając żadnych mankamentów.
Gdy narzeczeni się spiknęli tych osiem lat temu, on zdążył już pokłócić się z ojcem, spakować manatki i przenieść na Nokturn. Nie docierały więc do niego nawet echa takich informacji. Gdy po latach zaczął na nowo zacieśniać relacje z Longbottomami i spółką, działając wspólnie dla Zakonu, ktokolwiek mógł o dawnych kochankach wiedzieć, dawno pewnie nie pamiętał i słowem nie wspomniał, że Nora była kiedyś z jakimś tam Samuelem z lasu.
— Czekam zatem na ślubne zaproszenie. Jak widzisz — machnął ręką przed swoją zmienioną twarzą — staję się mistrzem kamuflażu, więc nie musimy się obawiać.
Obawiać nikogo poza Thomasem Figgiem, który mógłby przypadkiem wykrzyknąć przez całą salę weselną: „Wuuuuju”. A mistrzem nakładania kamuflażu była raczej Brenna niż on. Poza tymi szczegółami wszystko się zgadzało.
— I nagle ten niedźwiedź ma więcej sensu — podsumował jeszcze na koniec, nim opuścił Norę, pozwalając jej powrócić w towarzystwo leśnego człowieka czy kogokolwiek innego.
Sam Tarp udał się samotnie na ubocze, nogi w zasadzie same poprowadziły go ku stolikowi z jedzeniem. Mógł śmiało coś jeszcze podjeść, skoro już zaznał ruchu. Pewnie Brenna i tak będzie rozdawać na wynos, ale świeże zawsze smakuje najlepiej, nawet jeśli już trochę wystudzone.


piw0 to moje paliwo
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#284
06.08.2024, 21:05  ✶  
Rozmawiam z Isaaciem, a potem przesuwam się bliżej Ger i Atreusa.

— Najwyraźniej jedna kropla tego ''napoju'' zdołała całkowicie wypalić twój żołądek — rzucił z niezachwianą pewnością siebie, kompletnie nie wierząc w to, że mógłby zaserwować Bagshotowi coś, po czym zaraz ten nie puści pawia. — Ewentualnie zadziała jak przekleństwo z opóźnionym zapłonem i za kilka minut czeka cię naprawdę nieprzyjemna niespodzianka.

W pewnym momencie usłyszał swoje imię z drugiej strony baru. Wymamrotał w stronę Bagshota i Alexandra krótkie ''poczekajcie chwilę'' i ruszył w stronę Geraldine i towarzyszącego jej Atreusa.

— Ej! — mruknął z pretensją, gdy znalazł się bliżej pary. — Potrafię powiedzieć ludziom prawdę. To nie moja wina, że nie lubią o niej słuchać.

Tak jak wtedy, kiedy Nora się na nim wyżyła, jak wytknął jej nadmiar dekoracji w klubokawiarni tuż przed otwarciem. Wzdrygnął się na to nieprzyjemne wspomnienie, przenosząc spojrzenie na Atreusa. Cóż takiego mógł mu powiedzieć, biorąc pod uwagę okoliczności tego spotkania, jak i ostatniego konfliktu z Brenną w związku z niedawną potańcówką w Dolinie Godryka?

— Obawiam się, że mam prawny zakaz odpowiadania na takie pytania — odparł z rezerwa, rozglądając się na prawo i lewo, aby zorientować się, czy siostra znajduje się w zasięgu jego głosu. — To drażni lwa. Bardzo konkretnego lwa. A raczej lwicę. A w tej sytuacji nie ma dobrej odpowiedzi, mój drogi Atreusie. — Zamilkł na moment. Nie miał zamiaru ryzykować kolejnej kłótni z Brenną. Już mu groziła wyprowadzką, więc musiał zachować nadzwyczajną ostrożność w kwestii jej bliskich kolegów. — Ale naprawdę cieszę się, że ty się dobrze bawisz. Każdy zasługuje na chwilę oddechu od tego... wszystkiego.

Od konfliktu. Od zmartwień. Od nieciekawych grafików w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, pomyślał przelotnie Longbottom, licząc, że Bulstrode zrozumie jego intencje. Nie miał nic przeciwko niemu. Nawet nie miał z nim negatywnych konotacji personalnych. Ale cokolwiek łączyło go z Brenną... Nie miał zamiaru się w to mieszać. Nie po tym, jak po potańcówce Brenna wręcz wymogła na nim przysięgę, że przestanie próbować ją swatać z przypadkowymi osobami. Gdyby mogła, to pewnie wymogłaby, aby była to obietnica wieczna i niemożliwa do złamania. Nie chciał jej drażnić.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#285
06.08.2024, 22:03  ✶  
Dziękuję Dorze za taniec i umawiam się z nią na jutro (w odwrotnej kolejności)
Płynnie przejmuje Norę i roztaczam swój niezwykły niedźwiedzi czar (metaforycznie)

– Och. Em... no... tak by wychodziło. Tak było. To był ciężki czas. – czuł palące poczucie winy, to nie mogło być tak, najwidoczniej to też był przyjaciel Bee, a przecież przyjaciele Bee byli też jego przyjaciółmi (tak łatwiej było ogarnąć, kto jest wart głębszej zażyłości, mocno mu to ułatwiało segregację ludzi pod względem emocjonalnych wydatków dzięki temu założeniu, a zaoszczędzona energia szła prosto w budowę domostwa).

Tymczasem piosenka dobiegła końca i przez moment Sam rozejrzał się zdezorientowany, ale ludzie rozchodzili się znów, więc chyba cała zabawa ze skrzynką dobiegła końca.
– Dobrze, to widzimy się jutro dobrze? W południe? Jak będzie taki upał jak dzisiaj, to i tak niewiele zrobię, a Malwa robi rewelacyjną lemoniadę. Tak. Umówimy się na lemoniadę. To nie jest nie w porządku jak się ma narzeczoną umawiać się na lemoniadę, prawda?– upewnił się jeszcze, bo jego źródło informacji (Brenna) było zajęte dokarmianiem zebranych. – Dzięki za taniec i em... przepraszam za podeptane nogi no... tak. – pomachał niezręcznie i od razu wypatrzył z tłumu swoją ukochaną kruszynkę.

– Nora! – zawołał ją, powitał, przygarnął do siebie i przytulił, jakby nie widział jej tysiąc lat, a nie kilka minut. – Wiesz, że jest tu ta lekarka co mi opowiadała o klątwie? I ten lekarz co Ci mówiłem, że na niego naryczałem jak poleciałem na północ! Niby nikogo nie znam, a jednak kogoś tu kojarzę. I o tamtego świergotnika też raz spotkałem. Widzisz, nie jest tak źle. Możemy zaprosić ludzi na ślub. Będą Ci sami ludzie co tutaj? – może jednak trochę był zdenerwowany, bo bardzo dużo przy tej okazji mówił, ale przytulas pomagał mu się ogarnąć. – Co chcesz robić moja piękna? Na co masz ochotę? Może coś zjemy? Mam iście niedźwiedzi apetyt chyba cały dzień z nerwów nic nie jadłem, tak mi się wydaje. I to ognisko i... ej patrz! Gwiazda! Hehe, ja już nie mam sobie co życzyć, kiedy mam Ciebie... – zasępił się (czy może zakrogulczył? W sumie bardziej by pasowało) –O! Już wiem, będę mieć życzenie dla Mabel. Obiecuję zero hipogryfów! – cmoknął ją w policzek po czym zagapił się na moment na niebo i pomyślał życzenie dla małej księżniczki, która śmiała się równie pięknie jak jej matka.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#286
06.08.2024, 23:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 04:45 przez Atreus Bulstrode.)  
przy barze

- Oh, jak na kogoś kto nie może znaleźć innego partnera na imprezy socjety, to wydajesz się strasznie go nie doceniać - a potem, kiedy Erik wyraził swoje zdanie na ten temat, tylko wskazał go dłonią, uśmiechając się wymownie do Geraldine. - Zabolało? Nie musisz na mnie obrazować swoich bolączek, szczególnie kiedy tak ciężko pracowałem na tę reputację - wydawał się może odrobinę zawiedziony jej przytykiem, bo nie miał złudzeń co do tego jak niektórzy mogli go postrzegać w kontekście jego relacji. Zbyt wiele czasu spędził powielając te same schematy, żeby teraz się o to oburzać, szczególnie że Yaxley celowo uderzała właśnie w to, żeby go zdenerwować. I nawet jeśli tym razem myliła się co do jego intencji, nie zamierzał dać jej jakiejkolwiek satysfakcji.
Uśmiechnął się do Erika wesoło, słysząc jego słowa. Nie był pewien jak bardzo Brenna mogła być despotyczna w stosunku do niego, ale coś podpowiadało mu że nawet jeśli nie zachowywała się jak Florence w stosunku do niego, to miała podobną siłę przebicia. I umiała być dla brata w podobny sposób straszna. Instytucja Siostry wydawała się dla Bulstrode'a zawsze posiadającą specyficzne uprawnienia i przywileje, czasem nawet większe niż te rodziców czy innych członków rodziny.
- Miło mi to słyszeć - odparł całkiem szczerze, chociaż nie spodziewał się innej odpowiedzi biorąc pod uwagę od kogo dostał zaproszenie na potańcówkę. - Znaczy może nie o tym, że musisz zmagać się z tak krwiożerczą bestią, ale doceniam gest - poklepał go po ramieniu, a potem znowu uśmiechnął złośliwie do Geraldine. - Gratulacje. Szkoda by go było, ale może doczekamy się jego obecności na jakimś przyjęciu w Londynie? O ile oczywiście Erikowi nie będzie przeszkadzać, że opuści go jego zwyczajowa partnerka.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#287
07.08.2024, 08:58  ✶  
Schodzę z parkietu z Jonathanem i pędzę do Camerona na kocyk

- To dobrze, najważniejsze, że nic więcej cię nie boli. - Usiadła sobie tuż obok Camerona, od strony zdrowej ręki i wtuliła się w niego, nie przeszkadzała jej obecność Florence. Nie zamierzała już go opuścić przez resztę wieczora. Zaliczyła jeden taniec i to jej wystarczyło, mogli na spokojnie siedzieć sobie na tym kocu i obserwować resztę.

Nie skomentowała tego, że Bulstrode zamierzała przepytywać Lupina indywidualnie, chociaż jej zdaniem nie był to odpowiedni moment, aby mu o tym przypominać. Byli na ognisku, a nie w pracy, a Cameron na pewno wiedział o tym, że powinien się przygotować do egzaminu.

Na całe szczęście Florence w końcu ich opuściła i mogli odetchnąć. - Ona naprawdę jest straszna. - Rzuciła cicho do swojego narzeczonego. Coraz bardziej doceniała to, że jej trafiła się Brenna jako mentorką, miała z nią zdecydowanie lżej.


Robiło się coraz później. Niebo było już ciemne, a na niebie mozna było dostrzec wiele gwiazd.

- Niebo jest dzisiaj bardziej gwiaździste niż normalnie, albo mi się wydawało, albo gwiazda spadła! - Powiedziała z entuzjazmem. - Cameron patrz i pomyśl życzenie, szkoda zmarnować taką okazję! - Sama wypatrywała kolejnej, aby móc pomyśleć jak najwięcej marzeń. Wiele by dała, aby każde z nich się spełniło.

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#288
07.08.2024, 09:10  ✶  

Schodzę z parkietu i w końcu wracam do Sama, idziemy jeść

Tak naprawdę chyba nikt nie był świadomy. Może nieliczni mogliby się domyślić, ale i Nora i Sam nie opowiadali zbyt wiele o tym, co kiedyś ich łączyło, dzięki czemu tajemnica panny Figg mogła być bezpieczna. Przynajmniej jak na razie.

- Możesz być pewny, że je dostaniesz. - Odpowiedziała z uśmiechem. W sumie to wypadałoby chyba zacząć zajmować się takimi rzeczami, jak lista gości, chociaż póki co nie ustalili z Samem oficjalnego terminu, kiedy powiedzą sobie tak. Dało jej to do myślenia, że może warto się zainteresować tematem. - Widzę, widzę, coraz bardziej ci to wychodzi. - Pewnie i wolałaby, aby wujek nie musiał się ukrywać na jej ślubie, ale miała świadomość, że robi to dla swojego bezpieczeństwa.

Skłoniła się jeszcze w stronę Woody'ego w podziękowaniu za taniec, a później, później Samuel pojawił się w pobliżu.

Poczuła ulgę, kiedy miała go znowu przy sobie. To dziwne, że można tak przywyknąć do czyjejś obecności w takim krótkim czasie. Wtuliła się w niego, gdy tylko zagarnął ją do siebie. Chciała zapytać, jak taniec, czy wszystko w porządku, jednak zaskoczył ją swoim słowotokiem.

- Nie spodziewałam się, że masz aż tylu znajomych. - Powiedziała z uśmiechem, uniosła przy tym głowę i wpatrywała się w mężczyznę. - To zależy kogo chcesz zaprosić na ślub, nie tylko ja o tym decyduje. - Nie rozmawiali o tym wcześniej, może więc nie był to wcale taki zły moment. - Najpierw chyba powinnismy wybrać jakąś datę, a później ustalić kogo zapraszamy. - Zdarzyło jej się organizować niewielkie przyjęcia ślubne w cukierni, miała więc w tym drobne doświadczenie.

- Głodny niedźwiedź, to zły niedźwiedź, chodźmy więc coś zjeść. - Warto było się posilić, bo noc była jeszcze młoda.

Uniosła głowę do góry, gdy Sam wspomniał o gwiazdach. Pomyślała życzenie, kiedy zauważyła jedną ze spadających. Nie wiadomo, czy zadziała, ale warto mieć nadzieję, że się spełni.

- Życzenie dla Mabel, to miłe, że o niej myślisz w takich sytuacjach. - Cóż, zdecydowanie traktował ich córkę jak członka stada, chociaż oficjalnie przecież nie wiedział o tym, że faktycznie jest jego.

- Chodźmy. - Wplotła swoje palce w jego dłoń i pociągnęła mężczyznę do stołu z jedzeniem.

prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#289
07.08.2024, 19:53  ✶  
Kończę taniec z Bazylem, a potem wyruszam szukać Alastora.

Basilius miał trochę racji mówiąc, że niektórzy muszą sobie jakoś rekompensować stres. Nie wątpiła, że pewne osoby potrzebowały tej dziecinady, jeśli nie z powodu zmartwień, to żeby nadrobić stracone dzieciństwo. Może do tego grona należała sama Eden? Ale przyznanie się do tego na głos, byłoby oświadczeniem porażki. Prawdziwi dorośli zbierają w sobie całą negatywną energię, dopóki nie wybuchną.
- Zwykle czysty alkohol załatwia sprawę - mruknęła jedynie, nie wyglądając na przekonaną. Zastanawiała się, czy Prewett nadal będzie taki chętny do wypijania zaczarowanych drinków w przyszłości, skoro teraz serum prawdy wprawiało go w dyskomfort. Podziwiała też, że w ogóle nadal z nią rozmawiał - gdyby trafiło na Eden, dobrowolnie wbiegłaby w ścianę z impetem, jeśli to miałoby sprawić, że przestanie mówić. Nie pozwoliłaby sobie na zupełną, niefiltrowaną szczerość, bo potem nie mogłaby sobie spojrzeć w oczy w lustrze. Już teraz miewała problemy.
Przymrużyła oczy; czy chciała wykorzystać jego obowiązkową prawdomówność? Mogłaby, pewnie jeszcze kilka miesięcy temu zrobiłaby to dla zabawy. Co prawda aż do dzisiaj nie znała Basiliusa, więc nie zdążył jej zajść za skórę, a co za tym idzie - nie miała powodu, by chcieć się mścić. Niemniej jeszcze nie tak dawno wypytałaby go o coś niewygodnego, a potem trzymałaby to w pamięci, bo a nuż się przyda.
Teraz zdecydowała się tego nie robić. Alastor by jej nie dał żyć, gdyby się dowiedział.
- Wiem, że słynę z bycia zołzą, więc nie winię cię o takie podejrzenia - zaczęła całkiem szczerze, uśmiechając się ze swoistym rozbawieniem. - Jednak tym razem cię zaskoczę, moje intencje są zupełnie szczere i nieszkodliwe. Niemniej umiem wyczuć nastrój, wiem, że to podejrzenie nie wyjdzie ci już z głowy. Skoro lubisz tańczyć, lepiej znajdź partnerkę, przy której nie będziesz czuł się jak na przesłuchaniu - poradziła, by następnie serdecznie poklepać go po ramieniu na znak, że wcale nie chowa urazy. Naprawdę nie miała mu za złe tych podejrzeń, były jak najbardziej słuszne. Tylko głupi nie spodziewałby się jakiejś nikczemnej gierki ze strony Eden.
- Dziękuję za taniec - rzuciła, odchodząc w kierunku stołów z alkoholem. Uniosła jedynie rękę w pożegnaniu na moment, po czym wyruszyła szukać czegoś, co nie dorobi jej ogona, albo nie każe rymować każdego zdania. Na pewno coś takiego musiało tu być.
Gdy w końcu jej się udało, ruszyła w poszukiwaniu Alastora, chcąc zamienić z nim kilka słów. Sam na sam, w miarę możliwości. W niecodziennym towarzystwie robiła się zbyt sztywna, a Moody chyba wolał ją w weselszym wydaniu.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#290
07.08.2024, 23:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 23:45 przez Millie Moody.)  
Jestem na niewidocznym, więc w sumie łatwo byłoby kogoś zabić i udawać, że to wcale nie ja opis ruchu jest bardziej tltr:

"Parkiet" z Thomasem, spotkanie z Brenną i kiełbasą, zahaczam o drinkbar, a potem idę sobie na bok szukać Eden. Znajduje ją i postanawiam iść przemyśleć swoje wybory życiowe na klif. Lov ja all, obiecuje następnym razem mniej angstu więcej comfortu.

To nie było tak, że źle życzyła Geraldine.

Nie, to absolutnie nie o to chodziło. Domyślała się, że język, którym posługiwał się Thomas był efektem jednego ze śmiesznych drinków, podobnie jak jej niewidzialność, podobnie jak kolory włosów co niektórych. Słyszała jak śmiesznie była na potańcówce, która niestety ją ominęła. Myślała sobie o tym, jak śmiesznie będzie na tej imprezie... Imprezie o której zapomniała, a na której i tak się znalazła.

Cudownie było tańczyć z Thomasem i usłyszeć ciche wyznanie, że się zakochał. I to pewnie z wzajemnością. Cudownie było dowiedzieć się, że jej popierdolona przyjaciółka sobie kogoś znalazła i to kogoś tak miłego i kochanego jak Thomas. Cudownie było cieszyć się jej kurwa szczęściem. Ale były takie dni, takie noce, kiedy Millie puszczona w tango, tańcząca w klubie i próbująca w dusznym od papierosowego dymu alkoholowym ciągu, myślała sobie tylko o tym, że tacy jak ona czy Ger, niespokojne duchy, demony wtłoczone w ludzkie ciało, nie mogą zaznać szczęścia w świecie śmiertelników. Były ulepione z tej samej kurwa jebanej gliny i świat ich nie rozumiał, ale miały siebie. Coś czuła pismo nosem, jak Geraldine taka ohoho dorosła i spokojna ukrywała coś za tym "wszystko jest zajebiście, tak tak patrz mi w oczy i łykaj to jak młody pelikan mała", no a teraz Thomas.

Dobrze, że była niewidzialna.

– Ale super, dbaj o nią, żeby jej jakieś błotoryje nie prowały! – ostatkiem sił wyrzuciła wyborny żart, bo choć życzyła i jej i jemu jak najlepiej, to teraz jej w ogóle nie było do śmiechu. Skończyli tańczyć, a ona myślała tylko o tym, żeby znaleźć Eden, przeprosić ją, powiedzieć, że więcej nie będzie jej nic wysyłać, nie będzie się narzucać i...

– Och Brenka dzięki ja...– eliksir powoli przestał działać i to nie było dobre. Dziewczyna szybko zabrała kiełbaskę od przyjaciółki, ale też pociagnęła ją do wystawki magicznych napitków i wzrokiem wyłowiła ten sam który wcześniej zapewnił jej tak świetną przykrywkę. Wolała żeby efekt się utrzymał, żeby nikt nie widział jej zaczerwienionych króliczych oczu, spulchniałego nosa, żeby nikt nie zapytał przypadkiem "Hej, wszystko w porządku?" bo po tych czterech słowach nie wyrobi i się rozklei na dobre. Pieprzone piosenki o miłości nie pomagały. – Świetna impreza, na pewno jest trzydzieści razy fajniej niż na potańcówce, no bo ja jestem, ale fajnie super i te gwiazdy, nieźle sobie wymyśliłaś żeby spadały, widziałaś w ogóle gdzieś Eden? Mm... pyszna kiełbaska mm..– wepchnęła sobie w niewidzialne usta kiełbasę, bo gardło zapchane żarciem jest mniej zaciśnięte. – Dobra to ja pójdę jej poszukać, wiesz ona i piasek ee... no.. zgadamy się rano pani detektyw, odmelduje się na kakao i jajecznicy z pizdyliarda jaj! – Uścisnęła jej ramie swoją kiepsko widoczną dłonią i czmychnęła między tłum, dziękując bogom za Kłamanie I w zestawie swoich przydatnych bumerskich umiejętności.

Chociaż może lepiej byłoby, jakby Brenna ją zatrzymała. Może lepiej byłoby, gdyby nie zobaczyła rozmawiającej na uboczu pary. Może lepiej... Pół doskonale wypieczonej kiełbasy spadło na piach, a ślady stóp zniknęły, gdy plaża przeszła w trawiaste zbocze prowadzące na klif. Musiała to sobie wszystko ułożyć w głowie. Musiała odetchnąć. Musiała wyrzucić ten obrazek z głowy. Musiała zamienić się w morską pianę. Musiała w końcu urodzić się po raz trzeci.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 27 28 29 30 31 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa