Dora drgnęła, trochę jakby wytrącona z jakiegoś dziwnego transu, w którym do tej pory się znajdowała. W międzyczasie odsunęła się trochę od stroiska Olivii i Warda i bardzo dobrze, bo w pewnym momencie zrobiło się tam małe piekiełko. Weasley wykłócała się z właścicielką stoiska, ale Crawley absolutnie nie zamierzała specjalnie nadstawiać temu ucha, ani też brać w tym udziału. W końcu więc podreptała dalej, wciąż nieco zahukana, docierając wreszcie do stoiska prowadzonego przez Potterów.
Zajrzała do środka, spojrzeniem szybko wyłapując Tediego, ale i też... Brennę. Longbottom akurat nie spodziewała się tutaj zastać i na chwilę przez głowę przebiegła jej myśl, że może powinna czym prędzej wrócić do warowni, ściągnąć zmieniający kolor włosów eliksir i nigdy nie wspominać o tym święcie żniw. Ale przecież kupiła jej prezent, no i jeszcze nie tak dawno dawała popis swoich umiejętności na scenie.
Dlatego uśmiechnęła się, ale trochę tak niepewnie, i podeszła do Brenny.
- Bren, mam coś dla ciebie - oznajmiła z pełną nieśmiałością, bo nie powinna tutaj być. Przynajmniej nie wyglądając w ten sposób i doskonale o tym wiedziała. Ale mimo tego wyciągnęła z torby wcześniej kupioną na stoisku Viorici broszkę - Kupiłam na stoisku dziewczyny Cedrica. Patrz jaka ładna!
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.