• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia

[10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#11
29.09.2024, 07:03  ✶  
Lyssa lubiła czasem zakrzywiać rzeczywistość i tak było w przypadku tego jak właściwie przedstawiła się swego czasu Asmodeusowi. Dolohov. Pamiętała, jak wtedy smakowała to nazwisko zestawione ze swoim imieniem, zastanawiając się jak właściwie jej ojciec przyjąłby jej prośbę o oficjalną zmianę w jej papierach. Coś, ta bardziej rozsądna jej strona, podpowiadała jej że nie miałby pewnie nic przeciwko, a przynajmniej sama nie mogła znaleźć wymówek, którymi Vakel mógłby się w tym temacie posłużyć. Co innego jednak zwyczajnie bało się możliwości, że jej odmówi. Jakby nie miała wystarczająco dobrego powodu by zrobić ten krok w kierunku dorosłości i akceptacji ze strony papy. Nie chciała też zwyczajnie robić mamie przykrości, a na ten moment Mulciberowie nie narobili jeszcze tyle bałaganu by miała ich dość. Ale lato było długie i miało ją dopiero zaskoczyć i zdenerwować pod tym względem.

Burke miał rację, bo nie zajęło to dłużej niż godzinę, kiedy zielonkawe światło teleportacji siecią zamigotało i w kominku jubilera stanęła młoda dziewczyna, uśmiechając się do niego lekko.
- Dzień dobry - spojrzenie przesunęło się dalej, na Shafiqa, kiedy wyszła z kominka, ruchem dłoni wygładzając materiał, jakby bojąc się że przez transport mogła się ubrudzić. Nieznajomy niby przypominał Asmodeusa swoimi jasnymi włosami i błękitnymi oczami, ale prezentował sobą zupełnie inny rodzaj energii. O wiele mniej elegancki i poprawny, jakby w mieście pojawił się tylko w interesach. I z tego powodu spojrzała na niego nieco przychylniej i uśmiechnęła o wiele słodziej. - Lyssa Dolohov, miło mi poznać - zaszczebiotała, ale nie ważne jak bardzo chciała w tym momencie obsypać go całą swoją uwagą i dowiedzieć się o nim jak najwięcej, skoncentrować na sobie tyle jego zainteresowania ile tylko mogła, to Deus dał jej jasno do zrozumienia, że chodziło o jej widmowidzenie.

Dlatego z pewnym zawodem przeniosła uwagę na naszyjnik o który się rozchodziło. Nie była specjalistką od kamieni czy stopów metali, ale mogła stwierdzić że błyskotka miała potencjał, jeśli ktoś poświęciłby jej odrobinę miłości. Dotknęła kamieni, jakby na próbę i dla samej siebie, oglądając ich oprawę, aż w końcu spojrzała na mężczyzn.
- Jest z jakiegoś ciekawego miejsca? - zapytała, jednocześnie wyciągając potrzebne jej świece i zadając kolejne pytanie, tym razem samym spojrzeniem i gestem, gdzie mogła rozłożyć krąg do widmowidzenia. Kiedy Asmodeus wskazał jej przestrzeń, kolejne świeczki znalazły się na podłodze, tworząc równiutki krąg.

Płomienie zabłysły, przywołane zaklęciem, kiedy dziewczyna stanęła z naszyjnikiem w dłoniach pośrodku kręgu. A potem przymknęła oczy. Strasznie nie lubiła podczas widmowidzenia siadać czy klękać, nawet jeśli wiązało się to z ryzykiem zarycia nosem w podłogę, kiedy przyszłoby jej zmagać się ze szczególnie poruszającą wizją. Parę razy jej się to zdarzyło, ale mimo tego kategorycznie odmawiała rozpoczynania rytuału na podłodze. A teraz, kiedy stała pośrodku, drgnęła parę razy niespokojnie, ale na całe szczęście nic więcej się nie stało. Bo inaczej to by się chyba zapadła pod ziemię.

- No więc - zaczęła, kiedy wreszcie otworzyła oczy, przez moment jeszcze przyglądając się naszyjnikowi. - Wizja była raczej klarowna, ale to bardzo stary kawałek historii. Obrazy nakładają się na siebie i powtarzają, bo przez większość czasu wiódł spokojne życie. Co rzuciło mi się w oczy to moment, kiedy ktoś postanowił go wykorzystać by wymierzyć swoją własną sprawiedliwość. Został obłożony klątwą, która dosięgnęła jego ostatnią posiadaczkę, kończąc tym samym jej życie. Umarła z nim na szyi - pewnie wiele osób wzdrygnęłoby się na same te słowa, albo zastanowiło czy powinni trzymać ten przedmiot w dłoniach, ale Lyssa jeszcze zanim wzięła go do rąk wyszła z założenia, że gdyby faktycznie jej coś groziło to nie pozwoliliby jej go dotknąć. Przynajmniej nie Asmodeus. Wykorzystując moment, ze wciąż miała go w dłoniach, uniosła go bliżej do twarzy, oglądając też z drugiej strony. - Na ironię losu, została w nim pochowana, Ale potem ktoś go ukradł - powiodła spojrzeniem po rzędach wytartych run i egipskich symboli. - Co znaczą te znaki z tyłu? Runy, z tego co rozumiem, miały odjąć mu wagi, ale reszta? - uniosła zaciekawione spojrzenie na Cathala.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
29.09.2024, 21:02  ✶  
Cathal kojarzył Lavinię Bulstrode – w jego pamięci zapisywało się w końcu wszystko, także twarz Bulstrodówny, ale nie było to skojarzenie ani pozytywne, ani negatywne. Na dźwięk nazwiska Dolohov drgnął za to, i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć… ale zmilczał, bo Lyssy Dolohov również nie znał, nigdy nawet o niej nie słyszał, a jeżeli była młoda i mieszkała w Anglii, wątpliwe, by miała jakiekolwiek związki z ojczyma Shafiqa.
Poza tym jakaś jego część chciała ją zobaczyć i przekonać się, czy dopatrzy się w jej twarzy choćby ulotnego podobieństwa.
– Jeżeli można to załatwić od ręki, w porządku – zgodził się więc jedynie, pozwalając, aby Asmodeus wrzucił proszek w płomienie.
*
Lyssa Dolohov faktycznie była młoda. Młodsza niż Cathal oczekiwał – chyba jeszcze przed dwudziestką, a Cal zakładał, że będzie raczej tuż po tej, skoro Burke traktował ją jako specjalistkę. Jej wiek i drobna sylwetka trochę go zdziwiły, ale darowanemu widmowidzowi w metrykę się nie patrzy: ta umiejętność należała raczej do tych rzadkich, a jedyna widmowidzka, z którą Cathal współpracował, nie żyła od wielu lat. Zmierzył dziewczynę spojrzeniem, które niewiele wyrażało, nie od razu odpowiadając na jej pytanie. Mimowolnie porównywał rysy, oczy i włosy do tego, co nosił w pamięci i z pewną ulgą – nienawidził sam siebie za tę – nie dopatrzył się żadnych punktów wspólnych.
Lyssa nie była widmem przeszłości, nawet jeżeli sama w przeszłość potrafiła spoglądać.
– Cathal Shafiq – przedstawił się wreszcie krótko. – Egipt. Konkretnie z Alexandrii – powiedział, nie zamierzając jednak zdradzać, jak bardzo był stary. Nie chciał niczego sugerować widmowidzowi, a i nie planował póki co przechwalać się, jak cenna zdobycz trafiła w jego ręce.
Milczał, kiedy rozstawiała swój krąg i się w nim ustawiała, a gdy rozbłysły świece, przez chwile to nie ją widział, a Cassiopeię, jej wielkie oczy, bladą twarz. Tamta kobieta była starsza, nie przypominała Lyssy i w kręgu zawsze klękała – a jednak zapach świec, charakterystyczny ich układ, to wszystko przywoływało niechciane wspomnienia, aż Cathal w końcu odwrócił wzrok. Nijak nie mógł jednak odepchnąć obrazów, wciskających się do głowy i z tego stanu wywołały go dopiero kolejne słowa Lyssy. Informacje o naszyjniku, o jego kolejnym skarbie znad Nilu, były chyba jedynym, co mogło teraz zwrócić jego uwagę.
Jeżeli nie zmyślała, naprawdę była dobra.
– Klątwa musiała więc się wyczerpać, gdy umarła. Być może to jest ta zła energia, o której wspominałeś – rzucił do Asmodeusa. Leta przysięgała, że naszyjnik nie jest przeklęty i nie był: teraz. Przekleństwo spoczywało na nim w dalekiej przeszłości. Wzrok Cathala prześlizgnął się po naszyjniku, gdy wyciągnął dłonie ku Lyssie, chcąc go zabrać. – Na kolejną ironię losu, panno Dolohov, te runy miały przynosić szczęście, a są i takie, które powinny wspomagać proces rekonwalescencji.
Zamiast szczęścia i zdrowia naszyjnik przyniósł swojej ostatniej właścicielce śmierć. Kiedyś to była historia pełna nadziei i cierpienia: dziś już tylko przebrzmiała opowieść, która w oczach Cathala dodawała naszyjnikowi wartości. Dziewczyna przy okazji potwierdziła zaś to, co Shafiq podejrzewał – wydobyto tę błyskotkę z jakiegoś grobowca, ale zapewne już najmniej jakiś czas temu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Asmodeus Burke (2198), Cathal Shafiq (2761), Lyssa Dolohov (653)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa