• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22 Marca, Pogrzeb Simone Malfoy] Wiltshire, rezydencja Malfoyów

[22 Marca, Pogrzeb Simone Malfoy] Wiltshire, rezydencja Malfoyów
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Henrietta Mulciber-Slughorn
#21
27.01.2023, 23:33  ✶  

Henrietta, podobnie jak Robert, również lubiła mieć wszystko uporządkowane i zorganizowane. Z tą różnicą, że nie planowała tyle, co mąż. Oczywiście, warto być o kilka kroków do przodu i rozważyć różne scenariusze, jednak zbytnie zagłębianie się w coś, co jeszcze nie nastąpiło, mogło być zgubne. Szczególnie gdy nie dostrzegało się problemów, które mogłyby wystąpić tu i teraz.

I najpewniej właśnie to zgubiło Roberta. Ta pycha i przekonanie o własnej wartości podczas gdy przecież doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich słabości. A może to była nadzieja, że tego typu sytuacja by go nie dotknęła, bo tym razem korzystał z innego środka transportu? Być może. Ostatecznie wyszło na to, że to właśnie przy niej, przy kobiecie, która była dlań jedynie koniecznym dodatkiem, okazał swą słabość. Patrzyła bez krztyny współczucia. Żalu. Z palcami złączonymi na wysokości podbrzusza obserwowała jego poczynania i próbę doprowadzenia się do porządku. Tak świetnie sam sobie radził! Do czegóżby miałaby być potrzebna? Poprawiła swe odzienie. Odsunęła się odeń gdy w powietrzu zapach z ust zdał się nadto wyczuwalny. Trudno jednakże bezsprzecznie orzec czy mowa tu o obrzydzeniu, czy jednak chciała mu tym nieznacznym gestem zrobić na złość. Zwróciła uwagę na buteleczkę ze specyfikiem, jednak i tego nie skomentowała. Nie było potrzeby. W takich chwilach Robert zwykle wyżywał się na tych, którzy akuratnie mieli nieprzyjemność być w jego towarzystwie.

Henrietta w dodatku musiała. Być na pogrzebie własnej siostry w towarzystwie tak okropnego męża! A teraz obelgi za 3, 2, 1…
Nawet nie drgnęła. Nie zamierzała niczego poprawiać wiedząc, że prezentuje się nienagannie. Czarna suknia z grubego materiału z mocno wciętą talią nie odkrywała nawet kostek Pani Mulciber. Górną część odzienia miała zapiętą na guziki aż po samą szyję. Otóż – Henrietta nie była fanką odkrywania ciała jakkolwiek. Zawsze nosiła spódnice sięgające kostek, koszule i suknie zapięte pod szyję. Zwykle były one z długimi rękawami.

Kącik jej wargi poruszył się nieznacznie. W takich momentach, kiedy w jakiś sposób próbował ją obrazić lub odnieść się do czegoś w mało przyjemny sposób, pozostawało jej tylko w duszy uśmiechnąć się drwiąco. Bo to właśnie w tych chwilach pokazywał swe największe ułomności. Nie wtedy, gdy musiał zwymiotować. Nawet nie wtedy, gdy miał nieprzyjemny zapach z ust. Właśnie teraz, gdy w tak nieudolny sposób próbował okazać swą wyższość nad nią. Tylko szkoda, że robił to wówczas, gdy innych nie było obok. Tak bardzo bał się, że ktoś dostrzeże jego przywary? Henriettę momentami niezwykle to bawiło.

Lenore nie lubiła ani pogrzebów, ani styp. Najchętniej nie pojawiłaby się wcale, jednak takt wymagał od niej choć symbolicznego zaznaczenia swej obecności. Cmentarzy również nie lubiła, choć tu bardziej w kontekście samych pogrzebów. Wtedy traciły całą tą swoją magiczną otoczkę. To poczucie mistycyzmu, gdy się przebywało wśród zmarłych dusz.

Niechętnie, acz z konieczności przeszła z Robertem pod ramię. Nie lubiła fizycznych zbliżeń z własnym małżonkiem nie upatrując w tym ani przyjemności ani pociągu ani jakiegokolwiek uczucia. Jakkolwiek – wszak nie wyszła za niego z miłości.

Skinęła Malfoyowi głową niżej niż zazwyczaj, w geście szacunku i wyrażenia swych kondolencji. Odczekała nim Robert skończył swoją wypowiedź. W takich sytuacjach nie czuła potrzeby okazywania zawiści czy urazy. Zwłaszcza, że byli w miejscu publicznym, w którym wypadało się odpowiednio zachować.

– Moje najszczersze kondolencje, Elliottcie. – rzekła. Dostrzegając, że mąż przestał się interesować tym, co istotne, kontynuowała. – Żywię nadz… – W paradę wszedł jej małżonek. Ależ oczywiście. Zaśmiałaby się ironicznie, jednakże pogrzeb nie był najlepszym miejscem na wyrażenie w ten sposób swego stanowiska.

Co nie zmieniało faktu, że Lenore takie zachowanie się nie spodobało. Za drzwiami domostwa mógł pleść piąte przez dziesiąte, ale publicznie…

– Przybyliśmy na pogrzeb, Robercie. Interesy mogą poczekać. – Odezwała się mierząc go surowym spojrzeniem i unosząc jedną brew ku górze. Następnie przeniosła wzrok na Elliotta.

Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#22
28.01.2023, 14:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2023, 21:43 przez Eunice Malfoy.)  
Dłoń kobiety lekko drgnęła; sama Eunice wciąż nie przywykła do tego typu gestów, bliskości jako takiej nie wyssała z mlekiem matki ani też właściwie nie zaznawała podczas dorastania w rodzinie. Stąd też coś takiego wiecznie potrafiło zaskoczyć, zwłaszcza w momentach, w których nieszczególnie się tego spodziewała. A już na pewno nie wtedy, kiedy jej myśli błądziły zgoła gdzie indziej.
  Mimo wszystko po kilku sekundach zdecydowała się odwzajemnić subtelnie gest – znak, że zdecydowanie wciąż tu była, u jego boku, jak najbardziej żywa.
  Ceremonia znalazła w końcu swój koniec.
  Najchętniej jeszcze pozostałaby przez parę chwil w tym miejscu, sam na sam z własnymi myślami – jednakże nie planowała się wyłamywać; z której by strony nie spojrzeć – zawsze mogła tu wrócić. W każdej chwili, w której by tego zapragnęła.
  Przy wejściu zatrzymała się na krótką chwilę – wszak inni też czekali na swoją kolej – żeby złożyć bratu formalne kondolencje. Bardzo mi przykro, była naprawdę wspaniała kobietą. Nawet nie wiesz, jak będę tęsknić. Słowa, słowa, słowa.
  Wydawały się być pozbawione znaczenia.
  Nie rozglądała się zbytnio po przekroczeniu progu; jakkolwiek by nie patrzeć, znała tu chyba każdy kąt. Albo prawie każdy; nie dało się ukryć, że rezydencja miała swoje rozmiary, jak również z całą pewnością istniały pomieszczenia, do których nigdy nie miała potrzeby zajrzeć, czy to jako dziecko, czy to jako już dorosła osoba.
  - Chyba zaraz pójdę do siebie się położyć, poczekam tylko do toastu – wyrzekła cicho cicho do Perseusa, bez większego zastanowienia sięgając po alkohol. Gest tak naturalny jak oddychanie. Inna sprawa, co miała na myśli, mówiąc „do siebie” – choć biorąc pod uwagę, że to wciąż był rodzinny dom, wniosek chyba mógł nasunąć się sam.
  Zamoczyła wargi w trunku, zerkając badawczo na męża.
  - Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Nie chcę też, żebyś czuł się zobowiązany do towarzyszenia mi – zaznaczyła na wszelki wypadek. Sama wolała się ulotnić, ale jego nie chciała do niczego zmuszać. Wręcz przeciwnie, w zasadzie wolała mieć święty spokój od wszystkich i wszystkiego.


Rzut 1d10 - 3



Odkryj wiadomość pozafabularną
3. White negroni - nagle cała ceremonia zaczyna wydawać ci się absurdalna, przez dwa posty nie możesz wyzbyć się wrażenia, że coś jest nie tak

323/752
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#23
28.01.2023, 16:34  ✶  
Ona nie przejmowała się takimi niuansami jak to, czy małżeństwo Elliotta i Simone małżeństwo było tylko farsą, czy rzeczywiście związkiem pełnym miłości. Wiedziała, że w rodach czystokrwistych to drugie zdarzało się nad wyraz rzadko, nauczono ja tego wcześnie. Matka wbrew pozorom zawsze była z nią szczera w podobnych kwestiach, jasno wyrażała swoje oczekiwania co do jej przyszłości i tego, za kogo powinna wyjść za mąż. To ona podała jej pierwszą fiolkę amortencji.
Dlatego też nie nie czuła ani rozbawienia, ani odrazy słuchając przemowy. Elliott spełniał swój obowiązek, który narzucało na niego społeczeństwo. Ot, powiedzieć kilka smutnych słuch ku uciesze wszystkich, którzy tego oczekiwali. To, czy był to tylko teatrzyk, czy też słowa prosto z serca mało kogo obchodziło. Taki był ich świat.
Westchnęła, gdy Vakel jej odpowiedział, w duchu przyznając mu rację. Nadal szeptem, podjęła dalej rozmowę.
- Może myślą, że całe to przyjęcie zmaże nieprzyjemny posmak faktu, w jaki sposób odeszła Simone. Będziemy niedługo rozmawiać o smutnym wdowcu i o tym, jakiego szampana podano do obiadu. Nie wszyscy dadzą się omamić, ale większość zaraz zapomni o pani Malfoy - odpowiedziała, dzieląc się swoimi przemyśleniami. Mogła się oczywiście mylić, na ile jednak, nie wiedziała.
Drgnęła lekko zaciekawiona, gdy usłyszała pytanie swojego męża. Znów zmarszczyła brwi, tym razem jednak próbując odnaleźć wśród wszystkich informacji przechowywanych w swojej pamięci ta konkretną, na próżno jednak.
- Nie, ale są sposoby, by się tego dowiedzieć - rzuciła, nie mając nic przeciwko wyłudzeniu dla Vakela takich, a nie innych informacji.
Owszem, nie darzyła go miłością, jaką powinna prawdziwa wybranka serca. To jednak nie oznaczało, że przez te wszystkie lata nie zaczęła czuć do niego czysto platonicznej sympatii. Zresztą, w jej umyśle dawno zakorzeniono konieczność dbania o rodzinę, do tej zaś jak najbardziej zaliczał się małżonek. Czasem więc pozwalał sobie na spełnianie jego zachcianek.
Nadszedł koniec uroczystości pogrzebowych, mogli więc przejść do posiadłości, co Annie nadal idąc pod rękę z mężem, chętnie uczyniła. Zdjęła szatę, zostając w samej sukience, odszukała też wzrokiem świeżo upieczonego wdowca, chcąc jak najszybciej mieć za sobą moment rzucania pustych słów, które musiały zostać wypowiedziane. Ustawiła się w kolejce, spoglądając z lekkim zaskoczeniem na orkiestrę.
- Gdyby nie czarny ubiór gości, ktoś by pomyślał, że znaleźliśmy się na całkiem innym przyjęciu - szepnęła konspiracyjnie do Vakela, szybko jednak umilkła, ponieważ w końcu zbliżyli się do Malfoya.
- Jest mi niezmiernie przykro z powodu twojej straty. Pisałam już to, miej jednak moją ustną obietnicę, że jeżeli czegokolwiek z synem będziecie potrzebowali, możecie się do mnie zgłosić, szczególnie w kwestiach zdrowotnych - jej twarz mimo słów i pewnej nawet dozy kryjącej się w nich szczerości, pozostawała poważna, bez krzty ciepła. Przedstawiała się więc tak jak niemalże zawsze. Uścisnęła jednak dłoń wdowca, pozwalając kolejnym osobom na wzruszające zapewnienia i pocieszające gesty.
- A teraz poszukamy pani Eleonory Malfoy i możemy próbować zapytać o datę urodzenia Elliotta. Będzie mniej podejrzanie mam wrażenie, zawsze możesz powołać się na to, że martwisz się o jej syna czy inną bajkę - wzruszyła ramionami, biorąc jeden z kieliszków z tacy kelnera. Nie miała zamiaru w końcu robić szopki na trzeźwo. Upiła więc łyk, odnajdując matkę Elliotta wzrokiem, po czym ruszyła w jej stronę.

Rzut 1d10 - 10
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#24
30.01.2023, 10:49  ✶  

Pogrzeb idealnie wpasowywał się w to, w jakim nastroju była dzisiaj Geraldine, to że był on spowodowany zupełnie inną sytuacją, to jedynie szczegół. Była rozczarowana zachowaniem swojego brata. Okropnie się na nim wczoraj zawiodła, najwyraźniej jedyną osobą, która się dla niego liczyła, był ojciec, w końcu tutaj się pojawił. Nie miała wątpliwości, że nie zrobił tego dlatego, że sam się chciał tu znaleźć, zawsze ślepo wykonywał polecenia ojca. Nadal nie potrafiła zrozumieć, jak to jest możliwe, że byli tak bardzo różni.

Ceremonia zbliżała się ku końcowi. Yaxley była średnio zainteresowana jej przebiegiem - musiała odbębnić swoje, a później wrócić do domu. - Kac, nie wiem, czy pamiętasz, ale miałam wczoraj urodziny...- Posłała bratu fałszywy uśmiech. - Czekaj, Ty też miałeś, powinieneś więc pamiętać o moich. - Nie mogła mu wybaczyć tego, że ją wystawił. Czekała tam na niego, jak głupek, ale to był ostatni raz. Coś w niej wczoraj pękło. Kiedy sięgnął po piersiówkę, nie zareagowała, skoro odczuwał potrzebę napicia się, nie zamierzała mu tego odmówić.

Wbiła w niego swoje spojrzenie, że też miał czelność jeszcze się o to pytać. - Mój kiepski humor spowodowany jest tym, że jesteś bucem. - Rzekła zdecydowanie głośniej niż powinna. Geraldine nie do końca zawsze potrafiła się zachować, a ten tutaj skutecznie ją rozjuszył. Przyciszyła się jednak, kiedy poczuła spojrzenia skierowane w ich kierunku. Nie przyszła tu przecież po to, żeby awanturować się z bratem.

Ceremonia dobiegła końca. Gerry ruszyła więc szybko przed siebie, aby uniknąć tłumu. Odpaliła papierosa i zaciągnęła się dymem. Nie zamierzała dyskutować z bratem, powodował, że otwierał jej się nóż w kieszeni, a nie chciała, żeby tyle osób było świadkiem ich kłótni. Musiała się uspokoić, upiła więc kolejny łyk ze swojej piersiówki. Ruszyła przed siebie, żeby trafić do miejsca, w którym miała odbyć się stypa. Pojawił się jednak pewien problem - nie sądziła, że mapa będzie jej potrzebna, dlatego też nie wzięła jej na samym początku. Najwyraźniej był to błąd, bo zgubiła się po drodze. Nie ma to jak słynny łowca potworów w swoim naturalnym środowisku. - Kurwa jego mać. - Burknęła jeszcze do siebie.

King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#25
01.02.2023, 02:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2023, 02:34 przez Tilly Toke.)  
Odseparował się całkowicie od słów, którymi był obdarzany, choć jego skruszenie i powaga wciąż pozostawały na miejscu, tak gesty i odpowiedzi wydawały się automatyczne. Nie było w tym nic dziwnego, wypadało odprawić stypę, a podczas przeżywania żałoby mógł być w różnym stanie emocjonalnym, w końcu każdy przeżywał takową inaczej.
- Dziękuję wam bardzo za przyjście - zwrócił się do Crouchów, a jego wzrok pozostał dłużej na Martinie, któremu skinął głową. Odprowadził go też spojrzeniem, mimo lekkiego tłumu zauważając, że mężczyzna wyszedł na zewnątrz. Nie mógł się dziwić, zakładał, że żałobę po swojej partnerce kuzyn odbył szczerą, w przeciwieństwie do niego samego. Elliott, w prawdzie, mógł sobie jedynie wyobrazić jak smutna musiała być Elizabeth oraz sam Martin, bo chociaż borykał się z formalnościami straty po Simone, tak z obecnością żony w swoim życiu pożegnał się już, gdy ta spędzała swoje dni i noce w Lecznicy Dusz pod czujnym okiem Perseusa.
Do Erika i Brenny uśmiechnął się smutno, dość blado, choć na powitanie. Ujął dłoń Longbottoma, sam ścisnąwszy ją odrobinę dłużej i podziękowawszy za słowa otuchy złapał jego spojrzenie swoim, dla odmiany odrobinę bardziej otwartym, jakby chciał przekazać, że rozumie i, że detektyw nie musi mowić nic więcej.
Nim się obejrzał, wyrosły przed nim postacie Roberta i Henrietty, spoważniał i spiął się, chociaż tego drugiego nie dał po sobie poznać. Ciepło w spojrzeniu, którym obdarzył przed chwilą Erika, po części też jego siostrę, zniknęło natychmiastowo, zakrywając się typową, oficjalną warstwą lodu, która miał w zwyczaju nakładać na sztywniejszych spotkaniach.
Nie mógł powstrzymać wniosków, które szybko przypłynęły do niego po zobaczeniu tej pary. Jego współpracowniczka z departamentu wydawała się, choć chłodna i neutralna jak zwykle - profesjonalizm nie opuszczał jej nawet poza murami Ministerstwa, niezadowolona z sytuacji, w jakiej się znalazła. Malfoy nie mogł wiedzieć, ze powodowane to było bliskoscia współmałżonka, więc założył, wiedząc z pracy, że kobieta nie jest duszą towarzystwa, że tego typu uroczystość przyprawia ją o pewien dyskomfort. Chciał, więc jak najszybciej zakończyć interakcję z tą dwojką, pozwolić im wysłuchać muzyki, do jakiej przygotowywała się orkiestra, wypić pare drinków i opuścić rezydencję, ale Pan Mulciber miał chyba nieco inne plany. Malfoy nie dał ukłuciu zirytowania, które ścisnęło jego żołądek wyjść na zewnątrz; jego twarz wciąż była neutralnie poważna, wyrażała tyle, co nic, choć Elliott, ledwo zauważalnie uniósł jeden kącik ust słysząc pytanie.
- Ojciec jeżeli będzie chciał z kimś rozmawiać, to zapewne się zjawi. Wydaje się rozumieć kolejność przebiegania spraw na takich spotkaniach - upomniał Roberta, choć zrobił to w taki sposób, aby nie zostać odebranym, jako niegrzeczny. W końcu rozmowa i sposób wyrażania się były jego główną bronią, czy to w pracy, czy w życiu prywatnym. Podziękowania, jakie złożył małżeństwu, skierował głównie do swojej współpracowniczki, wyrażając to spojrzeniem, skupionym na niej. Na znajomego ojca zerknął tylko na chwilę, gdy ten przerwał swojej partnerce.
Na siostrzane kondolencje odpowiedział tym samym, sporą ilością słów, o tym jak bardzo będzie mu brakować żony i o tym, że orkiestra będzie grać jeden z jej ulubionych utworów. Odprowadził ją oraz Perseusa spojrzeniem.
Przy odbieraniu kondolencji od Vakela i jego żony był już nieco zmęczony, ale nie dał tego po sobie poznać. Skinął delikatnie głową w podziękowaniu.
- Twoja propozycja jest wyjątkowo szczodra, dziękuję za pamięć, na pewno się zgłosimy jeżeli zdarzy się wymagająca tego okazja - odparł na wypowiedź o Nicholasie i faktycznie, odnotował sobie w głowię, że kobieta skupiła się na uwzględnieniu jego syna.
Porozmawiał jeszcze z paroma osobami, jakie weszły do sali za państwem Dolochov, a później sam sięgnął po drinka.
- Zanim muzycy rozpoczną swoją melodię, chciałbym powiedzieć jeszcze pare słów. Wygrywany utwór był ulubionym mojej świętej pamięci żony, chciałbym zadedykować go oczywiście jej, jak i wszystkim innym, którzy tak samo jak ja, ubolewają z powodu jej przedwczesnego odejścia - dzięki przyłożonej do gardła różdżce jego głos poniósł się po sali, a pod koniec przemówienia pozwolił sobie wziąć łyka alkoholu, nie nazywając tego oficjalnie toastem, bo przedziwnym byłoby gdyby toastował czemuś tak smutnemu jak samobójstwo.
Muzycy zebrani wcześniej na niewielkim podwyższeniu zaczęli grać, ze Stellą Avery wybijającą się jako prowadząca melodię w utworze.
Sam Elliott poczekał aż występ dobiegnie końca, w końcu był poświęcony pamięci jego żony, nie wypadało mu zniknąć czy wyjść na zewnątrz. Gdy ostatnie instrumenty zakończyły grę wymsknął się przez drzwi, aby dołączyć do Martina.
- Nie sądziłem, że się pojawisz - zaczął, wciąż trzymając drink w dłoni.
Ze środka sali nie dochodziły już tak głośne akordy melodii, raczej stłumione głosy gości oraz muzyka, która przygrywała w tle, aby każdy mógł słyszeć swojego rozmówcę.


Pozafabularne:
Stella - proszę rzuć na urok wiły, w zależności od tego, jak ten wyjdzie, w taki sposób reszta odniesie się do występu w swoich postach.
Możecie używać kostek do drinków, ile tylko chcecie, mozecie mnie też prosić o interakcje z matką i ojcem Elliotta, wtedy napiszę post na bardzie.
Fortinbras jest aktualnie z Geraldine w lesie, znajdzie ją tam, wejdą w następnym poście - wtedy też zaznaczę, że mężczyzna pojawił się na sali.

rolluje sb na drinka:
Rzut 1d10 - 1


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#26
01.02.2023, 02:46  ✶  
Las przy posiadłości nie należał do najgęstszych, ale pełnił rolę ochrony posiadłości, oczywiście nie był też jednym 'odstraszaczem' nieproszonych gości.
Fortinbras upewnił się, ze wszyscy z gości podążyli w odpowiednim kierunku. Wiedział, że nie była to jego rola i, że być może nie powinien był się do niej zniżać, aż chęć dopięcia wszystkiego na ostatni guzik i sprawdzenia, że żaden z gości nie pląta mu się po posesji w miejscach do tego nie przeznaczonych była większa. Zazwyczaj musiał wszystko mieć pod kontrolą, a nie uważał innych ludzi czy magicznych stworzeń za odpowiednio kompetentnych, aby mogli ważne sprawy robić za niego.
- Panno Yaxley, rozumiem, że z Pani doświadczeniem w terenie podróż drogami mniej oczywistymi nie jest aż takim problemem, jak dla reszty gości, acz byłbym spokojniejszy, gdyby wróciła Panna ze mną na szlak. Nie utrzymujemy tego lasu jedynie jako ozdoby. - zaznaczył. Jego głos był szorstki, chłodny i bardzo donośny, tak, że parę przesiadujących na drzewach ptaków zerwało się do lotu podnosząc przy tym szum, gdy liście i gałęzie ocierały się o siebie.
Mężczyzna miał ręce założone za siebie i podszedł do Geraldine w paru krokach, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.
- Czy wszystko jest w porządku? - dopytał, choć w jego spojrzeniu daremnie było szukać zmartwienia czy troski. Na ustach wykwitł delikatny uśmiech, blady, ledwo tworzący zmarszczki na twarzy. Trudno było stwierdzić w jakim wieku właściwie jest Malfoy, wyglądał jednocześnie na zbyt młodego na swoją sędziwość, jak i zbyt wiekowego, aby być stawianym w kategorii młodych.
Jego spojrzenie było badawcze, być może odrobinę karcące, choć to drugie nie znajdowało się w niebieskich oczach bezposrednio, raczej wynikało z całej postawy i tonu głosu.
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#27
01.02.2023, 23:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2023, 23:32 przez Stella Avery.)  

Stella bywała, a raczej grywała na różnych uroczystościach. Towarzyszyła czarodziejom podczas tych pięknych, wartych zapamiętania dni, jak śluby, urodziny, ale zdarzało się, że przyjmowała też te mniej kolorowe propozycje. Właściwie nie do końca była zachwycona tym, że jej ojciec wrobił ją w tę grę do kotleta, ale Malfoy mówiło samo za siebie. Im się nie odmawiało, ba, wielu by pewnie chciało być na jej miejscu. Powinna być wdzięczna Jacobowi, że to wszystko zorganizował, powinna też wykazywać więcej chęci do życia, powinna wreszcie zapomnieć.

Nie tak łatwo było zapomnieć. Jak mogłaby puścić w niepamięć istnienie własnej, jedynej siostry? Za każdym razem kiedy zamykała oczy uderzał ją widok jej martwej sylwetki, w wannie, w mętnej wodzie, która była taka zimna, jak jej ciało z którego uszło życie. Pamiętała pisk, głośny pisk, który z siebie wydobyła. Później nastała ciemność. Obudziła się dopiero rano, wtedy ponownie musiała przyswoić informację o samobójstwie swojej siostry. Nie tak łatwo zapomnieć ten widok, prześladował ją nocami, wracał do niej każdego dnia. Nie umiała o tym mówić, zresztą komu miała by powiedzieć, rodzicom? Dokładać po tym wszystkim. Nie miała prawa cierpieć, przecież żyła, miała tyle lat przed sobą, nie to co Kordelia, która odebrała sobie życie. Najwyraźniej była nieszczęśliwa, choć w ogóle nie było tego po niej widać, a ona, ona była ślepa. Dotarło to do niej po wszystkim.

Próbowała spełniać oczekiwania rodziców, sądziła, że jeśli zauważą, że się trochę angażuje dadzą jej wreszcie spokój i będzie mogła wrócić do siebie do Londynu. Pojawiła się więc na pogrzebie, z wiolonczelą u boku. Ominęła uroczystość, która działa się na cmentarzu. Od razu skierowała się do miejsca, w którym miała być dalsza część ceremonii. Musiała znaleźć swoje miejsce, przygotować się do przeprowadzenia Simone Malfoy podczas jej ostatniej ścieżki. Zastanawiała się, czy pamięta żonę Elliotta Malfoya. Na pewno była od niej starsza, nie miały możliwości chodzić razem do szkoły. Pamiętała ją jednak z kilku bali, a przynajmniej miała wrażenie, że to była ona. Zapamiętała jej smutny uśmiech, kiedy stała przy boku męża, czy była kolejną kobietą którą tak bardzo bolało życie u boku wybranka na całe życie? Kto ją tam wiedział.

Stella Avery była gotowa do występu. Rozstawiona ze swoją wiolonczelą czekała, aż w środku pojawią się goście. Kiedy zaczęli się schodzić zaczęła grać. Nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała ze swojego uroku, w końcu lubiła gdy wszystkie oczy był skierowane w jej kierunku.


Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!
Odkryj wiadomość pozafabularną
rzucam na urok wiły
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#28
01.02.2023, 23:57  ✶  

Matka na pewno wspomniała o tym w którymś momencie, ale wyrzucił to z głowy tak szybko, jak się o tym dowiedział. Podczas całej uroczystości absolutnie pomijał wzrokiem rodzinę Averych, szczególnie Stellę. Obydwoje byli pierwszymi świadkami tragedii Kordelii. Pamiętał jej reakcję na widok martwej siostry w wannie. Pamiętał wszystko bardzo dokładnie. Pamiętał ją na pogrzebie.

Smutek po utracie Kordelii był płytki, dotyczący jego osobiście a nie samej żony. Nie łączył się w pełni z bólem swojej matki czy państwa Averych. Jednak ze Stellą było inaczej. Wiedział o łączącej siostry bliskości. Wiedział, co to znaczy miłość między rodzeństwem. A także czym jest ból po jego nagłej utracie. Czuł się winny nie tyle śmierci Kordelii, co cierpienia Stelli, ale uczucia i myśli z tym związane zepchnięte były na granice świadomości przez zbyt dużą intensywność.

Drgnął słysząc pierwsze szarpnięcia wiolonczeli. To nie był popularny instrument. Momentalnie wiedział, kto przesuwa smyczkiem po strunach. I był zaskoczony, jakby w ogóle o tym występie nie wiedział wcześniej.

Zdążył już spalić papierosa, ale odpalił kolejnego. Zamknął oczy, lecz wtedy widział obrazy z przeszłości. Wyglądał na nie mniej przygnębionego niż inni żałobnicy.


Muzyka odrzucała i przyciągała go jednocześnie. Chciał niepostrzeżenie wymknąć się z uroczystości. Ale utwór się skończył, a obok niego wyrósł Elliott.

Martin wyprostował się, wewnętrzne rozterki sprawiły, że na moment nieco bardziej rozsiadł się w kanapie. Spojrzał kuzynowi w twarzy.

Czemu miałby się nie pojawić? Nie był to byle jaki bal, a konkretna okazja. Jeśli ktoś Martina kojarzył, to wiedział, jak rzadko można go spotkać na szanowanych uroczystościach. Ale tym razem się pojawił. Właściwie... dlaczego?

Martin zastanowił się nad tym pytaniem. Matka nawet nie naciskała na niego. Poinformowała go o dacie, a ten posłusznie zjawił się u jej boku, gdy wychodzili z domu. Nie musiał iść. Matka wiedziała, jak ciężkie musiałoby być dla niego to wydarzenie. Nawet jeśli Martin chciał zmienić swoje życie i być bardziej otwartym na ludzi, pogrzeb nieznanej sobie osoby nie był do tego dobrą okazją.

A jednak się pojawił.

Wtedy uświadomił sobie dlaczego. Ale nie mógł tego powiedzieć głośno.

— Postanowiłem nadrobić swoją nieobecność na spotkaniach rodzinnych... niestety pierwszą okazją nadarzyła być się nieszczęśliwa okoliczność — odpowiedział i przekierował wzrok na ogród.

Nie mógł powiedzieć Elliottowi, że przyszedł tu, by spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#29
02.02.2023, 22:10  ✶  

Erik oblizał usta po drinku, uśmiechając się nieco pogodnie do siostry. Nie był to jednak w żadnym razie symbol szczęścia, czy zadowolenia, a raczej drobny dowód na to, że jeszcze się jakoś trzyma i dzielnie znosi pogrzeb. Może nie był z samą Simone wyjątkowo blisko, jednak sympatyzował ze stratą rodu Malfoyów.

— A ja jestem nieco przytłoczony. Nawet nie chodzi o to, że to pogrzeb, ale po prostu czuję się tu jakoś... inaczej — Zmarszczył brwi, nie wiedząc, jak dokładnie opowiedzieć o tym, co czuje.

Może chodziło o różnicę w klimacie tej rezydencji w posiadłości z jego rodzinnym domem? Dom Longbottomów charakteryzował się swego rodzaju ciepłem, którym domownicy chcieli ogrzać wszystkich, którzy byli im bliscy. Energia towarzysząca dworowi Malfoyów kojarzyła mu się z elegancją, jednak tą bardziej typową dla muzeów niźli budynkach, w których faktycznie mieszkali ludzie. Niezliczone zasady i normy, których należało się trzymać w tych czterech ścianach, zdawały się kapać na niego ze sklepienia, sprawiając, że czuł się tutaj prawie jak intruz. I może by i tak było, gdyby nie fakt, że miał przy sobie siostrę, jak i przynajmniej jedną przyjazną mu twarz wśród głównych żałobników.

— Wydaje mi się, że pasuje to do uroczystości — przyznał otwarcie, nie rozumiejąc zaskoczenia czy wręcz zgorszenia siostry. Ponownie sięgnął po alkohol. — Jeszcze przed chwilą słuchaliśmy pieśni żałobnych, a chyba nikomu nie zależy, żeby wśród gości zapadła niezręczna cisza. Zazwyczaj, gdy takowa się pojawia, ludzie zaczynają zadawać dziwne pytania.

Głównie chodziło mu o pytania do głównych żałobników, chociaż w tym przypadku nie zdziwiłby się, gdyby niektóre osoby zaczęły omawiać przy stole komplikacje społeczno-polityczne będące na językach społeczności w ostatnich miesiącach. Instrumenty muzyków nie były może najbardziej wymyślnym sposobem na odwrócenie uwagi gości, ale przynajmniej zwiększały liczbę bodźców, sprawiając, że część rozmów po prostu ginęła w szumie.

Co więcej, inni goście, alkohol, przekąski oraz muzyka... To wszystko sprawiało, że Malfyowie nie musieli czuć się aż tak zobowiązani, aby zajmować się gośćmi, a zamiast tego mogli wybrać do kogo podejść w pierwszej kolejności lub po prostu zająć się sobą. Lepsze to niż pozwolenie, aby reszta zebranych zaczęła ich zasypywać pytaniami. To raczej nie byłoby w dobrym guście.

Wysłuchał przemowy Elliotta, jednak mimo woli, gdy tylko do jego uszu dotarły pierwsze odgłosy szarpania za struny wiolonczeli, jego uwaga w stu procentach przeniosła się na Stellę Avery. Aż się odchylił na krześle, co by lepiej widzieć drobną blondynkę, poświęconą w pełni praktykowani swojego talentu. Bo to, że go posiadała, nie ulegało najmniejszym wątpliwościom. Longbottoma ogarnęła chęć zbliżenia się do podwyższenia, znalezienia się jak najbliżej tej artystki, wirtuozki, geniuszki i...

— Powinniśmy do niej napisać, jeśli przyjdzie nam organizować jeszcze jakiś bal, siostrzyczko — stwierdził, nachylając się nad Brenną, jednak nie spuszczając natarczywego wzroku z wiolonczelistki. Zupełnie poddał się jej urokowi wili, chociaż nie był do końca świadom tego, że to właśnie niezwykłe urodzenie dziewczyny przyczyniło się do wzmożonej uwagi z jego strony.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#30
02.02.2023, 23:28  ✶  
- To zupełnie inna posiadłość niż nasz dom – przyznała Brenna, bo doskonale rozumiała, co Erik miał na myśli. Bardziej elegancka. Chłodniejsza. Choć dom Longbottomów wypełniały cenne pamiątki i antyki, to tam służyły one domownikom lub były ważnym wspomnieniem – tu, miała wrażenie, powinny zachwycać, nigdy niedotykane. Wątpiła, by po tutejszych, wspaniałych poręczach, zjeżdżały dzieci, na kanapach bawiły się psy.
Ale jednocześnie Brenna miała na tyle specyficzny charakter, by jej to nie przytłaczało, bo…
- …ale ja jestem sobą i tutaj, i tam, i w każdym innym miejscu – oświadczyła z krótkim, bladym uśmiechem. Prawdopodobnie mogłaby tak samo swobodnie czuć się w leśnej chacie, zamieszkanej przez pustelnika, jak podejmowana w pałacu Buckingham.
Gdy rozbrzmiały pierwsze tony melodii, zwróciła spojrzenie ku Stelli. Występ nie wywoływał w niej zgorszenia, raczej lekkie zdumienie. Zapomniała zresztą o nim zaraz, bo urok wiły zadziałał na tyle, by na chwilę Brenna skupiła się tylko na grze, nie zwracając uwagi na inne rzeczy, dziejące się w sali. I to mimo tego, że zasadniczo nigdy nie była wielką fanką muzyki klasycznej, a już na pewno nie wiolonczeli: działały tutaj nie tylko umiejętności muzyczne, ale także dziedzictwo tkwiące we krwi panny Avery. Choć gdy później Brenna uświadomiła sobie, że artystka ich oczarowywała… to już chyba w duchu nie do końca pochwalała. Nie w takiej sytuacji. Brenna czasem bywała do bólu cyniczna, a czasem znów straszliwie naiwna: jak tu, gdy wciąż głupio wierzyła, że to wszystko powinno skupiać się wokół Simone, a nie czyjejś gry.
Potrzasnęła lekko ciemną głową, jakby miała wrażenie, że resztka uroku wciąż ją oblepia.
- Braciszku, pamiętasz ostatni występ wiły na naszym balu? – przypomniała szeptem, gdy utwór się zakończył. spojrzeniem wodząc po gościach, zaciekawiona, czy i na nich czar podziałał tak, jak na Erika i na nią. Stella miała do niego talent, bo oboje przecież byli już świadkami występów piosenkarki obdarzonej podobną mocą. – Potknięcie, ktoś wpadający na Theseusa, zamiana w bobra, ogólne zamieszanie… - wyrecytowała, rozglądając się, czy gdzieś na stole stoi po prostu woda. Zbliżał się chyba czas toastu, a ten wolałaby wznieść takim. – Żadnych więcej występów wili w naszym domu, bardzo proszę, bieganie za transmutowanymi zwierzętami w obcasach mnie wykończy. Ale postaram się dla ciebie o bilety na jej koncert – obiecała solennie Brenna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Annaleigh Dolohov (1022), Bard Beedle (272), Brenna Longbottom (2069), Eden Lestrange (543), Elliott Malfoy (3183), Erik Longbottom (2476), Eunice Malfoy (1063), Geraldine Greengrass-Yaxley (1230), Henrietta Mulciber-Slughorn (1100), Lorraine Malfoy (998), Martin Crouch (959), Micah Bagshot (520), Perseus Black (391), Robert Mulciber (1263), Rowena Ravenclaw (389), Stella Avery (396), Theon Travers (1350), Vakel Dolohov (496), Victoria Lestrange (812), William Fletcher (720)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa