28.01.2025, 00:30 ✶
13 czerwca 1943, późny wieczór, Hogwart
Clemens Longbottom & Julián Pepino
Clemens Longbottom & Julián Pepino
— Julek, ja się tu czuję trochę jak zboczeniec.
Brygadzista Longbottom i brygadzista Pepino — dwóch młodzików, którym nikt by jeszcze nie dał poważnej roboty w ręce — wyznaczeni zostali, aby przeszukać pokój Marty Warren na okoliczność śladów mogących rzucić nowe światło na sprawę jej śmierci. Nie, żeby ktokolwiek z Departamentu Przestrzegania Prawa wierzył, że takowe tutaj będą. No ale cóż, służba nie drużba, detektyw każe, młodziki słuchają. Protokół się sam nie spisze.
Clemens Longbottom skończył tym samym na klęczkach w dziewczęcym dormitorium Ravenclaw, przetrząsając kuferek pełen porcelanowych koników, które zbierała nieboszczka Marta. Nie ruszali kwater pozostałych dziewczynek, skupili się tylko na tej należącej do ofiary, ale tak czy inaczej nie było Longbottomowi to przeszukanie w smak. Grzebać w rzeczach nastolatek — nieswojo, mimo że robił to w celach służbowych, a martwej dziewczynce już było wszystko jedno… prawda?
Młody brygadzista starał się zachowywać twarz i dowcip, ale jak na dłoni widać było, że cały jest jakiś taki nieswój, jakby nastroszony. I nie chodziło wyłącznie o to, że przed chwilą grzebał w pościeli nastoletniej dziewczynki. Całokształt tej sprawy wytrącił go z równowagi, a już szczególnie wieść o udziale Morpheusa. Gotów był bronić się rękami i nogami przed przyznaniem do tego, ale wstrząsnęła nim świadomość, jak blisko wydarzeń znalazł się jego mały brat — był drugą osobą na miejscu. I to wszystko ledwie kilka godzin temu. Po Hogwarcie krzątały się wciąż całe zastępy brygadzistów i aurorów, koroner, sędzia; mimo że godzina była już nocna, atmosfera wrzała i nikt jeszcze nie spał.
Wrzał i Longbottom. Mężczyzna wstał gniewnie i poprawił spodnie munduru.
— Straszne to… że w Hogwarcie i taka śmierć. — Wzdrygnął się. — Ale przecież my tu nic nie znajdziemy. — Powiódł ręką dookoła pomieszczenia. Pozostałe łóżka były dość schludnie zasłane, tu i tam walał się jakiś babski bibelot czy pomoce szkolne. Jak okiem sięgnąć, nic podejrzanego. — Sami mówią, że to zabójstwo raczej nie było planowane, że to wygląda jak przypadkowa ofiara. Przetrząsamy ten burdel tylko po to, żeby się nie mogli dojebać, że uchybienia w śledztwie, a to tak naprawdę pic na wodę. Nie ma tu z nas pożytku. Wszyscy to wiedzą. Powinniśmy iść tam, zrobić coś… coś… coś, żeby, cholera, nikt więcej nie podzielił jej losu, a nie przegrzebywać kufry dziewczyńskich łaszków.
Teatralnie uniósł szarą szatkę należącą do nieboszczki, aby podkreślić swoje słowa, lecz w mig ją odłożył. Dotarło do niego, że trzyma w ręku coś, co jeszcze wczoraj mogła mieć na sobie żywa, oddychająca dziewczynka. Teraz Marta leżała zesztywniała na mokrej podłodze łazienki. Żaden z tych przedmiotów, które przejrzeli, nie zostanie już przez nią nigdy użyty. To nie był pierwszy raz, gdy Clemens miał do czynienia ze śmiercią, lecz pierwszy raz ze śmiercią tak tragiczną kogoś tak młodego. A choć w swojej karierze miał napatrzeć się jeszcze na setki zwłok, to morderstwa dzieci nie były czymś, na co kiedykolwiek miał nauczyć się patrzeć rutynowo.
piw0 to moje paliwo