Ogień płonął w kominku. Dormitorium Gryfonów idealnie wpasowywało się swoimi barwami do Yule, złoto i czerwień, do tego ktoś wniósł tu wielką choinkę, która stanęła w kącie. Mieniła się światełkami we wszystkich kolorach tęczy, dzięki niej w pokoju pachniało lasem, paliło się też sporo świec o zapachu pomarańczy, więc i jej zapach roznosił się po pomieszczeniu.
Ruda leżała rozwalona na kanapie, w dłoni miała butelkę ajerkoniaku, jedną z kilku, które udało jej się przemycić do zamku, tak samo jak przemyciła Lupina do ich dormitorium. Była nażarta i szczęśliwa, wraz z nią siedzieli tu jej ulubieni chłopcy - czego Wood było więcej trzeba do szczęścia? No chyba niczego.
- To nasze ostatnie wspólne święta tutaj, musimy zrobić coś fajnego. - Tak się złożyło, że Charlie był rok wyżej od niej, dwa od Camerona, więc nie mogli tego już więcej powtórzyć. Musieli odwalić coś głupiego, żeby mieć kolejne wspomnienie do kolekcji. Pociągnęła spory łyk z butelki, likier był przepyszny, słodziutki ledwie dało się wyczuć w nim posmak alkoholu.
- Zjadłabym pianki, myślicie, że jak nadzieje je na pogrzebacz i wsadzę do kominka, będą smakować jak te z ogniska? - To nic, że była nażarta tak, że ledwie się ruszała, żal było nie skosztować każdej potrawy, która znajdowała się na stole, skrzaty naprawdę się dzisiaj postarały, jednak nie mogła się oprzeć, by nie wepchnąć w siebie jeszcze czegoś słodkiego.
Upiła kolejny łyk ajerkoniaku, po czym uniosła butelkę w górę. - Chcecie trochę? Obawiam się, że jak sama wypiję tę butelkę to zacznę mieć problemy z chodzeniem, wolałabym nie zasnąć na tej kanapie, bo rano obsiądą mnie dzieciaki. - Tak, liczyła na drobne wsparcie w opróżnieniu tej buteleczki.