• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange

[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#111
15.12.2025, 00:47  ✶  
Vasilij Dolohov był idealnym mówcą i aktorem. Gdyby nie zajął się nauką, z pewnością robiłby w świetle scenicznych reflektorów inną karierę – bo był przede wszystkim celebrytą, dopiero na drugim miejscu odkrywcą. Nie potrzeba było szczególnej bystrości aby wiedzieć, że patrząc na niego widziało się dokładnie to, co Dolohov chciał ci pokazać. Dlatego właśnie to co robił mogło wydawać się tak... dziwne. Ten ułożony, błyskotliwy człowiek to prostował się, to znów w panice zmywał z rąk własną krew i wydłubywał z rozcięcia pokruszone szkło, jakby nagle nie potrafił przybrać roli, jaką powinien przybierać z łatwością. Morpheus mógł więc zorientować się w tym, że drugi z wieszczy zwyczajnie nie wiedział jak chce się zachować. To nie była wtopa wizerunkowa, klątwa, ani załamanie nerwowe. Vasilij zwyczajnie nie wiedział co miał robić. Sam nigdy nie doprowadziłby do takiej sytuacji, nie wykreowałby jej i zapewne zrobił wszystko co w jego mocy, żeby to przewidzieć. Bo to było trudne. Miłość była trudna. Były w tym wszystkim rzeczy proste – wierność, nigdy by przecież z własnej woli nie zdradził Peregrinusa. Były też rzeczy skomplikowane – nostalgia, spod której wystawały rozgrzane do czerwoności wspomnienia pełne scen i słów, które go ukształtowały. Tej nostalgii nie można było podnosić, jeżeli nie chciało przyzwyczajać się znów do ciepła, które mogło zniknąć.

Może sen ze Spalonej Nocy również był snem proroczym? Może przewidział, że ich usta zetkną się, a może... To była fantazja jego umysłu, która nie powinna się spełnić. Przyłożył nieokaleczoną dłoń do ust i położył na nich palce, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Przeżywał ten pocałunek, to było oczywiste. Nie ogarniała go gorycz, ale nie był też szczęśliwy. Wyglądał, jakby rozpracowywał jakąś zagadkę.

– Powstrzymałbyś? – Powtórzył po nim, przez moment wpatrując się w swoje odbicie w lusterku przy umywalce. Jak bardzo zachłannym i dziecinnym był człowiekiem, jeżeli nie do końca mu się to spodobało? Odkrył w sobie jakąś sprzeczność. Jego miłość do Trelawneya była absolutnie niepodważalna. Już dawno wybrał, Morpheus startował z przegranej pozycji – więc czemu? Dlaczego tak duża część jego serca wciąż łopotała jak proporzec na wietrze kiedy docierało do niego, że Morpheus nie chciał desperacko skorzystać z takiej okazji? To głębokie rozczarowanie musiało być objawem skrajnego okrucieństwa, ale nie mógł zaprzeczyć jego obecności. Ten wspaniały człowiek, prawdopodobnie najinteligentniejszy prorok jakiego kiedykolwiek poznał, klęczący przed nim i ofiarowujący mu swój umysł wciąż pozostawał dla Dolohova obiektem pożądania. Lubił w nim tę jego niezdrowe obsesje, bo w poetyckości jaką niosły ze sobą te jego kanibalistyczne skłonności nie dało się nie dostrzec czegoś oczywistego – że gdyby tylko Vasilij mógł zeżreć jego umysł, być może wreszcie poczułby się kimś wystarczającym i kompletnym.

Odwrócił twarz i spojrzał mu głęboko w oczy.

– Przywołuje wspomnienia, co? – Oczywiście. Nie mieli wiele poza tym. Próbował patrzeć na niego wyłącznie przez pryzmat Ætherii, ale w tej cholernej łazience, z krwią na rękach, wciąż brodził w przeszłości. Uniósł tę nieszczęsną dłoń i jeszcze mu jej nie podał. – Tylko teraz nie możesz nagadać ścianie co zrobisz mojemu tacie, bo to wyjątkowo nie... – urwał. A może to była jego wina? Przesunął spojrzeniem po jego twarzy. Od oczu do ust i znów do oczu. Nie drżał, nie bał się ani trochę kontaktu wzrokowego. Bardo chciał powiedzieć, że Morpheus wyglądałby ładnie w szmince i to była prawda, ale nie powiedział tego, bo pewnych rzeczy nie wypadało mówić. Pewnych rzeczy nie dało się cofnąć.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#112
15.12.2025, 01:41  ✶  

Drażniło go, że Vasilij odbijał się w lustrze. Czuł ciarki, które przechodziły mu przez plecy, tym razem nie te przyjemne, lecz lękliwe. Wciąż wyciągnięta ręką zaczęła się trząść jeszcze bardziej, więc Morpheus rozciągnął na szerokość palce, rozczapierzył je, aż zabolała go skóra i zacisnął ją nagle w pięść, aby rozluźnić po sekundzie, uspakajając denerwujący tik. Zaczął normalniej oddychać. Tylko normalniej, nie normalnie, bo zbyt duża ilość sprzecznych bodźców rozbijała jego tętnem, jak ciałem utopca po klifach.

To nie mogło uspokoić jego głowy, która dorabiała scenariusze do wiszącego na ścianie lustra. Ot, instrument do przypudrowania noska. Narzędzie inwigilacji, portal między światami, tajemne przejście. Lustro mogło być wszystkim, po drugiej stronie mogła stać służba z aparatem, przygotowująca właśnie materiały do szantażu ich obojga. Gdy Vasilij patrzył na bok, robił to również Morpheus, czując czyjeś spojrzenie na sobie, nie Dolohova. Obce, badające, takie, które niszczy.

— Vakel. Nie wiem, czy jesteśmy wobec siebie, ale nie tym, bez względu na to, czego bym chciał... — spojrzał w jasny absolut spojrzenia swojej jedynej miłości. Nie dał rady. Nagle zdjął z głowy i ramion jasny szal i zatknął go za brzeg lustra, aby zakryć srebrną taflę, odbijającą ich sylwetki z lepszego świata, gdzie w zapętleniu istnieli tylko w chwili zarejestrowanej przez odbicie. Dopiero, gdy tkanina zasłoniła je przed spojrzeniem, mógł skupić się na Dolohovie. Działanie było tak nagłe, zryw znikąd, zmiana w śnieżnej kuli, w której zamknęli się tego wieczoru, a mimo to wrócił do kontinuum w tej samej formie co wcześniej i tylko brak szala i inaczej ułożone fałdy szafy zdradzały, że w ogóle zmienił pozycję.

— Pewne rzeczy się nie zmieniają, tak jak moje odczucia wobec twojego ojca. — zmieniły się na pewno włosy Morpheusa, znów, teraz krótkie, ledwie ukazujące wzór fali, która normalnie była piękną spiralą lub zadbanym zaczesaniem. — Nie ma sensu składać obietnic bez pokrycia.

Podsumował całość goryczą własnej reminescencji. Jakby krew sprawiła, że stał się dziwnie trzeźwy. Jakby wszechobecny ogień go wypalił do cna. Jakby wystarczyła mu wyciągnięta dłoń, która cały czas czekała na inspekcję rany.

— Chciałbym... — chciał coś powiedzieć, ale przełknął to w sobie. To było ewidentne. Stąpał po cienkim lodzie swoich wybuchów i wątłych skrzydeł kukułki w ostrzeżeniu karty. Nie mógł powiedzieć za dużo, aby miecz nie przeciął jedynej pewnej, umowy o pracę w instytucie. — Żebyś podał mi tę rękę. Nie naprawię jej, ale wyjmę szkło, żeby nie weszło głębiej.

Tyle lat, tyle lat spędzonych z braćmi, z ojcem, tyle przemocy w jego życiu, a on nadal nie umiał sobie poradzić ze zwykłą raną. Oczyszczenie i zawiązanie czymś czystym stanowiło szczyt jego umiejętności, ale teraz Vasilij miał tylko jego. Mógłby powiedzieć, że przyprowadzi kogoś dla niego, jeżeli tylko chce, ale egoistycznie nie zaproponował. Chciał na chwilę mieć Vakela tylko dla siebie, bo to nie mogło się powtórzyć. Tak, jak nie powtórzy się pocałunek, który zmieni się w noc pełną błędów, ten układ planet nad nimi i rozkład kart na ten dzień.

Pragnął, aby to już się skończyło. Pragnął nigdy nie wychodzić z tych czterech ścian.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#113
15.12.2025, 11:07  ✶  

Dalej opędzam się od wariatki przy stołach z przekąskami

Kobieta faktycznie spojrzała na Laurence'a i zastanowiła się chwilę. Ciężko było nie zareagować, skoro chwycił ją za ramię. Spojrzała na jego dłoń, a potem na jego twarz. Jej usta rozciągnęły się w lekkim, spiętym uśmiechu.
- Rozumiem. Przepraszam, pomyłka - kobieta spojrzała na Rodolphusa i przeprosiła go również, a potem odeszła, kierując się w stronę wyjścia z sali balowej. Czerwień na jej policzkach była ukryta pod maską, lecz wszystko w jej postawie sugerowało, że słowa Lestrange'a ją otrzeźwiły.
- Dziękuję za pomoc. A więc... - Rodolphus spojrzał na Laurence'a, analizując w głowie to, co usłyszał. - Lestrange, tak?
Jeszcze nie wiedział, czy zdradzać się z tym, że jest jego rodziną. Miał kilka podejrzeń, kim mógł być ten mężczyzna, który wybawił go z opresji, lecz nie chciał na razie puszczać ślepych strzałów. Szczególnie że czuł, że ktoś go obserwuje. Rozejrzał się, a jego spojrzenie padło na kobietę. Same problemy z tymi babami. Chciałby rzucić jakimś kąśliwym żartem, być może też przeprosić za zamieszanie, ale poznawał tę sylwetkę. Milczał, zdając sobie powoli sprawę z tego, że miał przed sobą kobietę, która nie powinna się tu znaleźć. Przełknął ślinę i powrócił spojrzeniem do Laurence'a. Zbliżył się do niego tak, by w razie czego jego pierdolnięta ex nie mogła usłyszeć, o czym rozmawiają.
- To ja, Rolph - powiedział cicho, wyciągając dłoń w kierunku kuzyna. Uścisnął ją, tak by dla postronnych wyglądało to jak podziękowanie za ratunek. - I mam problem. Nie patrz za stoły, ale jest tam kobieta w białej masce, której nie było na liście gości. Pójdziesz po ochronę, a ja ją zatrzymam?
Jego kuzyn nie wyróżniał się jakoś szczególnie sylwetką, ale na pewno nie była to sylwetka Louvaina - tylko dlatego zdecydował się na ujawnienie siebie. Głos jego kuzyna także był mu znany, dopasował po tej krótkiej rozmowie Laurence'a do sylwetki - nawet w masce.

@Laurence Lestrange @Baba Jaga
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#114
15.12.2025, 19:33  ✶  
Christopher nie miał już czasu dywagować, kto bił się kiedy i o kogo, zbyt zajęty usiłującą go obmacywać kobietą. Istniały miejsca, w których takie zachowanie było dopuszczalne, ale sala balowa Lestrangów z pewnością do nich nie należała. Z prawdziwą ulgą przyjął, że zdołali się uwolnić, bo nie wypadało używać przemocy fizycznej wobec kobiet, a przynajmniej nie wobec takich, które dostawały zaproszenia na tego typu przyjęcia.
– Miała na sobie moją sukienkę, ale zdecydowanie nie pierścionek – stwierdził Rosier, unosząc lekko jasną brew, co skutecznie zamaskowała jego ciemna maska. Nie wstydził, że odział dziewczynę w swój projekt: nieważne, czy przedstawiano ją jako Millie czy Melophomenę, wyglądała w nim fenomenalnie, i pasował do jej urody. Poza tym Millie miała oko i sama umiała rysować, więc nawet jeśli tamtej nocy stało się wiele dziwnych rzeczy, nie żałował tego podarku. A choć szył głównie dla czystokrwistych, to zdarzały się drobne wyjątki.
Co zabawne, robił to po równi dlatego, że czasem czyjaś uroda go ujmowała, jak i dlatego, że to była część budowania swego rodzaju snu i pożądania. Postrzeganie jego projektów jako czegoś, co bardzo trudno dostać… ale co jest tą gwiazdką, która czasem spada z nieba, a nie lśni tylko na firmamencie, absolutnie nieosiągalne.
– Była bardzo daleka od prawdy. Nie widzieliśmy się z tą domniemaną narzeczoną od tamtego wesela – wyjaśnił, a potem skrzywił się, gdy Victoria zaczęła wypytywać o Cressidę. – Spotykaliśmy się z Cressidą przez dwa miesiące. Zerwałem z nią kontakty w chwili, w której urządziła mi karczemną awanturę po tym, jak zobaczyła mnie z inną kobietą…
Tutaj Christopher urwał. Nie, nie dlatego że nie był pewny, co powiedzieć, a dla dramatycznego efektu.
- …którą była moja ciotka. Starsza ode mnie o piętnaście lat. Wyobrażasz sobie?
Jeszcze mógł zrozumieć, że podejrzewała go o niewierność, zwłaszcza że na tym etapie już go irytowały jej ataki zazdrości, ale że skusił się na bliską krewną i to o tyle starszą? Wśród czystokrwistych zdarzały się różne rzeczy, ale Rosier miał standardy, i nie umówiłby się z kobietą, która wyglądała jak odrobinę młodsza wersja jego matki i miała już siwe włosy!
Tak, Rosier potraktował ją wtedy brutalnie. I tak, wcześniej chyba trochę sam ją podpuszczał. To nie tak, że był krystalicznie czysty, ale zdecydowanie Avery b y ł a szalona.
– Jakiś czas później moja matka nalegała, żebym zabrał na obiad córkę jej przyjaciółki. – Owszem, niby by pokazać miasto, chociaż Christopher wiedział, na co liczyła. Cóż, aranżowane małżeństwa i nacisk na znalezienie żony nie były niczym nowym. – Cressida skądś się dowiedziała i gdy poszedłem do łazienki, podeszła do stolika i przedstawiła się jej jako moja narzeczona. Czy to wystarczy, by nazwać ją wariatką?
A nie opowiedział jeszcze historii o sukni ślubnej…
– W takim razie, skoro na pewno nie ma tu amortencji, chyba zaryzykuję tego drinka – stwierdził, zmuszając się do uśmiechu, bo nie mógł spędzić tego wieczora z duszą na ramieniu, co postanowi tu wykręcić jego szalona eks.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#115
16.12.2025, 03:22  ✶  
Wciąż przy stolikach z potrawami. Następnie kieruję się po ochronę.

Skoro słowa nie pomagały, trzeba było sięgnąć delikatnego czynu, jakim było uchwycenie kobiety za ramię i odciągnięcie od mężczyzny. Dopiero wtedy, kiedy Laurence rzekł poważnie, dotarło do kobiety, jak źle postępowała. Puścił ją, kiedy usłyszał słowa zrozumienia i przeproszenia. Odprowadził ją jeszcze wzrokiem, jakby upewnił, że oddaliła się wystarczająco, żeby nie zakłócać przestrzeni osobistej osobie, z którą rozmawiał Laurence.

Uwagę swoją, Lestrange skierował do towarzysza gdy go usłyszał. W tym padło zapytanie o jego nazwisko.
- Tak.
Potwierdził swoje nazwisko. Powinno to pomóc zapamiętać jego profil w tej masce. Na wypadek, gdyby sytuacja znów miała się powtórzyć. Ale nie tak szybko.
Nie umknęło jego uwadze, że mężczyzna zaczął się rozglądać.
- Wszystko dobrze?
Zapytał ze spokojem. Gotowym będąc pomóc, jeżeli coś znowu było nie tak. Mężczyzna niespodziewanie zbliżył się bardziej, wyciągając dłoń. Laurence dostrzegł ten gest, więc wyciągnął i swoją, aby uścisnąć. Wtedy szanowny gość przyznał się iż jest Rodolphusem. Kuzyn, który na balu ucieka przed kobietami. Interesująca przypadłość.

Wysłuchał go, nie rozglądając się. Ale wzrokiem próbował wyłapać o kogo chodzi.  Aż uwagę skupił na twarzy w masce Rodolphusa, kiedy usłyszał o obecności kobiety, której nie ma na liście zaproszonych.

- Nie ma problemu. Tak poza tym. Laurence Lestrange.
Wziął na poważnie jego prośbę. Wykorzystując moment na kuzynowskie przywitanie się. Być może nawet potwierdzając swoją tożsamość, skoro Rodolphus mu się zwierzył.

Puścił dłoń kuzyna i oddalił się, zmierzając w kierunku ochroniarzy, którzy zajmowali się weryfikacją gości.

- Na sali jest kobieta, która jakimś cudem dostała się na bal, lecz nie ma jej w spisie gości.
Powiedział do jednego z ochroniarzy, uchylając przy tym swoją maskę, aby byli świadomi tego, kto przekazuje im informację.
- Sprawdźcie inne wejścia, czy zostały nienaruszone.
Polecenie zlecił kolejnemu ochroniarzowi, który miał powiadomić innych i dokonać oględzin miejsc bocznych. To aż dziwne ze ktoś potrafił wejść bez zaproszenia. Ale kilka domyślnych odpowiedzi przychodziło mu do głowy. Eliksir wielosokowy, metamorfomag, albo animag. Najprostsza opcja do wykorzystania, aby tutaj się dostać niezauważonym. Jak bardzo mógł się pomylić?

Posiadana Maska


@Rodolphus Lestrange
@Baba Jaga (nie wiem czy i mój post będzie brany pod uwagę, ale pomagam Rodolphusowi)
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#116
16.12.2025, 21:13  ✶  
Zgasił go jak papierosa.

Nie wiedział czym dla siebie byli?

Oczywiście. Łączyło ich tylko kilka lat mówienia sobie, że są dla siebie wszystkim. No ale w gruncie rzeczy co miał powiedzieć? Udawać, że mogliby być przyjaciółmi? Morfeusz miał już swoich przyjaciół. Bandę ludzi, która okazała się w każdym możliwym aspekcie ważniejsza od durnego Dolohova wyobrażającego sobie wspólny wyjazd do Ameryki. Miał swoją rodzinę, o którą dbał i zawsze wybierze spędzanie czasu z nimi. Nie dla Dolohova było w tej opowieści miejsce gwiazdki na jego niebie – był nią Anthony. Nie dla niego wyłożono nakrycia przy stole podczas yulowej kolacji w Warowni – siedzieli tam przyjaciele i rodzina, a Dolohov żadnym z nich nie był. Kim był? Jakąś kurwa zjawą z przeszłości. Wspomnieniem czegoś, czego Morfeusz wcale nie chciał mieć i podjął dość jednoznaczne decyzje. Pewnie łatwiej było udawać nieistnienie i mówić, że się nie wie takich oczywistych rzeczy, zamiast nazwać to otwarcie i mierzyć się później z tym, że kiedy miało się w garści wszystko o czym ten dureń z Praw Czasu marzył, jednocześnie skazywało się go na samotne picie wina w zaciszu gabinetu żeby łatwiej i szybciej zasnąć, bo wtedy nie trzyma było myśleć o spędzaniu kolejnej ważnej daty samotnie. Sam stosował to wyparcie. Gdyby się nie spotkali na tym nieszczęsnym weselu Blacków, robiłby to nadal.

Dolohov stał w bezruchu. Milczał. Obserwował swoją rękę, ale oczywiście kątem oka widział, jak Morfeusz zasłania lustro wiszące naprzeciw. Krew kapiąca do umywalki powoli ustawała, bo tak mocno zacisnął palce. W ranie nie mogło być żadnego szkła, bo ból stałby się teraz czymś absolutnie nie do zniesienia, a zamiast tego zmalał lekko – na przekór temu, czego Vasilij teraz potrzebował. Cokolwiek co mogło odciągnąć go od pierwszego skojarzenia ze słowami, jakie wypowiedział drugi z wieszczy, prawdopodobnie uratowałoby tę sytuację.

Nie ma sensu składać obietnic bez pokrycia.

Oczywiście. Dlaczego po tych wszystkich latach w ogóle przychodziło mu na myśl, że cokolwiek mogłoby działać inaczej? To była czysta desperacja. Każde słowo przelatujące przez jego głowę, skłaniające go do ponownego brodzenia w tym mule, cała ta miłość jaką żywił do tego człowieka i która paliła go teraz w gardło... Pewnie jakaś część niego nigdy się z tego nie wyleczy, ale nie musiał już sam siebie skazywać na cierpienie. Morfeusza dało się zerwać jak plaster, bo on nie potrafił odnaleźć się w takich sytuacjach. Nigdy tego nie potrafił. Ani kiedy byli w szkole, ani kiedy byli dorośli. Byli ze sobą w związku nie dlatego, że zobaczył Dolohova i postanowił go zdobyć – byli ze sobą w związku, bo z tych wymijających wypowiedzi koszmarnego buca Dolohov potrafił wyciągnąć prawdę, nazwać ją po imieniu i kiedy krzyknął nie sposób było tych słów zignorować. Byli ze sobą w związku, bo Dolohov to sobie wyszarpał, jak wszystko inne w swoim życiu. I teraz też mógłby to zrobić. Mógłby chwycić go za fraki w furii, w niemożliwym do stłumienia szale. Mógłby mu zachlapać ten kostium mnicha krwią i uderzać go rękoma drąc się tak długo, aż by tych szkaradnych, pozbawionych wyczucia słów nie wycofał, a później nie odgryzłby sobie języka za karę, że w ogóle śmiał śmieć.

Powiedz to! Powiedz! POWIEDZ, ŻE MNIE...!

Wszechświat znów rzucił monetą.

Nie zrobił tego. Zamiast tego suchą ręką przesunął po policzku, po którym spłynęła pierwsza z kilku łez. Cóż, nie udało mu się zachować tutaj twarzy. Nie potrafił. Brak kontroli był powodem, dlaczego zagrał z Peregrinusem w tak otwarte karty, chociaż nikt o zdrowych zmysłach nie przyznałby się obecnemu partnerowi do żywienia uczuć ukierunkowanych w kogoś, kto mógł być obiektem tak płomiennej zazdrości.

Szybko je wytarł. Przeczesał palcami włosy i głośno przełknął ślinę. Wsłuchał się w ciszę, udając przed samym sobą, że da się z niej wyłapać przytłumione dźwięki przyjęcia. Za moment uda, że idzie tam zamaskować się w towarzystwie, ale w rzeczywistości nie miał na to siły. Powie Annaleigh gdzie się zaszył i pójdzie zasnąć odurzony jej eliksirami i alkoholem w jej pokoju. Wpierw jednak, kompletnie ignorując wyciągniętą w jego kierunku rękę i prośbę, otworzył trzecią szufladę pod zlewem, żeby wyciągnąć z niej malutką ściereczkę i przyłożyć ją do rozcięcia. Następnie podniósł z podłogi maskę księżyca. Przygotowany w ten sposób, spojrzał na Morfeusza ponownie.

– Idę do swojej żony. – Powiedział to tak, jakby to miało być jakieś wyznanie. Jakby go nie truła latami. Jakby nie był gejem odkąd pamiętał. Jakby łączyła go z nią czerwona nić i pójście do niej było oczywistością. Jakby nie obdarła go z resztek godności i nie skrzywdziła okrutnie. Jakby to nie było oczywiste, że go wciąż mdli na myśl o obcowaniu z kobietą. A tych kilkanaście sekund kiedy Morfeusz bawił się w mówienie do niego wierszem, on zdążył już ułożyć sobie plan na resztę dnia. Ten plan obejmował udawanie, że nie poryczał się drugi raz w tym roku w łazience w posiadłości czystokrwistego rodu. Wszedł w rolę, której używał do brylowania na salonach. Ta rola była bezgranicznie zakochana w utlantowanej uzdrowicielce prowadzącej swój gabinet przy Alei Horyzontalnej i zapomniał kim jest Morfeusz Longbottom lata świetlne temu.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#117
16.12.2025, 22:59  ✶  

— Nie, nie idziesz — oznajmił Morpheus. Mógł nie być tak charyzmatyczny, jak Vakel, nie miał do końca tej iskry, którą mieli ludzie dowodzący całymi drużynami bojowymi i zarządzali biurami, ale było w nim dość desperacji, żeby zatrzymać Dolohova. Razem ze słowami, poszło ciało. Oparł się barkiem drzwi, nie zamierzając przepuścić czarodzieja na drugą stronę. — Nie idziesz, dopóki mi nie powiesz, co próbujesz osiągnąć. Chyba, że po prostu sprawia ci przyjemność machanie mi przed nosem czymś, czego nigdy nie będę mieć. Oferta pracy, złośliwe odpowiedzi. Wszystko we w mnie krzyczy, że powinienem zabrać cię na parkiet, korzystając z masek, ten jeden raz z tobą publicznie zatańczyć, nakarmić diamentami i zabrać do siebie do domu i nigdy więcej nie wypuścić. Ale w tym momencie nawet nie mam domu, Vasilij. Więc nie, nie wyjdziemy stąd, nawet gdyby do drzwi dobijali się Śmierciożercy.

To nie był gniew. To była desperacja.

— Muszę wiedzieć, kim dla ciebie jestem. Bo po tylu latach mnie pocałowałeś i nie będę udawać, że mnie to nie dotknęło. Że każde twoje słowo nie jest kolejnym mieczem. A jeśli to jest to, czego chcesz, mojego cierpienia, to też mi powiedz, po prostu nie będę błagał o nic innego.

Jeśli chodziło o Vasilija, Morpheus był absolutnie żałosny. Dlatego właśnie, że w ostatecznym rachunku nie kochał go absolutnie nikt. Dlatego łapał się tej jedynej iskry, gdzie pojawiały się nagłe uczucia, szukając ciepła. Dlatego karmił swoją obsesję i był gotowy zostać szmatą do podłogi Dolohova, a jednocześnie próbował go odpychać, odbijając słowa swoim okrucieństwem, tworząc niespójny mur obronny z otworzonymi wrotami na znak poddaństwa. Dlatego, że w jego głowie Vasilij był księżniczką w zamku, która ma klucze do drzwi, po prostu nie chciała uratować swojego rycerza, bo nie był tego wart. Morpheus wiedział, że kochanie go było ciężką pracą, której nikt nie będzie się chciał nigdy podjąć nigdy więcej. I że nikt nigdy nie będzie kochał go, jak on kochał Vasilija.

Ta świadomość, chociaż znana od lat gdzieś głęboko, uderzyła w niego, jak rozpędzony pociąg. Zachłysnął się powietrzem i absolutnie rozsypał. Nie panował nad spazmami ręki, kolana poddały się, uderzając o posadzkę. Paciorki powstrzymywanych od miesięcy łez pociekły brzydkimi strumieniami.

— Ja i mój bóg — wypowiedziały bezwiednie jego usta. Nawet nie wiedział, że na głos, chociaż trudno to było nazwać głosem, gdy gardło było ściśnięte, jakby Vasilij rzucił na niego zaklęcie i odbierał mu oddech i mowę.

Realnie nie stanowił żadnej przeszkody ku drugiej stronie łazienki.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#118
16.12.2025, 23:55  ✶  
Rozmawiam z Christem, przenosimy się w pobliże stolika z przekąskami i drinkami

Plotka zdecydowanie żyła własnym życiem, skoro nie było żadnego pierścionka, a jedynie sukienka. Albo, w przypadku Christophera, aż sukienka. Nie wiedziała co to była za dziewczyna, z którą poszedł wtedy na to wesele i chyba nie miało to większego znaczenia, skoro najwyraźniej ta znajomość niespecjalnie przetrwała, najwyraźniej w jakiś sposób wadziła tez Rosierowi, a przynajmniej Victoria odniosła takie wrażenie i nie planowała go więcej wypytywać o partnerkę z wesela Blacków, bo wiedziała już chyba wszystko. I jednocześnie doskonale rozumiała, że uszył dla tej dziewczyny sukienkę: chyba by go duma mocno ubodła, gdyby na takie wydarzenie poszła w kreacji jakiegoś innego autorstwa… Z drugiej strony gdy wysłał przed kilkoma dniami suknie Victorii, to nadmienił, że jest to tak późno, że zrozumie, jeśli pójdzie w czymś innym. Zupełnie jakby nie wiedział, że zdecydowaną większość szafy zajmowały sukienki jego autorstwa.

– Dwa? To niezbyt długo – to mniej-więcej tyle ile trwało jej narzeczeństwo z jego kuzynem. A później dokładnie tyle samo ile była zaręczona z Rookwoodem. Dwa miesiące okazywało się wiec jakąś dziwaczną granicą, może powinna zapytać numerologa (czyli Vasilija), czy ta dwójka to przypadkiem nie jest jakoś przeklęta. Lestrange uniosła brew (niestety, albo stety nie było to widoczne), kiedy Christopher zrobił tę dramatyczną pauzę, bo nie miała najlepszego zdania o tych mężczyznach, którzy nie potrafili najpierw zakończyć pierwszej relacji, by dopiero wtedy zająć się kolejną, ale wtedy historia dobiegła końca.  I została zmuszona do zakrycia sobie ust dłonią, bo aż je otworzyła w zaskoczeniu.

Karczemna awantura za pokazanie się z ciotką. Na brodę Merlina – co to za popisy zazdrości? Czy ta dziewczyna była niespełna rozumu?

– Żartujesz? – odezwała się w końcu. – Ale wiedziała, że to twoja ciotka, prawda? – bo dopuszczała jeszcze możliwość, że z jakiegoś powodu nie wiedziała, ale jakoś nie wyobrażała sobie żeby w takim wypadku Chris robił z tą ciotką coś, co w ogóle zasługiwało na taką scenę zazdrości. Poza tym… jeśli nie wiedziała, to pewnie jej powiedział, nie? Victoria by powiedziała. A potem oczekiwałaby przeprosin. Co za absurd. W sumie to nie dziwiła się blondynowi, że się wymiksował z tej relacji, bo jak na początku były takie cyrki, to co dopiero później… – Ma chyba jakieś mocne problemy z zazdrością – skwitowała to ostatecznie. Rozumiała zazdrość, ona zwykle miała jakieś podłoże w danej osobie, w kompleksach, Victoria też je miała, choć wiele osób bardzo by się zdziwiło, ale taka awantura przechodziła jej zrozumienie. – Okej, wystarczy – trzeba było nie mieć za grosz godności i dumy, by przedstawiać się jakiejś innej dziewczynie jako narzeczona faceta, z którym ta przyszła… nie będąc nią. Rzeczywiście wariatka. – Co mogę powiedzieć… współczuję, o – zakończyła nieco kulawo, ale chciała trochę rozładować napięcie, miało to mieć więc nieco żartobliwy wydźwięk.

– Mogę się napić pierwsza, chodź – żeby mu udowodnić, że nie ma tam nic szalonego. I w ten właśnie sposób znaleźli się przy stole z przekąskami i drinkami, a Victoria sięgnęła po jednego z tych płonących. Cóż… ogień ją przyciągał. Kątem oka zobaczyła też fontannę z czekoladą i aż westchnęła. Za to mogła się dać pokroić. Zauważyła też stojących obok dwóch mężczyzn, z czego jeden nagle się oddalił.


!plonacedrinki
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#119
16.12.2025, 23:55  ✶  
Krwista czerwień
Wino, które jest niezwykle gęste i po pierwszym łyku niezwykle cierpkie. Po upływie chwili dociera do ciebie smak, który z każdą chwilą robi się coraz bardziej wytrawny i przypominający wino.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#120
17.12.2025, 01:51  ✶  


idę do baru z Levim

W jej oczach pojawił się krótki, niekontrolowany błysk zaskoczenia, ledwie uchwytny, ale prawdziwy; taki, który zdradzał, że spodziewała się czegoś innego, jakiegoś intymnego, romantycznego spaceru z potencjalną kandydatką na żonę. Chociaż może bardziej dziwiłaby się, gdyby faktycznie chodziło o romans. Levi był wyjątkowo zamknięty i nawet w przyjaźni musiała mieć do niego bardzo dużo cierpliwości. Nie dopytywała o szczegóły. Nie uniosła brwi, nie skomentowała, nie próbowała żartować. Rodzina Rowle'ów była na tyle rozległa i splątana, że nawet próbując, mogłaby się w niej zgubić. Nawet swojej tak do końca nie ogarniała, a co dopiero cudze. Nie miała dziś ochoty na zgadywanki ani na rozplątywanie cudzych intencji. Bal dopiero się zaczynał i wolała skupić się na zabawie.
Odłożyła fiolkę na najbliższą tackę, używając więcej siły niż zamierzała. Nie taką zabawę miała na myśli.
- Przeklęte eliksiry - mruknęła i odetchnęła dopiero wtedy, gdy impuls minął całkowicie, zostawiając po sobie jedynie nieprzyjemne echo. Niewiele brakowało do gestu, którego konsekwencje musiałaby potem tłumaczyć nie tylko światu, ale i samej sobie. Bo nawet jeśli maski dawały iluzję anonimowości, ona wiedziała aż za dobrze, jak złudna to była ochrona. Wystarczyłby jeden nieuważny obserwator, jedno rozpoznanie po sylwetce, geście, zbyt charakterystycznym ruchu dłoni; ktoś, kto widział ich razem zbyt często, ktoś, kto lubił łączyć fakty i sprzedawać je dalej w formie szeptów. A przecież przyjaźń to przyjaźń, są linie, których się nie przekracza. Nie chciała nawet myśleć, co by było, gdyby jednak go pocałowała i spodobałoby jej się... stop. Nic się nie stało, więc nie ma o czym myśleć.
Swoją drogą poczuła ukłucie dumy, że trzeźwy umysł zdołał powstrzymać działanie eliksiru. Silna wola znaczyła więcej, niż magiczny nakaz zrobienia czegoś irracjonalnego.
- Zamiana w elfa czy pocałowanie ciebie... sama nie wiem, co gorsze - parsknęła śmiechem, bo paradoks tej sytuacji był nie do zniesienia, ale nic nie mogła na to poradzić, więc pozostał śmiech.
Pozwoliła więc, by jej dłoń spoczęła na jego przedramieniu. Palce rozluźniły się w geście, który był dokładnie tym, czym powinien: przyjacielskim, neutralnym, bezpiecznym.
- Muszę przyznać, że jestem zawiedziona twoim wyborem maski - odezwała się w końcu. Kącik jej ust uniósł się nieznacznie, gdy spojrzeniem objęła jego strój i maskę, jakby dopiero teraz naprawdę je oceniała, ważąc każdy detal z artystyczną precyzją. - Szczerze mówiąc liczyłam na smoka. Mogłeś zaszaleć. - oczywiście żartowała, w jej głosie mógł bez problemu wyłapać drwinę. - A gdybyś był moim mężem, zmusiłabym cię do założenia pasujących do siebie strojów.
Poprawiła delikatnie ułożenie maski na twarzy, jakby sama była dowodem na to, że bal był idealnym miejscem do przesady i teatralności.
- Chodź, napijmy się czegoś. Muszę zabić posmak tego wstrętnego eliksiru - wskazała głową bar. Zaczynało robić się tłoczno, pierwsze pary ruszyły już na parkiet, a każdy kąt zawierał innego rodzaju zamieszanie. Nie chciała na razie więcej wrażeń, jedynie z daleka podziwiała artystów.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (820), Anthony Shafiq (1550), Astoria Avery (2600), Atreus Bulstrode (3714), Baba Jaga (1429), Basilius Prewett (215), Brenna Longbottom (4076), Cedric Avery (211), Ceolsige Burke (1532), Charlotte Mulciber (1529), Christopher Rosier (4157), Dearg Dur (927), Deirdre Malfoy (997), Elliott Malfoy (1589), Gabriel Montbel (1661), Hannibal Selwyn (1963), Jonathan Selwyn (453), Lana Dolohov (670), Laurence Lestrange (3774), Laurent Prewett (1629), Leviathan Rowle (2123), Lucy Rosewood (1380), Lyssa Dolohov (1545), Mirabella Plunkett (3432), Morpheus Longbottom (2810), Oleander Crouch (1688), Pan Losu (1777), Robert Albert Crouch (794), Rodolphus Lestrange (2205), Urd Nordgesim (1079), Vakel Dolohov (4968), Victoria Lestrange (5081), Zachary Burke (1417)


Strony (22): « Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 22 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa