Może sen ze Spalonej Nocy również był snem proroczym? Może przewidział, że ich usta zetkną się, a może... To była fantazja jego umysłu, która nie powinna się spełnić. Przyłożył nieokaleczoną dłoń do ust i położył na nich palce, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Przeżywał ten pocałunek, to było oczywiste. Nie ogarniała go gorycz, ale nie był też szczęśliwy. Wyglądał, jakby rozpracowywał jakąś zagadkę.
– Powstrzymałbyś? – Powtórzył po nim, przez moment wpatrując się w swoje odbicie w lusterku przy umywalce. Jak bardzo zachłannym i dziecinnym był człowiekiem, jeżeli nie do końca mu się to spodobało? Odkrył w sobie jakąś sprzeczność. Jego miłość do Trelawneya była absolutnie niepodważalna. Już dawno wybrał, Morpheus startował z przegranej pozycji – więc czemu? Dlaczego tak duża część jego serca wciąż łopotała jak proporzec na wietrze kiedy docierało do niego, że Morpheus nie chciał desperacko skorzystać z takiej okazji? To głębokie rozczarowanie musiało być objawem skrajnego okrucieństwa, ale nie mógł zaprzeczyć jego obecności. Ten wspaniały człowiek, prawdopodobnie najinteligentniejszy prorok jakiego kiedykolwiek poznał, klęczący przed nim i ofiarowujący mu swój umysł wciąż pozostawał dla Dolohova obiektem pożądania. Lubił w nim tę jego niezdrowe obsesje, bo w poetyckości jaką niosły ze sobą te jego kanibalistyczne skłonności nie dało się nie dostrzec czegoś oczywistego – że gdyby tylko Vasilij mógł zeżreć jego umysł, być może wreszcie poczułby się kimś wystarczającym i kompletnym.
Odwrócił twarz i spojrzał mu głęboko w oczy.
– Przywołuje wspomnienia, co? – Oczywiście. Nie mieli wiele poza tym. Próbował patrzeć na niego wyłącznie przez pryzmat Ætherii, ale w tej cholernej łazience, z krwią na rękach, wciąż brodził w przeszłości. Uniósł tę nieszczęsną dłoń i jeszcze mu jej nie podał. – Tylko teraz nie możesz nagadać ścianie co zrobisz mojemu tacie, bo to wyjątkowo nie... – urwał. A może to była jego wina? Przesunął spojrzeniem po jego twarzy. Od oczu do ust i znów do oczu. Nie drżał, nie bał się ani trochę kontaktu wzrokowego. Bardo chciał powiedzieć, że Morpheus wyglądałby ładnie w szmince i to była prawda, ale nie powiedział tego, bo pewnych rzeczy nie wypadało mówić. Pewnych rzeczy nie dało się cofnąć.