Uchylił wieczko maski pokazując blade lico i obsypujące czoło platynowe kosmyki, po jej powrocie na swe miejsce, jego twarz znów spowiła się w cieniu dzioba i korony, przechodząc ciemnym granatem w zieleń. Jego kreacji nie brakowało połysku, był on jednak zbalansowany, ujawniał się pod wpływem padającego na materiał światła, zaginał pomiędzy warstwami materiału i wplecionych weń drogocennych kamieni ukształtowanych w pawie pióra. Dotyk spływającej po plecach peleryny, pomimo widocznych gołym okiem wplecionych weń kamieni, był przyjemny, podobny do tekstury, jaką miały prawdziwe pióra zwierzęcia. Materiał nie krępował ruchów, był również zaskakująco lekki jak na ilość ozdób i ułożonych falami piór, wychodzących z głównej części stroju, który był w kolorze granatowym. Większość materiału formowało optyczną iluzje, jakoby strój obtoczony był w transparentną, gwiezdną otoczkę. Twarz, poza ustami okalała granatowa, dopasowana maska z paroma piórami, które zaczesane do tyłu, przypominały włosy; zagubione gwiazdy z nocnego nieba migotały leniwie w centrum niewielkiej, wkomponowanej w całość korony. Strój był dopracowany, połysk był ruchomy nie tylko, gdy przebrany się poruszał, pozostawał w ruchu ciągle, prawie że imitując srebrzące się pod połyskiem nocnych gwiazdozbiorów jezioro.
Zgrabnie odmówił proponowanego eliksiru, jedynie przez chwilę trzymając go w dłoni okalanej ciemnym materiałem rękawiczki. Nie oceniał towarzysza za jego decyzję lub takie można było odnieść wrażenie, bo schowane za ciemnymi, przeplatanymi gwiazdozbiorami wypustkami oczy mogły mierzyć towarzysza lodowatym spojrzeniem. Z resztą, czy Albert by się w ogóle tym przejął?
Weszli do sali, aby usłyszeć przemowę o licytacji. Stanęli przy wejściu, daleko od sceny, od której dzielił ich cały parkiet sali balowej. Głos zwracającego się do gości mężczyzny dotarł do ich uszu odpowiednio z pomocą wzmacniającej słowa różdżki. Malfoy nie musiał dostrzegać broszki, aby pomyśleć, że stojący na scenie jegomość zapewne jest gospodarzem lub kimś z nim związanym.
- Nie jestem pewien na ile zainteresują mnie przedmioty, które można wylicytować - odezwał się do Rookwooda ściszonym głosem, nie chcąc urazić uczuć kogokolwiek w pomieszczeniu - Ale licytacja brzmi ekscytująco. Myślisz, że coś by cię zainteresowało? - nie liczyło się czy faktycznie dostanie przedmiot, a czy wygra. Stawka stawała się wysoka, gdy inni czegoś pragnęli, a on mógł im to zabrać sprzed nosa.