• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[15.09.1972, Hannibal, Mathilda&Mona] Przecież się nie zabija memortków

[15.09.1972, Hannibal, Mathilda&Mona] Przecież się nie zabija memortków
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#11
03.08.2025, 21:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2025, 19:59 przez Hannibal Selwyn.)  
Kto miałby znokautować tancerkę w teatrze? Jeszcze w dodatku… celowo? Upadek naprawdę był bardziej prawdopodobny, choć dla wprawionego tancerza rzadko kończył się rozbiciem nosa czy przygryzioną wargą. Mona miała czasami doprawdy dziwne pomysły. A skoro mowa o pomysłach…

”Nie każdy jest taki skory do bycia biczowanym!”
“Niektóre kręgi twoich fanek z pewnością byłyby ciut zawiedzione tym faktem…”

Wizja zahaczających o przemoc zabaw najwyraźniej robiła wrażenie na obu jego towarzyszkach. Albo to po prostu kampania promocyjna “Ekstazy” nabierała impetu dużo szybciej, niż można się było spodziewać. Hannibal nie miał nic przeciwko żadnej z tych możliwości. Spojrzał na wciąż oplecioną wężem dziewczynę z lekkim, wyraźnie flirciarskim uśmiechem.
- Może dałbym się namówić na to i owo… Mam nadzieję, że nie jesteś jadowita, co?
Do kuzynki natomiast rzekł, porzucając całkowicie pozory oburzenia:
- Gdybym wtedy wiedział, że Tylka jest u ciebie, miałbym zdecydowanie mniej oporów, żeby zostać na noc!

Czyli pokój gościnny nie był zarezerwowany dla Icarusa… Hannibal posłał Monie roziskrzone spojrzenie. Och, chciałby, żeby poszczęściło jej się w miłości. Oczywiście ze względu na nią, ale nie tylko - co przyznawał otwarcie sam przed sobą, nienawykły do traktowania własnych pragnień krytycznie. To, że cała trójka Selwynów pozostawała samotna, nie napawało go nadzieją na przyszłość. A co, jeżeli ciąży nad nimi jakieś fatum? Nieco ponad tydzień temu rozmawiał z Jonathanem na temat związków i uczuć i, choć trochę liczył na jakąś mądrość życiową od starszego kuzyna, nie usłyszał zbyt wiele przydatnych porad, a raczej przestrogi. Może powinien zwrócić się do Mony?

Drgnął, kiedy wąż zaczął pełznąć po jego dłoni, ale było już za późno, by ją cofnąć - bał się, by go nie rozzłościć. Nie miał pojęcia, jak gady reagują na gwałtowne ruchy. Posłał więc Mathildzie zaalarmowane spojrzenie i dalej obejmował ją ramieniem, trochę sztywno, póki wąż nie uwolnił go - wtedy szybko zabrał rękę, tak na wszelki wypadek. Odchrząknął, odzyskując pewność siebie.

- To jest doskonały pomysł, miałem właśnie zaproponować to samo. Właściwie to skończyliśmy już próby na dziś, a tutaj na każdym kroku narażamy się na czyjś wybuch złości - wzruszył ramionami, jakby sam przed chwilą nie darł się na Laurettę i Kendricka, nie rzucał rekwizytami i nie atakował przypadkowych ludzi drzwiami. Naprawdę nie było czego szukać w Sali Wawrzynowej i lepiej dla Quirrell, żeby się nie pchała ani pod chłoszczącą dotkliwiej niż merlinowy bicz krytykę Lauretty, ani pod pełen irytacji dyktat reżysera.
- Czy zaszczycicie mnie swym towarzystwem, drogie panie? - bliskość tancerki stojącej niemal pod jego ramieniem nie pozwoliła na dworski ukłon, więc Hannibal skłonił tylko z gracją głowę, przenosząc spojrzenie ciemnych oczu z jednej kobiety na drugą.
sacrificial lamb
Why does my skin start to burn?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#12
05.08.2025, 20:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.08.2025, 23:02 przez Mona Rowle.)  
Mona parsknęła śmiechem na słowa przyjaciółki. Kobieta, która przez dekadę wolała towarzystwo smoków od ludzi, nie miała problemu ze stwierdzeniem, że jej kuzyn był urodziwym młodzieńcem. „Ciut zawiedzione” to było mało powiedziane zważywszy na to, jaką popularnością cieszył się wśród otoczenia. Na własne oczy przekonała się, że nie brakowało mu ani uwagi, ani adoratorek i… adoratorów.
— Czyli jednak wam w czymś przeszkodziłam? — podniosła jedną brew ciekawie.
Nie chodziło jej o zazdrość, bogowie świadkiem, że nie! Rowle obawiała się, czy jego szlachetna głowa nie spadłaby kiedyś z karku przez czyjąś obsesję i zarówno bardziej niż o serce, martwiła się o jego bezpieczeństwo. Zakochani ludzie bywali niebezpieczni, a Han bywał zbyt piękny, żeby nie wzbudzać obsesji. Czy Robert nie miał podobnego problemu ze swoją byłą żoną?
— Pochwal się lepiej, gdzie ty spałeś! — zawołała prawieże dziecinnie. Cała zabawa toczyła się wokół tego, że Icarus Prewett i tak skończył na kanapie, bo gdzież indziej miałby trafić ten wygnany król bez królestwa? Mona nie chciała nawet marzyć o czymś innym — jej pierwsza i ostatnia miłość spała za ścianą, pod jej dachem. Był tak blisko jej. Niestety, była pomiędzy nimi granica, której żadne z nich z jakiegoś powodu nie chciało przekroczyć: ani przez dumę, ani przyjaźń, wspomnienia.

W myślach natomiast Mona Rowle układała już nekrolog dla całego rodu Selwynów. „Pomarli w milczeniu, bez dziedziców i jednego porządnego romansu. Pomarli jak żyli: z dumą i kijem w dupie.”

Artemis najpierw wspiął się po jej kuzynie. Potem z jeszcze szerszym uśmiechem, Mona przyjęła chłodny dotyk węża. No właśnie, a co z nią? Ona poślubi Artemisa, którego wkrótce ukradnie Tylce.

Było to osobliwe, kiedy chłodne ciało owinęło się wokół jej jedynej prawdziwej ręki. Zwierzak nie sięgnął po zwisającą spod długiego rękawa protezę, wiedząc od razu, co było ludzkie, a co nie.
— Artemisie, jesteś piękny — przemówiła jak do starego kochanka. — O nie, coś jeszcze się stało? Macie taki zawrót głowy przed Ekstazą? — zmarszczyła brwi, odrywając spojrzenie od gada na chwilę. — Aż tak źle, że wolicie moje towarzystwo? Z takim zaproszeniem trudno odmówić — uśmiechnęła się. — Gdzie macie ochotę iść? Skoro macie taki zły dzień, to ja dzisiaj stawiam. Chociaż… Czy Artemis dobrze znosi miejsca publiczne? Powinniśmy iść do lasu! O ugryzieniach też mogę co nieco poopowiadać, doradzić. Jest to na pewno lepsza forma okazywania uczuć niż samobiczowanie się, Han.
Mona nie była normalna.


jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód

Mathilda Quirrell
#13
10.08.2025, 21:27  ✶  
Mam nadzieję, że nie jesteś jadowita, co? - Błękitne spojrzenie, pełne zaczepności i uroku pochwyciło jego wzrok, pozwalając im przez krótką chwilą trwać w niemym zawieszeniu.
-Kto wie - szepnęła miękko, a na ustach Quirrell pojawił się szelmowski uśmiech, który jednak szybko zniknął wraz z chwilą, gdy dziewczyna odwróciła wzrok. Gdy zwróciła spojrzenie w kierunku Mony, która - według Mathildy - plotła bezsensu, a to niekiedy jej się zdarzało.
Pokręciła głową, przyglądając się Mo tak jakby powiedziała coś zarówno zabawnego co i niezbyt mądrego
-Ty nigdy nie przeszkadzasz, Mo - oświadczyła, mierzwiąc ogniście rude włosy dziewczyny. Obserwowała jak ta przejmuje jej węża, odnosząc się do niego z taką czułością z jaką jedynie Quirrell do niego mówiła.
Ludzie nie przepadali za wężami, uważali je za niebezpieczne - a przynajmniej za niepokojące. Budziły w nich strach, nieufność, czasem obrzydzenie. A jednak nie dla Mo. Ona widziała więcej, sięgała dalej - to jej przyszło kochać szkarady o brudnej duszy, rozumieć kreatury takie jakimi był Artemis, jakimi była Mathilda. Była jak ten promyk porannego słońca, jej śmiech dźwięczny jak dzwoneczki, a wzrok niczym nocne niebo spowite czernią lśnił blaskiem tysiąca gwiazd. Była wyjątkowa, była tą dzięki której wracała wiara w ludzi.
Była jedną z najbliższych osób jakie gościły w życiu Mathildy. Przyjaciółką dla której Quirrell wskoczyłaby w ogień, mimo że ich pierwsze spotkanie było czystym przypadkiem.
-Z Ekstazą... - pociągnęła z głupim uśmiechem. Oh nad tym mogliby się rozwodzić godzinami, a i te były niewystarczające - Wiesz jak to jest... Zresztą - machnęła ręką. Nie było co strzępić języka na temat Ekstazy. Wystarczyło, że musiała w domu słuchać mruczenia Quirrell na temat Loretty. Mathilda starała się trenować sama i robiła to, gdy tylko mogła - a jednak nie zawsze mogła.
-Do lasu? - powtórzyła zaraz za rudowłosą, aby chwilę później zachichotać na przytyk w kierunku Hannibala. Słynne biczowanie z pewnością będzie do niego wracało jeszcze bardzo, ale to bardzo długi czas
-Przynajmniej liczba adoratorek się zwiększy - stwierdziła z rozbawieniem, aby zaraz powrócić do tematu ich wyjścia
-Las brzmi spoko - stwierdziła z miejsca, stwierdzając, że to lepsze aniżeli jedzenie na mieście. Nie za bardzo lubiła jeść publicznie. Chociaż i tak było to lepsze aniżeli częstowanie. Westchnęła do własnych myśli, ruszając w kierunku wyjścia z teatru, zanim zdążyliby się rozmyślić
-Cóż, nie ma na co czekać, chodźcie -oświadczyła.

Droga do lasu przebiegła im stosunkowo szybko i przyjemnie. Pogoda im zdecydowanie dopisywała. Im bliżej lasu tym ciszej, tym spokojniej.
-Idziemy ścieżką czy... - rozejrzała się powoli za wejściem - myślicie, że pojawiły się już grzyby? - zapytała, przechodząc nad zwalonym drzewem - a wiecie, że nie tak daleko stąd jest las wisielców? - dodała z głupim uśmiechem, krocząc udeptaną ścieżką, racząc oczy szmaragdowym krajobrazem.
-Powinniśmy kiedyś się tam wybrać - dodała w wyjątkowo dobrym humorze. Lubiła naturę, lubiła zasłuchiwać się w dźwiękach ptasich treli, lubiła szelest liści i... wolność, która rozpościerała się dookoła.
Chociaż las wisielców bardziej przerażał, aniżeli wabił pięknem to był interesującym miejscem. Interesującym i niebezpiecznym.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#14
10.08.2025, 22:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2025, 20:00 przez Hannibal Selwyn.)  
Mathilda…
Spojrzał na nią z wysokości swojego 1,75 metra - lubił dziewczyny, na które mógł patrzeć z góry! - i odpowiedział na jej uśmiech własnym - lekkim, ale ewidentnie, bezczelnie uwodzicielskim, przygryzając wargę, bo w końcu mówili o gryzieniu.
Pomyślał, że koniecznie musi się z nią umówić na jakiś trening. Lauretta była wspaniałą partnerką, póki nie otworzyła ust, ale potem… Hannibal nie raz miał okazję zostać przez nią zmieszany z błotem na sali treningowej. Quirrell na pierwszy rzut oka mogła nie ustępować starszej balerinie umiejętnościami, a dodatkowo była dużo przyjemniejsza w obyciu.

Pominął milczeniem kwestię tego, gdzie spędził noc z 9 na 10 września, a na insynuacje Mony, jakoby w czymś im przeszkodziła, puścił jej oko. Kto wie?...
Na szczęście nie wiedział, jak zgrabne podsumowanie zgotowała rudowłosa kuzynka Selwynom płci męskiej w epitafium - chyba pękłoby mu serce, gdyby dowiedział się, że planuje dla niego śmierć “bez jednego porządnego romansu”.

Macie taki zawrót głowy przed “Ekstazą?”
Przynajmniej liczba adoratorek się zwiększy…
Och, był pewien, że jego performance będzie nieraz powracał w myślach widzów… i nie będą to niewinne myśli. Był ciekaw, ile osób wyjdzie w trakcie tej sceny. Nie mógł się doczekać, uwielbiał takie role, brudne, dwuznaczne, ekshibicjonizm przebrany za realistyczne aktorstwo… Oblizał usta. Niech tylko cholerny Robert Kendrick da się przekonać.
- Premiera zbliża się wielkimi krokami i wszyscy czujemy oddech mojego ojca na karku. A sądząc po Twoim żywym zainteresowaniu tematem biczowania, ty też nie możesz się doczekać… Mo - uśmiechnął się z odrobiną złośliwości, tylko na moment, bo zaraz spoważniał - Poza tym musimy ogarnąć jesienny repertuar, trzeba było wprowadzić pewne zmiany w obsadach niektórych sztuk…
Załoga teatru nie wyszła bez szwanku z pandemonium zgotowanego im przez śmierciożerców. Hannibal starał się nie myśleć o liście nazwisk, powieszonej w lobby. Ktoś zostawił pod nią kwiaty.

Wtedy Mona zaproponowała las.
Las? Serio?
Nie czuł się dobrze nigdzie, gdzie nie miał pod podeszwami butów nawierzchni wytworzonej przez człowieka. W lesie bywało mokro, niemal zawsze w powietrzu fruwały komary, czy inne szujstwo i łatwo było się zgubić. Tylka jednak wydawała się bardzo zdecydowana, a Hannibal nigdy nie widział, jak się wyprowadza węża na spacer. Nie w dosłownym sensie, przynajmniej. Zanim się zorientował, wędrował z dwiema kobietami do miejsca bezpiecznej teleportacji, a potem z kolei po leśnej ścieżce. Przynajmniej była w miarę dobrze wytyczona, a sam dzień nie był deszczowy, ale jesienna pogoda zdążyła już odcisnąć swoje piętno na otoczeniu. Hannibal sprawnie przelazł przez powalony pień, tylko trochę brudząc sobie przy tym spodnie, które i tak będzie trzeba wyprać, bo przecież nosiły ślady po próbie i-

Las wisielców?! Wykończą go te kobiety!
- Jaki znowu las wisielców?! - Wcale nie był pewien, czy ma ochotę odwiedzać tak makabryczne miejsce. Zreflektował się jednak szybko.
- Hej, a właściwie… ile prawdy jest w tych opowieściach o tych jakichś mandragorach i innych składnikach alchemicznych, które można pozyskać tylko z wisielca?
Wiedział oczywiście, że mandragora to roślina, a nie coś, co wycina się z wisielca (FUJ!), ale kołatało mu się w pamięci coś o tym, że rośnie pod wisielcem... a może to było coś innego?
sacrificial lamb
Why does my skin start to burn?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#15
16.08.2025, 16:21  ✶  
Na słowa Tylki, że nigdy jej nie przeszkadzała, Mona uśmiechnęła się łagodnie, jak potulny baranek. Dotyk był jej znany i przyjemny w swojej nienachalnej bliskości — nie krępował, nie drażnił. Rudowłosa ufała każdej dłoni, po której potrafił ślizgać się Artemis, przy tym nie gryząc. Nie był jadowity… Przynajmniej nie wobec wszystkich, prawda?
— Dawno nie widziałam wuja — powiedziała w końcu. Nie było to pytanie, a raczej pierwsza myśl, która przyszła jej do głowy w odpowiedzi na słowa kuzyna. Prawda była taka, że wśród Selwynów zdarzało jej się czuć trochę obco. Kuzyni robili wszystko, żeby temu zapobiec, starsze pokolenie już niekoniecznie. Odkąd pochowała mamę, widywała ich wszystkich znacznie rzadziej.

Na słowa o zmianie w obsadach, przypomniała sobie Spaloną Noc — ogień, chaos, strach, który wypełniał każdy zakamarek Londynu. Myślała, że wówczas spotkała ją tragedia, że wszystko, co ceniła, zostało jej odebrane. Wszyscy natomiast, których kochała, żyli. Spojrzała na Hannibala z zbolałym uśmiechem, który nie wymagał komentarza. Zrozumiała.


***

— Grzyby to must-have, dobrze, że mi przypomniałaś — rzuciła z zadowoleniem, pochylając się nad wilgotnym pniem. — Przy tym, co się ostatnio dzieje, zupełnie zapomniałam, że muszę ususzyć sobie trochę.
Rozejrzała się i wysłuchała w szelest liści, cichy szmer wiatru między sosnami. Następnie wciągnęła zapach ziemi oraz mchu. Mona w lesie czuła się jak ryba w wodzie!
— Roślina lecznicza w takim miejscu? Bogowie naprawdę mają poczucie humoru — Rowle zmarszczyła brwi na informację o Lesie Wisielców, a potem dorzuciła przy okazji: — Błotoryje żywią się mandragorami, może jakieś znajdziemy.

percepcja, czy zobaczy jakieś grzyby
Rzut O 1d100 - 60
Sukces!


jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód

Mathilda Quirrell
#16
09.09.2025, 08:17  ✶  
Jej spojrzenie przesuwało się po drzewach, nasycając wzrok szmaragdami liści, wdychając zapach porannej rosy i traw, który nie zdążył jeszcze umknąć pod promieniami słońca.
-Ja to bym wolała znaleźć kurki - wymruczała w końcu, przesuwając spojrzeniem po ziemi - Nie mylić z lisiakiem, bo wtedy z pewnością wylądujemy w mungu - stwierdziła z sennym uśmiechem. Obejrzała się na Hannibala i Mone, obserwując jak ten pierwszy pokonuje przeszkodę w postaci drzewa, słuchając ich wywodów na temat wisielców, mandragor i błotoryjów.
-Umm... tu raczej nie - stwierdziła spokojnie. Wątpiła, aby Hannibal chciał zapuszczać się tak głęboko w las, a jednocześnie wątpiła, aby te można było znaleźć na skraju lasu.
Zerknęła na nich jeszcze raz, nim wróciła spojrzeniem do roślinności, starając się wypatrzeć może jakiegoś grzyba zagubionego, a być może los uśmiechnąłby się na tyle, że trafiłaby się jej kurka, lub dwie.
Taka jajecznica z kurkami brzmiała dobrze, nawet bardzo dobrze. Albo sosik...
Szła powoli, wodząc wzrokiem po ziemi. Mieli wszak odetchnąć i zrelaksować się od porannych stresów
-Co myślisz, Artemisie? - zagaiła cicho, gdy wąż przeszedł z jej szyi na rękę, uderzając małym ozorkiem powietrze niczym węszący pies - Yhm...
-Mo, rozejrzyj się za kurkami, zrobiłabym sos - wymruczała z wciąż istniejącą w jej głosie nadzieją, zgadywała, że bzdurną. W końcu jaka była szansa, że tych nikt nie zebrał?
I tak, dziewczyny, idąc ramię w ramię, ze wzrokiem wbitym w ziemię, niczym psy gończe węsząc za zwierzyną, wypatrywały grzybów, które przecież gdzieś musiały być, prawda?
-Znasz się na grzybach, Hani? - zagaiła, nie odrywając spojrzenia od podłoża - Zbierałeś coś kiedyś może?

Szukamy grzybów: Zobaczę jakiegoś grzybka może?
Rzut O 1d100 - 28
Akcja nieudana
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#17
09.09.2025, 09:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2025, 09:53 przez Hannibal Selwyn.)  
- Grzyby? Uhh, nie… - odpowiedział w zamyśleniu. Zdecydowanie jego doświadczenie z grzybami było ograniczone do konsumpcji.
Szedł jako ostatni, sprawnością swego ciała nadrabiając brak doświadczenia w przedzieraniu się przez zarośla. Ścieżka, którą wybrały kobiety nie była co prawda prawdziwymi chaszczami, ale mieszczuchowi, jakim był Selwyn, jawiła się jako gąszcz.
Krok za krokiem. Mona i Mathilda umilkły, rozkoszując się zapewne kontaktem z naturą. Artemis jechał na ramieniu swojej pani, od czasu do czasu wysuwając rozdwojony język. Hannibal poddał się rytmowi wędrówki. Krok za krokiem. Musiał przyznać, że było coś niemal medytacyjnego w takim spacerze. Spomiędzy gałęzi dochodziły najróżniejsze odgłosy, mógł się tylko domyślać, że należące do dzikiego ptactwa - ćwierkanie, terkotanie, coś jakby… pohukiwania?..

Jeden ton przyciągnął jego uwagę. Przeciągły, rzewny trel, przywodzący na myśl irlandzkie pieśni ludowe. Selwyn zatrzymał się i odruchowo rozejrzał, poszukując źródła tego nietypowego dźwięku. Wydało mu się, że rozpoznał, z którego kierunku dochodzi, więc zszedł ze ścieżki, grzęznąc po kostki w poszyciu i przytrzymując się jakiegoś pnia dla równowagi. Kroki jego towarzyszek oddaliły się, ale nie zwrócił na to uwagi, zasłuchany w niesamowity ptasi zaśpiew.

Hannibal nie znał się na ptakach, nie czuł również potrzeby powrotu do natury, ale był wrażliwy na piękno, a tony, które słyszał były niewątpliwie piękne. Tęskne i słodkie, i smutne, jakby opiewające minione szczęśliwe chwile. Tak mógłby śpiewać ktoś, kto patrzy, jak jego ukochana układa sobie życie z kimś innym i wie, że bez niego będzie szczęśliwsza. Albo ktoś, kto w obliczu nieuchronnego odsuwa rozpacz na później, by nie kalać nią ostatnich chwil bliskiej osoby. Albo ktoś, kto opłakawszy wygasłą miłość, wykrzyczawszy swój ból, jest gotów na nowy rozdział.

Percepcja - czy dostrzegę memortka zanim umrze?
Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

Selwyn znalazł miejsce, w którym poruszająca pieśń zdawała się dobiegać z bliska, rozejrzał się i nagle zobaczył go! Malutki, niebieski ptaszek odróżniał się na tle listowia. Zerknął na niego czarnym oczkiem i zamiast spłoszyć się na widok człowieka i odlecieć, wydał z siebie serię cichych ćwierknięć, oderwał się od gałązki i przysiadł na wyciągniętej dłoni Hannibala, który zaniemówił z wrażenia i zastygł bez ruchu, nie chcąc wystraszyć ptaszka.
Trel zdał się wejść w kulminacyjną fazę, długa, rozpaczliwa nuta sprawiła, że czarodziej wydał z siebie cichy odgłos zaskoczenia, a potem gwałtownie wciągnął powietrze, kiedy urwała się, nagle i jakby zbyt wcześnie.

Ptaszek zwiotczał i spadł z jego ręki, a Hannibal odruchowo cofnął się o krok. W nagłym zrozumieniu ukląkł przy zwierzątku, ale zatrzymał się, nie dotykając go - skulone skrzydełka, podkurczone nóżki i zamknięte oczka wystarczyły, aby nawet tak nieobyty w kwestiach przyrodniczych człowiek, jak on zorientował się, że ptaszek jest martwy.
Rozejrzał się, spłoszony. Co to mogło znaczyć?

Z oddali dobiegły go głosy. Najwyraźniej Mona i Mathilda zorientowały się, że odłączył się od nich. Ostatni raz spojrzał z żalem na ptasie truchełko, a potem wstał, odwrócił się i ruszył tam, skąd przyszedł.
Był pewien, że wraca tą samą drogą, ale przynajmniej dwa razy wlazł w pajęczynę, a kiedy próbował zetrzeć ją z twarzy, potknął się o korzeń i dosłownie wypadł na ścieżkę, upadając na dłonie i kolana, które boleśnie sobie obtłukł. Niestety, obie kobiety były już blisko i miały doskonały widok na to, jak ląduje w tej upokarzającej pozycji.
sacrificial lamb
Why does my skin start to burn?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#18
23.11.2025, 20:07  ✶  
Mona schyliła się właśnie, aby sprawnie wyrwać mugolskiego grzyba rosnącego przy pniu, kiedy usłyszała szelest. Artemis i Mathilda byli obok niej, więc kto...
– Han? – podniosła głowę i zmarszczyła brwi.
Oczywiście, że ruszył gdzieś sam. Oczywiście, że w lesie pełnym pajęczyn i korzeni musiał od razu się zgubić. Oczywiście, że w miejscu, gdzie najłatwiej złapać kleszcza.
Kobieta rzuciła się natomiast do przodu z troską i przykucnęła obok niego.
– Och, kochany – mruknęła, wyciągając rękę, żeby odgarnąć mu z włosów lepką nić pajęczyny. – No już, Han, chodź, pomogę ci—
Urwała nagle, bo tuż obok jego łokcia między dwoma korzeniami, dostrzegła przepięknego, dorodnego koźlarza, takiego, którego żal byłoby zostawić na pastwę ślimaków i czasu.

Wykonała błyskawiczny skręt.
– O ten jest idealny! – zawołała zachwycona, zapominając o Hannibalu leżącym na ściółce. Mona oderwała grzyba od ziemi, obejrzała go pod światło, pokiwała z uznaniem głową i dopiero wtedy przypomniała sobie o cierpiącym krewniaku. Następnie odwróciła się do niego oraz uniosła triumfalnie zdobycz.


jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód

Mathilda Quirrell
#19
18.01.2026, 11:10  ✶  
Błękitne tęczówki przeczesywały podłoże w poszukiwaniu grzybów. Ah, gdyby tak chociaż jedna kureczka pozwoliła, za zgodą lasu rzecz jasna, się pochwycić. Taki sos kurkowy byłby doprawdy ukoronowaniem trudnego dnia.
A jednak po kurkach śladu nie było, najmniejszego. I ciężko było stwierdzić czy to złośliwość natury czy zwyczajnie pora roku, chociaż sezon na kurki jeszcze powinien żywo trwać przez następne dwa miesiące, ciesząc zdobywców udanymi zbiorami.
Westchnęła cicho, głęboko zamyślona nad sennym marzeniem o kurkowym sosie, zupełnie nie zauważając jak Hannibal odchodzi, znikając gdzieś gdzie jej wzrok nie był w stanie go pochwycić.
-Cóż za niefart... - napomknęła jękliwie, wręcz płaczliwie, gdy na widok rudawego wyrostka z ziemi okazało się, że to kawałek urwanej huby. Jasne spojrzenie przesunęło się na towarzyszkę i już chciała pytać, plan ustalać przebiegły, jakby to pójść tropem kurek i odnaleźć ich siedzibę, gdy gwałtowny szelest zwrócił jej wzrok ku lesie.
Uniosła brwi w nagłym zdumieniu na widok Hannibala, który postanowił zgłębić naturę ściółki aż nader blisko, a z jej ust wyrwał się krótki chichot. Krótki, bo ten szybko stłumiła dłonią, wszak niegrzecznie było tak wyśmiewać się z towarzysza, który poległ podczas walki z naturą.
W ślad za Moną, która ruszyła szybko z odsieczą, podążyła ku Hannibalowi, który prezentował się dość żałośnie. Trochę jak ten porzucony na ulicy szczeniak, zdany na łaskę przechodniów.
Biernie przyglądała się udzielanej przez towarzyszkę pomocy, dopóki ta nie zerwała się gwałtownie, pozwalając Selwynowi na powrót zanurzyć się w leśnej ściółce.
Mathilda uśmiechnęła się z delikatnym rozbawieniem, aczkolwiek tym razem pamiętała, aby się nie roześmiać, mimo iż wyglądało to przezabawnie.
Ukucnęła tuż przy chłopaku, delikatnie przeczesując jego gęste włosy, jakoby chciała go pocieszyć.
-Do twarzy ci z mchem i błotem - pozwoliła sobie na, zdawałoby się, ciut uszczypliwy komentarz, ale jej roześmiane niewinnie lica zdradzały, że nic złośliwego na myśli nie miała.
Pochwyciła Hannibala za ręce, pomagając mu się podnieść, a podczas tej czynności przeniosła wzrok na ich jakże rozanieloną towarzyszkę, która dumnie ukazywała zdobyty przez siebie grzybowy artefakt.
-To doprawdy przepiękny grzyb, Mo - stwierdziła sennym, ciepłym pomrukiem, chociaż nie była pewna czy wart był utraty towarzysza na polu walki jakim był aktualnie las.
-Jednakże na sos to ciut zbyt mało, nie uważasz? Może byśmy tak.... - urwała, gdy podmokłe podłoże osunęło się pod jej stopy, a Mathilda poślizgnęła się niezdarnie, na powrót lądując z Selwynem na mokrej ściółce.
Z jej ust wyrwał się śmiech, tak żywy i dźwięczny, do złudzenia przypominający ptasi trel.
-Może nie dane nam wstać - stwierdziła rozbawiona, podnosząc się do siadu.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#20
06.02.2026, 23:10  ✶  
Troska obu kobiet osłodziła mu ból stłuczonego kolana, mimo, że ostatecznie przegrał w oczach Mony z grzybem. Niezdarnie próbował się pozbierać z pomocą Mathildy, ale wylądowali ponownie w połowie na ścieżce, a w połowie na mchu, w plątaninie kończyn, włosów i chichotów. Hannibalowi nie udało się zrobić nic, by złagodzić lądowanie, ale przynajmniej uniknął przygniecenia tancerki całym ciężarem. Przez chwilę trudno było się zorientować, które ręce i nogi są czyje, lecz szybko złapał oddech i przetoczył się na plecy.
Może nie dane nam wstać…
- Może naszym przeznaczeniem jest upaść razem… - westchnął z emfazą, podnosząc głowę, by spojrzeć na dziewczynę. Opadł z powrotem na plecy, skrzywił się niemiłosiernie, wyciągnął spod siebie jakąś niemożliwie kanciastą szyszkę i wpatrzył się w prześwitujące wysoko między gałęziami niebo.

- Znalazłyście jakieś grzyby, poza tym, którego Mona uratowała zamiast mnie? - zapytał z cieniem przekąsu w głosie, nie robiąc najmniejszego ruchu, by wstać. Ubranie i tak już nadawało się tylko do czyszczenia, a plecy bolały w miejscu, gdzie wbiła się w nie szyszka. Poza tym leśna ściółka był całkiem wygodna.

Odpoczynek został przerwany, gdy koronami drzew zakołysał podmuch wiatru i druga szyszka spadła, uderzając go w czoło, jakby sam las postanowił pozbyć się intruza.
- Auć! - Hannibal potarł czoło dłonią - No dobrze, dobrze, już wstaję!
Podniósł się ciężko, ale tym razem skutecznie, chociaż kolano bolało. Czy to było to samo, w które znów przywalił na ostatniej próbie z Laurettą?
- Chyba wystarczy mi tej dziczy na jakiś czas - mruknął, zerkając na Mathildę, gotów podać jej pomocną dłoń w razie potrzeby - Możemy wracać?

Zanim uszli sto metrów zdążył potknąć się o korzeń, dostrzec dwa grzyby które prawie zebrał, nim Mona uświadomiła go, że są trujące i zostać obsranym przez jakieś ptaszysko. Zaklęcie czyszczące nie wyszło i musiał poświęcić swoją chusteczkę, by usunąć kupę z kurtki.
- Ten las zachowuje się, jakby mnie nagle znienawidził! - pożalił się, zatrzymując się i opadając na kolano (oczywiście to obite!), by zawiązać sznurówkę - Zaczynam się obawiać, że za chwilę użre mnie jakaś wściekła wiewiórka, czy coś!
Ledwo wypowiedział te słowa, przez ścieżkę faktycznie przemknęło coś małego i rudego. Hannibal zaklął cicho i sięgnął po różdżkę. Zwierzątko jednak zniknęło w krzakach, a on spojrzał niepewnie na towarzyszące mu kobiety. Pechowych zbiegów okoliczności było podejrzanie dużo, w dodatku był przekonany, że uszkodził kolano podczas upadku. Na tydzień przed premierą. W takim tempie, jeżeli nie wykończy go las, zrobi to Kendrick albo Lauretta.
- To nie jest śmieszne. Co się do cholery dzieje? Wiecie coś o jakichś krążących po okolicy klątwach?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (3772), Mathilda Quirrell (3069), Mona Rowle (1560)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa