Drzwi zamknęły się za nią cichutko, kiedy bardzo powoli docisnęła je do framugi, jakby bała się że szczeknięcie zamka wywróci całe Prawa Czasu do góry nogami. Kroki na schodach były spokojne i miarowe, kiedy szła na piętro omijając parterowe pomieszczenia. Czuła w środku siebie jakąś dziwną pustkę, jakby ktoś nagle wyrwał jej z wnętrza coś bardzo istotnego i nie zdążył włożyć tego na miejsce. A kiedy wreszcie dotarła na ostatni stopień, zatrzymała się niemrawo, z dłonią wciąż na poręczy i patrząc przed siebie niewidomym spojrzeniem.
Droga powrotna wcale nie dała rady jej uspokoić, ale przynajmniej była na tyle opanowana i wyrachowana, by nie robić niepotrzebnego zamieszania dookoła siebie. Myślała o paru rzeczach, starannie próbując uniknąć odtwarzania w głowie słów, które padły z ust Aidana, rozdrabniała się więc na temat Ekstazy Merlina i pomysłów jakie miała na plakaty, o niedawnym spotkaniu z Darcym w Dziurawym Kotle i książce z dedykacją, która leżała na nocnym stoliku koło jej łóżka. O Pożarach i niedawno wysłanych, kolejnych listach do Rookwooda na myśl o czym trochę na nowo wzbierała w niej złość. Gdyby nie wyjechał, nie musiałaby iść na tę głupią randkę. Znaczy to nawet nie była randka i wcale też nie zamierzała uznawać, że Ulysses miał jakiekolwiek pierwszeństwo w czymkolwiek, bo był okropnie nieznośny, ale przynajmniej mogłaby poudawać że miała adoratora. Randkowanie dla pijaru podobno niesamowicie działało na zainteresowanie ze strony innych.
Ile stała w miejscu, nie była pewna, ale nagle wreszcie drgnęła, wzdrygając się jakby nagle wybudzona ze snu i rozejrzała się dookoła, lustrując ściany uważnym spojrzeniem. Kolejne kroki postawiła pewnie, chociaż dłoń odrobinkę zbyt długo pozostała na barierce schodów, powolnym gestem odsuwając się od niej w ostatniej chwili, kiedy Lyssa weszła do pokoju gdzie zobaczyła Peregrinusa. Zmarszczyła brwi, jakby zobaczyła coś bardzo nieprzyjemnego, a usta wykrzywiły się jakby co najmniej rozgryzła właśnie całą cytrynę. Coś w niej drgnęło na nowo, otwierając oczy i budząc się z uśpienia w który wcześniej wprawił to powrotny spacer. Parę oddechów, coraz szybszych, jakby jeszcze wahała się, a może i nie chciała ulegać emocjom, ale przecież tych było tak strasznie dużo. Każda z nich wbijała się w ciało boleściwie, a kiedy nie robiła z tym nic to czuła, jak to wszystko unieruchamia ją na nowo i zamyka w jej własnym świecie gdzie nic do niej nie trafiało.
Lyssa krzyknęła. Z dłońmi rozczapierzonymi na wysokości głowy i głosem z głębi serca, jakby tą szybką i głośną deklaracją chciała z siebie wyrzucić wszystko, co się w niej kłębiło. Była w tym złość i frustracja, ale i też jakieś zwyczajne rozczarowanie, bo chyba przez moment nawet uwierzyła w te głupie wróżby głupich wróżbitów.
- Koszmar. To jest jakiś koszmar. Cholerny KOSZMAR - zatupała nogami o posadzkę. - Chcę zapomnieć o tym dniu. Błagam powiedz że znasz zaklęcie, które wymaże je z egzystencji!
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.