20 czerwca 1971
Nastał czas ciemności - Robert & Wilhelm
Starannie zaplanowana wizyta w Puddlemere, zajęła więcej czasu niż początkowo zakładał. Następnie jeszcze zdanie raportu, krótka rozmowa z Chesterem. Ostatecznie zamknięcie sprawy. W rodzinnej posiadłości, o ile mianem tym można określić należącą do Mulciberów kamienice, pojawił się dopiero około południa. Zarwana nocka pozostawiła na nim dość wyraźne ślady. Zmęczenie było widoczne. Zanim ruszył w kierunku salonu, znajdującego się tam barku, pozbył się wierzchniego okrycia i butów. Rozpiął też górne guziki koszuli. Zamierzał zrobić sobie drinka, a następnie udać się do łóżka.
Odespać.
Nie spodziewał się przy tym obecności Wilhelma.
Od śmierci Jonathana minęło 5 dni. Zapłacił za swoją zdradę. Ucierpieli też na tym jego bliscy. Robert niewiele na ten temat myślał. Dawno już nauczył się pewne sprawy od siebie odsuwać. Wychodziło mu to nawet całkiem nieźle.
W pierwszej chwili nawet krewniaka nie zauważył. Większy salon był co prawda połączony z biblioteką, ale w dalszym ciągu możliwe było znalezienie tutaj dla siebie cichszego kąta. Bardziej ustronnego miejsca. Idealnie nadającego się do tego, żeby skupić się na lekturze. Mulciber sam niejednokrotnie z tego faktu korzystał, zaszywając się w jednym z bardziej odległych kątów. Teraz jednak nie miał takiego zamiaru.
Podszedł do barku. Sięgnął po szklankę, chwycił butelkę whisky. Dobrej. Sprawdzonej. Trzymając obydwie te rzeczy w ręku, odwrócił się w kierunku stolika, znajdujących się przy nich dwóch, wygodnych foteli. Kanapy. Meble wyraźnie z jednego kompletu, choć trochę już nadgryzione upływającym czasem.
Odkręcił. Napełnił szklankę do połowy. Więcej nie było potrzeba.
Spojrzał w kierunku okna i właśnie w tym momencie jego uwagę przyciągnęła osoba, której nie do końca się spodziewał. Jednocześnie takiej opcji jednak nie wykluczał.
Wyglądało na to, że spać pójdzie jednak nieco później.
- Książka Shafiqa jest całkiem ciekawa, ma jednak ten jeden mankament, że na chwilę obecną zawiera dość... przestarzałe informacje. - zatrzymał się w odległości kilku kroków od chłopaka, bez trudu rozpoznając książkę, po którą ten zdecydował się sięgnąć. Starożytna magia i praktyki współcześnie zakazane. Swego czasu wielokrotnie do niej zaglądał. Na marginesie znajdywały się odręczne uwagi. Niektóre fragmenty zostały starannie zakreślone. Kilka stron zagiętych nie bez powodu. Niby Robert dbał o to, co znajdywało się w bibliotece, ale nie miał zarazem oporów przed tym, żeby aktywnie ze swojego zbioru korzystać. I to było widoczne. - Aczkolwiek muszę przyznać, że to dość ciekawy wybór lektury. - pochwała możliwa do wychwycenia, choć w ślad za nią nie szły żadne sygnały. Nie zmienił się wyraz twarzy, postawa ciała. Jedyną wskazówką był ton głosu. Dobrane przez Mulcibera słowa. Zaraz po tym nastąpiła krótka przerwa. Pozwolił sobie upić dwa łyki alkoholu. - Mam nadzieję, że nie czekałeś tu zbyt długo. Takie sprawy zawsze zabierają sporo czasu. Mogą zaoferować drinka, brandy, whisky, jakieś wino też się znajdzie.
Gestem wskazał na znajdujący się kawałek dalej stolik, fotele, kominek, w którym o tej porze roku nie było potrzeby rozpalać ognia. W budynku i bez tego było wystarczająco ciepło. Nie czekając na Wilhelma, sam skierował się na powrót w stronę tych mebli. Zajął jedno z miejsc.