04.04.2026, 10:31 ✶
Niestety Anthony miał rację. Robertowi często zdarzało się idealizować świat, który nie był jego, być może w geście oporu wobec strony, która go demonizowała. Fiksował się na pewnej myśli, a potem ktoś rozsądniejszy musiał przywołać go do porządku. Mugole nie byli idealni i zapewne mieli do czynienia z podobnymi problemami. Oczywiście ukłucie wstydu było nieprzyjemne, ale Crouch wiedział też, że prawdziwie mądry polityk musiał mieć choć odrobinę pokory. Co jeśli okaże się, że jedynym głosem, jaki reprezentuje, jest jego własny?
— Racja. Małe kroczki — westchnął. — Wybacz mi trochę naiwny idealizm, ale... widzisz, ile mamy skrajności w drugą stronę. Jak bardzo człowiek chciałby choć odrobinę przechylić szalę. Czynienie dobra jest o wiele trudniejsze niż wyrządzanie krzywdy. Konserwatyści mają łatwiej, bo to nie oni chcą coś zmieniać. Czasem sobie myślę, jak miło by było odpowiadać się za tamtą stroną. Jakie to wygodne nie chcieć żadnych zmian. Łatwo dać się wciągnąć w ich awantury. Kto się lepiej nadaje do rządzenia: czystki czy nieczystki? Czy mugolacy chcą przejąć Ministerstwo? Jesteśmy wciągani w te dyskusje i powstrzymywani przed działaniem. Sam się na to nabieram... zdecydowanie za często.
Nie mógł wypominać ludziom ignorancji. Wiedział, że pewnych poglądów najzwyczajniej nie zmieni. Beton mógł go irytować, ale prawdziwym wrogiem była stagnacja. Wszystko zaś opierało się na chwiejnej podstawie, którą stanowiło poparcie społeczne. Tylko działanie mogło wzbudzić w ludziach pozytywne skojarzenia. Szczególnie teraz.
— Nie zamierzam nikogo pouczać. Ale tak, jeśli byłbyś w stanie jakoś mnie zapowiedzieć u Carrowa, byłbym zobowiązany. Do Malfoy napiszę sam, skontaktuję się też z ludźmi z Bristolu i Manchesteru. Będę też niedługo pisał do Samanthy. Dobrze by było, żeby powstała jakaś komisja do spraw mieszkań. Żeby ludzie z różnych departamentów byli się w stanie wypowiedzieć. Chciałbyś tam uwzględnić kogoś od siebie?
— Racja. Małe kroczki — westchnął. — Wybacz mi trochę naiwny idealizm, ale... widzisz, ile mamy skrajności w drugą stronę. Jak bardzo człowiek chciałby choć odrobinę przechylić szalę. Czynienie dobra jest o wiele trudniejsze niż wyrządzanie krzywdy. Konserwatyści mają łatwiej, bo to nie oni chcą coś zmieniać. Czasem sobie myślę, jak miło by było odpowiadać się za tamtą stroną. Jakie to wygodne nie chcieć żadnych zmian. Łatwo dać się wciągnąć w ich awantury. Kto się lepiej nadaje do rządzenia: czystki czy nieczystki? Czy mugolacy chcą przejąć Ministerstwo? Jesteśmy wciągani w te dyskusje i powstrzymywani przed działaniem. Sam się na to nabieram... zdecydowanie za często.
Nie mógł wypominać ludziom ignorancji. Wiedział, że pewnych poglądów najzwyczajniej nie zmieni. Beton mógł go irytować, ale prawdziwym wrogiem była stagnacja. Wszystko zaś opierało się na chwiejnej podstawie, którą stanowiło poparcie społeczne. Tylko działanie mogło wzbudzić w ludziach pozytywne skojarzenia. Szczególnie teraz.
— Nie zamierzam nikogo pouczać. Ale tak, jeśli byłbyś w stanie jakoś mnie zapowiedzieć u Carrowa, byłbym zobowiązany. Do Malfoy napiszę sam, skontaktuję się też z ludźmi z Bristolu i Manchesteru. Będę też niedługo pisał do Samanthy. Dobrze by było, żeby powstała jakaś komisja do spraw mieszkań. Żeby ludzie z różnych departamentów byli się w stanie wypowiedzieć. Chciałbyś tam uwzględnić kogoś od siebie?