• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 22.09] Mabon u Selwynów

[Jesień 72, 22.09] Mabon u Selwynów
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#1
01.04.2026, 12:23  ✶  
22.09.1972
The Globe

Mabon u rodziny Selwynów przypominało raczej jeden z bankietów premierowych niż klasycznie rozumianą rodzinną kolację. Oczywiście stół stał na swoim miejscu, w sali balowej teatru, zastawiony różnorakimi przysmakami. Dyniowe wyroby wszelkiej maści, ryba duszona w sosie z dzikich szparagów, pieczona kaczka z pomarańczą, ziemniaki tłuczone, smażone, podpiekane, fantazyjnie ułożone kwiaty kalafiora, wyroby słodko-wytrawne takie jak tartaletki z różnymi konfiturami i serami, sałatki z sezonowych warzyw. Do tego oczywiście świeżo wyciskane soki: z jabłek i gruszek lub pomarańczy doprawionej imbirem, a także wina: cabernet, które Jonathan dostał od Anthony’ego Shafiqa, i Chardonnay pozostałe po jednej z premier. Na suficie lśnił kryształowy kandelabr, wokoło stały rzeźby, na ścianach wisiały obrazy. Było przestronnie i choć wszyscy zajmowali na razie miejsca przy stole, spodziewano się, że później, jak to zazwyczaj bywało, wywiążą się rozmowy a la bankietowe, rozproszone po całej sali.

Robert siedział pomiędzy swoją córką a matką. Na początku oczywiście całkowicie pochłonęło go jedzenie, miał bowiem na celu spróbowanie każdej potrawy. Enid grzebała widelcem w wykwintnym jedzeniu, które na razie niezbyt przypadło jej do gustu. Frances była natomiast pogrążona w cichej rozmowie z koleżanką po fachu, Anemone. Crouch cieszył się, że rozmawiały raczej o sztuce reżyserskiej, a nie o wydarzeniach ze Spalonej Nocy. Miał już szczerze dość tego tematu i bardzo chciał zająć się innymi sprawami. Na przykład jedzeniem.

– Powiedz mi, Hannibalu, jak idą przygotowania do tej waszej nowej sztuki? – zapytał, mając na myśli niejaką „Ekstazę Merlina”. Miał nadzieję, że temat teatru zainteresuje wszystkich Selwynów. A i kariera jego kuzyna szła w dobrym kierunku. – Słyszałem, że widowisko ma zszokować nas wszystkich.

Dobrze, że ubiegł pytanie o swoją pracę. Podobnie jak ze Spaloną nocą, z polityką należało poczekać na dogodny moment. Przed kolacją zresztą, matka uprzedziła go, żeby w miarę możliwości powstrzymał się przed wszczynaniem awantur na tle światopoglądowym. Obawiał się jednak, że ktoś inny takową zacznie, a Robert, jako ekspercki głos w dyskusji, będzie musiał się dołączyć.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#2
01.05.2026, 22:51  ✶  
Hannibal, zgodnie z tradycją, zajmował miejsce po prawicy swego ojca i przyjmował to z pełną rezygnacji godnością. Jedyną zaletą tego miejsca była bliskość dania głównego - pieczonej kaczki, którą właśnie zamierzał zagryźć rybą. Ten sos ze szparagów… Ciekawe, czy jeżeli zje go odpowiednio dużo…

No i była jeszcze rodzina Roberta. Enid siedziała naprzeciwko niego. Właśnie wróciła z Hogwartu na swoją pierwszą wizytę w domu i Hannibal odkrył, że skóra mu cierpnie za każdym razem, kiedy dziewczynka zwraca się do niego per “wujku”.
- Nie chcesz sobie dać siana z tym “wujkiem”? Ty jesteś już dużą panną, a ja czuję się staro, mów mi “Han” po prostu! - zaproponował jej wreszcie.

- A propos “staro” i panien, jak twoje plany w wiadomych sprawach, Hannibalu? - zapytała słodko jedna z ciotek. Hannibal westchnął. No pięknie. Postawił sobie za punkt honoru nie atakować Enid sakramentalnym pytaniem “jak tam w szkole”, a teraz sam był grillowany przez cioteczkę. W przelocie napotkał wzrok kuzynki (kuzynki, “siostrzenica” czy tam “bratanica stryjeczna”) nie przechodziło mu przez gardło) i odparł:
- Ach, na szczęście mam dobrego uzdrowiciela od “wiadomych spraw”. I dyskretnego. Mogę cioci polecić, jak potrzeba?
Enid parsknęła śmiechem w swój talerz, a starsza czarownica prychnęła - wcale nie śmiechem. Hannibal nie sprawdzał nawet, czy Everett usłyszał i jaką ma minę. Temat potencjalnego hannibalowego ożenku jak na razie nie pojawiał się w ich rozmowach i aktor modlił się do Matki, by tak pozostało. To była prawdopodobnie jedyna sprawa, w jakiej się modlił. Ach, no i jeszcze, żeby zabrała to coś, co nawiedzało jego mieszkanie, podglądało go i podduszało, najlepiej razem z całą tą sadzą, w jak najdalsze możliwe pizdu.

W tej sytuacji ze zrozumiałą ulgą i wdzięcznością rzucił się na pytanie Roberta.
- Och, doskonale! Opracowaliśmy bicz, który chlapie sztuczną krwią przy uderzeniu, a nasz kostiumograf wymyślił do tego koszule, które będą od niej rozmakać. Mathi… - rzucił niespokojne spojrzenie w stronę odległego końca stołu, gdzie siedziała Lauretta i kontynuował przyciszonym głosem, choć z nieskrywanym rozbawieniem - Mathilda i Lauretta tańczą dwie główne role kobiece, nienawidzą się! Próby są jak taniec z przerzucaniem się łajnobombami! Są cudowne! - nie doprecyzował, czy komplement dotyczy prób, czy tancerek.

Mógłby teraz miłosiernie rzucić wścibskiej cioteczce ochłap w postaci wspomnienia o osobie towarzyszącej, z którą zamierzał pojawić się na bankiecie, ale z czystej złośliwości postanowił tego nie robić. Jeszcze by się poczuła zachęcona! Mógł jednak przerzucić tego gorącego kartofla w stronę Roberta. Jako ojciec rodziny (choć rozwiedziony, a więc w oczach starszego pokolenia zapewne taki nie do końca prawdziwy), miał taryfę ulgową, a zapewne i poradzić sobie w razie czego umiał niezgorzej.
- Zamierzacie oczywiście przyjść na premierę? - bardziej stwierdził, niż zapytał obu, Roberta i Jonathana - Z kimś szczególnym?
Kobiety siedzące po obu stronach Roberta w idealnej synchronizacji odwróciły nieco głowy w jego stronę. Malutki gest - obie udawały, że wcale nie są szczególnie zainteresowane odpowiedzią. Hannibal uśmiechnął się nie tak do końca niewinnie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#3
13.05.2026, 22:39  ✶  
Nawet przy tym wszystkim co ostatnio miało miejsce, jak i patrząc że miał obecnie własnych rodziców na głowie, Jonathan musiał stwierdzić, że Mabon, jak na razie było całkiem udane. Ten najlepiej ubrany Selwyn, chociaż oczywiście konkurencja była duża i stawiająca odpowiednie wyzwanie, siedział pomiędzy swoimi rodzicami, z którymi nawet przyjemnie gawędziło się o najnowszych włoskich sztukach i wydarzeniach kulturowych w Wenecji. Tristan i Rosalie Selwyn byli czarodziejami w wieku, który chociaż już wskazywał, że mieli czterdziestoletniego syna, to został zgrabnie zakryty przez odpowiednie kosmetyki, jak i świetne geny. Z ich dwójki widać było jednak, że nawet jeśli każde z nich dbało o swój wygląd to matka Jonathana zdecydowanie bardziej przykładała do niego uwagę, podobnie zresztą jak i jej syn.
– Hannibalu, nie mów naszej drogiej Enid, że nie musi mówić o tobie per wujku. Nie przy naszym wspaniałym sędzim. Jestem wręcz pewny, że Robert zaraz przytoczy ci na tę okoliczność odpowiedni paragraf – powiedział rozbawiony, czym najwyrażmiej naraził się własnej matce. Tylko, że na całe szczęście niedługo później Hannibal odpowiedział pewnej ciotce tak jak odpowiedział, i wzrok Rosalie Selwyn powędrował w stronę starszej kobiety i Jonathan był pewny, że matka zrobiła to tylko po to aby zobaczyć jak po odpowiedzi Hannibala wygląda aura czarownicy. A wiedział o tym głównie dlatego, że sam oczywiście robił to samo.
– Muszę przyznać. że jestem szalenie zainteresowany tą premierą - powiedział, nakładając sobie całkiem słuszną porcję dyniowych placków.
– Oczywiście, że jesteś nią szalenie zainteresowany – rzucila Anemone Selwyn, ich krewniaczka i sama autorka Esktazy Merlina, która w Londynie pojawiła się właśnie na premierę nowej wersji jej sztuki. Czarownica, zupełnie nie jak na sędziwą staruszkę przystało, wyciągnęła ze swojej barwnej szaty fajkę i zaczęła puszczać kółka z dymu. – To jest dobra sztuka. Nawet gdyby napisał ją mój były, to tak bym twierdziła. Nie, że on miał jakikolwiek talent. W głowie było mu tylko pisanie o kobiecych c... – Spojrzała na Enid. – Wdziękach.

Jonathan uniósł nieco brew, ale nic nie powiedział. Zamiast tego z czystej ciekawości zerknął na aurę samego Hannibala, tak aby zobaczyć co odczuwał jego kuzyn teraz, gdy nie dość że premiera Ekstazy była tak blisko, to jeszcze rodzina miała pewne oczekiwana.

Percepcja III, aurowidzenie na Hannibala
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#4
19.05.2026, 12:02  ✶  
Robert nie dziwił się, że tak młody człowiek jak Hannibal nie chciał, by nazywano go "wujkiem". Jednak, formalnie rzecz biorąc, był on wujkiem Enid. Zresztą dziewczynka wyraźnie nie czuła się najlepiej z tym nagłym odzwyczajaniem się od nazwy, którą stosowała w stronę reszty członków rodziny. Uśmiechnęła się do Hannibala, pokiwała głową, a jednak Crouch jak nikt inny potrafił rozpoznać zakłopotanie u swojej córeczki.

– Teoretycznie, Hannibalu, jesteś jej wujkiem. Jak byś się czuł, gdybyś do mojej mamy nagle miał zwracać się per Frances albo Frankie? – Kiedy Robert wypowiadał te słowa, jego matka prawie opluła się winem. Sędzia jednak zwrócił uwagę na Jonathana, który oczywiście dorzucił swoje trzy grosze do rozmowy. – Ale z drugiej strony, ta cała tytulatura to tylko kolejny konwenans. Dlatego, jeśli chcecie się umówić z Enid, żeby być raczej jak kuzyni, nic chyba nie stoi na przeszkodzie poza wolą stron. Co ty na to, córciu?

– Mogę mówić do ciebie po imieniu, wuj... Hannibalu – słowa dziewczynki zabrzmiały odrobinę niepewnie. Zresztą chyba żadne dziecko zresztą nie lubiło siedzieć wśród dorosłych na rodzinnych imprezach. Robert zamierzał namówić kogoś, by pokazał jego córce kulisy teatru w przerwie pomiędzy głównym daniem a deserem. A może w swoim czasie poprosi o to samego Hannibala?

Zgromił młodszego kuzyna spojrzeniem typu "tu jest jedenastoletnie dziecko", gdy ten zaczął radośnie opowiadać o biczach, które pluły krwią. Na miłość Matki, jak zapytał, chciał tylko ogólników. A i Lauretta wyglądała, jakby zaraz miała rzucić w Hannibala nożem. Ach, nie ma to jak rodzina... Cóż, przynajmniej stara dobra cioteczka Anemone się powstrzymała. Szczególnie, że Enid wyraźnie się zainteresowała co bardziej kontrowersyjnymi tematami. Cóż, przynajmniej działo się coś ciekawszego niż klasyczne i jakże bolesne "jak tam w szkole?".

– Wspaniale, że pytasz, bo wybieram się z naszą Moną, niestety dziś nieobecną. I by uciąć wszelkie plotki, spędza święta z Rowle'ami, nie Prewettami – odparł, nie wiedząc, co do której rodziny był bardziej sceptyczny. Przynajmniej Prewettci nie mieli "specjalnej ochrony" podczas Spalonej Nocy. Sędzia spojrzał na Jonathana, przypomniał sobie tamtą wizytę w Walii, słowa Mony o Śmierciożercy w mieszkaniu... Wziął kolejny łyk wina.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#5
31.05.2026, 18:33  ✶  
Aura Hannibala, zwykle płonąca mieszanką czerwieni i pomarańczu, dziś była nieco przytłumiona. Coś - być może obecność rodziny w dość formalnym, świątecznym składzie i wydaniu - wywołała na powierzchnię żółtawe i szarozielone przebłyski. Efekt kolorystyczny był zgoła nieprzyjemny. Coś ewidentnie zajmowało myśli najmłodszego kuzyna Jonathana. Mogła to być rozmowa o nadchodzącej premierze, jakieś kwestie prywatne, ale równie dobrze mogły to być kolejne pomysły na ożywienie atmosfery przy stole i sprowokowanie oburzenia zebranych. 

- Jestem pewien, że nie ma paragrafu nakazującego nazywanie ludzi wujkami wbrew ich woli! - zaczął odpowiadać Jonathanowi, ale jednak zwrócił się niepewnie do Roberta - Prawda?
Odpowiedź Anemone wywołała jego szeroki uśmiech i chwilowy rozbłysk żywszych barw w aurze. Aktor ewidentnie czuł nić porozumienia z wiekową ciotką.

- Bicz? Ale taki prawdziwy? - Enid oczywiście podchwyciła najmniej odpowiedni fragment wypowiedzi. Hannibal napotkał ponad stołem jej świdrujące spojrzenie. Nadział na widelec szparaga i podniósł go do ust, ale jak na złość, nic nie odwróciło uwagi jedenastolatki.
- No jasne, że nieprawdziwy, przecież to tylko teatr! Jest miękki, nikomu nie robi krzywdy! - uśmiechnął się, czując na sobie karcący wzrok Roberta. Nie bardzo wiedział, co niby niewłaściwego było w fakcie istnienia bicza-rekwizytu, no ale on wychowywał się na backstage’u i rekwizytornia była jednym z ulubionych miejsc zabaw jego i Mony, a wspólna garderoba - przeciekawym źródłem wiedzy o świecie. Może zresztą to Robert był nadopiekuńczy.

(Przypomniał sobie, jak mając osiem lat posłyszał rozmowę dwóch artystek o trzeciej, a potem zapytał ojca, gdzie można dostać te lody co robi ciocia Effie każdemu, kto nosi nazwisko Selwyn i wzdrygnął się. Może jego kuzyn miał jednak trochę racji.)

- Hannibalu, nie zdradzaj szczegółów dzieła przed premierą! - upomniał go ojciec.
- Widzisz? nie mogę zdradzić nic więcej, moje usta zostały zamknięte pieczęcią tajemnicy! - uczepił się tej mniej lub bardziej celowo podsuniętej deski ratunku i dla lepszego zobrazowania, jak to absolutnie i nieodwracalnie zmuszony jest do milczenia, wepchnął do ust kolejnego szparaga.

A więc Robert zabiera Monę na premierę… Z jednej strony to brzmiało jak dobry pomysł, Mona z własnej woli pewnie nie wybrałaby się na tak kontrowersyjną sztukę. Nigdy nie lubiła tego całego symbolizmu, “wydziwiania”, jak je nazywała. Z drugiej… nudy! Hannibal miał nadzieję, że wokół któregoś z kuzynów wreszcie zakręci się ktoś godny zainteresowania.
- A ty, Jonathan? Sam? Już całkiem ożeniłeś się z pracą? - zagaił, kiedy przełknął i znów mógł mówić.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
08.07.2026, 13:18  ✶  
Nawet gdy zerknął na aurę Hannibala, spodziewał się raczej, że ujrzy w niej dość pozytywne emocje. Ewidentnie jednak coś zawracało głowę głównej gwiazdy Ekstazy Merlina, a ze względu na obiad Jonathana nieszczególnie miał jak dowiedzieć się o co mogło chodzić.

Uznał więc, że najlepiej będzie po prostu skupić się na rozmowie i zobaczyć co będzie dalej. Przez chwilę przyglądał się swojej porcji przepiórki nadziewanej kasztanami i żurawiną, zastanawiając się co mu się bardziej opłacało. Nazwanie teraz na głos matki Roberta Frankie i cudowne poruszenie na widowni, które by tym wywołał, czy powstrzymanie języka i brak jakichkolwiek negatywnych konsekwencji z tego powodu. Wybór był naprawdę trudny.

Jakimś niezwykłym sposobem rozmowa przeszła z biczy i krwi na jego życie prywatne. Jak to się stało? To chyba były właśnie te słynne anomalie, które występywały najczęściej podczas rodzinnych obiadów.
– Niesamowite jak krótkie jest życie plotki, czyż nie? – spytał, biorąc łyk wina. – Jeszcze niedawno podobno miałem się ponownie żenić z Charlotte Kelly. – To imię wywołało wśród pewnej części zgromadzonych w tym jego rodziców wielki grymas. Najwyraźniej pewne nieudane śluby nigdy nie przestaną być przeżywane. – A teraz znowu ożeniłem się z własną pracą. Niezwykłe. Aż strach pomyśleć co będzie jutro? Dowiem się, że od paru ładnych lat jestem ojcem?
– Jonathanie! – syknęła jego matka, nie wiedząc czy wpatrywać się teraz karcąco w swojego jedynego syna, czy skupić uwagę na własnym mężu, który niemal zaksztusił się winem.
Jonathan uśmiechnął się potulnie i kontynuował.
– Ah tak przepraszam, zapomniałem, że obiecałem mojej drogiej matce, że wszelkie nieślubne dzieci mogę mieć dopiero po pięćdziesiątce. Wracając jednak jeszcze na chwilę do tematu naszej drogiej Mony. Oczywiście każdy jest kowalem swojego losu, ale niepokoi mnie to jej bratanie się z Prewettami.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#7
15.07.2026, 11:38  ✶  
– Paragrafu per se nie ma, ale mamy pewien precedens. Rok 1888, sprawa konfliktu w rodzinie Rosier, gdy to zastosowanie błędnej tytulatury wewnątrz rodziny doprowadziło do strat majątkowych i moralnych. Z tego powodu wyrok Wizengamotu głosił, że w przypadku konfliktu, pierwszeństwo ma zawsze prawidłowa, oficjalna tytulatura – skłamał, bo w rzeczywistości takiego wyroku nigdy nie było. Ani nawet sprawy. Chciał jedynie nabrać kuzyna, a prawniczy autorytet bardzo w tym pomagał.

Jonathan, stary kawaler, który uciekł sprzed ołtarza, zawsze dawał Robertowi nadzieję. Można było odnosić sukcesy i dobrze żyć bez drugiej połówki, a raczej małżeństwa. Pomogło mu to w pogodzeniu się z własnym rozwodem i statusem singla. Skoro facet starszy od niego mógł tak żyć, to czemu jemu miałoby się nie udać?

– Słuchaj, nieważne jak gadają, ważne, że zwracają uwagę. – To właściwie nie była do końca prawda. Jedna plotka mogła całkowicie zrujnować życie i karierę. – Praca to nie jest taka zła żona. W końcu cię utrzymuje – zażartował.

Mina mu stężała, gdy Jonathan wspomniał o Prewettach. Na bogów, co przyszło Monie do głowy, żeby się znowu spotykać z tym typem? Tym samym, który tuż po Hogwarcie złamał jej serce, bo był bezwzględnie posłuszny swojemu tatusiowi? Robert wielokrotnie powtarzał potem Rowle, że znajdzie sobie kogoś o wiele lepszego, wartego uwagi i przede wszystkim zasługującego na nią. Z tej rodziny właściwie największą sympatią otaczał panią Elise Prewett, która była przecież o wiele bardziej Rosier, a zmarłego męża nie cierpiała.

– Ktoś powinien naprawdę przekonać Monę, że z tą rodziną nie warto się zadawać. A szczególnie z tym jej Icarusem! Słyszałem, że do jego baru przychodzą typy spod ciemnej gwiazdy. Znaczy, że coś ich tam przyciąga. Albo ktoś – burknął z oburzeniem. – A zresztą po co Monie taki Prewett? To niezależna kobieta. Słyszałem same pochwały na jej temat, gdy rozmawiałem z członkami departamentu kontroli nad magicznymi stworzeniami. Ze swoim umysłem mogłaby zrobić tam karierę, a nie skupiać się na amorach.

– A ty, Robercie, mógłbyś sam sobie znaleźć żonę. Jesteś jeszcze w młodym wieku – dodała jego matka. – Wydaje się, że ty sam zostałeś poślubiony pracy. Siedzisz nad papierami od rana do nocy.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#8
17.07.2026, 22:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2026, 14:18 przez Hannibal Selwyn.)  
Radość Hannibala z tego, że nie on jest tym razem obiektem ciotkowych wyrzutów matrymonialnych była krótkotrwała.
- To pokolenie w ogóle nie szanuje instytucji rodziny - pokręcił głową mąż ciotki, która wcześniej zaczęła temat “wiadomych spraw” Hannibala - Za moich czasów dwudziestoletnia panna to już się rozglądała za mężem, i to całkiem energicznie!
Uwaga była odrobinę pozbawiona związku, kiedy przy stole siedziało dwóch kawalerów i rozwodnik. Hannibal winił za to niemal pustą karafkę wina stojącą w pobliżu tegoż wuja. Ciotka wydawała się choć raz z nim zgadzać, bo spojrzała ostro na zaczerwienione nieco lico mężczyzny i na naczynie, po czym zdecydowanym ruchem wlała pozostały trunek do własnego kieliszka.

Nie jestem panną… - pomyślał Hannibal - Ale mógłbym być…
Zaczarowana toaletka Selwynów otwierała pod tym względem wspaniałe możliwości. Wyobraził sobie siebie w charakterze panny młodej, robiącego w bambuko mugolskiego urzędnika albo może nawet kapłanów w Kowenie. Nie miał pojęcia, kogo mógłby obdarzyć zaszczytem permanentnego małżeństwa, ale taka unia zapewne okazałaby się nieważna, więc… Zerknął w stronę swoich rodziców, a potem na Jonathana. Taki skandal mógłby przebić nawet jego uciekającą pannę młodą, aczkolwiek zapewne skończyłby się wydziedziczeniem.

- Prewettowie mają oprócz tego gościa od baru jeszcze dziewczynę w wieku naszego Hannibala, mam rację? - padło z drugiej strony stołu. Hannibal uśmiechnąłby się, gdyby nie to, że zaraz usłyszał:
- Tak, jej matka jest z Rosierów, ale ona sama podobno pracuje dla mugoli. Marnotrawi swój talent, moim skromnym zdaniem. U Dolohovów są dwie panny, z nimi się skoligacić…
- No ta jedna, to już chyba bardziej dla Roberta, ona ma ile, dwadzieścia pięć?…

Ojciec na wzmiankę o Dolohovach wydał z siebie w najwyższym stopniu niepokojące ”Hmm…” spoglądając na dziedzica rodu, który w odpowiedzi niemal niedostrzegalnie potrząsnął głową. Everett skrzywił się. Hannibal przewrócił oczami, nie kryjąc ogarniającego go wzburzenia. Ojciec westchnął, rozczarowujące, zawisł nad stołem między nimi jego niemy osąd, jakby sam nie był w wieku Hannibala nieodpowiedzialnym skandalistą. Matka milczała.

Jedna z wymienionych panien to zapewne była córka Vakela, partia doskonała PR-owo, z czego młodzieniec zdawał sobie sprawę nie gorzej, niż starszyzna. Nie miał nic do Lyssy, ale zdecydowanie nie był gotów na przerzucanie się nad jego głową nazwiskami potencjalnych nowych pań Selwyn. Poza tym teraz już był wkurzony. Trzeba było to przerwać.

Wciągnął powietrze przez nos, zmuszając się do przybrania przyjemniejszego wyrazu twarzy. Dyskretnie wydobył różdżkę i machnął nią w kierunku karafki stojącej przed Anemone, unosząc ją ostrożnie, niczym marionetkę na sznurkach Translokacji i przechylając nad kieliszkiem wiekowej dramatopisarki. Kobieta przez chwilę ze zdumieniem obserwowała cienki strumień wina, tego samego, którym raczyła się dotąd, a potem bezbłędnie wypatrzyła czarującego Hannibala. Ten uśmiechnął się swoim najbardziej ujmującym i młodzieńczym uśmiechem.
- Ciociu Anemone, a może ty masz jakieś perły mądrości dla przystojnych mężczyzn na wydaniu? - karafka wróciła na swoje miejsce z cichym stuknięciem - Wiadomo, że kawalerowie lubią trzymać się razem, ale kobieca perspektywa zawsze się przyda!

Czarownica zastanowiła się z poważną miną, a potem odparła:
- Wybadaj jaki był rozkład dnia pracy jej ojca i co myśli o klapsach - wpakowała do ust kęs dyni. Oczy Hannibala zaokrągliły się - klapsach? W sensie… takich na tyłek? Były chyba jeszcze jakieś gruszki…
Ciotka najwyraźniej jednak dopiero się rozkręcała.
- Skrzydłowych sobie załatwcie na podryw, ale koniecznie mniej przystojnych od was, no, to akurat nie będzie trudne! - obrzuciła trzech kuzynów pełnym aprobaty spojrzeniem, od którego jednak Hannibalowi wcale nie zrobiło się lepiej - Albo dzieciaka. Albo psa - no dobra, to było dziwne - Ach, no i czosnek, jedzcie czosnek. Skóra lepiej od tego pachnie. I ananasa - uśmiechnęła się łobuzersko.

Ananasa. A n a n a s a. Właśnie dostał od kobiety, która mogłaby być jego prababką poradę, jak uczynić seks oralny przyjemniejszym dla partnerki. Przy całej rodzinie.
Hannibal na chwilę prawdziwie zaniemówił. Poruszył ustami, lecz nie wyszło spomiędzy nich żadne słowo. Chciał zobaczyć minę Roberta. Bał się zobaczyć minę Roberta. Albo babki, która na pewno miała uciechę z tego, jak się właśnie wkopał. Albo Enid… o słodki Merlinie. Dziwił się, że jeszcze nikt się nie zakrztusił ani nie kopnął go pod stołem. Albo Anemone. Może nie wypadało im kopać staruszki. Może kopali, tylko ciotka miała godną pozazdroszczenia tolerancję. Byłby w stanie w to uwierzyć. Uwielbiał ją. Przerażała go.



Obiecał sobie być najlepszym Merlinem, jakiego świat kiedykolwiek zobaczy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (1585), Jonathan Selwyn (651), Robert Albert Crouch (1019)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa