• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki

[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki
Inkwizytor
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
51
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na młodszego, aniżeli jest w rzeczywistości, chociaż na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki. Pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty — wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja — z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#21
30.05.2026, 08:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 08:48 przez Aaron Andrew Moody.)  
Aaron nie był w stanie przejmować się towarzyskimi uchybieniami zbyt długo. Gdyby przyszedł na otwarcie restauracji sam, zapewne nie poświęciłby temu wszystkiemu większej uwagi.
Inną sprawą było, że sam zwyczajnie by tutaj nie przyszedł. Gdyby nie Lorien, zostałby w pracy po godzinach. A gdy wróciłby z pracy, wypiłby piwo w samotności swego mieszkania.
Może kilka piw.
Przez lata nauczył się trzymać na dystans. Nie lubił sprawiać innym kłopotu swoją obecnością, narzucać się tam, gdzie był zbędnym. Nie niechcianym, nie odrzuconym, po prostu zbędnym. Miał przecież przyjaciół, którzy gotowi byliby wziąć go ze sobą, usadzić przy swym stole. Ale jego przyjaciele mieli już swoje własne rodziny, dzieci i małżonków, a Aaron nie chciał być tym, który wprowadzałby niezręczność dodatkowym nakryciem. Nieznajomością domowych rytuałów, węwnętrznych żartów i codziennych, małych dramatów. Wiedział, że był wobec nich niesprawiedliwym, nigdy bowiem nie pozwolili mu się poczuć, jak gdyby nie był mile widzianym. Woody. Julian. Tessa. Jolene. Harrier. Było tak wielu ludzi, za którymi gotów był wskoczyć choćby i w ogień. Ale przy domowym ognisku nie śmiałby im zawadzać, jako ten cień, który żyć mógł tylko w obecności płomieni. Samotność była czymś, do czego przywykł. Nie była czymś złym, nie. Aż do teraz nie przeszkadzało mu, że jest sam.

Lorien to wszystko zmieniła.

Aaron mógł sprawiać wrażenie kogoś nie dbającego o konwenanse. Kogoś, kto gardzi społecznym polorem, zachowaniem pozorów, wizerunkiem jako takim. Był jednak taki czas, kiedy myślał o tym niemal nieustannie. O tym, jak wygląda w oczach innych ludzi. Gryzł się w język, zmuszając się, aby odpowiednio dobierać słowa. Wygładzał szatę, a nawet swój akcent. Nie chodziło nawet o zachowanie pozorów. Tkwiła w tym swego rodzaju dyscyplina, głęboko zakorzenione przekonanie, że jeżeli zależeć będzie mu na czymś wystarczająco, w końcu to osiągnie. A Moody'emu zależało. Nie na tytułach, awansach i medalach, bo choć jeszcze wtedy przyjmował je z czymś na kształt dumy, radość mijała szybko, bo zawsze można było zrobić coś lepiej. Zależało mu na życiu, które sobie wymarzył, na byciu dobrym aurorem, dobrym mężem, odpowiedzialnym ojcem. Reputacja była wszystkim, a budowało się ją nie tylko kompetencjami, ale i moralną konsekwencją. Aaron nie chciał być tak po prostu dobry. Zawsze chciał być najlepszy. Taki już miał charakter. Rzucał się więc w wir pracy, biorąc na sobie coraz więcej odpowiedzialności, coraz więcej ciężarów, jak gdyby kolejne funkcje, osiągnięcia i wyrzeczenia mogły sprawić, że wreszcie poczuje się usatysfakcjonowanym. Że wreszcie poczuje się wystarczającym.
Wciąż pamiętał tego młodzieńca, który chciał zostać kimś. Mężczyznę, który uświadomił sobie, że został tak po prostu sobą: jak gdyby dopiero ciężar wieku pozwolił mu zdać sobie sprawę z ciężaru własnych oczekiwań.
Dlatego rozumiał Lorien. Dlatego zależało mu na tym, aby czuła się w jego obecności tak zwyczajnie dobrze. Jak nikt inny wiedział, że uwięzionym można być nie tylko w cudzych wymaganiach, ale także we własnym pragnieniu, by nie dać swoim zachowaniem powodu do bycia lekceważonym.

Gdy objął Lorien ramieniem, to było tak, jak gdyby chciał podzielić się z nią swoim spokojem. Zdjąć z jej wątłych barków ciężar oczekiwań, który sam nosił zbyt długo. Nie wiedział, czy zdoła to kiedykolwiek uczynić. Nie sądził, żeby sam był od tego ciężaru wolnym. Na pewno nie chciał jej jednak żadnego dokładać, lecz osłonić ją. Wesprzeć. Miłym było mu przecież, gdy wspierała się na jego ramieniu.

Na krótko po tym, jak zostali usadzeni przy stoliku, pojawiła się kelnerka, aby odebrać zamówienia. Aaron zaczekał, aż Lorien przedstawi swoje życzenia. Porcje nie były dużymi, jak zdołał podejrzeć, gdy kelnerzy przechodzili obok ich stolików. Może nawet Lorien uda się takową zjeść, pomyślał. W przeciwieństwie do drobnej kobiety zasiadającej po przeciwnej stronie stołu, z Aarona był chłop na schwał, więc oczywiście zamówił tyle, ile się dało. Wybrał brązową zupę windsorską, pieczeń z wołowiną z jego ulubionym puddingiem, no i, rzecz jasna, tartę jabłkową. Jako że jego myśli uciekały w stronę Doliny Godryka od czasu dyskusji o witrażach, do picia wziął sok wyciskany z owoców zebranych w tamtejszych sadach. Zmarszczył lekko brwi, gdy przyszło do losowania słodyczy, ale ciekawość zwyciężyła, sięgnął więc po jedną ze zgrabnie zapakowanych paczuszek. Skoro były za darmo…

– Mhm – mruknął Aaron, gdy Lorien napomknęła o usługach szklarza. – Przyda nam się taki zaufany majster. Ale trzeba będzie zorientować się jeszcze, czy projektuje witraże. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłby taki zamknięty w pakiecie szybowym, zabezpieczony z dwóch stron izolującymi taflami szkła. Najbardziej praktycznym nie tylko w użytku, ale i w montażu. Łatwiej byłoby od razu obsadzić cały taki pakiet w oknie niż montować witraż jako osobny panel dekoracyjny "przed szybą"… Albo też całkiem w ramie szyby, wiesz, tak w okiennym skrzydle? – Oczywiście, że pochłonęły go technikalia: takim już był ten chłop, który mierzył wszystko wartością robocizny i wrodzonym praktycyzmem. – Tak, myślę, że ta opcja z witrażem w pakiecie byłaby najlepsza.

Rozłożył na środku stołu jedną z serwetek, żeby naszkicować na szybko plan domu. Kolejne pociągnięcia różdżki wyznaczały granice domostwa. Proste linie, zamykające przestrzeń, którą już nauczyli się nazywać swoją. Wystarczyło narysować kreskę, aby wyobrazić sobie południową ścianę domostwa. Po południu następowała północ wraz z rozkładem pomieszczeń. Od wschodu do zachodu wyrysowywane były ręką Moody'ego granice działki. Rysował do góry nogami, z serwetką obróconą tak, aby Lorien mogła patrzeć na wprost, wyobrażając sobie zagospodarowanie przestrzenne. Chociaż najpierw czekał ich generalny remont, Aaron wiedział, że w myślach ustawiała już meble i bibeloty. Na to też miał przyjść czas.

– Moglibyśmy też osadzić podobne przeszklenie w drzwiach oranżerii – zaczął myśleć na głos Aaron. – Wtedy i sąsiednim pomieszczeniom udzieliłoby się nieco koloru.
"Moglibyśmy", zgodził się wcześniej na wspólne świętowanie, wybawiając Lorien od konieczności ubierania jej pragnienia w słowa. Potem to ona wybawiła go od konieczności przedstawiania swojej propozycji na wspólne wyjście. "Moglibyśmy", powtórzył i teraz. Choć twarze ich pozostały w pełni poważnymi, w tym jednym słowie zdawała się zawierać ukradkowa wymiana porozumiewawczych uśmiechów nad stołem. Aaron podniósł głowę, spoglądając wprost na Lorien, nagle bowiem zdał sobie sprawę, że nie uwzględnił w swych kalkulacjach najważniejszej rzeczy.
– A co właściwie chcesz, żeby taki witraż sobą przedstawiał?
Dłoń ze środkowym palcem wystawionym wójtowi Doliny Godryka?, spytała uniesiona lekko brew Aarona.

!Słodycze Bertiego


I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#22
30.05.2026, 08:37  ✶  

Dropsy cytrynowe


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę cytrynowych dropsów. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, są klasycznym przysmakiem czarodziejskiego świata. Każdy z nich ma na sobie wytłoczony symbol łyżeczki i nazwy lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Dropsy cytrynowe (Zjedzenie dropsów działa uspokajająco i pozwala na podejście do sytuacji w bardziej rzeczowy sposób, pozwalając na zignorowanie zawady Porywczy. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#23
31.05.2026, 07:56  ✶  
Sam Christopher po słodycze sięgał okazyjnie, traktując je jako coś, czego nie warto wciąż sobie odmawiać, bo życie powinno mieć smak – jak choćby wtedy, gdy zamawiał deser w Wenecji – ale też ochotę na nie miewał sporadycznie. Dziś bardziej interesowało go danie główne, niemniej też zwrócił uwagę na magiczne, zmieniające się desery, głównie dlatego, że był świadom już, że Victoria była wielbicielką czekolady. Nie wspominając o tym, że po trochu dlatego ją tu przyprowadził: mimo tego całego rantu na fasolki (złe wspomnienia z lat szkolnych) wiedział, że Bott uchodził za króla słodyczowego świata.
Spojrzał, komu Victoria macha, ale sam nie kojarzył Moody’ego, więc co najwyżej skinął głową, jeżeli ten ku nim spojrzał, nim znikli w środku.
– Lukasa w towarzystwie kolegów. Gracze quidditcha zbierający się w jednym pomieszczeniu ulegają pewnym fascynującym procesom. Nagle zaczynają myśleć kolektywnie, ale ich zdolności umysłowe zamiast się sumować spadają do możliwości tego najmniej lotnego. Wiem, co mówię, mieszkałem siedem lat z czterema – stwierdził, choć ton miał trochę żartobliwy, no i wiadomo, że chłopcy z jego dormitorium nie byli w drużynie przez całe siedem lat. – Tak – odparł odruchowo. – Chyba że chciałaś z kimś usiąść? – zreflektował się jeszcze, spoglądając na Lestrange, gdy poprowadzono ich do stolika gdzieś w głębi restauracji z daleka od wejścia i wręczono menu. Nie było tego dnia zbyt bogate, ale Rosier się tego spodziewał: większy ruch, więc łatwiej było zaserwować konkretne dania, a i mniejsze porcje ani trochę mu nie przeszkadzały, bo pozwalały na spróbowanie większej ilości jedzenia. Stolik okazał się całkiem wygodny, a klientela prezentowała się znacznie lepiej niż Chris się obawiał, wreszcie się więc rozluźnił.
– Wezmę zupę windsorską, zapiekankę pasterską, smoczy grzaniec… który deser wolisz? – zatrzymał się na tej pozycji, spoglądając na Victorię znad karty, z półuśmiechem, bo uznał, że po prostu weźmie ten drugi, żeby też mogła go spróbować. A potem odruchowo sięgnął do koszyka, który podsunęła im kelnerka, zachęcając do częstowania się słodyczami.

!Słodycze Bertiego
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#24
31.05.2026, 07:56  ✶  

Imbirowe muffinki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę imbirowych muffinek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wydają się niczym specjalnym nie wyróżniać poza rześkim zapachem. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Imbirowe muffinki (Zjedzenie muffinki natychmiastowo orzeźwia umysł i popycha do działania, sprawiając że postać zachowuje się jakby miała przewagę Odwaga I. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#25
31.05.2026, 21:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2026, 16:19 przez Victoria Lestrange.)  

Był czas, że Victoria trochę się kryła z tą swoją miłością do czekolady, nie chcąc wychodzić na jakiegoś łasucha, ale te ostatnie pół roku było tak gorzkie, że jakoś trzeba było sobie to życie osładzać. Nie bała się o zbędne kilogramy – ruchu w pracy miała sporo, a poza tym na przełomie maja i czerwca była tak zestresowana, że schudła, o czym zresztą mówiła Christopherowi, gdy w lipcu rozmawiali o tym, by Victoria została modelką do jesiennej kolekcji specjalnej. Teraz wyglądała już lepiej niż w lipcu i na szczęście daleko było do tego, by miało to pójść w drugą stronę. Więc czekolady nie odmawiała. Ani ogólnie większości ciastek i ciasteczek.

– Hmm, no w sumie – zamruczała nad tą nagłą myślą, w której Victorię oświeciło skąd kojarzyła Lukasa i gdy Christopher uświadomił jej, że faktycznie przez siedem lat dzielił dormitorium aż z czterema. Łatwo było jej zapomnieć, że Bulstrode kiedyś tyle latał i się chełpił, nie mówiąc o jej kuzynie, który przecież do czasu grał profesjonalnie. Natomiast w jej własnej teorii tu nie chodziło o graczy quidditcha, których iloraz inteligencji spadał do tego najmniej lotnego z grupy, tylko ogólnie o mężczyzn w grupie: bo dokładnie to zamo zjawisko zaobserwowała, gdy Stanley Borgin i Sauriel przebywali w jednym pomieszczeniu i to samo działo się również przy Aidanie i Stanleyu. Wcześniej myślała, że tym elementem obniżającym zdolności umysłowe jest Borgin, ale teraz, w obliczu słów blondyna pomyślała sobie, że to musi być jakaś grubsza sprawa i chyba po prostu chodzi o chłopów sztuk minimum dwie. Rzecz jasna nie powiedziała tego na głos, ale zrobiła taką minę, jakby właśnie przez jej głowę przebiegło dwadzieścia myśli na raz, po czym cmoknęła. – Chyba nie zaczną teraz na twój widok tupać, biegać i ryczeć, bo pewnie ich wyproszą, co? – odparła za to, a gdy szli do swojego stolika uśmiechnęła się pod nosem. – Tak, z tobą – z kim jeszcze miała tutaj niby siadać? Przyszli przecież razem i nie byli z nikim jeszcze umówieni, tak?

I z zadowoloną miną, bo sądziła, że jej odpowiedź sprawi Christopherowi jakąś przyjemność, zerknęła do podanego im menu.

– Trifle – odpowiedziała bez większego zastanowienia, przeglądając jeszcze kartę. – Ja wezmę niedzielną pieczeń, bez zupy. I herbatę. Na razie tyle – bo nawet jeśli porcje były mniejsze, to nie chciała zamówić za dużo, a potem tego jedzenia marnować. Również sięgnęła do koszyczka ze słodyczami.

– Ładnie tu – stwierdziła w końcu, spoglądając na to, co wyłowiła. – Widzisz? Martwiłeś się niepotrzebnie.


!Słodycze Bertiego
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#26
31.05.2026, 21:17  ✶  

Cukrowe pajączki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę cukrowych pajączków. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, po wyciągnięciu z opakowania zaczynając snuć cukrową pajęczynę. Każdy z nich ma na odwłoku odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Cukrowe pajączki (Zjedzenie pajączka natychmiastowo uaktywnia pajęcze zmysły i sprawia, że czarodziej przylepia się do powierzchni płaskich, mogąc swobodnie chodzić po ścianach czy suficie. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#27
01.06.2026, 18:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2026, 06:21 przez Zenon Kozioł.)  
Zenek stał między dwiema ko… wróć. Między Norą a Florką, obie w kieckach ledwo za tyłek. Z początku nawet ogarniał sytuację. Nora ślicznie się do niego uśmiechała, a w głowie mu błysnęło, bo chyba jeszcze nic nie schrzanił na tamtym etapie. Pociągnął za krawat nieco mocniej, gdy usłyszał, że cukierniczka go kojarzyła. No bo… skąd? Z czego? Od Florki z Rejwachu? Gdyby nie warunki pogodowe, przez które nie mógł swobodnie patrzeć w dół, to na pewno by się wszystkiego wywiedział. Co Nora wiedziała. Czy DJ mógł dostać zniżkę na ptysie. No i wtedy… wiadomo.

Dłonie zatrzymały się, zaciśnięte na krawacie. Krawat szarpnął się do przodu. Przez chwilę czuł na sobie jej ciepło. Zdecydowanie za blisko. Potem mlask przy ustach. Zamknął oczy. Gdy je otworzył, miał wbity mały nożyk. Florka już sobie poszła do środka. Zacisnął ręce mocniej.

Nora stała obok. Widziała wszystko, a Zenek tym bardziej nie mógł już patrzeć w dół. Ciepło zostało. Przyłożył palec do mokrego śladu. Maź przylepiała się do palca. Odsunął od ust, obejrzał. Lepkie. Prawie przyłożył palec do języka, ale przy kolejnym wdechu wyczuł słodycz cukierni i się opamiętał. Otarł palec o krawat.

— Możemy usiąść. — z niebywałym spokojem powtórzył za Norą, chociaż szczęka mu przy tym drgnęła. Ruszyli w głąb restauracji. Witraże nadal dawały po oczach. Zenek starał się dotrzymać kroku damie. Co najmniej o krok z tyłu, jak sobie wyliczył.
Po drodze wypatrzył jeszcze stolik Woody'ego, ale nie śmiał szukać kontaktu raz jeszcze. Zamiast tego skupił się na Norze, przy której wreszcie odzyskał głos.
— Wendy nie puszcza takiej muzyki. — przekrzykiwał bzyczenie gości przy stolikach. Zamilkł, ale po sekundzie podjął znowu: — To dobrze. Wygrałaś. — bo melodyjka faktycznie była nie do wytrzymania, jak z windy. Może zmienią. W końcu jednak dotarli do tego stolika, który wywalczył u kelnerki. — Dla trzech osób. Pilnowałem.

Wreszcie Zenek odzyskał trochę animuszu w kroku. Powrócił bananowy uśmiech. Miał z czego być dumny. Większość stolików była dla dwóch albo czterech osób, a inni faktycznie się zasadzali! Ale Zenek odstał swoje.
Podszedł żwawo do stolika i chwycił za oparcie pierwszego krzesła. Z pogodą ducha, wyprostowany, prawie jak człowiek dobrze wychowany. Odsunął Norze krzesło do siedzenia. Gdy już Nora była usadzona, zatrzymał się na chwilę. Zlokalizował Florkę. Nadal unikał jej wzroku i afirmacji jej istnienia w jakimkolwiek stopniu. Zapomniał się uśmiechać. Po chwili zawahania podszedł, by odsunąć jej krzesło. Cofnął palce, gdy zbliżyła się do oparcia, żeby tylko jej przypadkiem nie dotknąć. Na koniec usadził siebie i poprawił rozwiązany krawat.

Dla strapionych mężczyzn na spotkaniach towarzyskich istniał taki wspaniały wynalazek. Nazywał się "karta restauracyjna" i pozwalał mężczyźnie zająć ręce, a w dodatku zasłonić twarz, jeśli akurat tego potrzebował. Zenek bez wahania skorzystał z tego nabytego przywileju. Wsunął się krzesłem w głąb stolika, chwycił za kartę i dramatycznym ruchem otworzył.
— No, cóż to mają w tym Bercie… — wymamrotał wyłącznie do siebie. Menu zasłaniało twarz z niespodzianką. Kolano pod stołem stukało bezwolnie. Zupa…
I tyle z Zenka.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#28
02.06.2026, 11:39  ✶  
Basilius przyszedł tutaj głównie aby nieco odpocząc i zibaczyć dekoracje Mlillie. Była też szansa, że dołączy do nich potem Thomas. Prewett wszedł do środka i rozejrzał się po wnętrzu. Całość wyglądała naprawdę sympatycznie, nawet jeśli najbardziej zwrócił uwagę na obrazy, które specjalnie przygotowała do lokalu, i trochę przyz tym poklęła, Moody. Kelner zaprowadził go do trzyosobowego stolika, przy którym na razie siedział sam, ale obok którego siedziała dobrze mu znana czarownica.
– Astorio dobrze cię widzieć – powiedział z uśmiechem, mając wrażenie, że Avery wyglądała lepiej, niż gdy rozmawiali ostatni raz ze sobą w Mungu. Zapewne o nim samym można było powiedzieć to samo. W końcu dzisiaj na przykład naprawdę się wyspał, nawet jeśli kosztowało go to zdecydowanie za dużo godzin w łóżku. W pracy wciąż było dużo zamieszania, ale mimo wszystko nieporównywalnie mniej niż bezpośrednio po Spalonej Nocy, a dodatkowo Prewett może nie ubrał się odświętnie, ale jego dzisiejsze ubrania były i tak dość eleganckie. Tak, aby nie przesadzić, ale jednocześnie dobrze wyglądać na otwarciu restauracji. Użył nawet jednych ze swoich lepszych perfum, chociaż znając życie różniły się od innych tylko ceną, bo jednak Basilius nie eksperymentował szczególnie z zapachami.
Tylko, że to czy wyglądał umierająco, czy też nie (chociaż wolał oczywiście tę drugą opcję) zawracało mu głowę zdecydowanie mniej, niż to czy jego pacjenci są w miarę żywi. Zwłaszcza, że doskonale pamiętał ich ostatnią rozmowę i kwestię nieregularnego przyjmowania leków.
– Jak się czujesz? Przyszłaś tu z kimś? – zagadał, zastanawiając się czy nie zamówić na razie jakiejś herbaty skoro czekał na resztę.
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#29
03.06.2026, 05:02  ✶  

Rzuciła jeszcze raz spojrzeniem w kierunku kolorowych wstawek w okienkach i pokręciła nosem z dezaprobatą. No niestety, Woody miał rację, co nie zmieniało faktu, że jej się takie coś podobało i w sumie może powinna sobie wstawić coś takiego chociażby u siebie w pokoju. Wilk syty, hehe, owca cała i wszyscy byliby zadowoleni. Potem natomiast zerknęła na wskazanych przez Tarpa zawodników. Bardziej grzecznościowo, bo całą grupą robili takie zamieszanie, ze ciężko ich było nie zauważyć. Nawet już miała coś mądrego na ten temat odpowiadać, ale pojawił się Zenek. Senka zerknęła na niego, nie ruszywszy nawet o milimetr bo to co powiedział… no nikt o zdrowych zmysłach niczego takiego by się chyba nie spodziewał. Zaraz się cała nastroszyła, zmarszczyła brwi i splotła ręce przed sobą, łokciami opierając się o stół.

— Za każde kolejne takie głupoty, będę ci wyrywać po jednym klawiszu z twojego elektronicznego pianinka — prychnęła. W innych warunkach groziłaby wybijaniem zębów lub łamaniem palców, ale Zenek to był jednak Zenek i nie można było go tak zwyczajnie szturchać jak obdartusów z ulicy. — Baw się dobrze — rzuciła jeszcze w ślad za Koziołem, kiedy ten pokicał sobie znowu w swoją stronę i wróciła do tematu, który Tarpowi został przerwany.

— W sumie to znam jednego z nich — machnęła głową w kierunku zgrai chłopaczków od mioteł. — Nott? Kojarzysz? — zatrzepotała rzęsami, jakby właśnie przed chwilą nie zaczął się nad drużyną roztkliwiać. — Spotykałam go czasem w różnych barach. Wpadłam też na niego podczas Spalonej — chociaż nie była przekonana, czy akurat to spotkanie można było zaliczyć do udanych. W międzyczasie pojawiła się obok nich kelnerka, chcąc zebrać od nich zamówienie. Senka poprosiła o nalewkę babuni, trifle, niedzielną pieczeń i brązową zupę. Jak jeść to na tyle ile tylko można było. Został im też przedstawiony koszyczek z upominkami, więc Greyback z chęcią zanurkowała w nim ręką.


!Słodycze Bertiego



Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#30
03.06.2026, 05:02  ✶  

Księżycowe rogaliki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę księżycowych rogalików. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wypełnione są słodkim nadzieniem i oblane polewą, której faktura przypomina plamy na księżycu. Każdy z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Księżycowe rogaliki (Zjedzenie rogalika natychmiastowo napełnia determinacją i sprawia, że czarodziej nie czuje doskwierającego mu bólu, nie ważne jak dużego. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (5596), Alastor Moody (1331), Anthony Shafiq (1567), Asena Greyback (2293), Astoria Avery (1536), Atreus Bulstrode (2261), Baba Jaga (2379), Basilius Prewett (1050), Benjy Fenwick (11801), Bertie Bott (1108), Brenna Longbottom (2437), Christopher Rosier (4646), Émile Mulciber (1567), Kożuch (1361), Lorien Mulciber (4450), Lorraine Malfoy (1742), Lukas Nott (2405), Lydia Black (1505), Millie Moody (1040), Nora Figg (2764), Pan Losu (1831), Prudence Fenwick (9289), The Edge (4442), Victoria Lestrange (5450), Woody Tarpaulin (2961), Zenon Kozioł (4196)


Strony (18): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 18 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa