• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki

[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki
pocket size elderich horror
I don't sleep.
I just dream.
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#81
14.06.2026, 20:34  ✶  
Lorien nienawidziła przyznawać się do faktu, że niektóre kwestie były jej kompletnie obce. Potrafiła przecież rozmawiać o rzeczach, które w gruncie rzeczy jej nie interesowały - o takiej sztuce na przykład. O teatralnych sztukach, o wystawach młodych, nieznanych artystów i geniuszów “awangardowych nurtów plastycznych”, o ekonomii i gospodarce światowej… Ale wszystkie te technikalia i żargon “pana majstra” brzmiały w jego ustach jak mieszanka mandaryńskiego z norweskim.
Z reguły ją to frustrowało. Takie właśnie wywieszenie białej flagi i oznajmienie, że się czegoś zwyczajnie w świecie nie wie. Może dlatego, że zawsze musiała mieć rację? A jak mogłaby ją mieć skoro nie rozumiała połowy słów? Na nic zdałoby się grożenie paluchem, bo w odpowiedzi pogroziłaby swoim - ale serdecznym.
Widziały gały co brały. Chciałeś taką bratku to się męcz.

Najważniejsze, że Aaron Moody doskonale wiedział jak panią Mulciber uszczęśliwić. Co prawda droga do tego szczęścia była szalenie wyboista, wiązała się ze sterroryzowaniem nieszczęsnego agenta nieruchomości i zaakceptowaniem prostego faktu, że Lorien operuje w bardzo prostym nawet jak na tak wyemancypowaną czarownicę aparatem pojęciowym jeśli chodzi o nieruchomości - “podoba mi się”, “okropny”, “…” (wymowne milczenie, uzupełnione uniesionymi brwiami i palcem wskazującym dziecinny obrazek przedstawiający diplodocusa zawieszonym w kuchni tuż nad kociołkiem).
Ale znaleźli w tym wszystkim odpowiedni balans sił - Aaron całował ją w policzek i mówił, że ma się nie przejmować ponoć zbutwiałymi deskami na tarasie, a ona się tym zwyczajnie w świecie nie przejmowała.
Zaśmiała się ciepło, gdy stwierdził “da się zrobić”. Brzmiał dokładnie jak ci wszyscy hardzi faceci z filmów o dzikim zachodzie, które ostatnio nagminnie puszczano w nocnej telewizji i przy których zasypiała czekając aż wróci z nocki. A ponoć starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek - a jednak, Lorien wystarczyło parę razy spokojnie wytłumaczyć które przyciski nalezy wciskać na “pilocie”, co by uruchomić mugolskie pudło telewizyjne, które było w mieszkaniu Aarona. Co prawda odmawiała uczenia się co zrobić kiedy wciśnie coś nie tak i zamiast ulubionej opery mydlanej pojawi się okropne śnieżenie na ekranie, ale nie było ideałów.
Przechyliła głowę wyobrażając sobie przez moment Moody’ego w jednym z okropnych kapeluszy Woody’ego z fajką w ustach. Hmm. Nie. Bez kapelusza. Spaliłaby mu taki.
- When you have to shoot, shoot. Don't talk.- Zniżyła głos do szeptu nachylając się nieco nad stolikiem. Ilość powtórek “Dobrego, Złego i Brzydkiego” była tak zatrważająca, że Lorien znała już połowę kwestii na pamięć. Normalnie Tuco w zielonej sukience. Tylko taki nie za “brzydki”. Strach pomyśleć co będzie jak pozna sagę o agencie 007…

W między czasie kelnerka przyniosła im posiłek. Stała przez moment przy stoliku manewrując w powietrzu tacą z talerzami, czekając aż Aaron skończy kreślić swoje runy (to znaczy kwiaty) na serwetce i tłumaczyć magiczną fizykę stojącą za pryzmatem.
W końcu zdołała jednak podać im dania, nawet grzecznie wytłumaczyła czym są znamienitości na talerzach, życzyła udanego posiłku i… zniknęła obsługiwać innych.
- Tak długo jak nie naruszy to zasad Kodeksu Tajności.- Odparła niemal… czule. Była bliska zarumienienia się przez tak głupią rzecz jak witraż!  Czym innym było przyzwyczajenie do tego, że życzenia panny Crouch były spełniane od ręki, a czym innym to co działo się między nimi. Aaron zwyczajnie w świecie… chciał to dla niej zrobić. I to w dodatku samodzielnie co było szalenie seksowne, gdyby ktoś ją spytał o zdani.

“Stęskniłaś się już?” Uniosła lekko brwi w niemym pytaniu co dokładnie zaprząta mu teraz głowę poza tymi całymi układami pryzmatów w teodolicie widmowym, co samo w sobie brzmiało jak koszmar jakiegoś mugolskiego studenta pierwszego roku budownictwa czy innej inżynierii środowiska.
“Za rodziną.” Odłożyła dopiero co podniesiony do ust widelec z powrotem na talerz. Zamiast tego sięgnęła po kubek z parującym winem. Upiła ostrożnie łyk grzańca  nim zdążył dodać “za Włochami.”. Tak. To było prostsze.
Wszystko miało być przecież… prostsze. Kochanie Moody’ego było proste. Życie z nim i dwoma kotami było proste. Cieszenie się tą namiastką przyszłości, która im została było proste… Ale odkąd Donald umarł każda rozmowa “o rodzinie” była dla niej trudna. Starała się o tym nie myśleć za często, nie pozwalać sobie by cień dawnego kochanka wisiał im nad głowami.

Dobrze znany smak wina z Chateaux de Dragons rozlał się po podniebieniu - zrobiło jej się cieplej, milej.
Nie chcąc trzymać Aarona w niepewności, skinęła lekko głową.
- Może trochę.- Przyznała równie cicho przełknąwszy pierwszy słodkawego wina.- Co prawda sytuacja się  odrobinę zmieniła…- zawiesiła głos, zerkając w stronę własnej dłoni z pierścionkiem. Oczywiście, że nie powiedziała matce o tym. Przecież gdyby powiedziała, to Adeline złapałaby pierwszy możliwy świstoklik co by ją zabić. No może nie zabić zabić ją, ale… pan Moody mógłby nie mieć na tyle szczęścia. A za morderstwo na aurorze dostawało się wilczy bilet do Azkabanu. Lorien nie skazałaby biednych dementorów na dłuższe obcowanie z własną matką. Dlatego, ponieważ Aaron był przecież dużym i silnym chłopcem, pokładała wszelką wiarę w to, że na pewno sobie poradzi co by wielkie wieści przekazać pani teściowej. No a jeśli umrze to przynajmniej we Włoszech. Istniała też duża szansa, że nie umrze, a zniknie (w betonowych bucikach na dnie basenu Morza Śródziemnego) i żaden dementor nie ucierpi.
-… ale miło będzie ich zobaczyć. Akurat załapiemy się na spóźnione sto sześćdziesiąte pierwsze urodziny ciotecznego pradziadka Enrico. Przygotuj się na słuchanie kilka razy tej samej historii o tym, że bez jego udziału Królestwo Włoch by w ogóle nie powstało w 1861. Bo jak to mawia…- poruszyła lekko głową, zupełnie jak to miał w zwyczaju pradziadek, kręcąc wyimaginowanego wąsa- odwalił największą robotę w całej armii, gdy w 1860 pobił generała de Lamoricière i zdobył generałową de Lamoricière.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#82
14.06.2026, 21:08  ✶  
– Gdyby nie zdołał jej wyprowadzić stamtąd na czas, na pewno dla nikogo nie byłoby to zabawne. Dla niej i dla wuja zresztą i tak nie było – przyznał Rosier, który mógł się z tego śmiać głównie dlatego, że nie szło o niego i reputacja rodziny nie ucierpiała. Pewnie chichotałby, gdyby któryś z kolegów wyznawał miłość przypadkowej dziewczynie albo komuś, kogo zwykle nie cierpiał. Ale na pewno nie śmiałby się, gdyby sam zrobił coś takiego na oczach kogoś, na kim mu zależało. Był też podwójnie skłonny to przyznawać, bo przez tę całą zapiekankę nagle poczuł falę sympatii wobec wujka i jego starań, by księgowość Domu Mody funkcjonowała należycie. – W każdym razie… patrząc na to w ten sposób masz pewnie rację.
Chociaż miał wrażenie, że to też mocno zależało. Ale wolał nawet się nie zastanawiać: wystarczyło, że w głowie zaświtał mu obraz Cressidy Avery z kociołkiem amortencji.
– Przeraziło mnie to, bo wyobraziłem sobie… pewną gwałtowną blondynkę z dostępem do tego eliksiru – wyjaśnił, nie rzucił jednak nazwiska na głos. Niby nie wyglądało na to, aby ktokolwiek zwracał na nich uwagę, ale wolał nie obmawiać kogoś z rodziny Averych w zatłoczonej restauracji, po której wciąż przemieszczali się ludzie. – Jeśli dobrze pamiętam, zaczęło się dzień przed Walentynkami, ale w Walentynki osiągnęło apogeum. W tamtym roku święto zakochanych było szczególnie szalone.
Ostatecznie zazwyczaj po prostu oznaczało kilka złamanych serc, dwie albo trzy nowe pary, których powstania nikt nie oczekiwał oraz walkę o stoliki w herbaciarni i w Trzech Miotłach w Hogsmeade. I parę zaskoczeń, gdy okazywało się, że dużo osób wpadało na to, że wieża astronomiczna to świetne miejsce do spotkań. Chris poszedł na parę walentynkowych randek – na piątym, szóstym i siódmym roku, bo byłoby wręcz wtedy już wstydem spędzać ten dzień samemu – chociaż po prawdzie po latach pamiętał tylko tę ostatnią i tylko dlatego, że spotykał się z tamtą dziewczyną przez ładnych kilka miesięcy, zanim opuścił Hogwart.
– Zastanawiam się, w jaką klientelę będzie celował… ale zakładam, że raczej w tych ze średnią sakiewką, skoro w ramach promocji wydaje menu degustacyjne za darmo – powiedział dość cicho, gdy Victoria już wzięła kawałek zapiekanki, rozprawiając się z resztą. Porcje nie były wielkie, więc poszło to sprawnie. – Nie wiem jeszcze, jak smakują, ale wyglądają doskonale – przyznał jeszcze, dostrzegając, że kelner ku nim zmierza: zwłaszcza trifle z wielką górą bitej śmietany na warstwach wydawało się bardzo eleganckie. Tarta jednak zapachniała naprawdę bosko, gdy już ją przed nim postawiono.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#83
15.06.2026, 01:36  ✶  
z Brenną

— Stwierdziłem, że dawno ci już żadnego nie wysłałem — odpowiedział, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, podesłanie takiego wyjca. — Dostałaś go w jakichś ciekawych okolicznościach? — Zerknął na swoje opakowanie słodyczy, przez chwilę obracając je w dłoniach, a potem wystawił w jej kierunku, oferując chwilową wymianę. Ona sobie obejrzy co dostał, a on rzuci okiem na jej zdobycz. Sam też prychnął rozbawiony, kiedy zobaczył tę wzmiankę od odwadze, bo chyba akurat tego jej nie brakowało w życiu, a przynajmniej nigdy jej o to nie posądzał. — Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co będziesz w stanie zrobić, jak je zjeść. Walczyć z bogami? — odebrał swoje muszelki i odłożył je na razie na stole. Potem poprosił kelnerkę o zupę windsorską i grzańca. — To weź jedno, a ja wezmę drugie i nie wiem, albo sobie zjesz po połowie, albo zdecydujesz które wolisz — mruknął znad swojej karty, samemu trochę nie mogąc się zdecydować który z deserów by wolał.

On nie był typem samotnika, nie na tyle by chętnie przysiąść w kącie samemu, z filiżanką gorącej herbaty i patrząc się przez okno, jak życie na ulicy mija. Z resztą, nie można było też powiedzieć że preferował kawiarenki. Najczęściej odwiedzanym przez niego miejscami, były ewidentnie kasyna, a przynajmniej do pewnego momentu. Ostatnie miesiące skutecznie ograniczyły te jego zapędy, czy to przez nawał pracy, zwykłe zmęczenie, czy zwyczajny brak humoru. A kiedy bywał w restauracjach, to tych drogich i z odpowiednią renomą, jak Zorza.

— Za darmo to uczciwa cena — prychnął, wyraźnie w tym momencie sobie żartując, bo przecież pieniądze nigdy nie były dla niego problemem. — W sumie fasolki są spoko, chociaż jak się trafi taka rzygowa to obrzydliwe jest, ale jak się nie ryzykuje to się nie wygrywa, prawda? Ale byłem ciekawy nowego lokalu — przyglądał się jej, nie komentując nawet tego jak się rozgląda, chyba na tym etapie uznając to za coś absolutnie normalnego. Pewne przewrażliwienia przyklejały się do ludzi i pewnie niechętnie, ale sam byłby w stanie powiedzieć, że niektóre rzeczy się u niego zmieniły, jeśli chodziło o to na co zwracał uwagę. — To dobrze, bo bym ci go nawet nie dał w tym momencie — inna sprawa, że pewnie kręciłby na to nieco nosem. — Kupię ci taką bombonierkę, żeby ci te czekoladki śpiewały najnowsze przeboje topowych artystów czarodziejskiej sceny muzycznej. Co prawda nie przebije to pewnie tych sombrero z Dziurawego Kotła w sierpniu, ale no nie można mieć wszystko. Ale no, pytałem bo może jesteś po ludzku ciekawa, o inwigilację cię nie podejrzewałem akurat.

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#84
15.06.2026, 06:57  ✶  

Figgównę interesowała przede wszystkim karta dań. Nie obserwowała zbytnio tego, co działo się przy stole i pod nim. Studiowała ją z całkiem sporym zainteresowaniem, bo to przecież było w tej chwili najważniejsze. Kunszt kulinarny Bertiego Botta. Przynajmniej dla niej, jak mało kto była w stanie go docenić, bo przecież jedzenie było dla niej ważne od zawsze. Nie bez powodu stała się rzemieślnikiem, uwielbiała karmić ludzi, starała się w ten sposób uszczęśliwiać swoich bliskich. Miała świadomość, że takie drobne przyjemności potrafiły działać cuda. Była uważna, obserwowała ludzi, wiedziała, kiedy coś im smakuje, coś im pasuje, coś sprawia im przyjemność.

- Może być pół na pół. - Nie, żeby miała parcie na to, aby faktycznie zjeść ten deser, skoro wiedziała, że Florka kochała słodkie, jednak przystała na taką propozycję. Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby dzielić się jedzeniem, zresztą w jej cukierni pełno było słodkości, mogła wrócić do domu i po nie sięgnąć, chociaż raczej starała się tego nie robić. W większości nie próbowała nawet swoich wypieków, była drobna, nie mogła sobie pozwalać na zbyt wiele słodkości, bo łatwo byłoby jej przyjąć kształt miękkiej kulki.

- To nie tak, że nie doceniam nieco polotu, czy wyobraźni, ale klasyczne potrawy potrafią wiele powiedzieć o kunszcie. - Przyszła tu przecież sprawdzić, czy Bertie Bott faktycznie był takim fantastycznym kucharzem, jak mówiono. To nie tak, że wątpiła w jego umiejętności, wiedziała, że sława nie brała się znikąd.

- Nie lubię galaretki, więc to bardzo subiektywna opinia, ale poleciłabym tartę z jabłkami. - Nie do końca pasowała jej struktura galaretki, nie lubiła się w nią wgryzać, bo ta się trzęsła, stąd właśnie wzięło się jej polecenie drugiego deseru.

- Nie, o tym akurat nie wspominałaś. - Przeniosła wzrok na Florkę, tak właściwie to nie mówiła zbyt wiele o sobie, podejrzewała, że wiele przed nią ukrywa, właściwie to nawet nie ukrywa, a po prostu nie uważa, że niektóre z informacji na temat jej życia musiała wiedzieć. Nie przeszkadzało jej to, każdy miał swoje tajemnice, Nora nie musiała znać ich wszystkich, cieszyło ją jednak to, że Bell trafił jakoś do jej świata, bo lubiła dbać o innych, a on wydawał jej się potrzebować odrobiny troski, nic jej to nie kosztowało, a mogła mu to dać. Przygarnęłaby każdego i spowodowała, że w jego życiu znalazła się choć odrobina światła.

- Gdy się poznaliśmy padło coś o tym, że jesteś piekarzem, to przez przyjaciela kucharza? - Wróciła pamięcią do tej randki w ciemno, kiedy to pierwszy raz spotkała Flynna. Właściwie to chyba nigdy go o to nie zapytała, więc skorzystała z tego, że sam wspomniał o swoim przyjacielu. Dość szybko zweryfikował te informacje i zabrał ją do cyrku, by pokazać czym się zajmuje, nigdy nie pytała jednak o powód przez który postanowił przypisać sobie właśnie tamten zawód, piekarz, kucharz, cukiernik - wszystkie te zawody wydawały się jej być bardzo bliskie sobie.

fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#85
15.06.2026, 20:52  ✶  

Była to pewna prawidłowość świata, że punkt widzenia zależał od punktu siedzenia. Można było chichotać z wpadki kolegi, który robi z siebie błazna przed jakąś dziewczyną, ale kiedy nam się to przytrafiało, to już przestawało być śmiesznie. Lestrange uśmiechnęła się lekko do Christophera.

– Och – wyrwało się z ust Victorii, gdy wspomniał o Cressidzie i pokiwała głową powoli. – No obawiam się, że gdyby miała do niego dostęp kiedy jeszcze się ze sobą spotykaliście, to istnieje duża szansa, że już dawno byłbyś po ślubie – mogłaby mu go podać na pierwsze oznaki tego, że coś zaczyna się psuć i… puff. Prawdopodobnie dopięłaby wtedy swego, gdyby jeszcze pamiętała o regularnych dawkach amortencji i dokładności, co było przy eliksirach dość istotne, a zwłaszcza tak potężnym jak ten. W każdym razie mogliby tu teraz dzisiaj razem nie siedzieć, bo na miejscu Victorii mogła być zupełnie inna kobieta. – Aaa mogło tak być, tak. Najbardziej pamiętam masę dziwacznych śpiewających walentynek z wtedy i kawałów z wyjcami – ciemnowłosa mrużyła lekko oczy, jakby to miało jej pomóc z odkopaniem pewnych wspomnień i chyba nawet jakoś to działało, skoro zdołała coś sobie przypomnieć. Sama w tamtym okresie z nikim się nie spotykała, randkowanie w szkole niezbyt ją interesowało, a walentynki spędziła z koleżankami, nie myśląc ani trochę o tym, że to trochę obciach mieć takie nazwisko i urodę, i nie umówić się na randkę. Za to pamiętała ostatnie dwa „świętowanie” Walentynek – w 1971 zmuszona do spędzenia godziny w kawiarni z kuzynem Christophera, wysłuchując o pomysłach ukochanej mamusi tegoż (nakłamała wtedy, że nie ma więcej czasu, bo ma coś bardzo ważnego do zrobienia w pracy), a w tym roku z Saurielem i niezbyt dobrze się wtedy jeszcze dogadywali (ale przynajmniej nie obraził jej tak jak w Nowy Rok, kiedy to bez słowa sobie poszła, gdy on poszedł po jakiegoś drinka).

– Może od średniej wzwyż? Wciąż jesteśmy jednak na Pokątnej – można było tu się natknąć na jakieś tańsze przybytki, ale były raczej w mniejszości. Prestiż ulicy robił w końcu swoje i trzeba było się jakoś utrzymać, chociaż Bott raczej nie narzekał na brak pieniędzy.

Victoria zresztą też nie, ale spróbowanie tego kęsa zapiekanki i wcześniejsza rozmowa o eliksirach przywołała jej na myśli ukochanego ojca, który zaszczepił w niej miłość do alchemii. Jak sobie radzili z matką w Maida Vale po tym, jak stracili wszystkie swoje rzeczy? Może powinna z nimi porozmawiać bardziej niż tę chwilę po Spalonej Nocy i podczas Mabon, gdy unikała swojej matki.

Kelner położył przed nimi zamówione desery, a puste talerze po daniach głównych zniknęły, by nie przeszkadzały.

– No dobra, oto próba ostateczna – wymruczała i wbiła widelczyk w galaretkę i biszkopt, a po jednym kęsie miała minę bardzo podobną do tej, gdy raczyła się truskawkami maczanymi w czekoladzie. Nieco słodkie, nieco kwaśne, były też tekstury, puszystość, miękkość, odpowiednie zapachy… Czego można było chcieć więcej?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#86
16.06.2026, 09:15  ✶  
– W pobliżu była koleżanka. Spytała mniej więcej… O matko, Brenna, dlaczego on? – spytała, trochę łagodząc tę wypowiedź, bo tam padło dokładnie „dlaczego ten dupek”, ale chyba nie do końca wypadało to tak walnąć, nawet jeżeli raczej by się tym nie przejął. – Po co miałabym walczyć z bogami? Nie mam z nimi na pieńku. Ale tak sobie myślę, że hm… może te słodycze przydadzą się nie tylko dlatego, że są takie smaczne – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, przypatrując się opisowi smakołyków, kiedy Atreus oddał jej opakowanie. Oczywiście nie banie się widm nie zmieni wiele: i tak jak do nich podejdziesz, wyssą z ciebie młodość i życie. Ale znacznie łatwiej będzie uciekać albo się przed nimi bronić, jeżeli nie skamieniejesz ze strachu.
Magiczne jedzenie okazywało się zaskakująco przydatne. Może powinna omówić takie projekty z Norą?
Brenna lubiła Zorzę. Ale lubiła tez klubokawiarnię, pobliski bal i herbaciarnię w Hogsmeade. Niemniej ostatnimi czasy było jej trochę wszystko jedno gdzie, ale jak już gdzieś szła, to najczęściej przy okazji: gdy mogła z kimś omówić coś ważnego albo po prostu poświęcić komuś trochę czasu, żeby zbyt wiele piłeczek nie umknęło z rąk, kiedy zaniedba jakieś relacje.
– To co? Próba odkrycia sekretów Atlantydy? Pod wodą ponoć pełno jest skarbów. Chociaż pewnie nawet z tym nie da się wpłynąć zbyt głęboko… – rzuciła, oddając mu jego wylosowany smakołyk. Po prawdzie to on takiego, jaki wypadł jej, chyba nie potrzebował: momentami zdawało się, że zupełnie nie odczuwa strachu. – Hej, ten plan mi się podoba – uznała, bo skoro można spróbować dwóch deserów Bertiego Botta, dlaczego ograniczać się tylko do jednego deseru Bertiego Botta? – Tak myślałam, że możesz lubić tę odrobinę ryzyka na co trafisz. Ostatnio jadłam je z Tori, i nawet miałam trochę szczęścia… ale ogółem ilekroć widzę Bertiego rozważam poważnie, czy wyznać mu miłość za fasolki truskawkowe, czy oświadczyć, że jest kompletnym szaleńcem, bo kiedyś dostałam taką o smaku zgnilizny…
Zamilkła na chwilę, gdy zaserwowano jej zupę i herbatę, i spróbowała: zupa warzywna smakowała tak dobrze, jak tylko mogła. Przy okazji skłaniała do mówienia tego, co się ma na myśli, ale nie żeby Brenna miewała zwykle jakieś olbrzymie opory w sytuacjach takich jak ta…
– Nie że nie doceniam inwencji, ale obawiam się, że zupełnie nie zrozumiem szwedzkich przebojów, więc sama czekolada wystarczy. Pewnie nie mają tam wersji z boską Celestyną, co? Moja ciotka ją uwielbiała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#87
16.06.2026, 11:19  ✶  
z Brenną

— Koleżanka? Znam ją? — zapytał, niby to od niechcenia, ale trochę ciągnęła go ciekawość. Nie, żeby miał się przejmować przesadnie czyimś zdaniem na swój temat, wydawało się jakby panna miała jakieś uprzedzenia. Warto było wiedzieć jakie. — Kto wie, jesteś czasem trochę szalona — wzruszył ramionami. — Może trzeba będzie wskoczyć do limbo i coś wywalczyć, opcji jest niezwykle dużo — oczywiście, gdzieś na całej liście znajdowało się także spotkanie z widmami. Oboje mieli zostać przydzieleni do patrolowania Doliny Godryka podczas sabatu, więc prawdopodobieństwo na to wcale nie było takie niskie. Pamiętał doskonale ostatni raz, kiedy stanął oko w oko z tą istotą. Wypełzła z czyjejś piwnicy, jakby nigdy nic, a wcześniejsza rzuciła się w pogoń za nim i Geraldine. Ciekawe, na ile zmieniły się przez ostatnie dwa miesiące. Bardziej ludzkie? Mówiły więcej? Były szybsze i silniejsze?

— Brzmi ciekawie, aczkolwiek obawiam się że faktycznie, godzina nurkowania może nie starczyć na Atlantydę — prychnął rozbawiony. Chciał też niby powiedzieć coś o tym, że było cholernie zimno, ale dla niego nie była to aż taka duża sprawa. Nie czułby dyskomfortu różnicą temperatur, ale pewnie ciało i tak zareagowałoby na długi pobyt w zimnym otoczeniu. — Cieszę się — jemu chyba i tak leżała bardziej tarta, ale zawsze można było się upewnić.

— Byłem gotowy twierdzić, że wiele ci potrzeba do takich wyznań, ale widzę że wystarczy mieć odpowiednie argumenty. Już prawie się bałem, że to oświadczyć nie będzie o mówieniu, a wciskanie mu na palec pierścionka zaręczynowego — rzucił, zerkając na kelnerkę, która właśnie przyniosła im zupy, pozwalając nacieszyć się zapachem, który rozlał się dookoła nich. Dziesięć na dziesięć, a jeszcze nawet nie spróbował.

— Chcesz boską Celestynę, to dostaniesz i boską Celestynę. Kto by się oparł takiemu klientowi jak ja? No nikt. — zupa była przepyszna. Bott faktycznie nie był tylko niezwykle dobry w robieniu fasolek i ciasteczek, ale tego akurat nie chciał już przyznawać na głos.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#88
16.06.2026, 14:16  ✶  
– Taaaak, wydaje mi się, że mieliście przyjemność.
I jak już Millie mówiła coś takiego o jakimś facecie, to znaczy, że naprawdę uważała go za beznadziejny materiał do spotykania. Nie żeby Brennę to powstrzymywało. Albo żeby nie rozumiała.
– Nawet tak nie żartuj… jak szukałam informacji o Samhain, wszędzie stoi, że to przeciwieństwo Samhain. Ale jednocześnie jakby druga strona tej samej monety. Inna nazwa Beltane to nawet Cethsamhain. Granice są cienkie. Nie zdziwiłabym się, gdyby kogoś połknęło limbo… A chyba wolałabym jednak wycieczki krajoznawcze w inne zakątki, tak sobie myślę.
I była to ta data, w której Zimni podobno mogli przestać być zimnymi. Ale wciąż nie wiedzieli jak ani czy nie zagroziłoby to ich życiu. Nie mówiąc już o tym, że chyba zapanowało jakieś milczące porozumienie: ani Atreus, ani Victoria nie chcieli oddawać energii Limbo. To więc tym bardziej nie był temat do omawiania w zatłoczonej restauracji…
– Mhm, nigdy nie słyszałeś, że przez żołądek do serca? Ta zupa na przykład to prawdziwa poezja o marchewce, groszku, selerze, zielu angielskim… i w sumie nie jestem pewna jeszcze o czym, ale to bardzo długi i dobry wiersz – oceniła w przerwach między kolejnymi łyżkami. Jeszcze raz zerknęła w dalszą część sali, ale jeśli elegancko odziany mężczyzna naprawdę był Alastorem, to z tego miejsca Brenna go nie widziała. – A desery dają podwójną premię. Oczywiście, traci się ją, jak dostaje się fasolkę o smaku brudnych skarpet – dodała. Żartowała sobie, rzecz jasna, bo wyznawała miłość i owszem, ale nie Bertiemu, a kiedyś po prostu deserowi, którzy ze sobą przyniósł, i nie to, żeby Bott też był nią zainteresowany: może całe szczęście, bo kobiety, za którymi się oglądał, szybko stawały przed ołtarzem i równie szybko kończyły w grobie. Gdyby Bertie nie był… no Bertim… to Brenna chyba poczułaby się zobowiązana przyjrzeć bliżej okoliczności ich śmierci. – Hej, czekolada naprawdę wystarczy. Jakby śpiewała Celestynę, musiałabym oddać ją ciotce i pękłoby mi serce.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#89
17.06.2026, 00:12  ✶  
Ludzie rzeczywiście byli najbardziej nieprzewidywalnym czynnikiem - zakochiwali się w niewłaściwych osobach, odchodzili wtedy, kiedy powinni zostać, zostawali wtedy, kiedy rozsądniej byłoby odejść. Sam przecież należałem do tej grupy idiotów, którzy przez lata komplikowali coś, co z perspektywy czasu wydawało się boleśnie proste. Klątwy miały swoje mechanizmy, magiczne stworzenia reagowały według określonych wzorców, nawet pogoda dawała się czasem przewidzieć, człowiek natomiast potrafił przez trzy miesiące analizować zakup nowego płaszcza, by następnego dnia spontanicznie oświadczyć się komuś podczas kilku chaotycznych chwil niepewności, gdy świat chwiał mu się u podstaw, a wszystko jednocześnie nabierało sensu i całkowicie go traciło - spojrzałem na Prudence i ścisnąłem lekko jej dłoń, zanim spontanicznie weszliśmy do środka - gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że największym wyzwaniem mojego życia okaże się nie łamanie klątw, rozbrajanie zabezpieczeń i nakładanie pieczęci, a przyznanie się przed samym sobą do tego, że kocham najlepszą przyjaciółkę, prawdopodobnie wyśmiałbym go prosto w twarz. A oto tu byliśmy… Gdybyśmy oboje trzymali się wyłącznie tego, co znaliśmy wcześniej, prawdopodobnie nadal znajdowalibyśmy setki powodów, dla których nie powinniśmy być razem, skrzywiłem się lekko na tę myśl.
- Myślę, sze masz lasję. - Przyznałem. - Tylko nie mów nikomu, sze to powiedziałem. Mam leputasję do utszymania. - Kącik moich ust drgnął lekko, nie musiała mi tego tłumaczyć, pamiętałem Prudence, która analizowała wszystko z niezwykłą dokładnością, rozważała każdą możliwość i szukała potencjalnych zagrożeń tam, gdzie inni ich nawet nie dostrzegali. Pamiętałem też, jak bardzo irytowało mnie to czasami, zwłaszcza kiedy sam podejmowałem decyzje szybciej, niż zdążyłem się nad nimi zastanowić. Z perspektywy czasu widziałem jednak, że oboje trochę przesunęliśmy się ku sobie. Nadal nie przywykłem do tego, z jaką łatwością przychodziło mi robienie dla niej rzeczy, których dla nikogo innego prawdopodobnie bym nie zrobił. Nie czułem się przy tym wykorzystany ani zmuszony, po prostu odkryłem, że istnieją osoby, dla których warto od czasu do czasu zignorować własne przyzwyczajenia.
Dotarliśmy do stolika szybciej, niż się spodziewałem, co przyjąłem z pewnym zadowoleniem, całe szczęście, nie musiałem wycofywać swoich gróźb dotyczących trzygodzinnego oczekiwania. Odsunąłem dla niej krzesło, po czym sam zająłem miejsce naprzeciwko i przez krótką chwilę obserwowałem ją ponad kartą menu. Na wzmiankę o duchu współpracy uśmiechnąłem się pod nosem, zadowolony z tego, że mój argument zadziałał dokładnie tak, jak przewidywałem
- Doskonale. Cieszę się, sze mamy zgodność w tej kwestii. Byłoby niezlęsznie odklyś, sze fundament naszego małszeństwa mose lunąś pod cięszalem szółtej fasolki. - Słowo się rzekło. Dokonując z nią potwierdzenia tego dealu, wymownie uniosłem brwi, gdyż doskonale wiedziałem, iż tak by się nie stało - przeżyliśmy razem zdecydowanie wiele więcej, w tym sytuacji wywołanych moim własnym zachowaniem, często karygodnym, aby groził nam kryzys tego typu. Nie wiedziałem, czy dało się odzyskać stracony czas, ale chyba całkiem nieźle wychodziło nam wykorzystywanie tego, który mieliśmy teraz. Ponownie - na szczęście - wyglądało na to, iż nie miały to być trzy godziny… Wszechświat postanowił nas dziś oszczędzić.
Na wzmiankę o potencjalnych niespodziankach ukrytych w daniach głównych skrzywiłem się nieznacznie.
- Wiesz co, wolałbym, szebyś nie podsuwała mi takich wizji tusz pszed zamówieniem. - Odmruknąłem, starając się nie dopuścić do siebie myśli, że Bertie Bott mógł równie dobrze postanowić zaszaleć z daniami nie-deserowymi, po czym zmarszczyłem lekko brwi, spoglądając na kartę dań z nową podejrzliwością. Człowiek chciałby wierzyć, że pieczony kurczak pozostanie pieczonym kurczakiem, ale… - Chociasz szeszywiście, bioląs pod uwagę leputasję właściciela, pewna ostloszność wydaje się wskazana. - Przeniosłem na nią spojrzenie, kiedy zajrzała do mojego pakunku i skomentowała obecność cukrowych pajączków, westchnąłem ciężko, chociaż w moim głosie pobrzmiewało rozbawienie.
- Obawiam się, sze plotki loschodzą się szybko, gdy mają tyle odnószy. - Przyznałem, starając się zachować powagę odpowiednią podobnym rozważaniom. To chyba była cena reputacji związanej z szeroko zakrojonymi działaniami, jakie od pamiętnego wieczoru podejmowałem w naszym nowym domu, by nie pozwalać dzikim lokatorom za bardzo rozlokować się poza strategicznymi, przysufitowymi i zaszafowymi kątami - czasem całkiem stanowczo - w końcu ktoś musiał tłumaczyć małym, wielonogim stworzeniom, że kuchenny blat, chociaż bardzo wygodny, nie był odpowiednim miejscem do zakładania rodziny.
Spojrzałem jeszcze raz na kartę dań, jakbym chciał upewnić się, że niczego nie przeoczyliśmy, chociaż prawda była taka, że decyzja zapadła praktycznie od razu. Nie było w tym nic zaskakującego, zdążyłem już zauważyć, że większość rzeczy wykonywanych wspólnie stawała się prostsza, kiedy przestawaliśmy traktować je jak indywidualne przedsięwzięcia, dotyczyło to zarówno poważnych decyzji, jak i wyboru deseru. Owszem, kilka pozycji brzmiało intrygująco, inne podejrzanie ambitnie, ale skoro mogliśmy spróbować wszystkiego, nie widziałem powodu, żeby komplikować sprawę bardziej, niż było to konieczne.
- To akulat całkiem plaktyszny aspekt małszeństwa. - Stwierdziłem po chwili. - Mosna plowadziś badania polównawcze bez konieczności odwiedzania tej samej lestaulasji kilka lasy. - Kącik moich ust uniósł się nieznacznie - dwa zestawy, dwa punkty odniesienia, większa próbka badawcza. - Do usług. Jestem pszekonany, sze jako naukowczyni doceniasz waltość odpowiednio zeblanego mateliału. - Nie brzmiało to może szczególnie spektakularnie, nie było wielkim wyznaniem ani romantycznym gestem godnym bohaterów powieści, było natomiast prawdziwe.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#90
17.06.2026, 09:37  ✶  
z Brenną


— Ciekawe — kiwną głową w zastanowieniu. To chyba nie była aż taka ciężka zagadka, chociaż Atreus miał wrażenie, że Brenną posiadała zaskakująco wiele koleżanek, które mogły za nim nie przepadać. Taka Mavelle albo Millie? Źle im z oczu patrzyło, jak były w jego otoczeniu. — Wiesz, chyba nawet o kimś z tym rozmawiałem, chyba z Patrickiem w Windermere, że w sumie co jeśli do limbo dałoby się dostać tylko przy odpowiednich warunkach? Podczas Beltane te warunki stworzył i nakreślił Voldemort. Możliwe że bez tego samego nikomu by się nie udało — mruknął, ściszając nieco głos, ale dzielące stoliki przepierzenia i tak miały właściwości wygłuszające, by zapewnić klientom antresoli więcej komfortu. — Powinnaś rozważyć. Jest tam dziwnie, ale nawet ładnie — uśmiechnął się jeszcze krzywo.

Atreus trochę pogodził się z tym, że nigdy nie przestanie być zimny. Do tej pory nie potrafili znaleźć sposobu na to, żeby tej energii się pozbyć. Błądzili, całą czwórką, a nawet i większą ilością, bo chętnym by im pomóc było o wiele więcej. Chcieli zostawić sobie tę energię czy ją oddać, fajnie było chociaż wiedzieć jak zrobić to pierwsze, żeby móc to rozważać.

— Słyszałem też coś podobnego o obojczyku i ostrych przedmiotach. Ale tak, musze przyznać że zupa jest bardzo dobra. Przynajmniej moja - a jej wierzył zwyczajnie na słowo. Z resztą, zupa z warzyw brzmiała jakby nie można było tego popsuć. — Czy dostaję teraz jakąś premię za dzielenie się swoim deserem? — zapytał, niby to całkiem na poważnie. Ale jak już coś miało być oceniane, to dobrze było znać stawkę, czy coś. — No i nie dogodzisz takiej. Ale niech ci będzie, bez Celestyny. Szkoda w sumie że tym razem Basilius nie jedzie, bo jak się wybieraliśmy do Egiptu to przynajmniej było z kim w karty pograć. A teraz zapowiada się tak… powiedzmy sztywno.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (5596), Alastor Moody (1331), Anthony Shafiq (1567), Asena Greyback (2293), Astoria Avery (1536), Atreus Bulstrode (2261), Baba Jaga (2379), Basilius Prewett (1050), Benjy Fenwick (11801), Bertie Bott (1108), Brenna Longbottom (2437), Christopher Rosier (4646), Émile Mulciber (1567), Kożuch (1361), Lorien Mulciber (4450), Lorraine Malfoy (1742), Lukas Nott (2405), Lydia Black (1505), Millie Moody (1040), Nora Figg (2764), Pan Losu (1831), Prudence Fenwick (9289), The Edge (4442), Victoria Lestrange (5450), Woody Tarpaulin (2961), Zenon Kozioł (4196)


Strony (18): « Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 18 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa