Sala restauracyjna ocalonego kurortu Canto della Sirena
Świt przyniósł wszystkim lepsze rozeznanie szkód - zawalona została spora część zbocza, ruchy tektoniczne nadszarpnęły zabytkowymi ruinami dawnej szkoły oraz całkowicie unicestwiły solankową grotę. Do Lamezia terme zleciały się służby z całego kraju, aby upewnić się że prymarna zasada Kodeksu o niejawności magów zostanie utrzymana i zabezpieczona. Część oczywiście została zobligowana do zabezpieczenia luksusowego kurortu, pieczętownicy pracowali więc niestrudzenie, by do czasu wejścia ciężkiego magicznego sprzętu budynek i goście byli bezpieczni.
A przynajmniej Ci którzy pozostali z gości.
Wiele osób teleportowało się lub zostało teleportowanych na północ, do miejsc w których spokojność nie ingerowało się tak ostentacyjnie. Sala restauracyjna świeciła pustkami, obsługa zdawała się milcząca, szeptająca między sobą, gdy nikt nie patrzył. Przy jednym ze stoliku siedział na razie samotnie Basil Skamander, który z zaskakującym jak na niego flegmatyzmem sączył koleją kawę i notował coś powoli w notesie ułożonym obok nietkniętego talerza wypełnionego cząstkami owoców i rulonami prosciutto di Parma. Był pochłonięty przelewaniem swoich myśli na papier do tego stopnia, że ktokolwiek by do niego podszedł, to w pierwszej chwili lider klubu podróżniczego by tego nie zauważył…