Matthew uśmiechnął się pod nosem, słysząc te wszystkie niedorzeczne słowa, które właśnie wypowiedziała. Przecież dopiero wzywała dwóch brygadzistów, aby pomogli jej "zatuszować" sprawę z pewnym gościem, a raczej z jej dokonaniami w tym zakresie. Dobrze jednak, że postanowiła go ostrzec "w razie w", bo może coś się zmieniło od tamtego pamiętnego marca? Może rzeczywiście coś było na rzeczy?
- Rozumiem, rozumiem - pokiwał głową - Czyli błyskotki. Postaram się zapamiętać - obiecał niejako, chociaż była to raczej zwykła gra, niż szczera chęć, wszak "Matthew" miał przestać istnieć za jakieś kilka godzin - Dużo jest innych... jubilerów w naszej części Londynu? - zapytał z ciekawości. Może powinien się zastanowić nad pewnego rodzaju wymuszeniami czy wtargnięciami z włamaniem, o ile taki biznes był bardziej lukratywny, niż się mogło to wydawać. Jedna czy druga robota i mogliby sobie załatwić daleko idące korzyści. Tylko czy to nie było zbyt wielką igraszką? Grą wartą świeczki?
Nie omieszkał skorzystać z okazji i również zdecydował się na odrobinę wody. Ta w kocu była niczym najpiękniejsza rzecz tego słonecznego dnia. Co by jednak nie mówić, była całkiem smaczna i chłodna. Nawet dało się wyczuć odrobinę cytryny? I chyba mięty? A może to od tych mentolowych papierosów, których posmak nadal utrzymywał się w ustach Borgina.
Grzecznie podziękował za ten mały, lecz bardzo miły gest. Te przecież liczyły się najbardziej.
Najgorsze w tym było jednak to, że najpierw musieli się przecisnąć przez tych wszystkich ludzi, a teraz musieli zrobić to ponownie, aby wrócić. Mieli inny wybór? W teorii tak, ale musieliby stać się jednością z tłumem, który napierał na strefę gastronomiczną. Trzeba było jednak pamiętać, że i ta opcja była ryzykowna, więc po prostu szli dalej.
Kiedy w końcu się zatrzymali, Matthew odetchnął. Sam też pociągnął mały łyk ze swojej wody, a następnie rozejrzał się po okolicy. Nie działo się nic szczególnego, a już na pewno nie nic, co wymagało jakiegoś większego zaangażowania z jego strony.
- Hmm? - odparł zaskoczony, przenosząc swój wzrok w kierunku rudowłosej - Umm... No dobrze. Co bym mógł powiedzieć o sobie - przejechał kilkukrotnie po swoim zaroście w zastanowieniu - Na co dzień pomagam w prowadzeniu rodzinnego biznesu. Wiesz, jakieś przygotowania dokumentów, chodzenie na nudne spotkania. Kiwanie głową kiedy jest to wymagane. Pilnowanie czy wszystko się zgadza, ot taka robota - wymieniał - Ostatnimi czasy realizowaliśmy różne zamówienia dla The Harpoons, to taka restauracja w Edynburgu. Swoją drogą to bardzo polecam gdybyś kiedyś tam była - dodał. Skąd wiedział, że taki lokal w ogóle istniał? Pewnie dlatego, że przebywał tam podczas swojej czerwcowej misji z polecenia Czarnego Pana - chwilę przed wielką zadymą na meczu Quidditcha.
- Taka normalna praca, bo inną to ciężko mogłoby mi być wykonywać - przyznał, biorąc kolejny łyk - Czy w ten sposób odrobiłem chociaż odrobinę to, czego nie zrobiłem wcześniej? Czy może powinienem jeszcze opowiedzieć o swoim ulubionym kolorze, rzece w Wielkiej Brytanii i formie podania puddingu? - zaśmiał się. Oczywiście jeżeli pani detektyw chciała, mógł to zrobić. Zaraz by coś wymyślił, aby odpowiedzieć na powyższe pytania.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972