• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele

[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#211
10.06.2024, 22:30  ✶  
Parkiet, tańczę z Lorraine.

Nie miał pojęcia co o tej całej vakelowo-morpheusowej sytuacji zadecyduje zawołany przez niego ekspert, ale czuł już się znacznie spokojniejszy, wiedząc, że Anthony miał na to oko. Zwłaszcza, że ktoś musiałby powstrzymać Charlotte gdyby ponownie pojawiła się w sali jadalnej i postanowiła na przykład, tak na wszelki wypadek, Dolohova jednam zabić, bo przecież mówili o Charlotte.
Uśmiechnął się na rzucone mu przez swoją nową partnerkę w tańcu wyzwanie, a zwłaszcza gdy ta w ten specyficzny sposób zacytowała jego własne słowa.
– Tylko chwytamy i czcza nasza groźba. Złośliwym tylko jest urągowiskiem – zacytował dalszy fragment wypowiedzianego przez nią fragmentu z błyskiem w oku. – W niektórych kręgach na mój widok raczej cytuje się Henryka V, bo podobo przywodzę na myśl, tytułowego bohatera, ale Hamlet też mi schlebia pani Malfoy. Jeszcze raz przeprszam za tę sytuację. Obiecuję, że nie zawiodę pani w tańcu.
Selwyn chwycił jej dłoń i wspólnie zaczęli kontynuować przerwany przez niego samego taniec, a Jonathan niemal od razu się przekonał, że czarownicy zdecydowanie nie brakowało do tego drygu. Najwyraźniej wiedział, który taniec przerwać.
– Proszę nie mieć o sobie tak złego mniemania, pani Malfoy. Jestem przekonany, że gdybym był tu tylko po to, aby ratować Shafiqa od zabawianie dręczących go dam rozmawiałbym właśnie z jego drogą amerykańską ambasadorką, zamiast pani. – Na wspomnienie kontrowersji na ślubach Lorraine mogła dostrzec niesłabnący cień dumy w oczach czarodzieja. Selwyn zdecydowanie dalej czerpał radość z tamtego pamiętnego wydarzenia, zwłaszcza, że przecież dzisiejszej nocy przyszedł tutaj ze swoją niedoszłą żoną, z którą razem wmówił chwilę temu jej matce, że się zaręczyli. – No cóż, smutna prawda jest taka, że niektóre śluby muszą być bardziej spokojne i udane, po to aby inne mogły zapaść na zawsze w naszej pamięci. – Sprawnym ruchem obrócił Lorraine w okół siebie w rytm płynącej muzyki. – Ale niewątpiaie Blackowie zadbali o odpowiednią atmosferę, a to się przecież ceni. A pani? Rozumiem, że jest pani raczej mniej przychylna, by dać dzisiejszemu wydarzeniu złotą gwiazdkę? To te kapibary, czy tiul?
Roześmiał się szczerze. Sam nie wiedział, czy to rozbawienie wywołał ton, w którym wypowiedziała te słowa z udawanym przerażeniem, ich sama treść, przez którą wyobraził sobie Shafiqa dzielnie próbującego rozwiązać spór jakiś starych ciotek, czy też fakt, że sprawa była tak naprawdę zupełnie niezwiązana z głównymi gwiazdami tego wydarzenia.
– Gdyby to była groźna misja dyplomatyczna, nie pozbawiłbym go tak silnego wsparcia, jakim byłbym ja, a i pewnie pani.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#212
11.06.2024, 21:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 00:33 przez Laurence Lestrange.)  
Z Camille blisko wyjścia do ogrodów

Delacour zgodziła się na spacer po ogrodzie. Skierowali się w kierunku opuszczenia głównej sali, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Trzymając kieliszek wina w swojej wolnej dłoni, upił łyk, kiedy usłyszał po chwili pytanie Camille.

- Tak. To córka Chestera Rookwooda.
Potwierdził jej pytanie. Choć sam na chwilę obecną nie dostrzegał obecności ojca panny młodej. Może nie mógł uczestniczyć w pełni na tym przyjęciu? Nie miał pojęcia jakie były relacje międzyrodzinne w Rookwoodach. Nie zagłębiał się zbytnio w życie innych członków rodów. Skupiając się bardziej na swojej,  która liczebnie była już naprawdę duża. Nie tyle co sam miał dość liczne rodzeństwo, ale też dochodziło przecież kuzynostwo.

Idąc, przechodzili obok wspominających sobie ciotek o parze młodej. Laurence usłyszawszy o porównaniu jednorożca a buchorożca, nie ukrywał zdziwienia. Z kulturą jednak nie zamierzał spoglądać w stronę kobiet, aby nie okazywać zainteresowania ich plotkami. Miał udać się ze swoją towarzyszką do ogrodów.

- Dobrze, że Loius tego nie słyszał. Tłumaczenie dzieciom różnic czasami bywa trudnym wyzwaniem.
Szepnął z lekkim uśmiechem przy Camille, wspominając swojego syna, którego na całe szczęście nie zabrał na to wesele. Dzieci w jego wieku posiadają bujną wyobraźnię. To była prawda i nie jedną dziwną historię słyszał, choćby od najmłodszego, dorastającego w swym czasie rodzeństwa. Jak najpewniej wspomniana Vespera przez jedną z ciotek.
Skoro już przy kobietach się przemieszczali, najpewniej mogliby usłyszeć coś jeszcze.

!ciotkaCelestyna

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#213
11.06.2024, 21:21  ✶  
— Latem czterdziestego czwartego… A może to był już czterdziesty piąty, Renato? — głowi się ciotka Celestyna — To było wtedy, kiedy mugolska wojna się skończyła...
— W takim razie był to czterdziesty piąty — odpowiada towarzysząca jej dama, uzupełniając ich szklanki trunkiem.
— Czterdziesty piąty! Perseus miał wtedy niespełna pięć lat i postanowił wybrać się na małą wycieczkę. Tu, w Oxfordshire. Piastunka spuściła go z oka tylko na moment; to wystarczyło, by przepadł bez śladu. Szukaliśmy go przez kilka godzin. Obawialiśmy się najgorszego, to znaczy, że utonął w pobliskim jeziorze. Pollux już miał ściągać znajomą selkie, do przeszukania dna. Tymczasem do domu wbiegł owczarek szkocki Daphne, niosąc w pysku jego sweterek. Dzięki Merlinowi, że jego matka jest widmowidzem, dzięki temu szybko udało się go odnaleźć. Wspomniany owczarek był suką, która niedawno się oszczeniła. Ten gagatek wszedł do jej budy, by zobaczyć szczeniaki i zasnął...
femininomenon
I'm never gonna please the crowd
Even if they told me how
I came into this world too loud
And that's the way I'm going out
wiek
25
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
dla rodziny głównie
Nie da się Mewy opisać, bo jest metamorfomagiem. Nikt nie wie, jak tak naprawdę wygląda, bo zmienia wygląd jak rękawiczki. Nie tylko wybitnie często podszywa się pod innych, ale też manipuluje aparycją nawet gdy pozostaje przy własnej tożsamości, bo chce w oczach innych utrzymać pewne wrażenie. W jej codziennym wyglądzie da się znaleźć kilka cech wspólnych: azjatyckie rysy, zwykle czarne włosy średniej długości, chłopięcy ubiór. Nosi się - i poniekąd zachowuje - jak bad boy, ewidentnie nie próbując nigdy być damą. Zawsze da się ją poznać po zadziornym spojrzeniu oraz ostrym sposobie wypowiedzi. No i tej bezczelnej pewności siebie.

Maeve Chang
#214
11.06.2024, 22:27  ✶  
Nadal ogród, z Atreusem i Florence

Spojrzała na Florence niby uśmiechnięta, ale spojrzenie miała na tyle niemrawe, by skłoniło do zwątpienia w szczerość wyrazu. Maeve po prostu pomyślała, że jasne, może jej poopowiadać, co tam na Madagaskarze i jak się tam żyje, tylko dziwiła się, że kobieta chce słuchać informacji płynących z tak rzetelnego źródła, jakim jest Instytut Danych z Dupy. Biorąc pod uwagę historię szarlatańskiej działalności Changówny, mogłaby konkurować o stołek dyrektora w tym przedsiębiorstwie, a i to bez żadnej większej konkurencji.
Swoją drogą nie do końca była pewna, gdzie leżał ten cały Madagaskar. To tam, gdzie żyją pingwiny?
Na szczęście powiedziała, że chce porozmawiać o tym później, a Mewa nie była pewna, czy za pięć minut jeszcze będzie na tej imprezie. Im dłużej słuchała żałosnego zawodzenia Atreusa, tym bardziej skłaniała się do opuszczenia przybytku. Zwyczajnie nie wiedziała, jak zareagować; co, utulić go miała do piersi? Pogłaskać po głowie, zapewnić, że wszystko będzie dobrze? No nie, mierziło ją na samą myśl. Ale z drugiej strony szkoda jej było tego nieszczęśnika, więc też mu nie mogła powiedzieć, że ma przestać wyć jak bóbr, bo słyszała, że ostatnim razem jak się takowy na weselu czystokrwistych pojawił, to czyjejś lasce pogryziono drewnianą nogę. Nie była pewna jak leciała ta historia; zasłyszała wszystko nawet nie z drugiej, a z trzeciej ręki.
Atreus chciał zabić jakiegoś Perseusa nagle, a Mewa nie miała zamiaru go odwodzić od pomysłu, bo po pierwsze ją morderstwa nie ruszały, a po drugie uznała, że może tym razem jego pojedynek będzie nieco lepszy i zbierze te kolekcjonerskie zęby ofiary. Ponadto bardziej skupiła się na łączeniu kropek, którymi były kolejne słowa Florence - Perseus był panem młodym.
Aha, teraz wszystko się układa w jedną całość, pomyślała. A więc to dlatego rodzice Perseusa się zaśmiali serdecznie, gdy ich zapytałam, skąd znają Pana Młodego...
Nie zareagowała na ostrzeżenie siostry swojego najdroższego kolegi, co by trunku nie pić. W obliczu takiego kurewskiego faux-pas, a także nieznośnego zawodzenia Atreusa, nie mogła sobie odmówić kolejki. Nawet jeśli ten alkohol nie miał na nią żadnego wpływu, bo ewidentnie etanol chińskiej krwi się nie imał, lubiła sobie wmawiać, że jednak przynosi ulgę. Czasami urojenia były świetnym rozwiązaniem.
Nie zaczęła od ręki wyć, więc uznała, że nie było o co robić szopki. Opcje były dwie: albo ta cała amortencja również nie działała na Mewę, albo to tylko Bulstrode był tak zdesperowany, że wył wreszcie czując miłość w swoim sercu. Wzruszyła ramionami, nie czując różnicy z eliksirem czy bez.
- Piłam lepsze - oświadczyła, nie rozumiejąc ekscytacji drogim alkoholem. Odstawiła puste szkło na jakiś stolik tuż obok, choć chyba raczej nie powinna była, po czym spojrzała znowu na rodzeństwo. - W każdym razie - zaczęła, podpierając się pod boki. - Żadnego duszenia Perseusa nie będzie. Przecież to jest taki sympatyczny chłopak, tak dobrze mu z oczu patrzy. Pannie młodej można aż pozazdrościć takiego kawalera. W zasadzie to już nie kawaler, ale... Nieważne, zbaczam z tematu. No zwyczajnie nie ma lepszej partii na tej sali, a ty chcesz się go pozbywać, Atreusie? Czy ty dzisiaj jeszcze nie sikałeś? - Zapytała, jawnie urażona jego sugestią, co by Blacka udusić gołymi rękami. Nie wiedziała, skąd w niej ta nagła potrzeba obrony kogoś, z kim słowa nie zamieniła, ale jeśli będzie trzeba, będzie gotowa własnym ciałem przyjaciela zatrzymać, żeby do tego morderstwa nie doszło. No i co, że dolewa do drinków amortencji? Przecież to tylko chłopiec, jak miałby zrozumieć konsekwencje swoich czynów.


I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#215
12.06.2024, 00:17  ✶  
Atreus pewnie byłby gotowy zapewniać swoją siostrę o tym, że absolutnie nic tutaj się nie działo, to było tylko dla zabawy, nic groźnego nie mogło z tego wyniknąć i w ogóle, ale w tym momencie nawet mu przez głowę nie przeszło, ze w sumie ten ich plan to był dziurawy jak ser szwajcarski. Potrafił martwić się i to bardzo o to, jak prezentowało się jego nazwisko, ale jakoś ta kwestia umknęła mu, kiedy planował z Chang ten oto wypad na wesele.

Atreus pociągnął nosem jak na komendę, kiedy Florence nie pozwoliła mu udusić Perseusa. To było absolutnie niesprawiedliwe, bo Black ewidentnie na jakąś karę zasłużył, ale... zaraz twarz aurora pojaśniała nieco, bo siostra zadeklarowała wymierzenie sprawiedliwości we własnym zakresie. Wspaniale - w jej wykonaniu było to nawet straszniejsze, jak w jego.

- Przynajmniej tam trwało to krócej - zajęczał, ale czuł że ogólny nastrój wywołany drinkiem mu mija i wraca do normy. Czyli do mocnego zirytowania całą zaistniałą sytuacją. Atreus puścił siostrę, wyciągając chusteczkę z butonierki by przetrzeć nią wilgotne policzki i oczy. - Nie wierzę... - głos mu już nie drżał, ale był jeszcze odrobinę rozmiękły od tych wylanych łez. - Najpierw ten przerośnięty szczur - kapibara. - Potem Moody gwiazda mego żywota - w tonie pobrzękiwała mu szydera. - A teraz to - wystawił dłoń z chusteczką przed siebie, jakby zebrana z twarzy wilgoć miała być dowodem w sprawie, którą właśnie budował przeciwko Blackowi. - Co jeszcze? - zgrzytnął zębami, kiedy to jego droga kuzynka Amelka wyzerowała trzymanego w dłoni drinka.

W pierwszej chwili znieruchomiał, ale zaraz potem machnął ręką lekceważąco, bo przecież z Maeve znał się nie od dzisiaj i nie jedną butelkę alkoholu z nią wypił. No dobrze, nie z nią, a raczej przy niej, ale dzięki temu zdobył odpowiednie doświadczenie.
- Nie przejmuj się tym, alkohol na nią nie... działa? - rzucił, całkiem energicznie z początku, bo był gotowy sobie dać rękę uciąć, ale potem Changówna zaczęła gadać i już nie był taki pewien. - Amelka, ale przecież ty go nawet nie znasz?
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#216
12.06.2024, 01:26  ✶  
Z Morpheusem przy stolikach

Dolohov lubił mieć kontrolę nad absolutnie wszystkim w swoim życiu. Dobierał sobie pracowników tak, żeby móc podejmować ostateczne decyzje i robić to w zgodzie z ich charakterem. Lubił to, że jego córce zależało na uwadze ojca na tyle, aby nie angażować się w głupoty. Nie mógł w pełni kontrolować swojej żony, ale z Annaleigh oboje znajdowali się teraz w pułapce - on jedynie nie wpadł na to, jak wykorzystać to na swoją korzyść, bo głowę miał wciąż zajętą analizowaniem bodźców docierających do niego zewsząd i dopuszczania do siebie wspomnień, które skryły się gdzieś wcześniej, gdzieś pod wieloma dniami, podczas których egzystował permanentnie przyćpany.

Z dużym niepokojem odkrył, że w chwili pojawienia się tutaj Longbottoma, momentalnie przestał być taki wygadany. Może wygadał wszystkie dostępne słowa, kiedy byli jeszcze młodzi? Widział to wyraźnie - towarzyszący im badacze zauważyli, jak nagle zamilkł, zatrzymując tak entuzjastyczny i porywający słowotok, ale ilekroć chciał przerwać ze swojej strony piorunującą ciszę (co dla Dolohova oznaczało zamknięcie gęby na dłużej niż pięć sekund), zamiast mówić, miał ochotę krzyczeć. Tchórzostwo nakazywało mu stąd uciec, bo o ile lubił słowne potyczki, to wizja walki z Morpheusem wydawała mu się być solą na rany, o wiele gorszą karą niż ciche kocham cię prześladujące go od wielu nocy. Przez emocje nie był całkowicie pewny swojej pozycji, a on zawsze musiał wszelkie możliwe kłótnie wygrywać i to tak, że przeciwnicy składali się jak kartka papieru. No więc ucieczka - ale gdzie? To nie on, lecz Longbottom miał tutaj wielu przyjaciół, druhów i kochanków - jedyne osoby dające Vasilijowi możliwość włożenia głowy w piasek rozbiegły się gdzieś po sali, a ostatnie miejsce mogące być dla niego przynajmniej minimalnie wygodne, zostało zniszczone obecnością kogoś, kto... jak on w ogóle śmiał śmieć? Starał się na niego nie patrzeć, bo zwyczajnie nie chciał go zapamiętać. Nie chciał wiedzieć, jak Longbottom się zmienił, odkąd otrzymał odpowiedź na ten cholerny list, wierzył w jego śmierć - zdechł w jego oczach jak pies, dokładnie tego dnia, kiedy potrzebował go najbardziej, kiedy czekał na „damy sobie radę” wykrzyczane na przekór wszystkiemu, a otrzymał obrzydliwe pożegnanie, na jakie nie zdobyłby się nawet on sam, a przecież ledwie dwie sekundy temu rozważał wstanie od tego stolika i odejście, żeby tylko nie znaleźć się z nim bezpośredniej konfrontacji.

Jeżeli będzie gapił się na niego zbyt długo, Morpheus nabierze ludzkich kształtów. Przestanie być wycinkiem z gazety. Nie będzie już mieścił się w pudełku z jego snów, tym malutkim pudełku, które mógł trzymać w kieszeni marynarki i nosić go ze sobą jak amulet na szczęście. Oh wiedział dobrze jak paskudną ułudą to było - z jakiegoś powodu wolał jednak to kłamstwo niż świadomość, że siedzący obok niego Morpheus był dwadzieścia lat starszy i wszystkie te lata przeżył bez niego. Nie. Nienienie. Nie chciał go tutaj widzieć, nie chciał obracać sobie w ruinę ciemnoty, którą sobie zbudował, dawała mu przecież jakieś bezpieczeństwo od świadomości, jaką porażką stało się jego życie osobiste. To z nim chciał budować Prawa Czasu, z nim miał tak żywo dyskutować, z nim miał prowadzić badania, jemu miał przewodzić jako gwiazda, kiedy on żył w jego blasku, z nim miał wracać do domu i całować się tak długo, aż zabrakłoby im tchu. Jaka szkoda, że w tym pięknym wyobrażeniu nie zauważył nawet kiedy Morpheus wymknął mu się z uścisku, kiedy zebrał się w sobie i powiedział mu nie, a później odszedł i zostawił go samego w tym ponurym, zimnym Little Hangleton. Wrócił do swojej cholernej Doliny Godryka, w ramiona ludzi, którzy oddaliby za niego życie, do ciepłego miejsca pachnącego szczęściem i jabłkami, a jemu dał skonać w najsmutniejszym miejscu Anglii, w mieście szaleństwa, w posiadłości spowitej wieczną mgłą, śmierdzącej stęchlizną zniszczonych dusz. Prawa Czasu zbudował sam i jedynym co powstrzymywało go od pieprznięcia go teraz w oko były kłamstwa - że niby zdechł wtedy, ha. Łatwiej było zostać wdowcem niż kimś mierzącym się z byciem najsamotniejszym bogiem tego uniwersum. Nie miał pojęcia jak inaczej trzymać te emocje w ryzach, a kiedy się wylewały, doświadczał komicznego zapewne dla jego wrogów uczucia depersonalizacji.

- Jaką prasę się czyta, takim się mnie widzi - odparł dość chłodnym jak na niego tonem. Tonem ociekającym smutkiem rodzinnej posiadłości, tonem pozbawionym blasku, tonem ludzi zmuszanych torturami do funkcjonowania w narzuconym schemacie. Nie miał szans na udawanie, że go tutaj nie wytrącono z równowagi, ale też mógł pocieszyć się wizją zachowania jakiejkolwiek twarzy - bo to nie o nim przecież pomyślano teraz jak o kimś, kto narzuca się osobie niechcącej mieć z nim do czynienia. Żaden z astronomów nie odważył się wciąć w ich wymianę zdań, nie mogli przecież wiedzieć, z czym konkretnie obcują - powietrze zrobiło się pełne niezręczności. Dolohov był jednak pewien, że przez zimno jego słów pomyślą: Morpheus skutecznie wbił mu szpilę, nawiązując do jego publikacji w Czarownicy. Wielu próbowało mu tym umniejszać, on jednak na to nie zważał - gdyby uważał to za uwłaczające, to by do Czarownicy nic nie pisał. Nie uśmiechnął się pięknie i nie ozdobił tej wypowiedzi entuzjazmem, bo ten bufon na to ani trochę nie zasługiwał. Jeżeli chciał prosić księżniczkę o audiencję, powinien wpierw paść na kolana i błagać o wybaczenie rycząc tak głośno, że dławiłby się własnym szlochem. Za pięć lat pieprzonej pokuty otrzymałby w nagrodę pudełko czekoladek, od których (miał nadzieję) zdechłby szybko. Jak nie miała go zabić cukrzyca, to mógłby się nimi kurwa zadławić. - Bardzo lubię nadawać swoim myślom taki kształt, aby trafiał do jak najszerszego grona ludzi. Taka powinna być przecież nauka - otwarta, inspirująca, budząca twórczą iskrę - i co najważniejsze jego. Najtrudniejszego człowieka do kochania na świecie. Nie bez powodu. - Do czego ty chciałeś zainspirować nas, nawiązując do tego dzieła?

Nie było żadnego słowotoku. Nie dla niego. Nie było ani kawałka jego jestestwa, jaki dałby sobie teraz wyskubać.


with all due respect, which is none
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#217
12.06.2024, 01:34  ✶  
przy deserkach, odchodzę z Lou na parkiet

Ambrosia niby mówiła do Eliotta i Desmonda, ale na jej twarzy gościł ten delikatny, grzeczny uśmiech, którym często obdarzano innych ludzi ze zwyczajnej konieczności. Bo tak naprawdę to niezbyt ich w tym momencie słuchała, bardziej skoncentrowana na swoim talerzyku, którego trzymała się teraz jak jakiejś deski ratunkowej. Dwójka mężczyzn zwyczajnie przynudzała, jakby samo to wydarzenie towarzyskie samo w sobie nie tonęło dla niej w sennej, zblazowanej atmosferze. Ale może to była tylko i wyłącznie jej wina, bo przecież wiedziała że nigdy się na tego typu imprezach nie bawiła dobrze, a mimo tego przystała na propozycję Lorraine, żeby jej towarzyszyć. Powinna jej wtedy stanowczo wybić ten pomysł z głowy, może wmówić żeby wzięła pod rękę Maeve - przecież Chinka byłaby zachwycona wieczorem z ukochaną, ale zamiast tego spojrzała w te jasne włosy blondynki i poddała się, jakby nie miała za grosz instynktu samozachowawczego.

Zmartwiła się wyraźnie, kiedy Jagoda nagle zaczęła zmieniać kształty i porastać krótką szczeciną, czy jak to się tam nazywało. Może to i nawet miękkie futerko było, ale nie zamierzała jej dotykać w takim stanie, bo z wyglądu była aktualnie podobna do niczego. Co to było, chomik? A może jakaś krzyżówka z dzikiem? Ktokolwiek postanowił stworzyć coś takiego był wyjątkowo nieśmieszny, chociaż im dłużej patrzyła na stworzenie, tym bardziej skłaniała się ku myśli, że było w nim nawet coś uroczego.

Ambrosia pewnie bardzo chętnie by koleżankę odczarowała, ale wieczorowe kreacja absolutnie nie sprzyjały łatwemu noszeniu różdżki. To było mało eleganckie, jak to podsumowała Lorraine, a McKinnon z pewną matczyną pobłażliwością, machnęła tylko na to ręką. Na całe szczęście miały w swoim towarzystwie dwóch chętnych do pomocy panów i tak za sprawą zaklęcia Eliotta, Jaga zaczęła wracać do oryginalnego kształtu.

Blondynka uśmiechnęła się lekko, ale zaraz ten wyraz skrzywił się nieznacznie, kiedy owiała ją aura znajomych perfum. Zabawne, jak drobne elementy otoczenia zdawały się czasem wżynać w pamięć o wiele lepiej nić te wielkie, krzyczące wręcz na odbiorcę i z brutalnością świadczące o swojej obecności. Potrafiła podchwycić jego zapach niczym wprawiony pies myśliwski, ale umysł czasem z rozmysłem zapominał dlaczego w ogóle była w stanie to zrobić. Ciało reagowało za nią, kiedy wyprostowała się nieco, odstawiając naczynie na znajdujący się obok stolik.

- Przepraszam, ale muszę was na trochę opuścić. Jagodo, mam nadzieję, że już wszystko dobrze, a jeśli nie to zostawiam cię w dobrych rękach - o tyle o ile. Uśmiechnęła się do nich jeszcze nieco niemrawo i odwrócił do znajdującego za nią Louvaina. Nie powiedziała nic, tylko podała mu rękę. Chciał tańczyć, więc niech tańczą.



she was a gentle
sort of horror
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#218
12.06.2024, 02:57  ✶  
tańce na parkiecie

Uśmiechnął się do niej, ale może nieco niemrawo. Ktoś już tańczył na tym parkiecie; ktoś na kim mu zależało i kogo nigdy nie chciał się pozbywać ze swojego życia. Ale jednocześnie zdawała się to najmniej odpowiednia do małżeństwa osoba, ale nie w jego oczach, a raczej jego rodziny. Leviathan mógł tylko wyobrażać sobie, co właściwie na coś takiego powiedziałaby matka, albo jak skomentowałby to jego ojciec. A co na to inni, którzy służyli Czarnemu Panu?

Nieprzyjemne uczucie wspięło mu się wzdłuż kręgosłupa, kiedy o tym myślał, przez co Morpheusowi odpowiedział tylko skinięciem głowy, kiedy ten przemknął obok nich, rzucając... komplementem? Czy to w ogóle można było traktować w tych kategoriach?

Obejmował ją delikatnie, jednocześnie z całą pewnością prowadząc po parkiecie, najlepiej tak żeby jak najmniej zakręcić jej w tej strutej po wczorajszym dniu głowie.
- Byłem pewien, że twoje towarzystwo zajmie się tobą odpowiednio - odpowiedział, niby to odrobinę złośliwie, niby to całą tą sytuacją wyraźnie rozbawiony. - Brzmi jak każda potańcówka. Czy to weselna, czy organizowana w stodole. Ważne, że się dobrze bawiłaś - bo miał nadzieję, że nawet jeśli go ze sobą nie zabrała, to wciąż miło spędziła czas. Chociaż coś w nim chciało, żeby wcale nie sprzyjał jej wczorajszego wieczora humor. Żeby jego towarzystwo było jej o wiele milsze.

Jej prośby zostały chyba wysłuchane, bo Levi jej ewentualne taneczne popisy puścił mimo uszu i nie zamierzał drążyć akurat tego tematu. Teraz tańczyła z nim, zamknięta w jego objęciach i to się tylko liczyło. No, prawie.
- Chyba nie? - rzucił niby to gładko, ale krok jakby stał się nieco sztywniejszy, a dłonie z większą stanowczością poprawiły się na jej talii czy dłoni. - A któż to był tym szczęśliwcem? Jest. Może gdzieś się tutaj dzisiaj kręci?
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#219
12.06.2024, 23:20  ✶  
Z Alexandrem w ogrodzie, w drugiej połowie przychodzi Percy.

Zdawać by się mogło, że Alexander i Eden byli tą samą książką, po prostu różnili się okładką.
Również spodziewała się, że małżeństwo będzie wyglądać inaczej. Może dlatego, że na wzorzec obrała związek swoich rodziców, który był niczym więcej niż transakcją biznesową; przemyślanym układem dwóch rodzin, spoiwem scalającym misterną sieć powiązań. Państwo Malfoy trwali u swojego boku tylko po to, aby słodki nepotyzm toczący ich stronę świata pozostał tajemnicą poliszynela, by ładnie razem wychodzić na zdjęciach.
Eden miała to za rzecz pospolitą; taki układ nigdy nie był dla niej nieszczęśliwym losem, był po prostu logiczny. Uczucia były złym doradcą, przez nie narastał chaos, więc czemu miałaby się nimi kierować przy wyborze kogoś, z kim ma spędzić resztę życia? Jeśli wziąć pod uwagę czystą teorię, mądrzej było związać się z pragmatykiem. Wygodniej.
William i Eden nie byli siebie warci; William zasługiwał na kogoś lepszego, a Eden zasługiwała na kogoś innego. Kogoś, kto wykrzyczałby jej w twarz, że nie ma się czym chełpić, bo cała jej osobowość to reakcja na traumę z dzieciństwa. Tymczasem z przydziału od losu dostała mężczyznę, który schodzi jej z drogi, bo nie chce sprawiać jej przykrości. Kogoś, kto zostawia ją z jej wyrzutami sumienia i nie oczekuje przeprosin. Dlatego miała dość Lestrange'ów; połowa rodziny to skrzywdzeni święci zamykający się w piwnicy.
Poniekąd dała to zaproszenie Alexandrowi nie z samej litości, ale po trochu też dlatego, by się tego świstka papieru pozbyć. Żeby nie nosić we własnej torebce nazwiska swojego męża, które ciążyło jej jak kula u nogi, ciągnęło się za nią niczym pasmo niepowodzeń. Może nawet chciała sobie wyobrazić, że jest żoną Mulcibera, który w przeciwieństwie do Willa był prawdziwie nawiedzony; Alexander przecież dościgał Eden w wyzuciu z empatii, przodował na ścieżce degeneracji, a niejedna osoba zapłaciłaby diabłu nawet podwójnie, byle zatrzymał sobie jego duszę w piekle. Mogłaby sobie wtedy wmawiać, że to, co robi mu jako żona jest godne usprawiedliwienia, że wcale go nie krzywdzi, a jedynie odpłaca się pięknym za nadobne. Wtedy ta zdrada nie byłaby plamą na jej honorze. Póki jednak była żoną Williama, tego biednego, dobrodusznego Williama, nie mogła się aż tak wierutnie okłamywać.
- Kiedyś mi się odwdzięczysz - rzuciła jedynie, nie podnosząc spojrzenia na Axela. Nieobecnym wzrokiem szukała ustronnego miejsca, ale nie widziała żadnego takiego, gdzie uciekłaby przed karcącym spojrzeniem samej siebie.
Puściła mimochodem odpowiedź dotyczącą Louvaina - nawet gdyby ktoś jej zapłacił, nie przejęłaby się jego losem. Mulciber mógłby jej wprost oświadczyć, że zamierza zakatować go w pobliskiej toalecie, a ona życzyłaby mu powodzenia. Nie poszłaby mu pomóc, ani nie poszłaby popatrzeć. Zrobiłaby dla Alexandra wiele rzeczy, ale pójście do Azkabanu za współudział nie było jednym z nich. Nie była pewna na dobrą sprawę, czy mrugnęłaby okiem chociaż, sprzedając go Brygadzie.
Uniosła zdziwione spojrzenie, kiedy wspomniał o dobrym traktowaniu. Nie był to ten rodzaj zaskoczenia, który ujmował serce; Lestrange nie wyglądała na wzruszoną faktem, że Alex się martwi o jej dobrostan. Wyglądała na zażenowaną.
- Nie bije mnie, jeśli o to pytasz - parsknęła cynicznie, wywróciła oczyma, ale prawdę mówiąc, dźgnęło ją to pytanie. Ubodło ją, bo nie mogła powiedzieć, że traktuje ją źle, ale jednocześnie też skłamałaby mówiąc, że jest w tym małżeństwie szczęśliwa. Sytuacja patowa, która malowała ją w obrzydliwym świetle.
Wdzierając się w meandry psychiki Eden, Mulciber powinien był się przede wszystkim zdziwić. Jeśli chciał się dowiedzieć, co tak naprawdę gra jej w duszy, zobaczyć, jak naprawdę wygląda jej życie, mógł dostrzec, że w myślach Eden Williama wcale nie ma. Nie planowała z nim żadnej przyszłości, jedynie wizualizowała sobie układ czcionki na papierach rozwodowych i rozważała, czy powinna się podpisać jego nazwiskiem, czy nazwiskiem jego ojca. Jeszcze nie wiedziała, do kogo chce przynależeć. Ale o ile nie odnalazł w jej głowie tego, którego tożsamość skradł na czas trwania wesela, mógł dojrzeć obecność kogoś innego. Przyszłość Eden wypełniona była Moodym.

Odwróciła się, wtórując Mulciberowi, ale nie zrobiła tego tak neurotycznie szybko jak on. Ruchy Eden były wolne, metodyczne, przepełnione frustracją, że ktoś przeszkadza im w ich skrzywionej wersji porad sercowych. Malfoy żałowała, że przekleństwa nie przechodziły jej przez gardło, bo tak pysznie teraz smakowałoby płynące z ust spierdalaj.
- Czy ty sobie postawiłeś wyzwanie, żeby na każdym weselu zrobić z siebie pajaca? Nawet na własnym? - Zapytała Perseusa całkiem szczerze, wzdychając z niebywałą ciężkością. Spojrzała na Blacka jednak raz jeszcze i ten wyraz twarzy nieskalany żadną produktywną myślą uświadomił jej, że on sobie żartów nie stroił. Ewidentnie musiał przydzwonić gdzieś swoją śliczną, czarnowłosą główką i zapomnieć, jak się nazywał. A może po prostu wyparł to wszystko?
Prychnęła cicho pod nosem, dostrzegając potencjał na słodkie zamieszanie. Eden ciągle trzymała maciupeńki uraz, że przyczynił się do rozwodu, który sprowadził lawinę niepochlebnych opinii i plotek na jej rodzinę. Czemu miałaby się nie chcieć odrobinę zemścić?
- Biedaku - pokręciła głową; ni stąd, ni zowąd, jej twarz zaczęła wyrażać szczerą troskę. - Nazywasz się Fortinbras Malfoy, jesteś byłym Ministrem Magii. Jak możesz nie pamiętać? - Podeszła do Perseusa, który teraz otrzymał w przeklętym spadku nazwisko jej ojca, po czym krzepiąco poklepała go po ramieniu. - A tam, o tam - obróciła go w kierunku Elliotta, pokazując niegrzecznie palcem na swojego brata. - Tam stoi gość, który odbił ci twoją ukochaną. Biedna Eunice, dała się omamić takiemu nieudacznikowi... - Eden westchnęła żałośnie, po czym rzuciła ukradkowe spojrzenie Alexandrowi. W jej oczach tańczyło coś, co można było nazwać kurwikami rozbawienia. - Myślę, że powinieneś mu powiedzieć, co o tym myślisz - podpuściła na sam koniec, kiwając potwierdzająco głową.
Co się może takiego najgorszego stać? Dwie łamagi się pobiją i wpadną do fontanny z czekoladą?


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#220
13.06.2024, 10:14  ✶  
Bar z drinkami, potem ogród

-To było naprawdę, naprawdę dziwne Eryczku. Nagle miałem… taką ciszę w głowie, jakby zero myśli.- Mówił, patrząc to na Gerry, to na Erika. Odstawił pustą szklankę po drugim drinku i złapał za aparat, żeby zrobić im w końcu zdjęcie.
-To było takie dziwne, żeby nie mieć żadnych myśli. Zazwyczaj mam mnóstwo myśli…- Mówił, a na jego twarzy pojawiły się lekkie rumieńce.- Też tak macie? Galopujące myśli i… trochę dziwnie się czuję. Ja… ja nie wiem, ale…- Zmarszczył brwi i rozejrzał się, jakby szukał kogoś spojrzeniem.- Chciałbym ją zobaczyć i sfotografować…- Mruknął bardziej do siebie. Żona Perseusza była piękna. Tak piękna, że chciał uwiecznić ją na zdjęciu. Czuł, że się w niej zauroczył, mimo że widział ją dzisiaj pierwszy raz w życiu.
- Gerry?- Zaczął, kiedy dziewczyna zaczęła ciągnąć go w stronę ogrodu. Kazała mu się zamknąć, więc nie oponował.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (1218), Alexander Mulciber (6083), Ambrosia McKinnon (1615), Anastasia Dolohov-Burke (617), Annaleigh Dolohov (2409), Anthony Shafiq (6007), Atreus Bulstrode (3084), Augustus Rookwood (739), Bard Beedle (3666), Bellatrix Black (2492), Charlotte Kelly (2620), Christopher Rosier (2427), Desmond Malfoy (1846), Eden Lestrange (3466), Edward Prewett (463), Elliott Malfoy (1813), Erik Longbottom (1949), Eutierria (84), Florence Bulstrode (4140), Geraldine Greengrass-Yaxley (2519), Imogen Rookwood (1243), Isaac Bagshot (1887), Jagoda Brodzki (1744), Jonathan Selwyn (3379), Laurence Lestrange (2525), Laurent Prewett (5350), Leviathan Rowle (855), Lorraine Malfoy (6846), Louvain Lestrange (2751), Lyssa Dolohov (4334), Maeve Chang (2325), Millie Moody (3702), Mirabella Plunkett (563), Morpheus Longbottom (3278), Oleander Crouch (1807), Pan Losu (1062), Peregrinus Trelawney (2890), Perseus Black (6962), Rodolphus Lestrange (3343), Rowena Ravenclaw (1625), Sauriel Rookwood (8726), Septima Ollivander (675), The Edge (3377), The Overseer (1574), Ulysses Rookwood (3477), Vakel Dolohov (4597), Victoria Lestrange (8990)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (33): « Wstecz 1 … 20 21 22 23 24 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa