• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)

[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#521
02.07.2024, 17:30  ✶  
Na scenie, daję Shafiqowi cieszyć się z wygranej, a potem schodzę ze sceny

Możliwe, że to nie był najlepszy dzień, jeśli chodziło o popisywanie się jego talentem łuczniczym. Może to była kwestia rozkojarzenia, albo wiatru, którego nie było, ale przecież na pewno i tak mógł wpłynąć na wynik. No cóż, może z kuszą poszłoby mu lepiej, ale to sprawdzi już innym razem. Przynajmniej nie chybił tak widowiskowo, jak Longbottom.
– Oczywiście, że tak – odpowiedział szeptem Erikowi na sugestię, że to wszystko było ustawione. Nie dodał już jednak, że ich nowy mistrz łucznictwa pewnie będzie miał coś od życia, gdy zemści się na nim, za wyciągnięcie go na scenę. Wesoło odsunął się grzecznie nieco na bok, tak by cała chwała wygranej spadła, zresztą zasłużenie, na przyjaciela. Nie mógł się jednak nie powstrzymać od cichego śmiechu, gdy Anthony'emu został wręczony balonik i szarfa.
Balonik niestety został perfidnie oddany jakiejś małej dziewczynce.
– Oh, oddajesz go? A ja już chciałem nadać mu imię – zażartował, klepiąc go po plecach i kierując się w stronę zejścia ze sceny. – Świetna robota, widzisz? Nie było tak źle. Może powinniśmy uczynić łucznictwo naszym wspólnym hobbym?
Zanim jednak naprawdę opuścił scene, odwrócił się jeszcze do samej Geraldine.
– Pomyślnych łowów i dalszej zabawy – powiedział i teatralnym gestem ukłonił się nisko w podziękowaniu za konkurs.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#522
02.07.2024, 21:12  ✶  
Yaxley wraz z ekipą Artemis opuszczają scenę --> Idę później do loterii

Uśmiechnęła się nieco zadziornie do Erika, komentarz na jego niepowodzenie był bardzo, ale bardzo przewidywalny. - Ależ oczywiście panie Longbottom, na pewno się podłożyłeś. - Klepnęła go przy tym delikatnie po plecach. Nie sądziła, żeby Erik zrobił to celowo, wiedziała, że lubi rywalizację, nie spodziewałaby się po nim, że da komukolwiek fory.

- To ja dziękuję, to był naprawdę świetny występ, jak na początkującego. - Rzuciła jeszcze do Shafiqa. Uhonorowali zwycięzcę, mieli za sobą konkurs, jeszcze chwila, a będzie mogła zejść ze sceny. Jakoś udało jej się to przeżyć, była z siebie naprawdę dumna, bo nie należała do osób, które brylowały na scenie, które czuły się jak ryba w wodzie, kiedy kierowała się w ich stronę uwaga publiczności.

Nim Jonathan zszedł ze sceny, jemu również jeszcze raz podziękowała za udział w tym drobnym przedstawieniu. Chyba to było wszystko.

- Dziękuję państwu za uwagę, mam nadzieję, że zachęci was to do dołączenia do naszego wspaniałego klubu Artemis. - Rzuciła jeszcze w stronę publiki, bo przecież po to to robiła, chciała zachęcić ludzi, żeby zainteresowali się tym, czym się zajmowali. Skłoniła się jeszcze raz, po czym spojrzała na resztę reprezentantów i skinęła im głową, że mogą zebrać ze sceny tarcze.

Zajęło to krótką chwilę, ale doprowadzili to miejsce do porządku. Pozbyli się zaklęć ochronnych, które rzucili na scenę, Gerry opuściła scenę jako ostatnia, żeby mieć pewność iż faktycznie wszystko zostało zrobione tak jak trzeba.

Zeszła ze sceny z przeświadczeniem, że chyba nie było, aż tak źle, że może faktycznie się nie zbłaźniła. Humor miała całkiem niezły, postanowiła podejść jeszcze do koła fortuny, żeby nim zakręcić i kupić sobie cztery losy, a później wreszcie miała zamiar wypić trochę alkoholu, bo wreszcie mogła, ale to po tym, jak zgarnie swoje fanty.

constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#523
02.07.2024, 21:44  ✶  
Bertie mnie ubrał więc biegnę do sceny

– Tralalala kurwa kurwa hahahahha doskonale Bottie, na przypale albo wcale hahaha – zaśmiała się patrząc na wybitne umiejętności transmutacyjne swojego przyjaciela (awansem, tak wiem, że jesteś przyjacielem Alastora, ale wiesz, ja to jakby spady z tego co Alastor dostał od Matki Bozi, tylko razem jesteśmy całością do kochania o!). Jej jeansy po prostu zszarzały, podobnie jak T-shirt, na którym magia wymazała coś jak odznakę na piersi. Na widok jej Miles nie mogła powstrzymać chichotu. – Ja pierdole kurwa, już te swoje torty lepiej malujesz olbrzymie. – Milie złapała jeszcze watę cukrową którą pożarła w tempie dwusekundowym , a z patyka zrobiła sobie słodką szpilkę do zielonych włosów.

– Perfetto, pan płaci!– rzuciła do obsługującej. – Bięgnę Bottie, widzimy się pod sceną. – wspięła się na palce i słodko-lepiącymi ustami ciumnęła go w nos w podzięce za pomoc, po czym spierdoliła pod scenę gdzie właśnie...


Pod sceną

Ger schodziła z jakimiś paja... o Erik i Jonathan wow, to musiało być epickie, pewnie i tak jej nie poznają z zielonymi włosami. Miło wspominała ich odwiedziny w Lecznicy, nawet jeśli mimo uśmiechu przynieśli jej smród bagna i róż. Szło wybaczyć, pomachała Ger i chłopakom, ale skupiła się na jebanym zdaniu (czyj to był pomysł???) więc doskoczyła do prowadzącego, szarpiąc go za rękaw.

– Ha to ja! Mówilam jestem, Millie Moody Brygada Uderzeniowa zawsze na haha czas. Pan mnie zapowie prawda? Ja już potem ściągnę sobie chętnych. Chyba. Eeee jeszcze nagrody gdzieś tu mieli dostarczyć ten worek... – wyciągnęła różdżkę i spróbowała wyczarować sobie chociaż tę nieszczęsną pelerynę. A tak to było ciągnięcie słomek. Nie. To Thomas powiedział, że ona nie ma psychy, żeby wystąpić na scenie. Jebaniutki. Jeszcze się na nim odegra kutasiarzu zawszonym.

Kształtowanie I na pelerynkę
Rzut O 1d100 - 91
Sukces!

Rzut O 1d100 - 26
Akcja nieudana
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#524
02.07.2024, 21:56  ✶  
Opuszczamy Strefę Gastronomiczną i ruszamy w stronę Widowni

- Myślę, że nie powinno być z tym problemu. - Celine trochę tę sprawę bagatelizowała? Być może. Zarazem jednak z tej perspektywy, z tego miejsca, nie wydawało jej się, aby dostanie się pod scenę, miało stanowić jakiś problem. Choć osób zebrało się sporo, to nie można było mówić o prawdziwie szalonych tłumach. Choćby takich, które zdarzały się podczas koncertów.

Jako artystka, wydawało jej się, że mogła po części rozumieć problemy Matthiasa. Samej zdarzało jej się bowiem popadać w kryzysy twórcze. Dłuższe i krótsze. Szukać pomocy w tych kwestiach. Może taką pomocą mogła się okazać teraz dla młodszego od siebie kuzyna? W gruncie rzeczy nie miałaby nic przeciwko temu.

- Tak, Artemis jest klubem łowieckim. Srebrne Różdżki to popularny klub pojedynków, dostanie się do niego nie jest szczególnie łatwe. - zastanawiała się przez moment czy byłaby w stanie w tej materii coś zdziałać, ale... cóż, trzeba byłoby w tym celu wesprzeć się znajomymi. Zadziałać coś za ich pośrednictwem. Zarazem nie zamierzała się z czymś takim wychylać. Nie aż tak szybko. Teraz jedynie przedstawiała dostępne opcje. - Odnośnie Muzy, o ile mnie pamięć nie myli, odpowiednią osobą powinna być pani Avery.

Nie była tego tak do końca pewna. Zarazem jednak dobrze wiedziała, do kogo należało zgłosić się po kolejne informacje. Może jakieś wsparcie. Był to ktoś, kto pomocną dłoń przed laty wyciągnął w kierunku samej Celine. Zastanawiała się teraz nad tym, dopijając swoją herbatę. Może jeśli Matthias ładnie poprosi, naskrobie ten krótki list. Umówi spotkanie. Przedstawi odpowiednio cały problem.

Odstawiła na stolik pustą szklankę.

- Chyba możemy już iść. - poinformowała chłopaka, sprawdzając przy tym czy sam Matthias był gotowy do opuszczenia stolika. Następnie podniosła się ze swojego miejsca i razem z kuzynem ruszyła powoli w kierunku sceny, przed którą to zamierzali się zatrzymać.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#525
02.07.2024, 23:11  ✶  
Loteria

Klasyka gatunku po tym jak już zdążył poznać trochę Penny. Nakręciła się jak szwajcarski zegarek i pozwoliła, aby słowotok płynął z jej ust. Matthew po prostu słuchał, czekając aż może padnie jakieś pytanie w jego stronę.

Długo nie musiał czekać, chociaż nie bardzo miał się chyba czym pochwalić. Nigdy nie był za bardzo zainteresowany wszelkimi grami losowymi, toteż nie mógł się szczycić wielkim zwycięstwem. No chyba, że mógł uznać odnalezienie drugiej części rodziny, to wtedy tak - zgarnął główna nagrodę.

Już nawet mniejsza o to, że z Robertem potrafili się spierać, kłócić, a może odrobinę sobie docinać w listach. Kto tak nie robił? Czy to nie była zdrowa relacja albo chociaż taka, która mogła mieć na to zadatki?

- Brzmi jak dużo szczęścia w loteriach - przyznał, kiwając głową z uznaniem - Jeżeli wygrałbym pudełko czekoladek za czasów Hogwartu to pewnie byłbym szczęśliwy jak nie wiem co. Teraz zresztą pewnie też - dodał, rozglądając się za możliwymi nagrodami - Niestety tyle szczęścia nie miałem, a już na pewnie tyle co Ty. Kojarzę, że za dzieciaka wygrałem chyba jakiegoś pluszowego misia albo krokodyla? Nie jestem już pewien. Może to było inne zwierze? Cóż. Dawno to było - wzruszył ramionami. Nie przykładał do tego jakiejś większej uwagi. Nie do czegoś, co tak naprawdę nie istniało i było czystą fikcją.

- Trzymam kciuki. Oby coś równie wspaniałego - odparł, robiąc to co właśnie powiedział - próbując zwiększyć szanse na wygraną Penny.

Jednak jej pułap szczęścia był już chyba wykorzystany. Pierwszy - pudło. W teorii jeszcze dwie próby, chociaż druga to samo. Trzecia? Cóż... bywa?

- Wielka szkoda. Może jest jeszcze jakaś inna, aby tam spróbować? - zaproponował, podchodząc w miejsce rudowłosej, aby mógł spróbować zakręcić tym oszukańczym kółkiem - No to ja teraz spróbuję. Sprawdźmy to... - zwolnił maszynę losującą, oczekując na werdykt. Trochę jak w Wizengamocie, ale jednak zdala od niego.

Następnie zwolnił ją po raz drugi, trzeci i w końcu czwarty. Zobaczmy co to za wielkie oszustwo. Może jednak będzie więcej szczęścia, niż u Penny? zastanawiał się kiedy to doszło do weryfikacji wyników.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#526
03.07.2024, 11:18  ✶  
Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
Rozmowa z Saurielem i Victorią

Skoro Victoria Lestrange, nie została przedstawiona dodatkowym tytułem, Richard odebrał to jako zwyczajna znajoma Sauriela Rookwooda. W końcu w rodzinach czystokrwistych znajomości bywały na wielu poziomach różne. Po co teraz doszukiwać się czegoś więcej? Domyślać? Może młodzieniec nie chciał przedstawiać ją jako ktoś więcej.

Richard uścisnął dłoń panny Victorii, rejestrując iż jej skóra była jakby nienaturalnie zimna? Chorowała? Czy jej organizm nie przyswajał ciepła? Mieli lato, w miarę znośne temperatury. O ile rozumiał problem swojego brata, z noszeniem golfa, tak tutaj była chyba inna logika?

Przy tym uścisku dłoni, który długo nie potrwał, oczywiście spojrzał na Victorię, lecz nic nie powiedział. Posłał damie uprzejmy lekki uśmiech, jak kultura nakazywała. Lecz ze względu na okoliczności miejsca, odpuścił sobie całowania po dłoniach.

Richard dostrzegł to Saurielowe spojrzenie w stronę Roberta. Liczył pewnie na jakieś powitanie ze strony jego brata, ale niestety to nie nadeszło. Starszy bliźniak zajęty był obecnie rozmową z Nottem, jak i w sumie odpoczywał. Przy czym, Richard wysłuchał udzielonej odpowiedzi przez Victorię, na swoje pytanie.

- Niestety przez pewne zamieszanie tutaj, nie zwróciliśmy uwagi na to, co działo się na scenie. Więc nie ocenię. Ale uwierzę, że zadowolili widownię.
Odpowiedział neutralnie Victorii, po czym uśmiechnął się na stwierdzenie Sauriela, któremu brakowało większej ilości płomieni? To nie ten sabat.
- Może następnym razem się postarają.
Odparł krótko. Po czym dowiedział się w jakim celu przybył Sauriel. I znów temat wrócił do tych nieszczęsnych świeczek. Tutaj już Richard westchnął.
- Mój syn popłynął z fantazją. Nie robił świeczek dla nas o tym kształcie. Z tego co powiedział, dostał nietypowe zlecenie i nie przewidział zachowania jednego z klientów jak i również dalszego rozwoju sytuacji. To był jego pierwszy raz przy prowadzeniu stoiska.
Wyjaśnił już nieco poważniej, spoglądając na Victorię jak i Sauriela. Ale jak sam zauważył, przez to co miało miejsce, Charles zyskał nielicznych sympatyków. Tylko jakim kosztem?

Gdy pytanie padło do Victorii o ich asortyment, czekał na jej decyzję, czy zechce normalne świece, czy też zdecyduje się na kadzidełka. Obsłuży ją w zastępstwie za swoich chłopaków.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#527
03.07.2024, 19:15  ✶  
Scena -> Widownia
Schodzę ze sceny na widownię, oglądam końcówkę występu Ger i czekam na następny.

Otworzył usta, szykując się do tego, aby nieco lekkomyślnie odpowiedzieć na zaczepkę Anthony'ego, jednak w ostatniej chwili ugryzł się w język, po prostu kręcąc głową i wykonując nad wyraz teatralny młynek oczami. Wprawdzie widział się nieco wyżej na podium w takich konkursach, jednak nie miał zamiaru narzekać: wolał względnie wyrównaną konkurencję niż sprowadzenie rywali do parteru jednym ruchem. Podobnie było w pojedynkach czarodziejów.

Rozbrojenie oponenta w pierwszej rundzie ekscytowało bardzo krótko. Ledwo przedstawienie się zaczęło, a już trzeba było je kończyć. Przeciągające się pojedynki też nie należały do tych przyjemnych; wzmagały frustrację i sprawiały, że ludzie popełniali błędy, chcąc przyspieszyć bieg czasu. Ale kiedy jedna osoba wcale nie ustępowała drugiej pod względem umiejętności czy szczęścia? Wówczas robiło się naprawdę ciekawie. Jak teraz.

— Na następnym sabacie na pewno sobie odbijemy — obiecał Jonathanowi, mając nadzieję, że organizatorzy Mabon nie pokrzyżują im tych wstępnych planów. Skoro Beltane miało swoje majowe pale, a Lammas konkurs strzelecki, to niewykluczone, że i wrześniowy spęd czarodziejów będzie oferował podobne rozrywki.

Ukłonił się niezgrabnie przed publicznością, kątem oka zauważając, że balon Anthony'ego powędrował prosto w dłonie... jego chrześnicy. Zamrugał zdziwiony, rozglądając się na prawo i lewo, nie do końca wierząc własnym oczom. Przypadek? Przeznaczenie? A może Anthony również należał do grona osób, z którymi znała się Nora, a o których Erik nie miał bladego pojęcia? Uśmiechnął się krzywo, obiecując sobie, że poruszy ten temat z kimś z tego przedziwnego równania.

— Zapomniałaś wspomnieć o prywatnych lekcjach z tobą na start — rzucił przyciszonym głosem do Geraldien, kiedy mijał ją przy schodzeniu ze sceny.

Ewakuował się z podwyższenia chwilę po Jonathanie, po czym przystanął wśród widowni pod sceną, co by mieć, jak najlepszy widok, bo... Wszystko wskazywało na to, że teraz Millie miała przejąć stery występów na sabacie. Oby Merlin miał ich wszystkich w swojej opiece.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#528
03.07.2024, 21:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2024, 21:29 przez Philip Nott.)  
Stoisko Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber > Loteria

— Na tegorocznym Lammas nie brak czarodziejów chętnych do używania pięści i w moim odczuciu Alexander należy do tego typu ludzi. — Na pytanie Roberta starał się odpowiedzieć jak najbardziej neutralnie. Tym bardziej, że bardzo trudno byłoby mu nazwać Alexandra "drogim". — Wyglądało na poważne, ale z tego co wiem to będzie żył. — Dopowiedział zgodnie ze stanem swojej wiedzy. Nie miał najmniejszego powodu aby przejawiać jakąkolwiek troskę o tego konkretnego czarodzieja, z którym łączyło go luźne pokrewieństwo i jedna kobieta. Jednak nie życzył mu wszystkiego najgorszego.

— Z racji tego, że zostałem postawiony w takiej a nie innej sytuacji, zamierzam z tego prawa skorzystać. Nie sprawi mi to przyjemności. Co więcej... całe to zdarzenie pokrzyżowało mi plany na ten dzień. — W chwili obecnej pozostawał zwolennikiem rozwiązywania tego typu konfliktów w sposób pozbawiony przemocy, za to w sposób zgodny z prawem. Jednak doświadczył zaniedbania ze strony systemu, jak i pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że osoba na tak istotnym stanowisku, piastowanym przez panią Mulciber, zasugerowała mu w pierwszej chwili podkulenie ogona z uwagi na konsekwencje wynikające z wystąpienia przeciwko wysokiemu rangą pracownikowi Ministerstwa, nawet jeśli on dopuścił się przestępstwa. Gdyby to on kogoś tak urządził z pewnością nie miałby tak szerokich pleców. Poza oczywistym chodzeniem po wszystkich stoiskach to miał w planach prywatne spotkanie, które będzie musiał przełożyć.

— Od początku wychodzę z takiego założenia, pani Mulciber. — Nawet jak teraz Ministerstwo straciło w jego oczach, to dopóki funkcjonowało nie pozostawało mu nic innego, jak oczekiwać ze strony jego przedstawicieli stosownej reakcji. Za pierwszym podejściem mu się nie udało. Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Pozostawało wzięcie spraw w swoje ręce, jednak on nie jest tego typu człowiekiem. — To wydaje się oczywiste, że tego typu rozmowy powinny odbywać się w Ministerstwie. — Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że tak istotne rozmowy nie mogłyby się odbywać w prywatnym pokoju, gdyż wtedy nie miałyby takiego znaczenia. Natomiast, gdyby rozmawiali w siedzibie Ministerstwa Magii to byłaby możliwość należytego zaprotokołowania ich przebiegu.

— Oczywiście, pani Mulciber. — W ten sposób pożegnał czarownicę, przez moment odprowadziwszy ją spojrzeniem. Ostatecznie ono spoczęło na mężu oddalającej się kobiety.

— Oczywiście... wszyscy mamy swoje problemy. Nie wszystkim da się tak łatwo zaradzić. — W tym momencie mówił z własnego doświadczenia, od czasu Beltane zmagając się z osobistymi problemami. Zawsze będzie istniał ktoś, komu wiedzie się gorzej od niego. W chwili obecnej nie potrafił w pełni pojąć tragedii, jaką jest utrata dziecka, bo sam nie założył jeszcze rodziny. — Będę wdzięczny. Aczkolwiek zależy mi na czasie, tak aby cała sprawa jak najmniej się... przedawniła. Zakładałem, że udam się do Ministerstwa jutro rano. — Tak jak doceniał chęć pomocy ze strony swojego kuzyna, to jednak nie sposób zapomnieć, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Nie mógł mieć do niego pretensji o to, że ten mężczyzna ma swoje życie i inne obowiązki. On sam również je miał. Kariera sportowa była pracą na pełen etat. Tak jak o popularność było trzeba dbać - teraz przybyło mu trochę niekorzystnej sławy.

Dostrzegając to, że do stoiska Mulciberów zbliżają się kolejne osoby, podjął decyzję o opuszczeniu swoich krewnych i powrocie do domu. Wystarczy mu tych wszystkich wrażeń na dzisiaj.

— Postanowiłem wrócić do domu. Robercie, co powiesz na dokończenie tej rozmowy w moim salonie? A jeśli masz inne plany to możesz mnie kawałek odprowadzić. Dokończymy po drodze. — Poinformował o swojej decyzji głównie Roberta, do którego skierował takie a nie inne propozycje. Jeśli Robert się zgodził to podążyli w kierunku, w którym mieściła się należącą do Notta kamienica. Po drodze minęli stoisko z loterią. Początkowo miał je zignorować, jednak ostatecznie postanowił spróbować swojego szczęścia. Podczas tegorocznej Lithy ono go nie opuściło, może teraz będzie tak samo.

— To nie zajmie długo, zakręcę tylko kołem. — Zwrócił się do tego czarodzieja, tuż przed podejściem do stołu loteryjnego i zakupienie dwóch bonów. Stanął przy jednym z dwóch kół i pewnie nim zakręcił.


Loteria: Klik i Klik


Before I'm back to my defenses
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#529
03.07.2024, 21:54  ✶  
Opuszczam stoisko ze świecami i kadzidłami > podchodzę do Loterii z Philipem > opuszczam kiermasz

Nie takiej odpowiedzi oczekiwał od Philipa. Co prawda szczerej troski o Alexandra było w Robertcie tyle co kot napłakał, ale... od krytycznego oceniania krewniaka, z którym dzielił to samo nazwisko, był on sam. Inni, w tym również szanowny Nott, swoje opinie powinni byli zachować dla siebie. Jeśli więc sportowiec liczył na to, że Robert mu w tym momencie przyklaśnie, to prawda niestety była taka, że bliższy był wywołania u swojego krewnego pewnego niesmaku. I ciężko było Mulciberowi powstrzymać się przed tym, aby nie dać tego odczuwanego niesmaku po sobie poznać.

- Będzie żył. Doskonale. - ograniczył się wyłącznie do tych kilku słów, choć na usta cisnęło się ich znacznie więcej. Chociażby ta drobna uwaga, że nie tak dawno temu sam Philip publicznie mierzył się z pewnym czarodziejem o honor pewnej czarodziejki. Tym samym, nie wydawał się więc odpowiednią osobą do wygłaszania tego rodzaju ocen. Opinii. Nie był święty. Nikt z nich nie był święty. Ale niektórzy przynajmniej takowych nie starali się na siłę udawać.

Odezwał się ponownie, dopiero kiedy zostali sami. Już bez Lorien. Po swoich przeprosinach, po tej złożonej Philipowi obietnicy, kontynuował temat. Zagryzał zęby, metaforycznie oczywiście, żeby nie posłać kuzyna w diabły. Nadal bowiem zakładał, że całą tą sytuacje mógłby wykorzystać na swoje potrzeby.

- Jak już powiedziałem, nie mogę zająć się sprawą wcześniej niż w najbliższy weekend. Mam inne zobowiązania. Rozumiem, że sam chciałbyś wszystko zgłosić możliwie najszybciej, ale niestety, w tym przypadku nie będziesz mógł liczyć na nasze zeznania. - postawił sprawę jasno. Zdecydowanie bardziej na rękę było mu przesunięcie tego w czasie. O co najmniej kilka dni.

Widząc zbliżające się do stoiska osoby, przynajmniej jedna z nich była mu dobrze znana, westchnął ciężko. Naprawdę nie miał obecnie ochoty na wchodzenie z młodym Rookwoodem w jakiekolwiek interakcje. Przynajmniej na ten moment. I cóż. Chyba też wreszcie poczuł, że zrobił się tym wszystkim nieco zmęczony.

- Przykro mi, ale nie mam teraz do tego głowy. Weekend, Philipie. - odpowiedział, odmawiając kuzynowi odwiedzin. Przynajmniej takich, które miałyby mieć miejsce teraz. Nie zamierzał być pieskiem, który będzie za nim grzecznie biegał. To Philip czegoś od niego potrzebował, więc to on też powinien był się ze wszystkim postarać dostosować. - Aczkolwiek też będę już wracał do domu. Możemy kawałek się przejść.

Jaki z niego łaskawca, proszę państwo. Zgodził się Philipka odprowadzić. Zanim jednak opuścił rodzinne stoisko, nie poświęcając przy tym uwagi Saurielowi i jego chujoświeczkowej towarzyszce (wszak świeczki zakupiła) większej uwagi - jedyne co, to skinął Saurielowi głową - poprosił Richarda, żeby jakoś to wszystko do końca kiermaszu ogarnął. Sensownie poukładał. Poinformował też, że sam wraca do domu.

Następnie już razem z Philipem ruszył w kierunku loterii, zatrzymując się przy niej na krótką chwilę.

- Nie szkodzi, poczekam. - powiedział, kolejny raz zagryzając metaforycznie zęby. Bo Robert Mulciber na innych czekać nie lubił. Szczerze nie lubił. A Philip już wystarczającą go w ciągu kilku ostatnich minut rozdrażnił. Starał się jednak nie dać tego po sobie poznać. Robił dobrą minę do zlej gry i podkreślał swoje zmęczenie.

Kiedy kuzyn zakręcił kołem i odebrał swoje nagrody, razem opuścili teren kiermaszu. Robert niczego nie przeciągał i teleportował się prosto do własnego domu.


Postać opuszcza sesję
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#530
03.07.2024, 22:50  ✶  
Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

Można powiedzieć, że chorowała… a jej choroba była szeroko znana ogółowi, bo rozpisywano się na ten temat w gazetach często i gęsto, był nawet moment, że dała Prorokowi Codziennemu wywiad na wyłączność. Przywykła już do tego, że ludzie na ulicy się za nią oglądają, szepczą to i owo, to i trudno jej było pamiętać, że istnieli na tym świecie ludzie, którzy nie czytali gazet i nie żyli tym, co w nich przeczytają. Była więc całkowicie nieświadoma, że mężczyzna przed nią nie miał bladego pojęcia kim… albo czym… jest Victoria, i jaka historia się za nią kryła.

Doskonale wiedziała o jakie zamieszanie chodziło, bo się w jego środku znalazła, tylko, że jej kot tak się tego harmidru wystraszył, że miała do wyboru albo tutaj stać jak kołek, albo pobiec za kociakiem. A gdy już go złapała (to znaczy złapał go Sauriel, a Błękitny Kwiatuszek był jak ta czerwona nić przeznaczenia, która ją do niego doprowadziła w tym całym zamieszaniu związanym z sabatem), to głupotą było się pchać w samo oko cyklonu, zresztą jej obecność tam nikomu by nie pomogła. A tak… Spędziła czas z Rookwoodem, obchodząc z nim bardzo dużo tych stoisk.

– To zupełnie coś innego od tańców i muzyki kapłanów z kowenu – rozwinęła swoją myśl, pijąc do tego, jak bardzo ten kiermasz z okazji Lammas był oderwany od standardowego sabatu – bo nim nie był. I chyba to jej się w tym najbardziej podobało. Ogień… Kochała ogień, dla niej był całkowicie bezpieczny, ale czy brakowało go tutaj? Nie. Nie wiedziała, o co chodzi Saurielowi, bo jakoś nie kojarzyło, by on był wielkim fanem… Za to mogła się dowiedzieć coś niecoś o koligacjach rodzinnych i autorze tych obscenicznych, okropnych świeczek.

– Nie, ja już wcześniej tu byłam, kupiłam zapas kadzideł i świecę rytualną – i kilka tych kutaso-świeczek, ale nie dlatego, że jej się podobały (bo nie podobały się wcale), a dlatego, że mówiono jej, co ma robić. Uśmiechnęła się za to do Richarda. – Ale jak tak, to chyba nie będziemy przeszkadzać? Skoro nic nie chcesz – tu zwróciła się już do Sauriela. Victoria przyszła tu teraz tylko dlatego, że Sauriel ewidentnie chciał się pokazać i pogawędzić… ale ten drugi bliźniak, choć się pojawił, to nawet się do nich nie odezwał i jak ten gbur, dokładnie tak, jak go zapamiętała sprzed tamtego zamieszania, po prostu się ulotnił. Cóż, na nich też była już pora, więc Victoria zgrabnym ruchem wsunęła rękę pod ramię Sauriela, żeby go delikatnie pociągnąć za sobą. – Miłego wieczoru! – pożegnała się jeszcze z Richardem.

– To co… zbieramy się powoli? – zapytała po chwili, delikatnie manewrując i prowadząc ich w kierunku wylotu z całego placu na resztę Pokątnej. Victoria bardzo się cieszyła, że nie mieszka blisko tego placu, bo by się chyba teraz nie dostała do mieszkania, a poza tym oszalałaby przez ten hałas.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2811), Alexander Mulciber (4325), Ambrosia McKinnon (2308), Anthony Shafiq (13006), Asena Greyback (342), Atreus Bulstrode (6235), Augustus Rookwood (565), Bard Beedle (4738), Basilius Prewett (3993), Bertie Bott (3456), Brenna Longbottom (9044), Cameron Lupin (5396), Cathal Shafiq (1674), Cedric Lupin (6856), Celine Delacour (3526), Charles Mulciber (10002), Charlotte Kelly (291), Christopher Rosier (238), Dora Crawford (3056), Electra Prewett (1888), Erik Longbottom (10493), Eutierria (8599), Florence Bulstrode (5713), Geraldine Greengrass-Yaxley (3069), Guinevere McGonagall (2805), Hades McKinnon (2232), Heather Wood (4157), Isaac Bagshot (5008), Jagoda Brodzki (1208), Jessie Kelly (204), Jonathan Selwyn (4937), Laurent Prewett (20629), Leon Bletchley (5751), Leonard Mulciber (4181), Lorien Mulciber (11709), Lorraine Malfoy (3812), Lyssa Dolohov (6483), Mabel Figg (1776), Millie Moody (5575), Morpheus Longbottom (3877), Neil Enfer (6738), Nora Figg (2382), Olivia Quirke (5659), Penny Weasley (8907), Peppa Potter (1865), Perseus Black (947), Philip Nott (5342), Rabastan Lestrange (653), Ralitsa Zamfir (845), Richard Mulciber (12798), Robert Mulciber (6395), Sauriel Rookwood (10864), Sebastian Macmillan (6887), Sophie Mulciber (3225), Stanley Andrew Borgin (8303), The Edge (17219), The Lightbringer (5945), The Overseer (762), The Tempest (2037), Thomas Figg (2417), Thomas Hardwick (2127), Tristan Ward (5342), Ula Brzęczyszczykiewicz (1797), Vera Travers (2350), Victoria Lestrange (17246), Viorica Zamfir (7441)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (88): « Wstecz 1 … 51 52 53 54 55 … 88 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa