22.05.2023, 23:06 ✶
Nigdy nie rozumiała formy rozrywki, którą przyjął z kolegami, nie wspominając już o Quidditchu, bo nie umiała latać i miała lęk wysokości. W szkole zawsze mieli ją za chłodną, niewielu miała znajomych, a jakiekolwiek ślady swobody i spontaniczności miewała przy Victorii Lestrange, która była jej najlepszą przyjaciółką i dzieliły od pierwszego roku sąsiednie łóżka. Flintowie wcale nie byli aż tak potężni i poważani, jak inne rody, które mogły szczycić się czystością krwi oraz konserwatywnością, ale byli dość bogaci, a jej ojciec przez przepis na smoczą oliwę i morskie szlaki handlowe, miał wielu przyjaciół poza granicami Wielkiej Brytanii. Gdyby dziesięć lat temu ktoś jej powiedział, że Louvain będzie w stanie ją skłonić do zrobienia czegoś dla niego, pewnie by wyśmiała takiego żartownisia. A jednak tkwiła tu w tym jego burdelu, przesuwała leniwie spojrzeniem po tak dobrze znanej sobie twarzy, dostrzegając w nim rzeczy całkiem nowe, niepokojące, a jednocześnie pociągające. Wiedziała lepiej, a jednak rozsądek pozostał w jej domu, z którego się teleportowali.
Uśmiechnęła się pod nosem, bo ów pomruk sprawił jej dziwną satysfakcję, faktycznie przypominał trochę kota, a dźwięku tego z jego strony jeszcze nie słyszała. Co mogłaby z niego wydobyć, gdyby się postarała? Znała kilka sztuczek, nawet jeśli wszystkich nie miała jeszcze okazji w praktyce wykorzystać. Powstrzymała się jednak przed sprawdzeniem kolejnej pieszczoty, skupiając rozbiegane myśli na mugolce wśród tłumu, którą sobie wybrała. Może trochę za bardzo się na niego gapiła. Gdy przez ułamek sekundy zacisnął palce na jej dłoni, odwróciła twarz w jego stronę i spojrzała mu w oczy, błyszczącymi z zaskoczenia oczyma, zaraz jednak uśmiechając się zadziornie i w momencie, w którym ją puścił, odchodząc.
Zdobycie uwagi ludzi było proste, trochę komplementów, uśmiechu i odkrytego ciała, dzikości. Nie rozumiała tego pociągu człowieka za wszystkim, co kojarzyło się z wolnością i nieprzestrzeganiem reguł, ale działało. Na jego słowa uśmiechnęła się mocno, pogodnie w sposób, którego na co dzień na próżno było u niej szukać. - Uwielbiam Twoje włosy. - rzuciła w kierunku dziewczyny, nachylając się odrobinę w jej stronę i zgarniając pasmo między palce, wymownie spojrzała na jej usta, a następnie posłała jej głębokie spojrzenie w oczy, całkiem usatysfakcjonowana zaskoczonym, ale i chyba zadowolonym rumieńcem na bladych licach. Dziewczyna nie była jakaś brzydka, miała cień potencjału, ale daleko było jej do nazwania szlachetną lub piękną. On mógł truć swoją cudowną krwią przyniesione drinki, a ona mogła zastanawiać się, które z zaklęć manipulujących siłami witalnymi powinna wykorzystać. Była w nich przecież dobra to była jedna z jej słodkich tajemnic. Bo kto podejrzewałby uroczą blondynkę o tak przykrą, powiązaną z czarną magią fascynację, którą powszechnie uważano za zakazaną? Nawet chyba Louvainowi nie mówiła. Upiła swojego różowego drinka, odrobinę zbyt słodkiego, ale z wyczuwalną nutą jakiegoś alkoholu. Dziwne były te mugolskie mieszanki, pasowały jednak do tego miejsca.
- Widziałeś, tylko byłeś zajęty innymi kobietami. - odpowiedziała mu dziarsko, odwracając się w jego stronę i posyłając mu słodki uśmiech, odgarnęła włosy do tyłu, eksponując odrobinę dekolt zamknięty w skórzanym odzieniu. - Popularny z Ciebie facet, co? - dodała z błyskiem w oczach, oczekując chyba profitów płynących ze znajomości z nim, mogąc mu widocznie wiele zaoferować, bo niby przypadkiem musnęła jego udo.
Cynthia milczała, zakładając jedynie nogę na nogę, przysuwając bliżej swój czarny plecak, gdzie schowaną miała różdżkę, którą mogłaby użyć w odpowiednim momencie. Jej paznokcie stuknęły o kieliszek z szybko znikającym napojem, a na widok jakiegoś jegomościa, który obdarzył spojrzeniem jej dekolt, wywróciła tylko oczami. Wrażenie, że mogłaby zrobić wszystko, było coraz silniejsze. - Obiecałaś, że zdradzisz mi swoje imię. - zwróciła się do ich nowej koleżanki z łagodnym wyrazem twarzy, widocznie kibicując jej w zdobywaniu wartościowych kontaktów, a przynajmniej takie sprawiając wrażenie. - Powinnaś spróbować tego drinka, to ulubiony Anthonyego. - dodała z niewinnym wzruszeniem ramion, puszczając czarnookiemu oczko. W graniu głupiej i słodkiej miała największą wprawę. Mimowolnie zerknęła w stronę dłoni dziewczyny, zanim zrobiła kolejnego łyka swojego drinka. Co za bezczelna szlama - nawet jeśli ona sama zrobiła kilka minut wcześniej to samo, ale Cynthia zwyczajnie mogła.
Uśmiechnęła się pod nosem, bo ów pomruk sprawił jej dziwną satysfakcję, faktycznie przypominał trochę kota, a dźwięku tego z jego strony jeszcze nie słyszała. Co mogłaby z niego wydobyć, gdyby się postarała? Znała kilka sztuczek, nawet jeśli wszystkich nie miała jeszcze okazji w praktyce wykorzystać. Powstrzymała się jednak przed sprawdzeniem kolejnej pieszczoty, skupiając rozbiegane myśli na mugolce wśród tłumu, którą sobie wybrała. Może trochę za bardzo się na niego gapiła. Gdy przez ułamek sekundy zacisnął palce na jej dłoni, odwróciła twarz w jego stronę i spojrzała mu w oczy, błyszczącymi z zaskoczenia oczyma, zaraz jednak uśmiechając się zadziornie i w momencie, w którym ją puścił, odchodząc.
Zdobycie uwagi ludzi było proste, trochę komplementów, uśmiechu i odkrytego ciała, dzikości. Nie rozumiała tego pociągu człowieka za wszystkim, co kojarzyło się z wolnością i nieprzestrzeganiem reguł, ale działało. Na jego słowa uśmiechnęła się mocno, pogodnie w sposób, którego na co dzień na próżno było u niej szukać. - Uwielbiam Twoje włosy. - rzuciła w kierunku dziewczyny, nachylając się odrobinę w jej stronę i zgarniając pasmo między palce, wymownie spojrzała na jej usta, a następnie posłała jej głębokie spojrzenie w oczy, całkiem usatysfakcjonowana zaskoczonym, ale i chyba zadowolonym rumieńcem na bladych licach. Dziewczyna nie była jakaś brzydka, miała cień potencjału, ale daleko było jej do nazwania szlachetną lub piękną. On mógł truć swoją cudowną krwią przyniesione drinki, a ona mogła zastanawiać się, które z zaklęć manipulujących siłami witalnymi powinna wykorzystać. Była w nich przecież dobra to była jedna z jej słodkich tajemnic. Bo kto podejrzewałby uroczą blondynkę o tak przykrą, powiązaną z czarną magią fascynację, którą powszechnie uważano za zakazaną? Nawet chyba Louvainowi nie mówiła. Upiła swojego różowego drinka, odrobinę zbyt słodkiego, ale z wyczuwalną nutą jakiegoś alkoholu. Dziwne były te mugolskie mieszanki, pasowały jednak do tego miejsca.
- Widziałeś, tylko byłeś zajęty innymi kobietami. - odpowiedziała mu dziarsko, odwracając się w jego stronę i posyłając mu słodki uśmiech, odgarnęła włosy do tyłu, eksponując odrobinę dekolt zamknięty w skórzanym odzieniu. - Popularny z Ciebie facet, co? - dodała z błyskiem w oczach, oczekując chyba profitów płynących ze znajomości z nim, mogąc mu widocznie wiele zaoferować, bo niby przypadkiem musnęła jego udo.
Cynthia milczała, zakładając jedynie nogę na nogę, przysuwając bliżej swój czarny plecak, gdzie schowaną miała różdżkę, którą mogłaby użyć w odpowiednim momencie. Jej paznokcie stuknęły o kieliszek z szybko znikającym napojem, a na widok jakiegoś jegomościa, który obdarzył spojrzeniem jej dekolt, wywróciła tylko oczami. Wrażenie, że mogłaby zrobić wszystko, było coraz silniejsze. - Obiecałaś, że zdradzisz mi swoje imię. - zwróciła się do ich nowej koleżanki z łagodnym wyrazem twarzy, widocznie kibicując jej w zdobywaniu wartościowych kontaktów, a przynajmniej takie sprawiając wrażenie. - Powinnaś spróbować tego drinka, to ulubiony Anthonyego. - dodała z niewinnym wzruszeniem ramion, puszczając czarnookiemu oczko. W graniu głupiej i słodkiej miała największą wprawę. Mimowolnie zerknęła w stronę dłoni dziewczyny, zanim zrobiła kolejnego łyka swojego drinka. Co za bezczelna szlama - nawet jeśli ona sama zrobiła kilka minut wcześniej to samo, ale Cynthia zwyczajnie mogła.