• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
1 grudnia 1971 [Rezydencja Rookwoodów] Miłość od pierwszego wejrzenia

1 grudnia 1971 [Rezydencja Rookwoodów] Miłość od pierwszego wejrzenia
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
21.12.2022, 13:46  ✶  
Sauriel pomyślał sobie, że hej - jeśli to, co najgorsze, wyjdzie na samym początku, to potem gorzej już nie będzie… prawda? Oczywiście, że NIE prawda. Bo teraz mimo wszystko - było spokojnie. Byłeś niezadowolony, żeby nie powiedzieć, że nieszczęśliwy, że w końcu doszło do takiego targu, a z pewnością było to dla ciebie absolutnie niespodziewane. Kiedyś? Tak, jak najbardziej. Ale do kurwy nędzy kiedyś nie był trupem. Jak bardzo pojebanym trzeba być, żeby mimo to aranżować takie wydarzenia “towarzyskie” to tkwiło tylko w głowie jego rodziców i pozostawało poza jego zasięgiem. Brakowało jakoś również sił, żeby powiedzieć “nie”, trzasnąć drzwiami i nigdy nie oglądać się za siebie. Przede wszystkim jednak brakowało perspektyw. Nie był o tyle wielce niezadowolony, że minęła już chwila od powiadomienia o tej sprawie, pierwsze kłótnie były już za płotami (czy tam - za kotami, jakkolwiek to powiedzonko mugolskie leciało, bo nie pamiętał), teraz przyszło się zderzyć z tą rzeczywistością, która napinała go od wewnątrz. W tym domu miała się pojawić kolejna osoba. Kolejna, która będzie się plątać pod nogami. Już się zastanawiał, jaki pokój gościnny jej zorganizować, żeby nie tkwiła w jego jedynym, małym sakrum na tym padole. Już - znaczy nie teraz. Wcześniej.
No, to racja - koń nie gadał… ludzkim głosem. Bo tak poza tym to gadał - jak najbardziej! Nie były to najgłośniejsze zwierzęta na świecie, ale jak się już odezwały to całkiem konkretnie. W znaczeniu - Sauriel uważał je za całkiem głośne.
- Może. - Ilość połamanych przez niego różdżek w swojej karierze była zupełnie nie współmierna do ilości zaklęć, jakie przećwiczył. A głupi przecież nie był. Czego się za to zdążył też ku swojemu nieszczęściu dowiedzieć o przeciwnej stronie, to że nie była zahukaną lalunią, tylko pyskatą dziewoją.
- Gratuluję lat praktykowania. - Wytrwałości, zawziętości, bla, bla… nie, nie brzmiało to jak komplement, ale też nie jako zniewaga. Wszystko było wetknięte w ten sam, znużony ton. Nie podziwiał kujonów. Nie było w tym nic do podziwiania. Nauczyła się, wytrenowała swoje - no okej, brawo dla niej. Doceniał efekt końcowy, niekoniecznie drogę. No, przynajmniej w tym wypadku, nie w ogóle. Bo jak zostało zauważone - nic o niej nie wiedział i była dla niego zupełnie obcą, niechcianą w dodatku osobą w jego życiu. W dodatku chyba chwalipiętą! Aaale na jej następne słowa się uśmiechnął. Wyciągnął jeden kącik ust w górę, obnażył zęby na moment i nawet jakiś malutki błysk życia zawitał w tych matowych, martwych oczach. Na drobną chwilę.
- Mugol zamiast domowego skrzata… dobre… - Mruknął bardziej sam do siebie, z ukontentowaniem zaciągając się teraz papierosem i zlustrował ją spojrzeniem, jakby dopasowywał jej wygląd do zdania, które wypowiedziała. - Mogło być gorzej. Przynajmniej nie muszę ci zakładać torby na głowę. - Tak, dopiero teraz o tym pomyślał. Dopiero teraz się w sumie tak naprawdę swojej narzeczonej przyjrzał.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
21.12.2022, 15:04  ✶  
Najgorsze to mogło dopiero nadejść, bo na początku nie pokazywało się wszystkich kolorów. Tak i Victoria nie wiedziała, że oprócz tego, że Sauriel pali, to jeszcze pije. Nie wiedziała też, że jest żywym trupem, ale spokojnie, do tego jeszcze dojdziemy. Widziała też, że szacunku od tej strony nie dostanie, więc jak dla niej to tak – będzie tylko gorzej. Paskudny początek i jeszcze paskudniejsza przyszłość. Czym sobie na to zasłużyła? Przecież zawsze była przykładną córką, która przynosiła rodzinie tylko powody do dumy i zadowolenia. Gdyby nie ona, to matka nie miałaby się czym chwalić, co tak bardzo przecież lubiła. Naprawdę, Sauriel nie musiał tego tak bardzo utrudniać. No chyba, że chciał tak żyć, że wróci do domu i się będzie tylko wkurwiać jej obecnością – tylko po co? Co to za życie? I jej przy okazji też będzie psuć krwi. Chyba, że to o to chodziło? Żeby po tym spotkaniu błagała rodziców o to, żeby jednak się na to nie godzili, bo u jego starych to nie podziałało? Albo o to, żeby po zawarciu małżeństwa szybko pracować na rozwód? Albo o to, by mieć wymówki, żeby nie wracać do domu? Victoria nie miała teraz w głowie tych myśli – one dopiero przyjdą później, teraz… starała się oczyścić głowę, jak na oklumentę w sytuacji stresowej przystało.
Ugryzła się w język, że jemu też by się przydało popracować nad twarzą i opanowaniem. Że przynajmniej ona nie przynosi wstydu i swoją miną nie obraża wszystkich wokół. Mogła mu na ten temat powiedzieć wiele, ale nie powiedziała nic; na jej twarzy zagościł spokój taki jak wcześniej, kiedy tutaj przyszła. Spokój, który w połączeniu z zaczerwienionymi od zimna policzkami Sauriel pomylił z podekscytowaniem wizją małżeństwa. A nic bardziej mylnego.
Victoria stała bokiem do Sauriela, nie przodem. To pozwalało jej na to, że nie musiała się na niego cały czas patrzeć – a mogła zerkać na miejsce, w którym zaczynał się ogród i gdzie pewnie było całkiem ładnie na wiosnę i w lecie. Tylko nie w zimie. Nie musiała i wcale nie chciała się na niego patrzeć, nie kiedy była taka wściekła na swoich rodziców. Bo pierwszy szok już minął – i jak szybko się wypalił, tak szybko zostawił za sobą popiół, z którego jak feniks, powstawała złość.
- Masz tupet, jeśli sądzisz, że bym ci na to w ogóle pozwoliła – Sauriel dobrze zauważył – była pyskata. Zahukana lalunia raczej kiepsko pasowałaby do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w Ministerstwie.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
21.12.2022, 15:35  ✶  
Bo to nie do końca tak wyglądało, jak było malowane. Szacunek był… dość odległym słowem dla tego typa. Tak miał. Żeby szanować innych trzeba by było jeszcze szanować siebie samego, mieć jakiekolwiek wartości w tym życiu, mieć… mieć coś w swoich rękach. Sauriel był miły tylko wtedy, kiedy się odpowiednio dużo napił, albo kiedy był odpowiednio wymęczony. W innych wypadkach - kiedy miał w rękach gitarę. W tych czasach jednak rzadko po ten instrument sięgał, żeby grać dla znajomych. Trudno ich mieć, kiedy wszystkich się odepchnęło i popaliło mosty. Kiedy mieć ich przy sobie nie chciałeś. Nie było też więc chęci na nawiązywanie nowych. I Sauriel nie zamierzał tutaj niczego utrudniać, ba! Miał nadzieję, że się dogadają - że każdy będzie chodzić własnymi ścieżkami i tyle. Konieczność spotykania się w jakichkolwiek okolicznościach będzie jak praca. Fakt, będzie gorzej. Bo na swoją miarę był teraz nawet sympatyczny. Nie warczał na nią, nie klął, nie unosił na nią ręki. Więęc… w zasadzie to całkiem miło! Oczywiście - znowu zależy to, jaką miarą mierzysz. To był rasowy kot o naturze dachowca i przywykł do biegania po dachach i dzikich ostępach. Ręka ludzka niekoniecznie była dla niego zachęcająca. Lecz tak, fakt - co to miało być za życie. I czemu na nie zasłużyli? Sauriel nad tym wielce nie ubolewał, to jest - chyba źle zostało ocenione podłoże jego wkurwu. Bo jego wkurwiała nie ta osoba, która tutaj stała, bo ona nie była niczemu winna. Wkurwiał go sam fakt, że taki zwyczaj handlu ludźmi istniał i miał się wręcz śpiewająco. I że chuja można z tym zrobić, jeśli nie chcesz sobie zrujnować życia i próbować ułożyć go na nowo na szczątkach i stosach.
- Mhm. - Resztki popiołu opadły na ziemię, a wraz z nimi to, czego wypalić się już nie dało. Nie wyglądała na taką, która by się miała zgodzić na to, żeby cokolwiek złego jej robić. A na pewno nie była tą, która dałaby się obrażać i nie miałaby na to nic do powiedzenia - już to udowodniła. Tak jak i to, że już ją urazić zdążył. A nawet się nie starał. Takie były fakty, że rodziny czystokrwiste szukały odpowiedniego łona, które urodzi odpowiednie dziecko. Ewentualnie pieniędzy, albo wpływów. Tak czy siak - dziecko miało się pojawić, bo przecież musiała zostać pociągnięta linia krwi. Na zewnątrz bardzo grzecznie, wewnątrz to był chyba cały spisek układany wiekami! Kto i kogo połączyć, kiedy i jak! Małżeństwa nigdy nie były w głowie… no dobra, może kiedyś były. Zastanawiał się, czy będzie miał wybraną miłą i sympatyczną żonę. Aktualnie o sympatiach ciężko mówić, ale teraz i jej nie oczekiwał. W zasadzie im dalej było tutaj od jakiegokolwiek “lubienia” tym bardziej mu to pasowało. Do pewnego stopnia, rzecz jasna. Bo wracanie do domu, żeby się wkurwiać JESZCZE BARDZIEJ niż już potrafił to było… och, brzmiało jak koszmar. Jego “mhm” brzmiało prawie jak potwierdzenie, że ma i zaprzeczenie, że przejmowanie się jej odmową nie byłoby żadnym problemem. - Dla królewny wszystko.
Zamilknął. Spoglądając na ten piękny śnieg, który koił i głaskał zmysły. Czekając, aż się na ogródek panienka napatrzy i wrócą do domu. Albo nie wrócą do niego wcale.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
21.12.2022, 16:19  ✶  
Victoria trochę zadzierała nosa, ale nie było się co dziwić – nie była niedouczonym beztalenciem, tylko kobietą sukcesu. Co sobie założyła, to osiągnęła, i tylko w życiu prywatnym był przypał za przypałem… i to nie z jej winy. Bo gdyby ją ktoś zapytał o zdanie… Ale nikt nie zapytał, więc było kiepsko. Lestrange uważała, że to właśnie dlatego, że pomysły innych były właśnie takie – niedoskonałe i dlatego tak kiepsko wychodziły.
Ogólnie to widziała tutaj naprawdę kiepski początek. Brak zainteresowania drugą stroną, obraźliwe teksty, pyskówki. Zero próby, by to pierwsze spotkanie nie niosło sobą smaku goryczy we wspomnieniach. A przynajmniej ona tak to odbierała. Więc jak miało być dalej.
- Widzę, że szybko awansowałam z klaczy na królewnę – prychnęła, bo na cholerę te wszystkie ksywki? Mógł się po prostu do niej nie odzywać i lepiej by na tym oboje wyszli. Wkurzało ją to, gadanie dla gadania, żeby czyjeś było na wierzchu – zwłaszcza, że ten ktoś nie miał, w jej mniemaniu, racji. - Wróćmy już. Już wolę słuchać tych bzdurnych pomysłów i udawania, że nie wszystko jest ustalone, niż patrzeć jak próbujesz mnie ciągle obrażać – tak naprawdę, to chciała mu powiedzieć, że woli słuchać rodziców niż jego tak po prostu, ale już sobie darowała. Ale tak jak on się nie starał być miły, tak i ona już sobie darowała, bo nie miało to sensu. Bo niby dlaczego ona ma się starać, a on może mieć na to wywalone i psuć jej humor jeszcze bardziej? Jakby i tak już nie był wystarczająco popsuty przez jej rodziców. I zgodnie z jej życzeniem – wrócili. Już nawet się nie kłopotała z odwieszaniem płaszcza, po prostu przewiesiła go sobie przez ręce i w drodze powrotnej do saloniku usiłowała znowu się uspokoić, przygotować na to, jakie komentarze będzie słyszeć teraz.
- I jak ci się podoba ogród, Victorio? – na ich widok jej matka przerwała prowadzoną rozmowę i po prostu zwróciła się do córki. Tori nie byłaby sobą, gdyby nie podejrzewała, że Isabelle próbuje wybadać nastroje pomiędzy tą dwójką, ale brązowooka starała się nie dać niczego po sobie poznać. Nie tu i nie teraz.
- Jestem pewna, że na wiosnę kiedy rośliny zaczynają kwitnąć, to musi być bardzo urokliwe miejsce, pani Rookwood – odezwała się odpowiadając na pytanie, ale zwracając przy tym do pani domu.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
21.12.2022, 16:49  ✶  
Pomyślał w pierwszej chwili, że to niedobrze, że jest pyskata. Zadziera nosa - tak, dobrze to brzmiało i dobrze pasowało do tej rumianej laleczki, która w swoim płaszczyku właśnie ozdabiała ten ogród. To znaczy - w mniemaniu Sauriela raczej go oszpecała samym faktem, że tutaj była, a jej uroda nie miała tu znaczenia. W końcu była niechcianym elementem. Przynajmniej była elementem minimalnie bardziej dojrzałym, ale już to pisałam: facet dojrzewa tylko do trzeciego roku życia… Co wiedział na pewno to to, że chęci czy niechęci znaczenia nie miały i albo się dogadają i jakoś wypracują własną przestrzeń, albo będzie bardzo niesympatycznie. Czego zaś Victoria nie wiedziała to tego, że fakt, Sauriel nie silił się na bycie miłym gościem z prostego powodu - bo NIE BYŁ miłym gościem. Gorszym typem mógł być tylko jakiś psychopata, albo fanatyk czarnej magii. Tak, taki byłby gorszy - bo już skrajnie niebezpieczny. Tym nie mniej naprawdę miał intencję się dogadać. Nic dziwnego jednak, że o tym nie wiedziała, bo dzisiejszy dzień nie przyświecał tym chęciom. Źle ułożone gwiazdy czy coś. Emocje musiały trochę ochłonąć, bo były napięte.
- To nie awans. - Bo królewny też były klaczami rozpłodowymi. Przecież mugole nadal mieli królewny, nadal była królowa - tytulatura się tutaj wiele nie zmieniła od średniowiecza. Więc się nic nie zmieniło. Zmieniało się tylko słowo. “Królewna” brzmiała zdecydowanie lepiej od “klacz rozpłodowa”, bo kojarzyła się z bajkami i statusem. I fajnie - mogła się kojarzyć. Ale dla Sauriela w określeniu do kobiety wciskanej komuś w ręce, byle tylko połączyć rody były to określenia w pełni wymienne. - No hard feelings, baby. - Obrócił się, zgodnie z jej życzeniem i otworzył drzwi, by puścić ją przodem. Nie, na pewno niczego nie ułatwiał. Nie, nie starał się być miły. A mógł być. Mógł chociaż sobie darować nieprzyjemne teksty. No - mógł. Najpierw jednak musiałby chcieć. To samo w sobie stanowiło całkiem wysoką przeszkodę do przeskoczenia. Poprawił w krótkiej drodze przez korytarz rękawy.
Para złapała spojrzenia również Rookwoodów. Wzrok Anny był lekko zabarwiony obawą, kiedy patrzyła na swojego syna o średnio zadowolonej facjacie, a potem ze skupieniem na Victorii. Przecież znała Sauriela aż za dobrze. Nie znała natomiast Victorii wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, jak elegancką i pełną taktu była damą.
- Jeśli chcesz, moja droga, zasadzimy wybrane tam przez ciebie kwiaty. - Anna uśmiechnęła się z poczuciem ulgi i wyjątkowo był to uśmiech pozbawiony tego zdystansowania, które nosiła na sobie. Wydawało się to być wyjątkowo szczerym wyrazem.
- Niezwykła, młoda dama. - Skomentował za to Eryk, obracając twarz w kierunku gości. - Będą mieli na siebie bardzo dobry wpływ. Nasz syn zapewni panience wszelkie środki niezbędne do rozwoju i kariery, tak jak rozmawialiśmy.
Sauriel, jak gdyby nigdy nic, odsunął jej znowu krzesełko, przysunął ją, a tak nawet mocniej, zanim zajął swoje miejsce. Do kieliszków porozlewano wina, teraz Anna zaatroszczyła się, żeby pojawiły się dwa kolejne - dla nich.
- Za kwitnące narzeczeństwo i pomyślną przyszłość Rookwoodów i Lestrange. - Wzniósł toast Eryk. Sauriel sam uniósł lampkę w bezgłośnym toaście.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
21.12.2022, 17:29  ✶  
Była bardzo bliska mu powiedzieć, żeby już się zamknął, bo ileż można słuchać tego obrażania. Była też bliska mu powiedzieć, żeby spadał. Nie powiedziała jednak ani jednego ani drugiego – po pierwsze była trochę ponad to, po drugie nie była nawet u siebie, po trzecie nie chciała się zniżać do jego poziomu. To jeszcze nie był ten moment, a z resztą na pewno pokonałby ją doświadczeniem, już to widziała. Pyskówki i odwracanie kota ogonem ten typ miał opanowane. I nie chodziło nawet o to czy Sauriel był czy nie był miłym gościem – po prostu jakieś minimum bycia cywilizowanym byłoby miłe, skoro, na to wyglądało, że będą na siebie skazani. A przynajmniej teraz na to wyglądało, bo, jak widać po przykładzie Victorii, a czego Sauriel zapewne nie wiedział – wszystko może się zdarzyć.
- Nie ma co wybiegać w przyszłość, póki nie widziałam go w jego pełnej świetności, ale dziękuję za propozycję – odparła Annie i spróbowała się lekko uśmiechnąć. To właściwie, teraz i przed chwilą, były najdłuższe zdania jakie wypowiedziała w obecności gospodarzy. I kiwnęła też leciutko głową w skinieniu.
Nie chciała psuć panu Erykowi jego wizji, ale bardzo wątpiła, że ona i Sauriel będą mieli na siebie jakikolwiek dobry wpływ. Raczej wręcz przeciwnie. Ale za to uniosła wyżej brwi w lekkim zaskoczeniu, kiedy padło, że jej pomoże w karierze – no bo jak niby? W to też jakoś wątpiła, ale nic nie powiedziała. Po prostu usiadła, a młody Rookwood ją przysunął do stołu. Niemalże ze złością.
Co miała zrobić? Też uniosła kieliszek – równie bezgłośnie co jej milczący narzeczony. Był dużo bardziej do wytrzymania kiedy nie kłapał tą swoją niewyparzoną paszczęką.
Potem długo jeszcze nie siedzieli. Dopili wino, rodzice dokończyli te swoje biznesy, Victoria starała się być na tyle miła, na ile mogła, ale prawda była taka, że wiele ją to kosztowało. Ich ojcowie byli szczęśliwi, matki były zadowolone, rodzina - dumna. I tylko oni woleliby chyba być w innym miejscu i w innym czasie. W końcu (na całe szczęście!) mogli się pożegnać i wrócić do domu. Victoria nie odzywała się ani słowem przez tę krótką drogę do punktu, w którym mogli się teleportować do domu. A kiedy już przekroczyli drzwi swojej posiadłości, użyła magii, żeby się rozebrać i odwiesić płaszcz i bardzo szybko uciekła do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. Jeśli jej rodzice łudzili się, że przyjęła to dobrze, jak to sugerowało całe spotkanie, to teraz mieli swoje potwierdzenie – nie przyjęła.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4324), Victoria Lestrange (3773)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa