• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele

[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#321
21.07.2024, 17:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2024, 17:46 przez Sauriel Rookwood.)  

Posiadanie wyboru było czasem największą zgubą ludzi. Chcesz go poszukiwać, chcesz odnaleźć w tym szaleństwie siebie samego, a koniec końców wariujesz, bo nie było wyborów dobrych. Nie było też tych złych. Odrzucenie możliwości wyboru było proste. Dziecinnie wręcz proste. Nie myśl, nie dbaj, a jeśli nie spróbujesz to nie zakosztujesz, jak ciężkie jest brzemię porażki. Wybór między wampiryzmem i życiem powinien być w tym wszystkim prosty, dziecinnie wręcz prosty. Jeśli pragniesz, żeby twoje płuca dało się zatruć, żeby twoje ciało zmieniało się i przybywały na nim ślady życia, by trwać z żyjącymi i wśród nich, ale nie spoglądać jak starzeją się i przemijają bez ciebie - musisz żyć. Nie tak, jak żył teraz. Żyć naprawdę. Chciała usłyszeć rzeczy, o których on nie chciał mówić. Nie chciał o nich mówić, bo nie chciał o nich myśleć. Nie chciał o nich myśleć, a wcale nie chciał się od Victorii odcinać. Wracamy do punktu pierwszego - jak pogodzić pewne rzeczy? Co było istotniejsze i jak istotny był w ogóle wybór?

- Pojebane. Ręka mnie świerzbi, żeby... - żeby komuś wyjebać. Nie dlatego, że miał coś przeciwko mugolom. Nie dlatego, że to było słuszne, że tak trzeba było. Dlatego, że taka była jego pierdolona praca, a on nauczył się z niej czerpać przyjemność. Czy Lord Voldemort byłby zadowolony widząc to? Nie. Czy byłby zadowolony, gdyby namioty cyrkowców spłonęły? Tak. Chyba tak. Za to raczej nie byłby zadowolony, że jak debil daje się wkręcić w jakieś dziwaczne rozgrywki Blacków. - Mnie kurwa obchodzi, to niespokojne czasy, a tu się odpierdala cyrk. - Dosłownie i w przenośni, więc to słowo zostało użyte świadomie. Chyba nie chciał zabłąkać się bezpośrednio do cyrku, ale teraz wyceniał twarze, które się tu przewijały. Sauriel nie był pewien, czy Perseus Black był osobą, która należała do jakże szlachetnego grona osób wtajemniczonych. Spojrzał za to na nią, kiedy powiedziała, że chce zapomnieć o świecie. Uniósł jedną brew, ale już dalej nie komentował. - Ay... spełniam życzenia jak pierdolony dżin, milady. - Uśmiechnął się niby kpiąco, okręcając ją delikatnie wokół jej osi, kiedy wkroczyli na parkiet. Już nic nie mówił. Tak, to przewietrzenie się dobrze mu zrobiło. Tylko nie był pewien, czy to całe wesele, koniec końców, wychodziło w swoich rozliczeniach do pola "dobrze". Na pewno były te chwile, które były naprawdę miłe. Vespera kochała Perseusa, a jeśli nie - to dobrze to ukrywała. Dobrze pokazywała, że tak, jest mu oddana pomimo wszystko - winszować, jeśli to wszystko było tylko pozerstwem. Mógł mieć nawet kiepskie relacje z Rookwoodami, ale to nie znaczyło, że ze wszystkimi. Tak jak nie spodziewał się, że mimo wszystko ze wszystkimi Mulciberami dogadałby się tak dobrze. Jego ślub i Victorii jakby wyglądał? Na pewno nie tak jak ten. Urządzony w klasycznym duchu, sztywny, choć może nie tak pokryty czernią... czy brak jego wizji faktycznie sprawiał, że było lepiej?

Kiedy przed oczami miał Kromlech i Josepha - tak. Było lepiej.

Nie warto jednak było o tym rozmyślać, jak nie warto było rozprawiać, co Blackowie knują. Można zapomnieć - na chociaż parę chwil o całym świecie. I kiedy już baletu dobiegł koniec, kiedy orkiestra zaczęła milknąć, nogi boleć, stół i krzesła przy nim stały się idealną podporą dla ich dwójki. Aż w końcu ulotnili się z wesela, jeszcze raz składając życzenia państwu młodym i dziękując za zaproszenie

Postacie opuszczają sesję
Victoria i Sauriel


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#322
21.07.2024, 21:03  ✶  
W wyobraźni Oleandra powitania usłane były aromatycznymi, delikatnymi płatkami róż; dryfowały na spokojnej tafli rzeczywistości, przysłaniając możliwość spojrzenia w nią, aby dostrzec odbicie stanu faktycznego. Policzki Desmonda przypominały swoim kolorem kwitnącą koronę kwiatu; blade lico zakwitło intensywnością za sprawą zatrucia zmysłów piekącym alkoholem. Zupełnie jak piękno róż, bliskość Malfoya wprawiała Oleandra w stan pragnienia dotyku; wyciągając dłoń i przesuwając po gładkim okwiecie, zjeżdżamy na łodygę, aby wydobyć różę ze swego ziemnego posłania, posiadać gładkość płatków i namiętność zapachu na własność. Zaciskając palce na trzonie, bardzo szybko orientujemy się, że wystające z łodygi kolce ranią wnętrze dłoni. Ostre czubki wbijają się w skórę, a zieleń gałązki spływa gęstym karmazynem - kielich staje się jednością ze swoim zielonym dotąd odnóżem, czekając na swoją kolej, aby napełnić się kroplami osocza. Wyczekiwaną reakcją byłoby odsunięcie dłoni, syknięcie z bólu - nie w tym wypadku. Crouch pragnął skosztować serwowanego bólu, odsłonić przed nim najbardziej wstydliwe zakątki swojej tęsknoty.

Pomimo zaciśniętych warg Desmonda, Oleander uśmiechał się promieniście. Teraz ciemne oczy - których barwa zmieniła się automatycznie, bez znacznego wysiłku, jakoby pamięć ciała była silniejsza od magii i jakichkolwiek związanych z nią umiejętności.

Czuł spięcie przyjaciela, chociaż nie dawał tego po sobie poznać. Wiedział, że Desmond zestresowałby się mocniej, gdyby zdawał sobie sprawę, że ktoś odgadnął stan, w jakim się znajduje. Oleander był pewien, ze obydwaj pamiętają wspólnie przeżyte sny, a stres blondyna jeszcze mocniej utwierdzał go w tym przekonaniu. Zapragnął pociągnąć za materiał szorstkiej marynarki, poczuć swędzącą teksturę materiału na dłoniach, sprawiając, że kontrolowanie nad sobą zostanie jedynie lichym wspomnieniem; upajał się wybuchami tłamszonej agresji, irytacji czy jakkolwiek surowych, wręcz prymitywnych odczuć, których wybuch zazwyczaj tamowany był przymusem trzymania się w ryzach, obojętną maską nałożonego rodzicielskimi dłońmi obowiązku. Namiętność strachu wprawiającego serce w intensywny trzepot odpychała ostatki logiczny myśli, przyciągając nierozważne pożądanie, zimny pot podniecenia.

Roześmiał się perliście, jakby wypowiedziana przez Desmonda wzmianka o ślubie była znakomicie zakamuflowanym żartem, jaki tylko ich dwójka mogłaby zrozumieć.

- Doprawdy, wesele? Ze mną? Pochlebiasz mi - zaczął, pozbywając się ostatnich tonów rozbawienia dopiero pod koniec sentencji, której słowa postawił w figlarnej dwuznaczności. Po chwili, jakby przypominając sobie, że nie są na sali we dwójkę, spojrzał na, wciąż niemą i niedopuszczoną do głosu, Jagodę - Nie wierzę w instytucję małżeństwa, chyba że dla podatków. To cywilny kontrakt, po coż celebrować go z takim rozmachem? Mało kto w dzisiejszych czasach pozostaje wierny swojej drugiej połówce, o ile nie okłamywali nas na Historii Magii, kulturowo na tym właśnie ma to polegać. Małżeństwo, w naszych kręgach stało się raczej formą wieczystej przysięgi. Jest wiążące i nieprzyjemne, a na końcu się umiera. - wytłumaczył kobiecie swoje stanowisko.

Na powrót zaszczycił Desmonda spojrzeniem, tym razem znaczącym - jeżeli Malfoy chciał igrać z ogniem, musiał zdawać sobię sprawę, że można było się nim poparzyć. Co innego, gdy byli sam na sam - publicznie nie miał zamiaru dawać się poniżać, nie znajdywał w tym żadnej przyjemności.

- Cóż, o gustach się nie dyskutuje. Aczkolwiek, znalezienie dobrego towarzysza do rozmów to priorytet na takich wydarzeniach - skwitował komunikat Malfoya o tym, że ten się bardzo dobrze bawił. Znał go nie od dziś i zdawał sobie sprawę, że takie spędy prędzej przyprawiały go o ból żołądka niż sprawiały przyjemność. Założył, że ta wypowiedź była czystą kurtuazją, aby nie urazić ich towarzyszki.

Nie przestawał myśleć, że każde przyjemne słowo o Jagodzie z ust Desmonda było tylko sytuacyjną grzecznością, do momentu aż ten wspomniał o zaproszeniu. Oleander zmarszczył odrobinę brwi, pozwalając, aby ciepły brąz oczu przerodził się w bezdenną czerń. Otchłań jego spojrzenia wydawała się móc pożreć każdego, kto stanie na drodze pomiędzy nim, a obiektem jego westchnień. Czerwień zazdrości bardzo szybko sprowadził czerń oczu do ciepłego brązu, acz osiadł ciężkością na klatce piersiowej Croucha. Cień rozwagi, jaki na niego padał jeszcze sekundę temu, zniknął wraz z wychyleniem całości kieliszka w jednym łyku. Szampan był odrobinę rozgazowany, toteż gładka twarz chłopaka na sekundę pokryła się grymasem niezadowolenia. Odstawił kieliszek na srebrną tacę jednego z przechodzących kelnerów i złapał dwa drinki, jeden w niskiej, przysadzistej szklance i drugi w podłużnej. Ten pierwszy wręczył Desmondowi, wręcz wcisnął mu ją w dloń- czasami lepiej było zająć usta alkoholem niż słowami.

Zesztywniał czując mocny uścisk na swojej talii, acz nie wiązało się to ze stresem czy dyskomfortem. Wspomnienie pierwszego, wspólnie przeżytego snu uderzyło go na tyle mocno, że poczuł jakby serce samo zechciało mu wyskoczyć z klatki piersiowej, bez pomocy szponów. Był skonfundowany, acz to uczucie wzbudzało w nim podekscytowanie. Ciepło drugiego ciała, znajomy zapach i oddech o zapachu alkoholu - to wszystko układało się we wspaniałą całość, z pomocą której pragnął zatracić się w chwili. Niestety, goście weselni byli niemałą przeszkodą.

Nie chcąc pozostawać tak łatwym celem, uśmiechnął się pobłażliwie do Malfoya, jak gdyby jego gest był bardziej wygłodniały niż w rzeczywistości.

- Skoro macie swoje tematy to nie będę wam przeszkadzał. Złapiemy się może później, hm? A ty tutaj porozmawiaj z koleżanką o waszych wspólnych zainteresowaniach - sam bardzo chętnie kontynuowałby temat sztuki, wszak spędzał czas wśród artystów i rzemieślników. Niestety, aktualna sytuacja i przymus zaaplikowania niezdrowego flirtu były silniejsze. Szybko zauważył, że stawiając się w roli umykającej zwierzyny zyska o wiele więcej.

Przesunął chłodną od szkła kieliszka, choć nie wilgotną, dłonią po palcach Desmonda zakleszczających się na jego talii okrytej różowym materiałem. Powoli zsunął ją ze swojego ciała, pozwalając by wnętrze dłoni drugiego chłopaka przelotnie zapoznało się z lędźwiowym wgłębieniem u dołu kręgosłupa, prawie że zsuwając ją na odcinek krzyżowy. 

Odsunął się, aby zniknąć w tłumie gości, choć kątem oka widział jak Desmond żegna się ze swoją rozmówczynią, aby podążyć jego śladem.

Postacie opuszczają sesję
Oleander Crouch i Desmond Malfoy


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#323
23.07.2024, 12:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 12:16 przez Anthony Shafiq.)  
Konwersuję jeszcze przez moment z Camille i Laurencem,
ale potem uciekam za białym królikiem Erikiem

– Dlatego nigdy nie przywiązywałem wagi do tego typu rozrywek, choć są bezpieczniejsze niż napitki tutaj. – roześmiał się swobodnie, palcami czyniąc zgrabnego zawijasa nad rozbitym ciasteczkiem. Gdy poruszał się po francuskiej mowie, dużo łatwiej przychodził mu swobodniejszy, kontynentalny język gestów. Dużo łatwiej było się rozluźnić myśląc o winnicach, o plenerowych przyjęciach, na których wszyscy szczebiotali sobie radośnie racząc się do świtu winem z wytoczonej z piwnicy beczki, słuchając zwiewnych tonów bezpruderyjnych pioseneczek o miłości lekkiej jak motyl czy słodkiej jak kwiat róży.

–Choć trzeba przyznać, że wróżbita, wróżbicie nierówny. Trochę jak ze spowiednikiem. Co innego zobaczyć znak, fatum, ale jeszcze interpretacja, słowa w jakie ją ubierze. Ostatnio nawet próbowałem sięgnąć porady u kogoś innego i niestety dotkliwie się sparzyłem. Jak to mówią, lepsze jest wrogiem dobrego, a coś co działa nie powinno być zmieniane – dzielił się z nimi tymi salonowymi mądrościami, z lekkością splatał słowa, on ryba w wodzie, nawet jeśli okoliczności zmusiły go do założenia czerwonego garnituru.

–Teraz będę musiał, ha, zapytać co zrobić z panną Switchtone właśnie. I bardzo, bardzo chciałbym Laurece, żeby to była tylko asystentka. Niestety to świeżo powołana pani ambasador, która dotarła do nas prosto z Teksasu. Sądziłem, że to przyjęcie będzie dobrym startem do zapoznania jej z nieco szerszym gronem niż my, dyplomaci kiszący się we własnym sosie, ale niestety widzicie... nie poradziłem się przed tym wyjściem jasnowidza i tak skończyłem, w karminowej marynarce. A te ważki, to był taki nowatorski pomysł. Niezwykle podobała mi się ich ruchliwość i odtworzenie hipnotyzującej chmary tych szlachetnych owadów. Liczę, że w przyszłym sezonie wiosna/lato Rosierowie wypuszczą ich zdecydowanie więcej. – Wygładził połę marynarki, z przykrością nie czując pod opuszkami ciężkich srebrzystych haftów, umagicznionych tak, by zachwycać tak blaskiem jak ruchem.

Zaraz potem z zamyślenia wyrwał go widok wychodzącego z sali bankietowej Erika. Nie mieli okazji porozmawiać wcześniej, może nie powinni mieć jej wcale, ale teraz, gdy zmieniło się w ich układzie wszystko, Anthony poczuł ciążenie grawitacji, czerwonej nici owiniętej ciasno wokół odzyskanego serca. Na moment w wahaniu przygryzł wargę, bo może nie powinien naruszać chwiejnej równowagi, może nie powinien być tak zachłanny. Nie potrzebował jednak wiele, by szala przechyliła się, a decyzja podjęła sama.

– Zdaje się, że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. Dziękuję za Waszą troskę i czas. Do zobaczenia niedługo... – wytłumaczył się miękko, gdy Longbottom zniknął już w tłumie, zniknął tak dla jego jak i cudzych oczu, ale był pewien, że go znajdzie. Coraz łatwiej z resztą to znajdowanie mu wychodziło, po nitce do kłębka, od kłębka przez nitkę... Podniósł się zapinając wprawnie guziki marynarki, ukłonił im z szacunkiem na pożegnanie i ruszył, na ślepo, by ukraść choć jeszcze jeden moment rozmowy, jeden uśmiech, jedną niepewność zaszytą w spojrzeniu. Jeszcze jeden... nim dzień, który zgaśnie w ich dłoniach nie był straconym.

Postać opuszcza sesję
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#324
24.07.2024, 09:24  ✶  

Z Laurencem przy stoliku, żegna Anthony'ego

Camille milczała, popijając wino. Słuchała tego, co Shafiq miał do powiedzenia, lecz nie wtrącała się gdy tłumaczył jej partnerowi zawiłości dyplomatyczno-związkowe. Uśmiechnęła się tylko lekko, kryjąc wykrzywienie warg za kieliszkiem. Całe szczęście, że zgubny wpływ alkoholu nie działał ani na jej ciało, ani na jej umysł, bo która to była lampka wina?
- Do zobaczenia, panie Shafiq - odprowadziła go wzrokiem. Nie dostrzegła zamieszania na parkiecie, zbytnio skupiona na dyplomacie. - Laurence, najdroższy, na nas też już chyba pora?
Zwróciła się do mężczyzny. Miło było, ale to był chyba czas na to, by również uciekali. Z jakiegoś powodu wszyscy zaczynali się zbierać i nie miała pojęcia, czy szli zobaczyć atrakcje, czy po prostu wracali do domu, oburzeni drinkami, ale ona czuła, że powoli zaczyna boleć ją głową. I to na pewno nie było wino, raczej ciśnienie i potrzeba snu.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#325
24.07.2024, 09:38  ✶  

Przechodzi z Perseusem i Anne na bok, do holu

Perseus zwracał się bezpośrednio do niego, lecz przecież Anne była obok. Czy jej nie zauważył, zbytnio zajęty Vesperą? A może celowo zignorował? Nie miał pojęcia, ale jako że to była jego kuzynka, która również była zamieszana w całą tę kurzą sprawę, nie mógł pozwolić, żeby rozmowa toczyła się wyłącznie między ich dwójką. Zaoferował więc kuzynce swoje ramię, pokazując tym samym, że powinna z nimi pójść do holu. Rzucił jednocześnie Blackowi ostrzegawcze spojrzenie - bo gdyby postanowił zignorować jego samego, to pewnie nic by z tego sobie nie zrobił, lecz sprawa tyczyła się kobiety z jego rodziny. Rodolphus był młody i jeśli chodziło o udział kobiet w rozmowach, planach czy pracy, to można było śmiało założyć, że był... Postępowy. Nie przeszkadzało mu to, że mieli Ministrę Magii - przeszkadzał mu natomiast fakt, że nie wiedzieli o niej nic. Przeszkadzała mu jej niekompetencja i działania, a nie płeć.


- Nie chodzi o drinki, Perseusie - powiedział cicho, uprzednio strzelając oczami, czy przypadkiem nikt się tu nie kręci. Był zirytowany, być może nawet wściekły, ale nie oznaczało to, że miał zamiar upokorzyć Perseusa publicznie. I chociaż kusiło go, by pokazać mu gdzie jest jego miejsce, bo to przecież on był za to wszystko odpowiedzialny (w końcu to było jego wesele), to trzymał nerwy na wodzy. Nie z empatii: ale z prostego faktu - Blackowie byli bogaci, potężni i lubili się mścić. Nie planował robić sobie kolejnego wroga z tego rodu. - Jeden z zatrudnionych przez ciebie kelnerów wylał na mnie i Anneleigh rosół. Który najpewniej też "czymś doprawiono", bo nie tylko pobrudził nam ubrania, ale również sprawił, że z gołej skóry wyrosły nam kurze pióra.
Tu nie mógł już ukryć grymasu niezadowolenia. Zacisnął dłoń na dłoni kuzynki, być może trochę za mocno, ale na Merlina - nawet święty by się wkurwił. A Rodolphus nie był świętym: czuł więc, jak czerwona mgła powoli pnie się do mózgu, jak krew w żyłach płynie szybciej i szybciej, a oddech powoli staje się coraz płytszy. Ale nie wybuchał, jeszcze nie. I miał nadzieję, że unikną tego wybuchu.
- Ktoś musi sabotować wasze wesele, Black. Radziłbym się temu przyjrzeć. I odpowiednio ukarać osoby, które wzięły w tym udział: świadomie bądź nie - jego spojrzenie stwardniało. Słowem się nie zająknął, że przecież już jednemu kelnerowi się oberwało. Cóż... Problem był taki, że to nie był ten konkretny kelner, od którego to się zaczęło. - Pomyśl co by się stało, gdyby ktoś tę dziwną zupę wypił.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#326
26.07.2024, 23:38  ✶  
Z Camille i Anthonym przy stoliku.
Następnie wszyscy opuszczamy uroczystość.

Jesteś inspiracją. Treść wróżby, jaka mu przytrafiła się po przełamaniu ciasteczka. Mogła mieć z nim wiele wspólnego. Mógł być inspiracją dla młodych stażystów w swoim miejscu pracy. A bardziej może dla swojego syna? W przyszłości? Interpretować można na wiele sposobów. Ciasteczko odłożył na talerz, treść życzenia, postanowił schować, do kieszeni spodni, zabrać ze sobą.

Było wiele sytuacji, spotkań, rozmów przy czymś słodkim, a nigdy Laurence nie zjadł czegoś, co zawierało czekoladę. Nawet nie pijał kakao. Jego organizm nie przyjmował kakao w jakiejkolwiek postaci. Być może, tyle czasu ile się oboje znają, Camille nie zarejestrowała tego przypadku. Przyznał się jej do tego problemu, akurat teraz, kiedy sugerowała mu pewne zamienniki związane z laktozą.

Lestrange’owi nie zdarzyło się jeszcze uczestniczyć na weselu w rodzinach czystokrwistych, gdzie tak nieodpowiednio prezentowała się cała organizacja. Coraz więcej dowiadywał się w rozmowie z innymi osobami. Na przeczucie nawet, nie sięgał po drinki, a szanowny Shafiq, wyjaśnił zaistniały problem, który nie powinien mieć miejsca.

Na ich stwierdzeniach o wróżbach, uśmiechnął się. Nie przeszkadzała mu konwersacja w języku francuskim. To także pomagało utrwalać sobie język.

- Mam w rodzinie szwagra, który jest wróżbitą. Nie ocenię jednak, jak bardzo jego umiejętności są prawdziwe, w ilu procentach się sprawdzają.
Tak dodał do tematu, choć zgodny był ze słowami Anthony’ego.

Dyplomatka, nie asystentka. Właśnie Camille mu to sprostowała. Lecz też wysłuchał monologicznego wyjaśnienia towarzysza stolika. Jak się okazało, Panna Switchtone jest Ambasadorką. Trzeba jednak przyznać, że Anthony rzucił się na głęboką wodę, jeżeli próbował się jej w jakiś sposób przypodobać.

- Jeżeli mogę coś doradzić Anthony. Rodzinne wesela jak tutejszego pokroju, to raczej nie jest dobry pomysł na zyskanie sympatii u nowo poznanej kobiety. Może za szybko wszystko się zadziało? Warto byłoby później z nią porozmawiać i wyjaśnić na spokojnie zaistniałą sytuację.
Może niewiele to pomoże, ale jako dobry kolega z pracy innego Departamentu, mógłby mu dobrym słowem czasem rzucić.
W pewnym momencie Shafiq przeprosił, z zamiarem udania się do swojego przyjaciela. Laurence, nie miał nic przeciwko.
- Do zobaczenia.
Skinął mu także głową na pożegnanie i odprowadził spojrzeniem, jak się oddalał. Wtedy Camille oznajmiła mu pytaniem, czy i oni nie powinni się zbierać. Laurence spojrzał na zegarek. Godzina była późna. Powinien w sumie także wracać. Do syna.
- Oczywiście. Możemy wracać.
Zgodził się i wstał pierwszy do stoł, Camille pomógł odsunąć krzesło, użyczając jej następnie ramienia. Ruszyli w stronę wyjścia, lecz zatrzymał się, kiedy rzucił mu się w sali bankietowej brat Louvain ze swoim zachowaniem. Westchnął ciężko. Każdy jednak odpowiada za siebie. Zostawił go i nie wtrącał się, choć być może powinien.
Opuścił z Camille uroczystość, odprowadzając ją do domu. A następnie samotnie wrócił do siebie.


Postacie opuszczają sesję
Laurence Lestrange, Camille Delacour
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#327
29.07.2024, 23:33  ✶  
Świeżo upieczeni państwo Black przyjmowali gratulacje i życzenia. Gdy noc zaczęła ustępować pierwszym promieniom słońca, w powietrzu wciąż unosił się subtelny zapach kwiatów. Szum rozmów powoli cichł, wraz z nim znikały dźwięki granej przez kapelę muzyki. Wśród obecnych dało się zauważyć zarówno ostrożne uśmiechy, jak i chłodne spojrzenia - uroczystość nie obyła się bez napięć - z pewnością zapisała się wyraźnie w pamięci wielu gości, ale to już finał. Tak oto, kiedy nastał świt, kończy się Czarne Wesele - cóż to była za noc...!

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (1218), Alexander Mulciber (6083), Ambrosia McKinnon (1615), Anastasia Dolohov-Burke (617), Annaleigh Dolohov (2409), Anthony Shafiq (6007), Atreus Bulstrode (3084), Augustus Rookwood (739), Bard Beedle (3666), Bellatrix Black (2492), Charlotte Kelly (2620), Christopher Rosier (2427), Desmond Malfoy (1846), Eden Lestrange (3466), Edward Prewett (463), Elliott Malfoy (1813), Erik Longbottom (1949), Eutierria (84), Florence Bulstrode (4140), Geraldine Greengrass-Yaxley (2519), Imogen Rookwood (1243), Isaac Bagshot (1887), Jagoda Brodzki (1744), Jonathan Selwyn (3379), Laurence Lestrange (2525), Laurent Prewett (5350), Leviathan Rowle (855), Lorraine Malfoy (6846), Louvain Lestrange (2751), Lyssa Dolohov (4334), Maeve Chang (2325), Millie Moody (3702), Mirabella Plunkett (563), Morpheus Longbottom (3278), Oleander Crouch (1807), Pan Losu (1062), Peregrinus Trelawney (2890), Perseus Black (6962), Rodolphus Lestrange (3343), Rowena Ravenclaw (1625), Sauriel Rookwood (8726), Septima Ollivander (675), The Edge (3377), The Overseer (1574), Ulysses Rookwood (3477), Vakel Dolohov (4597), Victoria Lestrange (8990)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (33): « Wstecz 1 … 29 30 31 32 33


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa