• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [8.05.72, wykopaliska] Witamy w naszej bajce

[8.05.72, wykopaliska] Witamy w naszej bajce
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
10.07.2023, 23:12  ✶  
Niewiele było chwil, gdy Prewettówna siedziała cicho, jak teraz — zwykle buzia się jej nie mogła zamknąć, miała setki pytań i była tak zainteresowana drugim człowiekiem, że z łatwością irytowała ludzi, nadrabiając na szczęście ładnym uśmiechem. Teraz jednak pierwszy raz w swoim niezbyt jeszcze długim życiu, miała okazje pracować w grupie — nie sama, nie na własne zlecenie, nie dla ojca, któremu czasem pomagała w kwestiach hodowlanych, ale to było coś jej własnego. Nie bardzo więc wiedziała, jak się powinna zachować, dlatego też brązowe oczy z zainteresowaniem przesuwały się po sylwetkach kolejnych Czarodziejów — pięknej Lety, cichego Rookwooda, czy chociażby dowodzącego wszystkim Cathala o ładnych, niebieskich oczach. Obecność Sebastiana, którego już zdążyła sobą zmęczyć w muzeum oraz Timiego dawała jej otuchy, zwłaszcza że z drugim znała się już kupę lat, witając go bardziej entuzjastycznie, niż pozostałych.
Nie powinni zacząć współpracy od jakiegoś wieczorku zapoznawczego? Westchnęła, starając się zapamiętać, że Leta lubi kawę, a Ulysses mówi chyba niewiele, co byłoby bardzo w typie jej ojca. Brak entuzjazmy Macmillana na ducha sprawił, że na chwilę uniosła brwi, podnosząc się i poprawiając materiał spodenek, ponownie stuknęła ołówkiem w notatnik z zaintrygowaniem. Czyżby duch, który nie wiedział o swojej śmierci, był przypadkiem trudniejszym? Posłała mężczyźnie pytające spojrzenie, jednak zamiast pytania, wypowiedziała inne słowa.
- Taki ekspert, jak Ty, poradzi sobie ze wszystkim. Może to gadatliwy duch i nie będzie tak źle, jeśli znajdzie się słowo klucz, które zachęci do rozmowy. - rzuciła ciszej, bardziej, aby on usłyszał, nie chcąc przeszkadzać innym. Z drugiej strony, poza tym, co Sebastian jej opowiedział, niewiele o duchach wiedziała.
Gdy mówiła Leta, przyglądała się jej z nieco większym zainteresowaniem, nie bardzo wiedząc, skąd wiedziała o amuletach i właściwościach, bo o Pannie Crouch i jej niesamowitych zdolnościach wiedziała tyle, co nic. Czy amulety były właściwie zwykłym przedmiotem zaklętym, takim, jak ona tworzyła i rozbrajała, czy chodziło w tym o coś więcej? Nakreśliła na kartce kilka słów, obejmując je kółeczkiem — musiała to potem sprawdzić. Kluczowe dla Pandory było zwiększenie swojej użyteczności, bo nawet jeśli również nie była alfą i omegą, znała się nie tylko na mechanizmach, ale i na zaklinaniu oraz hodowli i magicznych stworzeniach, co chyba nie będzie tutaj przydatne. No i na Astronomii, tylko czy mapa nieba lub układ planet mogła tu cokolwiek zdziałać? A mogła się lepiej z run dokształcić! Westchnęła, przenosząc wzrok z nieba, który nawet nie miała pojęcia, kiedy się tam znalazł, na Rookwooda. Był rzeczowy i niedostępny, czy to nie ten od Danielle? Twarz przyjaciółki przemknęła jej przed oczami, jednak poza delikatnym uśmiechem, również się nie odezwała, co już trochę zaczynało ją męczyć, bo to jakby była na tych przyjęciach ze swoją matką, gdzie usilnie poznawała ją z kolejnymi ludźmi, żywiąc nadzieję na wepchnięcie ją w bezową, białą sukienkę. Nieprzyjemny dreszcz przemknął po jej karku, skupiła więc uwagę na otoczeniu przy linii bezpieczeństwa, szukając śladów kolejnych pułapek, które wciąż nie były rozbrojone. Nie czuła strachu, adrenalinę i ciekawości. Podział zadań był rozsądny, a jednak bardzo chciała zobaczyć, jak Sebastian radzi sobie z duchem — jak to pogodzić? Przesunęła za ucho pasmo włosów, które uciekło z kitki i spojrzała na Letę pogodnie, żywiąc nadzieję, że sie uda im zaprzyjaźnić — nachmurzona kobieta obok niej nie była chyba chętna na nowe znajomości.
- Możemy się tym zająć nawet dziś, jeśli nie chcecie zwlekać z pracami, wszystko mam przy sobie. -stuknęła dłonią w torbę z narzędziami, która tkwiła przy pasku, niczym jakaś torebka. Wsunęła notes do tylnej kieszeni, ołówek gdzieś we włosy. - Czy poza tymi pułapkami, które uaktywnili mugole, trafiono na inny rodzaj? Zwykle zabezpieczenia robią schematycznie, mało kto jest kreatywny, gdy ma działające rozwiązanie, jedynie sposób uruchomienia może się różnić, ale działanie zwykle bywa identyczne lub bardzo podobne, do poprzednich. - przeniosła spojrzenie na Cathala, stając obok Timiego, któremu chwilę wcześniej posłała widocznie zadowolony uśmiech.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
11.07.2023, 14:30  ✶  
- Na to mam nadzieję – przyznał Cathal, kiedy Sebastian wspomniał, że odkrycie tożsamości ducha może okazać się przydatne. – I że być może tobie uda się z nim skomunikować.
Shafiq próbował, i to w przynajmniej dziesięciu językach. Jedyną reakcją był jednak… brak reakcji. Macmillan jednak wiedział znacznie więcej od niego o duchach i limbo, potrafił także odprawiać egzorcyzmy. Istniała zawsze szansa, że jemu się uda z nim dogadać albo dostrzeże coś, co przegapiły osoby mniej obeznane w takich tematach.
Odpowiedzi na kolejne pytania udzieliła Alethea. Shafiq nie wtrącał się, gdy mówiła – w końcu to ona obejrzała sobie wnętrze domu, choć rzecz jasna nie planowali wszem i wobec ogłaszać, w jaki sposób to zrobiła. Cathal nie życzył sobie kontroli z Ministerstwa. (Chyba że takich jak ta, którą zorganizował Ulysses. On mógł wpadać, kiedy zechciał. Chociaż dobrze, że nie podzielił się swoimi przemyśleniami o Wellingtonie i jego wtykach przy świadkach, bo Shafiq by to rozważył, doszedł do wniosku, że jest w tym sporo sensu, i niewykluczone, że spróbowałby kogoś szybko udusić. A jednak morderstwo należało starannie zaplanować, by upewnić się, że ofiara nie ucieknie, nie będzie świadków, a ty ujdziesz sprawiedliwości.)
- Z tego, co zaobserwowałem, parę godzin. Obchodzi najbliższą okolicę, znika, po czym zaczyna od nowa. Powtarzał dokładnie te same czynności. Ale też nie spędziłem na obserwowaniu go wiele czasu – powiedział Shafiq. Gdy przeszedł tę samą trasę za duchem trzeci raz, a ten nie odpowiedział na żadną próbę kontaktu, Cathal dał sobie spokój, uznając, że zostawi ten problem Jamilowi lub Sebastianowi. Wolał się skupić na rzeczach, które w jego oczach były istotniejsze i, przede wszystkim, na których dobrze się znał. – Większość piasku usunięto, budynek w środku jest zasypany tylko w małej części, prawdopodobnie ze względu na zabezpieczenia. Ale zanim zbliżymy się do drzwi, trzeba rozbroić pułapki oraz klątwy. Krąg runiczny był pierwszym zabezpieczeniem – wyjaśnił Cathal. Samo przejście znajdowało się w środku, w jednym z pomieszczeń, a Shafiq był niemal pewny, czy na domu ciążyła jakaś klątwa, zapobiegająca wchodzeniu do środka osób niepożądanych i zdecydowanie spodziewał się tutaj pułapek, bo…
- …pułapek jest tu sporo – odparł Pandorze. – Najwięcej w murach, podobnych do tych, które widziałaś pierwszego dnia. Ale zabezpieczono też za ich pomocą niektóre budynki. W tym ten. Jak sądzę, są to inne pułapki niż te w murach, musiały być łatwo uruchamiane i wyłączane przez osoby, które z niego korzystały. I w nim jeszcze większości nie rozbrojono.
Prawdę mówiąc, nie rozbrojono żadnych, i Cathal liczył, że zajmą się tym Pandora oraz Timothy. Ale wolał nie wspominać, że nikt tu nie pracował, bo zapewne wydałoby się im jeszcze bardziej podejrzane, że wiedzieli tak dużo o tym, co znajduje się w środku.
– Jeżeli chcecie zacząć dziś, to możliwe, ale najlepiej, żeby pracowali jednocześnie specjaliści od mechanizmów i klątwołamaczka. Coś może być splecione…
– I uzdrowicielka – fuknęła Nell, marudnym tonem. – Ja czytałam opis obrażeń tych mugoli, dziękuję bardzo. Ja tu muszę być na miejscu, bo jeżeli urwie im rękę albo co, to jak zareaguję w minutę, może im ją jeszcze odratuję.
– Zakładam, że Timothy i Leta znają się na magicznych pułapkach lepiej niż mugole, ale jak sobie życzysz – powiedział Shafiq bez mrugnięcia okiem. – Macie jeszcze jakieś pytania?
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#13
15.07.2023, 23:24  ✶  

Zaczerwienił się lekko na słowa panny Prewett, jednak zapamiętał jej uwagę. Słowo klucz... Tak to mogło być jedno z potencjalnych rozwiązań. Rozejrzał się na prawo i lewo z nieco posępną miną. Wiele wskazywało na to, że czego się tu nie dotkną, będzie to miało wpływ na zadania powierzone reszcie ekipy. Praca z artefaktami mogła przynieść dodatkowe szczegóły odnośnie do sytuacji ducha, duch mógł udzielić im szczegółów na temat tego miejsca... Będą musieli się informować na bieżąco o postępach.

Postanowił wstrzymać się od zbędnego teoretyzowania, gdy Ulysses ruszył ze swoją partią pytań. Wiedział tyle co i on, więc nie widział sensu w tym, aby tworzyć coraz to nowe scenariusze na temat tego, co mogło zmusić ducha do zachowywania się w taki, a nie inny sposób. Poza tym były to dosyć trafne uwagi, które chcąc nie chcąc powinni zgłębić w miarę pracy w tym miejscu. Przeniósł zaciekawione spojrzenie na Cathala, popijając powoli herbatę.

— Zakłócenie jego rutyny powinno wywołać jakąś reakcję — skomentował mimochodem, nie wdając się jednak w szczegóły. Wbił na moment wzrok w ciemny płyn, jakim uraczyła go Pandora. — Jeśli znajdziemy jakieś informacje na jego tematu, czy też jego pracy dopełnienie pętli też może mu jakoś pomóc. Może czeka, aby dokończyć swój patrol. Na swój sposób.

Pokiwał sztywno głową.

— Zaiste — odparł na słowa Lety. — Podejdę do tego priorytetowo. Skoro są tu magiczne pułapki i artefakty, to niewykluczone, że duch może jakoś na nie zareagować. Skoro patroluje i dalej uważa się za strażnika tego miejsca. — Machnął ręką w stronę wykopalisk. — Wolałbym, żeby nie zaczął nikogo tutaj nawiedzać, bo przesunęliśmy jego własność.

Uśmiechnął się minimalnie. Jednym z jego ostatnich zleceń w Ministerstwie Magii była magiczna czaszka należąca do jakiegoś czarnoksiężnika. Zestaw „zwykłych”, a może raczej tradycyjnych amuletów stanowił miły powrót do korzeni. Co więcej, miał pracować w gronie osób dosyć dobrze obytych w temacie, więc szansa na to, że sytuacja nagle przybierze status operacji kryzysowej, była dosyć mała... Prawda?

Nie miał zbyt wiele do powiedzenia na temat magicznych pułapek, więc po prostu słuchał tego, co mieli do powiedzenia inni. Chociaż uwielbiał porządek i przykładał sporą uwagę do szczegółów, tak miał wrażenie, że byłby zbędny przy badaniach nad mechanizmami czarodziejów. Na samą myśl o nich stawały mu przed oczami drzwi poszczególnych skarbców Banku Gringotta. Były piękne, ale też niesamowicie skomplikowane, co sugerowało, że ich schematy mogły wyjść spod palców prawdziwego artysty... lub prawdziwego szaleńca. A może jednego i drugiego.

— Wolę być teraz tutaj niż w Londynie — stwierdził, zerkając na resztę grupy. Jeśli oni byli gotowi zostać na miejscu i rozpocząć pracę, to nie miał zamiaru zostawić ich tutaj bez wsparcia ze swojej strony.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#14
16.07.2023, 20:45  ✶  
Pokręciła głową w odpowiedzi na pytanie, czy go obserwowali. No, przynajmniej nie obserwowała ducha ona sama, mając jednak na głowie lepsze rzeczy do zrobienia. Tak, może i przez swoją umiejętność miała troszeczkę wspólnego z tą stróżującą od wieków zjawą (tylko troszeczkę! Bo koniec końców, jej niematerialna forma zawsze wracała do ciała; duch nie bardzo miał gdzie „wsiąknąć”, chyba żeby spróbował kogoś opętać… tak też mogło być), co jednak nie oznaczało, że na dłuższą metę powinna być zainteresowana tymże bytem.
  Naprawdę, tutaj znajdowało się wiele innych rzeczy, które wręcz krzyczały i prześcigały się w zwracaniu uwagi Lety na siebie. Chociażby ten dom, za którego podwoje się zapuszczała, uchylając tym samym rąbka tajemnicy odnośnie potencjalnych znalezisk, na jakie im przyjdzie natrafić, gdy w końcu władują się do jego wnętrza. Ale fakt, chwalenie się przed wszystkimi, w jaki sposób to zrobiła, byłoby – delikatnie mówiąc – niemądre. Wystarczy, że wiedzieli ci, co mieli wiedzieć, żadnych kontroli na karku nie potrzebowali.
  Dość, że i tak już Wellington robił koło pióra – ale już niedługo, niedługo, jeszcze troszkę i mu dobitnie pokażą, gdzie jego miejsce… tak. Tyle że – niestety! - takiego rozwiązania nie dało się przełożyć na cały departament albo nawet i całe ministerstwo. Z drugiej strony, może i lepiej, bo zaraz by się okazało, że nie ma gdzie chociażby załatwić parę spraw…
  - Interesująca myśl – stwierdziła, zerkając na Sebastiana. Być może miał rację, choć oczywiście jej trudno to było ocenić, jako że zdecydowanie nie specjalizowała się w życiu po śmierci (no, chyba że mowa o Księdze Umarłych czy też wierzeniach – tu zdecydowanie szczyciła się znacznie rozleglejszą wiedzą); być może jednak faktycznie byt ten mógł zareagować w momencie, gdyby coś ruszyli. Dopóki pułapki działały, być może nie istniała potrzeba ingerencji strażnika, ale gdyby już mieli dotknąć czegoś szczególnego? W oczach Lety nie byłoby to takie nieprawdopodobne – W każdym razie myślę, że nawet jeśli masz rację, to nie spodziewałabym się, iż zaraz coś się zmieni – podsumowała. Ale tak. Byłoby miło, gdyby nikogo ten duch nie raczył nawiedzać bądź, co gorsza, opętywać. Dopiero co musieli sobie radzić z opętaniem i naprawdę: Leta bardzo, bardzo nie chciała powtórki „z rozrywki”.
  Zerknęła z namysłem na Prewettównę, aczkolwiek ciężko ocenić, co dokładnie Lecie chodziło po głowie. Zapał do pracy jak najbardziej zasługiwał na uznanie; zresztą, tak to tu działało: każdy miał swoją rolę, swoje zadania i powinien się być z nich wywiązywać. Nikt nikogo przecież trzymać na siłę nie będzie, ani – tym bardziej – zakuwać w łańcuch i stać nad głową z biczem, poganiając do roboty.
  - Faktycznie moglibyśmy zacząć nawet dziś, nie ma co przeciągać – zgodziła się w końcu. Zresztą, hej, jej cierpliwość też miała gdzieś swoje granice. Ciekawość to niby pierwszy stopień do limbo i tak dalej, i tak dalej, ale gdyby nie ona – nigdy by się nie znalazła w tym miejscu.
  - Dołożymy wszelkich starań, żeby nikomu nie oderwało ręki, Nell – obiecała uzdrowicielce, w duchu przewracając oczyma. No tak, mugole to mugole, władowali się błogo nieświadomi na te tereny, teraz zaś za robotę brali się specjaliści.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#15
19.07.2023, 22:17  ✶  
Była pewna, że Sebastianowi się uda dogadać z tym duchem, po tym, co opowiadał jej w muzeum i z jakim zaangażowaniem podchodził do swojego zawodu, nie mogło być inaczej. Ludzie pełni pasji mieli w sobie znacznie więcej kolorów niż szare myszki siedzące za biurkami lub w kwiaciarniach, podążające za wolą rodziców czy też tradycją. Przysłuchiwała się dalszej rozmowie, przyglądając się kolejnym członkom grupy. Nie wiedziała, że duchy mogą nawiedzać za naruszanie ich rzeczy, ale teraz z pewnością zapamięta, a dopełnienie pętli brzmiało sensownie. Skoro powtarzał czynności, to utknął w którymś momencie swojego życia i nie mógł przełamać wyuczonego kręgu zadań. Coś mu przeszkadzało? Czy duchy mogły być pod wpływem klątwy lub zaklęcia, które skłaniało go do ciągłej pracy i uniemożliwiało reagowanie na bodźce. Dziwne, że nie odpowiedział Cathalowi, nie reagował też na ich kręcenie się po zasypanej, starej wiosce. Stuknęła palcami w swoje biodro, a raczej w pasek od spodenek, wędrując spojrzeniem po murach. Dla Prewettówny same pułapki, zaklęte przedmioty czy mechanizmy ich działań nie stanowiły problemu, ale tkwiąc tu, uświadomiła sobie — co było problemem. Zawsze pracowała sama, narażała tylko siebie. Teraz miała jednak ciężką, obejmującą znaczną część umysłu, myśl w głowie, że jeśli coś popsuje lub źle rozbroi, ktoś inny może zostać potraktowany paskudnymi rzeczami. A tego nie chciała, nigdy chyba by nie pokonała wyrzutów sumienia. Zrobiła łyk kawy, czując jakieś dziwne poddenerwowanie, które zaczęło dorównywać siłą podekscytowaniu. Cholera.
- Przejrzałam te papiery, które mi dałeś, dotyczące uruchomionych wcześniej mechanizmów. - zaczęła, wbijając w Cathala spojrzenie brązowych oczu z wdzięcznym za to uśmiechem, bo nawet jeśli znała się na swojej robocie, archeologia była dla niej nowością. Ku niezadowoleniu matki. - Istnieje szansa, że nawet jeśli nie są z tym samym efektem lub zapalnikiem, opierają się na tych samych przekładniach.
Nie umiała wyjaśnić lepiej tego, o czym mówiła. Pandora była samoukiem, wszystko opanowała metodą prób i błędów, od najmłodszych lat rozbierając przedmioty na części pierwsze, a później je składając i po prostu wiedziała, że w pewnych okresach świata, wykorzystywane do obrony lub polowań pułapki, opierały się na tym samym, były podobne. Nie takie same, ale znając układ wewnętrzny jednej, dało się rozpracować drugą. Przeniosła spojrzenie na Nell — jej również posłała uśmiech, wdzięczny za to, że się nimi opiekowała, gotowa ratować ewentualnie oderwane kończyny lub zapobiegać innym dramatom. A potem jej oczy przesunęły po twarzy Lety z zainteresowaniem, wciąż stała obok milczącego Timothyego — starała się też nie roześmiać się na słowa Shafiqa, żeby uzdrowicielki czasem nie urazić.
- Ja już nie mogłam się doczekać. - mruknęła pod nosem na słowa Sebastiana, puszczając mu oczko z pogodnym wyrazem twarzy, gdy ten wspomniał, że wolał być tu niż w Londynie. Uwielbiała próbować nowych rzeczy uczyć się, chociaż gdyby miała zająć się wszystkim, co chciała, brakłoby jej życia. Na słowa brunetki o tym, że faktycznie, mogą zacząć dziś, z trudem powstrzymała podskok pełen entuzjazmu, zamiast z tego z klasą zaciskając mocniej palce na kubku z kawą, z którego pociągnęła solidny łyk. Oczy jej błyszczały od zniecierpliwienia, bardzo chciała poznać odpowiedzi na setki dręczących ją pytań o wykopaliska i pracujących tu ludzi.
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#16
20.07.2023, 02:53  ✶  
Tim stał gdzieś z tyłu grupki przysłuchującej się wywodom Cathala na temat miejsca, gdzie się znajdowali i próbował wyłowić muchę z kubka z herbatą, który w tak zwanym międzyczasie trafił w jego ręce. Było to zajęcie niewdzięczne, bo zawartość była gorąca, niemniej jednak - starał się. Tak samo jak starał się słuchać tego, co działo się gdzieś przed nim.
Wyłapał słowa o duchu, poświęcając mu już któryś raz nieco swojej uwagi i spoglądając na niego spod rzęs, twarzą jednak wciąż wyraźnie skierowany w kierunku swojego napoju. Nie miał jednak w tym temacie zbyt wiele do powiedzenia, duchy bowiem jako takie, ani go specjalnie nie interesowały, ani radzenie sobie z nimi nie leżało w zakresie jego kompetencji. Zgadzał się jednak z tym, co zostało powiedziane - zjawa mogła być przydatna. Jej rutyna mogła pomóc im z niektórymi pułapkami, nie mówiąc już o ewentualnych artefaktach, z którymi mogła mieć kontakt w tym krótkim cyklu jaki przeżywała coraz to na nowo.
Po którymś nieudanym razie zamoczenia palca w gorącej kawie, wpadł wreszcie na pomysł, żeby przechylić kubek i w ten sposób wylać znajdującego się w niej owada. Odlał odrobinę, z niezadowoleniem stwierdzając, że niewiele to pomogło. Nie poddawał się jednak. Pół kubka później nie miał już muchy, a napar zdążył nawet trochę ostygnąć.
- Nie wiedziałem, że uzdrowiciele są w stanie z miejsca odratować całkiem urwaną rękę - powiedział, na tyle głośno by ktoś go usłyszał i zesztywniał, uświadamiając sobie, że powiedział na głos to, co tylko chciał pomyśleć. - Znaczy... ostrożnego nigdy za wiele. - spojrzał pustym wzrokiem gdzieś w stronę Nell, zamierzając udawać, że wcale nie usłyszał tego, że właśnie się przejęzyczył, bo jak Merlin mu świadkiem, nie był w stanie sobie przypomnieć jak poprawnie brzmiało to powiedzenie. - W każdym razie, zgadzam się z resztą. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć już teraz rozbrajać zabezpieczenia. A im szybciej to zrobimy, tym szybciej zabierzemy się za resztę. - uśmiechnął się lekko, wyraźnie zadowolony ze zborności wypowiedzianego zdania po czym upił wreszcie łyk swojej kawy. Tylko po to, żeby źle przechylić kubek i pochlapać sobie nieco koszulę.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#17
20.07.2023, 17:09  ✶  
– Sądzisz, że może kogoś opętać? Nie wydaje się zainteresowany żywymi… – spytał Cathal Sebastiana. Ze wszystkich udzielonych przez Macmillana informacji, ta przyciągnęła jego uwagę najbardziej. Dopełnianie pętli… cóż, nie zależało mu jakoś na pomaganiu duchowi, a chociaż chciał dowiedzieć się o nim czegoś więcej, to nie było to priorytetem. Możliwość opętania była jednak już poważnym problemem i tutaj musieli przeciwdziałać. Cal naprawdę bardzo nie chciał, aby pracownicy uciekali z wykopalisk z obawy przed opętaniem. – Na pewno znasz się na tym lepiej. Rozumiem, że to ułatwiłoby sprawę, więc… dla nas to doskonałe wieści – odparł z kolei Pandorze na jej uwagę o mechanizmach.
– To zależy, jak ją urwie – powiedziała tymczasem Nell bez mrugnięcia okiem, zwracając na Fletchera spojrzenie jasnych oczu. – Jeżeli nie całą, a na przykład palce, i ich nie rozwali, to da się je przyprawić z powrotem, ale tutaj liczy się czas i…
– Nell, proszę – wtrącił Cathal, obawiając się, że zaraz dostaną szczegółowy wykład na temat replantacji, czasu, w jakim jest możliwa, warunków, wyjątków, wpływu czarnej magii na niemożność zagojenia obrażeń i tak dalej. A i tego, że uzdrowicielka przestraszy resztę. – Jeden mugol stracił palce. Uschły na skutek klątwy. Ale szczerze wątpię, aby nam to groziło. Uaktywnili magiczną pułapkę, bo cóż… nie mieli pojęcia, że istnieje coś takiego, jak magiczne pułapki – wyjaśnił tak na wszelki wypadek, by nie stawały im przed oczami obrazy klątw rozsadzających nogi albo rąk fruwających w powietrzu po zetknięciu z pułapkami.
Rozejrzał się po ekipie, upewniając, że nikt nie wyraża protestu.
– Świetnie, w takim wypadku zaczynamy. Ulysses, Sebastian, jeśli chcecie, możecie wrócić do namiotów, będziecie pewnie potrzebni dopiero najwcześniej za godzinę albo dwie… – oświadczył, chociaż rzecz jasna nie zamierzał ich stąd wyganiać. Sam odszedł nieco na bok i przysiadł na fragmencie niskiego murku, oznaczonego w tym „bezpiecznym” terenie. Rozbroił już pieczęcie, więc wątpił, czy będzie potrzebny, ale chciał poobserwować nową drużynę przy pracy, poza tym zawsze mogło okazać się, że natkną się na jakieś runy albo pieczęcie, które on i Alethea przegapili wcześniej.
Reszta tego dnia miała upłynąć głównie pod znakiem żmudnej pracy i raczej nie przynieść rozwiązania żadnych zagadek – pierwsze tajemnice dopiero czekały na odkrycie wkrótce…
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#18
25.07.2023, 22:39  ✶  
Ach, niemalże dosłownie czuła woń entuzjazmu, unoszącą się w powietrzu. Niemalże, bo los nie darował jej przecież psiego węchu, niemniej to trochę łechtało serduszko Lety – że zatrudnieni specjaliści jak na razie nie pokazywali postawy „co ja tu w ogóle robię” czy też „po prostu mi pokażcie rzeczy i dajcie kasę i dajcie mi spokój”. Nie, jak na razie w tym wszystkim wyczuwała coś więcej – i na dobrą sprawę, oby tak pozostało.
  Parsknęła cicho, słysząc wyznanie Fletchera. Uzdrowiciele jak uzdrowiciele, nie wszystko oczywiście mogli, ale i też byli zdolni do wielu rzeczy, jeśli tylko sprzyjały im warunki. A poza tym, mieli Nell. I niezależnie od tego, jakim charakterem się cechowała, że potrafiła wpędzić ich w niemałe tarapaty, tracąc chociażby torbę z rzeczami, które akurat BARDZO by się przydały w danej chwili, Leta pozostawała pełna uznania dla umiejętności Bagshot.
  Tak, może i czasem można było odnieść wrażenie, że ma mocno nierówno pod sufitem (i to samo dałoby się chyba powiedzieć o każdym z członków ekipy), ale fachowości uzdrowicielce odmówić najzwyczajniej w świecie nie mogła.
  - Uwierz mi, złociutki, Nell potrafi zdziałać cuda – wtrąciła z uśmiechem na wargach, skrobiąc się leniwie po karku. Dość szybko jednak spoważniała. Tak, mugole nie wiedzieli, że istnieją magiczne pułapki. Ale i też wiedza o tym nie zawsze chroniła. Ba, nawet pułapka nie musiała być w pełni magiczna – wystarczy, że istniała.
  I cenę za taką jedną, w pewnym sensie, płacili do dziś. Bo przeżyli.
  Wprawdzie nie znajdowali się teraz w Irlandii, lecz Walii, ale wciąż – były to kolejne wykopaliska na wyspach, w których brała udział razem z Cathalem. Nieszczególnie przewidywała powtórkę z tamtych wydarzeń, aczkolwiek zdecydowanie byłby to ponury chichot losu, gdyby historia zatoczyła cholerny krąg i gdyby to się powtórzyło. Przez ułamek sekundy przed oczyma Lety stanęła bardzo nieprzyjemna wizja – Jamil, Nell, Ulysses i inni, pozostający na zawsze w ruinach walijskiej wioski…
  … ale to się nie powtórzy, prawda?
  Otrząsnęła się dość szybko z tych nieproszonych wspomnień – praca wszak sama się nie wykona. A kto jak kto, ale Leta z całą pewnością bardzo chciała odkryć wszelkie tajemnice tego miejsca, więc pozostawało już tylko zakasać rękawy i przystąpić do realizacji pierwszego punktu z długiej listy.
  Oraz, przy okazji, poobserwowania nowych współpracowników przy pracy...


Postać opuszcza sesję
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#19
28.07.2023, 23:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2023, 23:40 przez Sebastian Macmillan.)  

Pokiwał powoli głową. Nie miał nic do dodania po dosyć dosadnym podsumowaniu kwestii ducha ze strony Lety. Może faktycznie nieco przesadzał? Duch kręcił się tutaj od długiego czasu, a skoro przez te okolice przewinęli się już jacyś intruzi, to najprawdopodobniej i tak zakłócili już to miejsce swoim wtargnięciem. Skoro to nie pchnęło zagubionej duszy do przekornych harców i agresywnych ataków na nowych intruzów, to niebezpieczeństwo nie musiało być takie znowuż wielkie. I tak lepiej mieć się na baczności, pomyślał, wsłuchując się w słowa reszty członków wyprawy.

— Szczerze mówiąc? Wolałbym w tym przypadku dmuchać na zimne. — Wzruszył sztywno ramionami na pytanie Shafiqa. — Poza tym, wiesz jak to jest ze starymi – odkrytymi na nowo – miejscami. Zdarzają się wypadki. Pamiętasz Egipt, prawda?
[a]Wbił poważny wzrok w sam środek czoła mężczyzny, licząc, że ta uwaga z jego strony będzie wystarczająca. Nie chciał wdawać się w szczegóły na temat tego, czemu kierowały nim takie, a nie inne podejrzenia. Współpracował z grupą Cathala już jakiś czas i jeśli czegoś go to nauczyło to tego, że częściej niż rzadziej jego wypady kończyły się jakimś magicznym fenomenem. Poza tym wiele wskazywało na to, że ta zbieranina była istnym magnesem na duchy. Egipt, Beltane... Czyżby opuszczona osada miała być kolejnym tego dowodem? Eh, jakie to życie pisze scenariusze.

— Entuzjazm daje sporą motywację — odparł na słowa Pandory, uśmiechając się przyjaźnie. — Zwłaszcza teraz, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia.

Nachmurzył się nieco. Zainteresowanie odkrytą przez Cathala osadą to jedno, jednak Sebastian nie chciał wracać do stolicy przede wszystkim przez to, co wyprawiało się w mieście. I to w najróżniejszych kręgach. Wprawdzie to Ministerstwo Magii zdecydowanie wystąpiło przed szereg w kwestii „politycznego zgiełku” panującego po obchodach Beltane, tak rodzinny kowen Macmillana wcale miał się niewiele lepiej. Kuzynostwo dalej było w niemałym szoku po tym, co zaszło na Polanie Ognisk.

— Dobrze — zerknął w kierunku namiotów. — Będziemy mieli czas, żeby się tu nieco rozgościć.

Uznając to za pozwolenie na opuszczenie miejsca spotkania, mężczyzna skierował swe kroki w stronę schronienia. Wprawdzie nie był bardzo zmęczony i nie zebrał ze sobą, nie wiadomo ilu rzeczy, tak odpoczynek był ważny. Na ten moment trudno było określić, jak wpłynie na nich badanie ruin. Czy będzie to wyzwanie? Kaszka z mleczkiem? Będą sobie wyrywać włosy z głowy, czy jednak wręcz przeciwnie?

— Pandoro? — Zatrzymał się w pewnym momencie, cofając się o parę kroków w stronę dziewczyny. — Zjemy coś, zanim zapędzą nas do pracy? Może uchowały się tu jakieś przekąski...

Biorąc pod uwagę ich poprzednie spotkanie, uznał, że panna Prewett była niedawnym nabytkiem w drużynie, więc nie miał nic przeciwko temu, aby jej potowarzyszyć, co by miała kogoś pod ręką. Każdego czasami nękały jakieś pytania, czy wątpliwości, a kto wie, może Sebastian mógłby odpowiedzieć na niektóre z nich, zanim Cathal znajdzie im coś do roboty.


Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (606), Cathal Shafiq (2074), Leta Crouch (1571), Pandora Prewett (1628), Sebastian Macmillan (1498), Ulysses Rookwood (553)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa