Przymknął na moment oczy, powstrzymując się przed posłaniem w stronę Śmierciożercy dosyć prostackiej wiązanki przekleństw. Zamiast tego wziął głęboki oddech, nie chcąc się niepotrzebnie rozpraszać. Nie, żeby sam był wyjątkowy skupiony na tyle, aby wdawać się w wielowątkową wymianę zdań z pochwyconym przez siostrę czarnoksiężnikiem. Wokół dalej działo się zbyt dużo, aby przeprowadzić jakkolwiek znaczące przesłuchanie.
— Nadmierna pewność siebie może cię jeszcze zgubić — odpowiedział sucho, rzucając na jeńca zaklęcie petryfikujące*. — Na twoim miejscu ostrożniej bym szacował swoje szanse. Nigdy nie wiadomo, jak się potoczy proces.
Wzmagający się wiatr nie uszedł jego uwadze, chociaż na dobrą sprawę nie wiedział, co właściwie mógłby zrobić, aby go uspokoić. Czy w ogóle było to możliwe? Cóż to mogła być za magia? Naturalna reakcja skrytej pod grubą warstwą ziemi żyły magii? Ostatnia linia obrony kowenu Whitecroft, o której nikogo nie poinformowali? Pułapka Czarnego Pana, mająca na celu rozproszyć walczących na tyle, aby dać czas jego sojusznikom na umknięcie? W to ostatnie wątpił. Wokół panował taki chaos, że wątpił, aby nawet walczący po stronie Lorda Volemorta wiedzieli, jak działać pośród tego huraganu.
— Moss się wyliże? — rzucił do Danielle, starając się przekrzyczeć świst wiatru.
Zaczął stąpać z zaniepokojeniem z nogi na nogę, obracając różdżkę w dłoni. Czy to, że znajdowali się w samym centrum tego magicznego fenomenu, zapewniało im bezpieczeństwo? A może zaraz i w nich uderzy siła żywiołu, do tej pory zapewniające złudny azyl? Niestety, nie miał szans na dalsze rozważanie, gdyż chwilę później niebo rozświetlił błękitny piorun, uderzając wprost w wir wiatru.
Erik momentalnie rzucił się na ziemię, lądując nieopodal swej kuzynki. Kolejne rozszerzanie się i zwężanie wiru w dużej mierze uszło jego uwadze przez to, że do końca nie wiedział, co widzi, cały czas pozostając z głową przy ziemi. Gdy rzucił niepewne spojrzenie ku niebu, dostrzegł formujące się nad nimi chmury, jednak w pierwszej chwili nie poznał, że na nocnym niebie uformował się Mroczny Znak – widział jedynie jego zarysy, jednak uznał to za kolejny efekt buszującego na ziemi żywiołu.
* - jak rozumiem, w tej turze nie musimy rzucać na sukces, więc po prostu petryfikuję przeciwnika, co by nie sprawiał już kłopotów, skoro kończymy powoli wątek.
edit: poleciał edit, ale tylko po to, żeby poprawić kod
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞