Tchórz, pomyślał automatycznie Longbottom na widok Śmierciożercy, który obecnie szybował nad ich głowami, zmierzając w kierunku lasu. Problemem było tylko to, że las był cóż... praktycznie z każdej strony wokół polany. Różdżka mężczyzny wprawdzie powędrowała w kierunku przeciwnika, jednak nie mógł się zmusić do tego, aby ruszyć w pościg. Przecież to nie miało sensu. Nie dogonią kogoś, kto podróżuje poprzez świstoklik, choćby użyli teleportacji lub wskoczyli w mig na miotły. I wtedy coś huknęło.
— Kurwa mać — przeklął siarczyście, odwracając się i cofając przy tym o kilka kroków.
Erik skrzywił się momentalnie na widok kamiennego muru. Obrzucił zdekoncentrowanym spojrzeniem swych towarzyszy, gdyż tych wbrew pozorom nie ubyło, a wręcz przybyło. Zacisnął usta w wąską linię, starając się skupić rozbiegane spojrzenie na Alastorze i Dani. Musiał przymknąć lewe oko i z trudem powstrzymał się przed tym, aby nie zacząć go intensywnie pocierać.
— Czy wszyscy dostajemy dzisiaj tak po... — rzucił, chcąc uzyskać informacje na temat postępów innych zespołów, jednak wtedy jego uwagę zwróciła poobijana Heather. Bardzo mocno poobijana. Podszedł do dziewczyny, przyklękając na jedno kolano. — Dani? Możesz coś tutaj poradzić? Ona chyba mocno oberwała.
Jak zresztą oni wszyscy. Adrenalina krążąca w ich żyłach przez przeciągającą się potyczkę działała na ich korzyść, jeszcze nie czuli w stu procentach, jak poważne rany odnieśli i jak bardzo wymęczeni byli. Oby tylko udało im się w tym stanie wytrwać do końca. Pozostawiając Danielle opiekę nad rudowłosą brygadzistką, Erik skierował się do pokrytych popiołem sylwetek, chcąc ocenić stan tych ludzi. Może mieli szczęście?
Akcja nieudana
Sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞