06.06.2023, 23:40 ✶
Noc była jeszcze młoda, zupełnie jak ta pasażerka na gapę. No może nie do końca, bo jeśli pchała się gdzieś na siłę to w objęcia Louvaina, a nie w teleportację grupową. Rodzice na pewno przestrzegali ją by uważała z kim się spotyka i jakie miejsca odwiedza, jak widać nie usłuchała. Dlatego dziewczęta nie powinny same chodzić po zakamarkach Londynu. Mogły natknąć się na coś o wiele niebezpieczniejszego, niż złodzieje, czy podrzędni zboczeńcy. W pierwszej myśli planował zabrać ich do swojego nowego domu w Little Hangleton. Dom stał pusty, niewyremontowany i zupełnie nie przyciągał niczyjej uwagi, więc mógłby się nadać to sprzątania brudów. Jednak Cynthia myślała trzeźwiej, niż on. Nim obecnie kierowały impulsy, sporo barier z niego spadło i chyba odrobinę go poniosło. Z drugiej strony musiał być bardzo ostrożny, bo gdyby dziewczyna faktycznie zemdlała pod wpływem czarnej krwi, ktoś mógłby się do nich przyczepić i oskarżyć ich o jej stan. Zdecydowanie wolał uniknąć zarzutów o próbę zabójstwa, naruszenia kodeksu tajności i kilku innych ciężkich paragrafów. Ta relacja nabierała coraz więcej znamion kryminalnych, oby następna randka nie skończyła się w Azkabanie.
Deportacja nie przebiegła tak zgrabnie i elegancko jak wtedy kiedy pojawili się w Londynie kilka godzin temu. Nic dziwnego, Louvain był już pod wpływem, więc trudniej było o refleks i grację. Pojawił się, przyklękając na jednym kolanie, tracąc równowagę w ostatniej fazie teleportacji. Rozejrzał się, lekko zdezorientowany by upewnić się, że na pewno sprowadził ich tam gdzie podpowiedziała Cynthia. Udało się, szopa znajdowała się kilka metrów przed nimi. Wstał na równe nogi puszczając ręce oby pań, otrzepując się z wody i wilgoci którą przyprowadził ze sobą z klubu. - Złamałaś zasadę. Co Ci mówiłem? - zaczął nieco rozgniewany, tonem którym chyba jeszcze nie zwracał się do srebrnowłosej. - Że masz się trzymać blis... - ciągnął dalej, unosząc się odrobinę. Mówił jakby byli już w jakiś sposób zobowiązani, choć przecież nic takiego nie miało miejsca. Może to zazdrość, albo irytacja tym, że Cynthia udaje niewzruszoną jego teatrzykiem, a przecież mały książę bardzo nie lubił kiedy się go nie zauważało. Przerwał jednak w połowie zdania, bo głos obok przypomniał mu, że przecież leciał z nimi ktoś jeszcze. Gdzie ja jestem? Rozbrzmiał zachwiany głos mugolki, która łapała się za głowę ewidentnie mocno skołowana. Najwidoczniej podczas podróży pan Lestrange tak mocno skupił się na tym, aby nikt nie uległ rozszczepieniu, że zapomniał podtrzymywać zaklęcie Imperio. Nie powiedziała jednak nic więcej, po dosłownie chwilę potem z jej nosa poleciała struga krwi, a mugola z przerażeniem w oczach runęła z osłabienia na ziemię. Lou wbił zdumiony wzrok w Cynthię, zaskoczony nagłym obrotem spraw, nie był wstanie odpowiednio zareagować. Nijak nie znał się na leczeniu, ani na nakromancji, więc nie był w stanie ani pomóc, ani ustabilizować mugolki.
Deportacja nie przebiegła tak zgrabnie i elegancko jak wtedy kiedy pojawili się w Londynie kilka godzin temu. Nic dziwnego, Louvain był już pod wpływem, więc trudniej było o refleks i grację. Pojawił się, przyklękając na jednym kolanie, tracąc równowagę w ostatniej fazie teleportacji. Rozejrzał się, lekko zdezorientowany by upewnić się, że na pewno sprowadził ich tam gdzie podpowiedziała Cynthia. Udało się, szopa znajdowała się kilka metrów przed nimi. Wstał na równe nogi puszczając ręce oby pań, otrzepując się z wody i wilgoci którą przyprowadził ze sobą z klubu. - Złamałaś zasadę. Co Ci mówiłem? - zaczął nieco rozgniewany, tonem którym chyba jeszcze nie zwracał się do srebrnowłosej. - Że masz się trzymać blis... - ciągnął dalej, unosząc się odrobinę. Mówił jakby byli już w jakiś sposób zobowiązani, choć przecież nic takiego nie miało miejsca. Może to zazdrość, albo irytacja tym, że Cynthia udaje niewzruszoną jego teatrzykiem, a przecież mały książę bardzo nie lubił kiedy się go nie zauważało. Przerwał jednak w połowie zdania, bo głos obok przypomniał mu, że przecież leciał z nimi ktoś jeszcze. Gdzie ja jestem? Rozbrzmiał zachwiany głos mugolki, która łapała się za głowę ewidentnie mocno skołowana. Najwidoczniej podczas podróży pan Lestrange tak mocno skupił się na tym, aby nikt nie uległ rozszczepieniu, że zapomniał podtrzymywać zaklęcie Imperio. Nie powiedziała jednak nic więcej, po dosłownie chwilę potem z jej nosa poleciała struga krwi, a mugola z przerażeniem w oczach runęła z osłabienia na ziemię. Lou wbił zdumiony wzrok w Cynthię, zaskoczony nagłym obrotem spraw, nie był wstanie odpowiednio zareagować. Nijak nie znał się na leczeniu, ani na nakromancji, więc nie był w stanie ani pomóc, ani ustabilizować mugolki.