• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [11.05.72, Walia, wykopaliska] Pochłonie nas ziemia

[11.05.72, Walia, wykopaliska] Pochłonie nas ziemia
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#11
05.08.2023, 22:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2023, 00:19 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal omiótł spojrzeniem obu mężczyzn. Cali i zdrowi, dobrze. Brak Lety i Pandory – niedobrze. Leta najwyraźniej krzyczała za ścianą, obok której on sam wylądował, czyli również żyły – znowu dobrze. Od razu stąd przeskoczył do wniosku, że najwyraźniej cokolwiek się stało, nie miało ich zabić. A skoro korytarz wiódł gdzieś dalej i były to pochodnie, nie wpadli w taką pułapkę, jak kiedyś.
Nic chwilowo ich nie atakowało. A ta sytuacja nie była znowuż beznadziejna, Cathal więc dość szybko odzyskał zimną krew. Czy podobało mu się to, co się stało? Ani trochę. Był trochę zirytowany, że tego nie przewidział. Bywało jednak już znacznie gorzej, poza tym… ostatecznie… W pewnym sensie osiągnęli cel.
Właśnie przekonali, co kryło się pod budynkiem, położonym w centrum tej przedziwnej, zniszczonej lata temu wioski. I Shafiq miał już pewność, że było w tym wszystkim coś więcej.
- Jak dotąd raz. W Egipcie – odparł Ulyssesowi. Dźwignął się na nogi i uniósł rękę, by lepiej oświetlić najbliższe otoczenie. Pochodnia była stara, ale ledwo Rookwood wziął ją w dłoń, sama zapłonęła, nawet bez traktowania jej zaklęciem, chłodnym, błękitnym ogniem, nie dającym dymu. Shafiq przypatrywał się jej przez chwilę, analizując, czy kiedyś widział coś podobnego (i wychodziło mu, że niezbyt). Dopiero potem – po bardzo długiej chwili, jakiej potrzebował na przetworzenie informacji – odkrzyknął Lecie.
– Jesteśmy cali! Przed nami tunel! Leta, co widzisz?!
Obrócił się do drzwi i przeszedł wzdłuż muru, który oddzielał ich od kobiet. Przypatrywał się mu, szukając jakiś odznak tego, że znajdowało się w nim przejście. Podniósł najpierw kamyk i rzucił nim o ścianę, a kiedy nic się nie stało, ostrożnie dotknął ręką. Wciąż żadnej reakcji. Ulysses tymczasem dostrzegł, że tunel biegł po prostu dalej: jego drugi koniec znikał w ciemności. W jednym miejscu zauważył coś, co kiedyś mogło być malunkiem, wykonanym na ścianie, ale albo zawalenie, albo czas uszkodziły go tak bardzo, że nie dało się już stwierdzić, co przedstawiał.
– Czy macie gdzie się cofnąć? Możemy spróbować rozbić ścianę! – zawołał Cathal. Gdy on skupiał się na sprawdzeniu, czy mogą się jakoś przebić, a Ulysses oglądał tunel, Sebastian zauważył coś… dziwnego. Tam, gdzie zwaliła się część korytarza, dostrzegł ruch. Spomiędzy skał zaczęły wylatywać owady: układały się w rój, wielki, groźny, a dźwięki, jakie z siebie wydawał, dobiegły także uszu Rookwooda oraz Shafiqa, który odwrócił się gwałtownie, celując różdżką…
*
Pandora i Leta tymczasem słyszały głos Cathala. To, czego mężczyźni nie krzyczeli, nie dobiegało już ich uszu – przytłumione przez grubą, kamienną ścianę. Crouch nie widziała żadnych płyt, niczego nadzwyczajnego. Tylko posągi, które przedstawiały czarodziejów – mężczyzn. W pierwszej chwili mogłoby się zdawać, że nawet był to ten sam model, ale uważniejsze przyjrzenie się zdradzało drobne różnice. Albo byli spokrewnieni, albo po prostu rzeźbiarz uparcie tworzył podobne dzieła. Każdy wielkości człowieka, każdy z jakąś bronią w ręku.
Pandora nie znalazła żadnej dziurki, przez którą mógłby przebić się jej konstrukt. Za to dzięki swojej wiedzy, wyłapała pewne drobiazgi… wyglądało na to, że w ścianie znajdował się mechanizm. Być może, gdyby miała chwilę spokoju, mogłaby go uruchomić i stworzyć przejście…?
O chwilę spokoju mogło być jednak… trudno. Leta dostrzegła bowiem, że ręka jednego z kamiennych posągów drgnęła.

Kolejna tura: 09.08, godzina 20
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#12
06.08.2023, 12:02  ✶  
Pandora żyła, była cała, toteż Leta miała przynajmniej jeden problem z głowy mniej. Nie na długo wprawdzie, jak miał czas pokazać, ale w każdym razie: zawsze to coś. Głupio by było tracić specjalistę praktycznie na starcie prac archeologicznych, prawda?
  W zasadzie… głupio byłoby tracić kogokolwiek na początku. Choć tak właściwie, najlepiej jakby nikt nie umarł, ani teraz, ani później; zdecydowanie oszczędziłoby to wszystkim kłopotów. Za to posłała Pandorze mało rozumiejące spojrzenie. Oszczędzanie energii? Czyli co, usiąść, załamać ręce i nie robić nic…?
  A. Że w ten sposób.
  - Więcej światła – zdecydowała praktycznie od razu. Koliber też nie brzmiał głupio, wręcz przeciwnie – bardzo, ale to bardzo rozsądnie i wydawał się być naprawdę przydatnym urządzeniem, które mogłoby pomóc w rozwikłaniu zagadki pt. „chcemy wyjść, ale póki co nie mamy pojęcia, jak”. Wbrew pozorom, dawni potrafili mieć takie pomysły, że mucha nie siada; współczesne rozwiązania zdawały się być czasem mało finezyjne w zestawieniu z tym, co dało się wyszarpać z mroków historii. Przynajmniej zdaniem Lety, oczywiście, i zapewne istniały też takie, które biły na głowę pomysły dawnych.
  Tylko, siłą rzeczy, nieszczególnie miała okazję mieć z takimi do czynienia. Nie, żeby żałowała; przecież ciągle patrzyła głównie wstecz…
  Odetchnęła z ulgą, słysząc głos Cala. Świetnie, zatem najwyraźniej wszyscy żyli, ba, mało tego, mogli się porozumieć i może nawet znaleźć wspólnie rozwiązanie…
  - Żadnych wyjść, za to są tu posągi! Tylko skorpionów brak! – krzyknęła w odpowiedzi, nawiązując oczywiście do pewnej egipskiej komnaty, w której utknęli. I gdzie też zadzierzgnęli bliższą znajomość z tymi jadowitymi skurwysynami; cudem chyba udało się Lecie wynieść z tego głowę cało. Bo tamten skorpion mógł wykazać się przecież znacznie mniejszą cierpliwością… - Tak, mamy, już się… KURWA, TO ŻYJE! – tak, kobieta chciała się cofnąć, dać przestrzeń na rozwalenie ściany, o ile byłoby to w ogóle możliwe. Z jednej strony – trochę szkoda, bo mimo wszystko, było to świadectwo dawnej myśli architektonicznej i tak dalej, i tak dalej, z drugiej – no hej, jeśli nie udałoby się znaleźć rozwiązania, to zdecydowanie należało sięgnąć po przemoc.
  Tyle że zastosowanie dla przemocy w tej chwili było teraz zgoła inne – ściana mogła chwilę poczekać. Posąg – nie bardzo, jeśli nie chciały się z nimi bliżej „zaprzyjaźnić”, a raczej z broniami, jakie figury dzierżyły. Szlag, szlag, szlag.
  Niemalże odruchowo machnęła różdżką, usiłując rozproszyć magię napędzającą jebane posągi (a w pierwszej kolejności ten, którego przyłapała), zanim zacznie ruszać się znacznie żwawiej i tym samym pokaże pełnię swoich możliwości...


Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 11
Akcja nieudana
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
07.08.2023, 20:57  ✶  
Poza siniakami nic złego się im nie stało i Pandora uznała to za dobry omen, chociaż przez kilka chwil, gdy jej mechaniczne świetliki dokładniej ujawniły jej postać kobiety, przyglądała się jej badawczo. A potem skupiła się na szukaniu wyjścia z pozornie beznadziejnej sytuacji, bo koliberek nie znalazł absolutnie żadnej szczeliny, którą mógłby się przecisnąć na stronę, gdzie tkwił Cathal z resztą grupy — wyglądało jednak na to, że matka ziemia i ich miała w opiece, wszyscy żyli.
Prewettówna lepiej radziła sobie ze śrubokrętami niż różdżką, zwłaszcza jeśli chodziło o magię bojową, bo zaklęcia przydatne do jej twórczości znała dobrze wszystkie. Nie była typem osoby, która biegała i wyzywała ludzi na pojedynki, od bicia się była Ger i Hjalmar, którzy na pewno posłaliby jej te swoje pełne dezaprobaty spojrzenia, gdyby wiedzieli, że wessała ją dziura w środku Walii do jakieś archeologicznej konstrukcji z podejrzanymi i brzydkimi posągami. Westchnęła, kręcąc głową i zgarniając kosmyk za ucho, a wtedy właśnie wyżej wspomniane, poruszyły się, wyciągając miecze. A o co chodziło ze skorpionami? Nie miała jednak czasu zapytać.
- Nosz kurwa mać! - cofnęła się pół kroku, mając nadzieję, że posągi nie miały umiejętności czytania w myślach i to nie jej komentowanie ich wyglądu i brzydkich nosów sprawiły, że ożyły. Myśl Pandora. Stuknęła paznokciami o szelkę od plecaka — owszem, miała jeszcze kilka asów w rękawie, ale żaden nie zakładał walki z rycerzem z kamienia. W przeciwieństwie do koleżanki zupełnie gdzieś miała historyczne znaczenie tego miejsca, nie chciała zostać pastrami. Podobnie jak Leta, uniosła różdżkę, chcąc rzucić dwa zaklęcia transmutacyjne. Jedno z nich miało za zadanie przetransmutować w zgodzie z prawami Gampa (tak, wyrecytowała je w myślach), trzymany przez nie oręż w coś miękkiego i niegroźnego, jak piankę, a drugie powiększyć jej koliberka. Miał metalowy i twardy dziób, zyskując na sile mógłby je zwyczajnie atakować i rozkruszyć. - Tu jest mechanizm do rozbrojenia, ale potrzebuje trochę czasu i spokoju. Tak sobie pomyślałam Leto.. One ruszyły się, jak my zaczęłyśmy się ruszać i rozbłysło mocniejsze światło, nie? Myślisz, że to jakiś klucz? - zapytała, ostrożnie ją mijając, trzymając wciąż swój plecak i narzędzia blisko siebie. Świetlik usiadł jej na głowie, zmienił nieco natężenie jasności swojego odwłoka, a ona wzięła się do pracy, gotowa zareagować, gdyby Leta potrzebowała pomocy lub któryś z rycerzy miał w planach jednak przerobić ją na sashimi. Czy to tak się nazywały te kawałki ryby układane na ryżu, które lubiła Akane? Nie miała teraz głowy myśleć o Cathalu i reszcie, musiała zadbać o to, aby nie uruchomiły czegoś gorszego. W całym swoim chaosie największym talentem Pandory była umiejętność skupienia się na pracy w trudnych warunkach. Od małego rozkręcała przedmioty po nocach, chowając się przed opiekunami — czym była opuszczona pradawna piwnica?

Rzut N 1d100 - 83
Sukces!


Rzut N 1d100 - 50
Slaby sukces...
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#14
07.08.2023, 23:03  ✶  
Więc właściwie dla całej ich trójki (a pewnie i piątki) był to pierwszy raz. Niepokojące czy interesujące?
Ulysses zmrużył oczy, gdy pochodnia rozbłysła błękitnym światłem. Śledził wzrokiem niebieskie płomienie, myśląc o tym jak potężnie musiała zostać zaklęta. Spoczywała tu długo a jednak, pomimo upływu lat, wciąż pozostawała przesiąknięta magią. A może to wcale nie chodziło o pochodnię, tylko o cały budynek? Może to miejsce było jednym z tych podobnych do Hogwartu, przesiąkniętych magią na tyle intensywnie, że mimo upływu setek lat, ta wciąż pozostawała żywa w ich murach?
- Ale za to jakie robi wrażenie – odpowiedział cicho Sebastianowi.
Nie wtrącał się w rozmowę między Cathalem a Letą. Jej krzyki jedynie upewniły go, że obie kobiety żyły i miały się dobrze. No, względnie dobrze, biorąc pod uwagę, że wciąż pozostawały za ścianą. Chwilowo nawet cieszył się, że wrzaski były stłumione a on nie znajdował się obok Crouch.
Młody Rookwood nie był do końca przekonany, czy rozwalanie ściany było dobrym pomysłem. Być może magia i trzymała to miejsce we względnej kupie, ale czy będzie je trzymała również wtedy, gdy rozpieprzą ścianę? Czy nie skończy się to przypadkiem zawaleniem im sufitu na głowy? Bo to była na ten przykład nośna ściana?
Nie zdążył jednak wypowiedzieć na głos swoich wątpliwości. Usłyszał dźwięki wydawane przez owady. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę. W jednej ręce ściskał pochodnię, w drugiej wyciągniętą różdżkę. Jego umysł chciał się zatrzymać na chwilę, na spokojnie zanalizować sytuację, ale Ulysses wiedział, że na to przyjdzie czas później, kiedy już nie będzie grozić im rój owadów.
Machnął różdżką, starając się zatrzymać rój, chciał oszronić owady lodem tak mocno, by nie tylko nie mogły się poruszać, ale i zlepiły się razem w jedną, lodową bryłę. Niezależnie od tego, czy zaklęcie mu się udało, czy też nie – od razu też zaczął się pośpiesznie cofać z dala od nich. Ostatecznie mógłby się bronić przed rojem, choćby i trzymaną w ręku pochodnią.

Rzut N 1d100 - 47
Slaby sukces...

Rzut N 1d100 - 36
Akcja nieudana
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#15
09.08.2023, 22:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2024, 22:48 przez Sebastian Macmillan.)  
O nie, nie, nie... To zdecydowanie nie wróżyło dobrze! Przesuwając różdżkę w powietrzu, w pewnym momencie dostrzegł pewien ruch pośród podniszczonych struktur korytarza. Zmrużył oczy i nachylił się do przodu, licząc, iż uda mu się dostrzec to, co przykuło jego uwagę. Szczur? Mysz? Nietoperz? A może jakieś inne magiczne tałatajstwo? Ciężko stwierdzić. Równie dobrze to mógłby być duch, pomyślał ponuro, robiąc kilka kroków do przodu...
I to był błąd. Być może to nie ruch Macmillana sprawił, że chmara owadów zaczęły wylatywać spomiędzy skał, lecąc prosto na nich, jednak mężczyzna momentalnie poczuł się winny. I wyraził to w dosyć charakterystyczny sposób... Rzucając się na ziemie i celując różdżką w sufit, nie mając nawet bladego pojęcia, czy w czymkolwiek mu to pomoże. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Cathal i Ulysses aż tak bardzo nie panikowali.
Tym sposobem, gdy się podniósł, robale były już stosunkowo blisko, a Sebastian w przypływie odwagi (lub głupoty) postanowił przy użyciu magii Kształtowania wytworzyć coś na kształt fali kinetycznej, które odepchnęłaby rój tam skąd przyszedł... Pytanie tylko, czy mu się to uda?

(Kształtowanie) Fala kinetyczna x2
Rzut N 1d100 - 10
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 86
Sukces!
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#16
09.08.2023, 22:45  ✶  
Tym co napędzało posągi prawdopodobnie nie było tylko zaklęcie. Może to też były jakieś mechanizmy? A może użyto komponentów, by zapewnić trwałość tutejszym strażnikom? Inaczej chyba nie byłoby sposobu, aby poruszały się po tak wielu latach…
Zaklęcie rozpraszające Crouchówny było potężne, ale i tak nie zadziałało od razu. Posąg zszedł z postumentu i ruszył ku nim... ale każdy krok wykonywał wolniej i coraz wolniej aż w końcu runął z hukiem u stóp Alethei. Cokolwiek wprawiło je w ruch albo było bardzo potężną magią, albo czymś więcej. Miecz w jego dłoni faktycznie też zwiotczał, potraktowany czarem Pandory.
Problem polegał na tym, że dwa kolejne posągi - oba stojące po przeciwnych stronach korytarza - też się poruszyły. Zwróciły ku Alethei nieomal identyczne, męskie twarze, różniące się głównie długością brody oraz włosów. A chociaż jeden z nich został pozbawiony zaklęciem Pandory broni, jego kamienne ręce pozostawały niebezpieczne, drugi z kolei trzymał kostur, którego nie sięgnął czar.
Koliber powiększył się - mniej więcej do rozmiarów kota.
Pandora spoglądając na mechanizm mogła stwierdzić, że owszem, da radę go otworzyć - ale potrzebowała na to jakichś dwóch minut. Tymczasem w sali dwa posągi szykowały się do ataku, a kolejne dwa stały na drugim jej końcu, być może również gotowe do zstąpienia ze swoich postumentów...
*

Skupienie się w takich sytuacjach, zignorowanie nadmiaru bodźców, było dla Shafiqa trudne. Wrzask Lety świadczył o tym, że mają kłopoty – pewnie większe niż oni tutaj – a z kolei krzyk Pandory wskazywał, że ta znalazła sposób na być może bezpieczniejsze otworzenie przejścia niż rozwalanie ściany. Sekunda zawahania, czym zająć się najpierw… i właściwie już nie musiał robić tego, co planował czyli posyłać ku rojowi własnego zaklęcia. W tym czasie Ulysses wyczarował szron, który osiadł na owadach, może nie zamrażając ich zupełnie, ale spowalaniając, a Macmillan sprawił, że te zostały odepchnięte. Nie zaatakowały ich: nie zaczęły kąsać być może dzięki tym czarom…
…ale przez zaklęcie rój znalazł się nieco bliżej zwalonej części korytarza. I Ulyssesa, który ruszył wcześniej sprawdzić, co kryje się w pobliżu zwaliska.
Owady zafalowały.
I nagle nie było już oszronionych robaków. Zamiast nich z ziemi dźwigał się Chester Rookwood, którego pół twarzy pokrywał lód, wyczarowany przez jego syna. Cathal, który już planował posłać zaklęcie, powoli opuścił różdżkę.
Bo czego, jak czego, ale tego, że Chester Rookwood nie miał prawa znaleźć się w tym miejscu znaleźć, był pewien.

Kolejny odpis: 13.08, godzina 20
Rzut na to, na kogo padnie po Sebastianie: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...6#pid16616
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#17
11.08.2023, 12:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2023, 12:08 przez Ulysses Rookwood.)  
Ulysses drgnął dostrzegając dźwigającego się z ziemi ojca. Kilka sekund trwało, zanim zdołał zdusić panikę, która pojawiła się w jego głowie. Nie zaatakowałby własnego ojca. To nie mógł być ojciec. To nie mógł być ojciec. To nie był nawet rój owadów.
Chester Rookwood nie pojawiłby się w tym miejscu. Nie miał jak. I nie chodziło nawet o to, że Ulysses, Cathal, Sebastian (a za ścianą również Pandora i Leta) byli pierwszymi od wieków ludźmi w tym miejscu. Nie miał jak, bo jego syn bardzo starannie dawkował informacje, które mu przekazywał i nie dopuściłby by ten znalazł się w jednym pomieszczeniu z Cathalem. Tak, źle to brzmiało nawet w głowie Ulyssesa, ale były osoby w jego życiu, których świadomie nie poznawał ze sobą: ojciec, Cathal, Danielle. Trójka najważniejszych ludzi w jego życiu. Trójka tych, których najbardziej kochał, choć w zupełnie różny sposób.
Kompletnie stracił zainteresowanie tym, co działo się za ścianą, zbyt skupiony na oszronionej, zmierzającej w jego stronę sylwetce.
Więc… bogin? Uśpiony tutaj, tkwiący od wieków… bogin?
Czy Ulysses naprawdę miał takiego (nie)farta, że trafił na kolejnego bogina w przeciągu zaledwie kilku dni? Musiał, albo w jakiś niezrozumiały sposób naprawdę zaatakował własnego ojca. I będzie musiał go zaatakować znowu, jeśli nie okaże się przeklętym boginem.
Skupił się, wyobrażając sobie Chestera Rookwooda, dorosłego mężczyznę w średnim wieku i doświadczonego aurora, siedzącego w mugolskim dziecięcym samochodziku i wykrzykującego z entuzjazmem: brum, brum, brum, brum, brum! Kręcił plastikową kierownicą, zamierzając wejść w jakiś wyjątkowo ostry zakręt.
- Riddikulus! – zawołał.

Rzut N 1d100 - 5
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 11
Akcja nieudana


Ale zaklęcie nie zadziałało. Ulysses pobladł jeszcze bardziej. Czuł spływający mu po plecach pot. Strach w nim zwyciężył. Cofnął się o kilka kroków, dość chaotycznie, kompletnie nie patrząc na to, gdzie idzie i jak idzie. Byle dalej od ojca.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#18
11.08.2023, 12:58  ✶  
Cokolwiek napedzalo te posagi, gdzies u ich podstawy musiala byc jednak magia. Gdyby czar nie wyszedl... Z pewnoscia znalazlyby sie w o wiele gorszej sytuacji niz byly teraz. Bo to jednak nie rozwiazywalo problemu. Zwlaszcza ze moglo jej braknac czasu na to, zeby powtorzyc ten wyczyn, bo przeciez latwo nie bylo. Jeszcze dwa posagi, oba niebezpieczne, nawet jesli jeden zostal pozbawiony broni, do nie mowiac juz o tych w dalszej czesci sali.
Ale, ale, co Pandora mowila? Mechanizm? Klucz? Hmmm, chwila, moze...
- Sprobuje dac ci czas, rozbrajaj - rzucila krotko, nie wdajac sie w pogawedki. Nie miala czasu na to, musiala jakos odwrocic ich uwage dostatecznie dlugo. A niestety nie byla tak dobra w magii, jak by sobie zyczyla, zeby miec pewnosc, iz da rade stworzyc cos, co je zatrzyma. Ale moze nie musiala...?
Rozwiazanie nasuwalo sie samo. Miala przed soba cos, co mogla uzyc. Machnela rozdzka, probujac uniesc "rozbrojony" posag i rzucic nim w dwa nadchodzace.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#19
12.08.2023, 23:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 23:37 przez Sebastian Macmillan.)  

Dochodzące zza ściany okrzyki ich towarzyszek nie wprawiały Sebastiana w zbyt pozytywny nastrój, biorąc pod uwagę wszechogarniający chaos, w którym obecnie zdawali się tonąć. Czy odgłosy Lety i Pandory sugerowały, że napotkały na coś gorszego niż chmara robactwa? Gdyby mógł, to by się przeżegnał na samą myśl. Nie zasługiwały na to, zwłaszcza Pandora, która przecież ledwo co dołączyła do ich grupy.

Macmillan nastawiał się już na to, że owady opadną na ziemię przez zaklęcie chłodu rzucone przez Ulyssesa, jednak ku ogólnej konsternacji zebranych w piwnicy czarodziejów... Tak się nie stało. Zamiast tego pośród cieni zaczęła się odznaczać sporych rozmiarów ludzka sylwetka, aby po chwili odkryć przed nimi facjatę... jakiegoś gościa. Sebastian przekrzywił głowę, nie bardzo wiedząc, co się stało. Widmo? Jeśli tak, to nadzwyczaj realistyczne. Wspomnienie dawnego rezydenta?

— Oh — wymsknęło mu się, gdy usłyszał formułkę zaklęcia znaną praktycznie każdemu uczniowi, który ukończył III rok nauki w Hogwarcie.

Bogin, co?, pomyślał, zamierając na moment, aż sylwetka obcego faceta przeistoczy się w coś bardziej zabawnego. Może zmieni się w cyrkowego klauna? Tęczowego kuguchara? Smoka, który zamiast ziać ogniem, puszczał bańki mydlane. Sam by się nie domyślił, że mają do czynienia z boginem. Jego strach był czymś pospolitym. Owady. Były wszędzie, zwłaszcza w miejscach, które kazał mu odwiedzać Cathal w ramach wspólnych wypraw.

Gdy zaklęcie Ulyssesa nie zadziałało, podniósł rękę na ich przeciwnika, jednak ten zdawał się go ignorować. Zamiast tego nieznany Sebastianowi mężczyzna zdawał się taksować wzrokiem młodego Rookwooda, zerkając co rusz na Cathala. A co jeśli to był jakiś test? Lub element systemów obronnych posady? Co, jeśli starcie z boginem było inicjacją, którą mogli spartaczyć, jeśli się jej nie poddadzą. Egzorcysta wziął głęboki oddech i po prostu zamarł. Może bogin sam z siebie straci nimi zainteresowanie?

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#20
14.08.2023, 21:30  ✶  
Szukała rozwiązania, szukała czegoś, co pozwoliłoby te posągi wyłączyć lub przynajmniej czasowo wstrzymać, aby mogła skupić się na mechanizmie i nie martwić się bezpieczeństwem Lety. No i trochę swoim, bo to w końcu ona kamienne kreatury obraziła, przepraszając potem w duchu. Izba, w której tkwiły, nie miała jednak zbyt wiele do zaoferowania i nawet koliberek nie przydał się do niczego, przynajmniej do czasu, aż go powiększyła i jego dziób mógł faktycznie zadać jakieś obrażenia.
- Wooo, to było dobre. - pochwaliła koleżankę z podziwem, jak silne zaklęcie pozbawiło kamienną statuę życia, powstrzymując się przed klaśnięciem w dłonie. Obydwa jej czary zadziałały, miecz nie stanowił zagrożenia i być może nie mogły zostać już przerobione na plasterki, ale posągi wciąż miały dłonie i jeden nawet dzierżył kostur, którym mógłby rozbić głowę. Świetlik przeleciał się po pomieszczeniu — miały na głowie aż czterech kamiennych mężczyzn, przypominali trochę wojowników i w dziwny sposób pasowali do pełnienia funkcji obronnej przed ewentualnym zagrożeniem lub rabunkiem, a oni wszyscy poniekąd właśnie tak mogli być postrzegani. Zacisnęła usta, przesuwając palcami po skroniach. Metalowy ptaszek zatrzepotał skrzydłami nerwowo jakby świadomy swojej ważnej roli i gotowy do dziobania posągów, zajmowania ich uwagi. Był szybki, dziób miał ostry i twardy, mógłby uszkodzić im łapska, ale z pewnością potrzebował do tego czasu, zupełnie jak ona do otworzenia mechanizmu, przy którym tkwiła.
Nim zaczęła pracować nad zamkiem, machnęła różdżką jeszcze raz. Pierwsze zaklęcie znów miało powiększyć koliberka i sprawić, że byłby dla Lety większym pożytkiem, bo trzymał się blisko niej, gotowy oddać swoje trybikowe serduszko dla jej bezpieczeństwa. Drugie wycelowała w posąg, chcąc znów zastosować transmutacyjne sztuczki, które pomagały jej w pracy — zgodnie z prawem Gampa, zmienić kamień w szkło lub inny materiał, który można by łatwo rozbić i unieszkodliwić. Potem już świetlik wrócił na jej głowę, a ona skupiła się w pełni na rozbrajaniu, posługując się odpowiednimi narzędziami oraz korzystając z wiedzy, oraz doświadczenia. Musiała niestety ignorować to, co działo się za plecami. Po chwili, nie odrywając spojrzenia i trzymanego śrubokrętu od przekładni, zawołała tylko do czarownicy. - Jeszcze chwilkę, kilka sekund.

Rzut N 1d100 - 81
Sukces!

Rzut N 1d100 - 6
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (4923), Leta Crouch (3295), Pandora Prewett (3495), Sebastian Macmillan (1568), Ulysses Rookwood (2703)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa