• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [11.05.72, Walia, wykopaliska] Pochłonie nas ziemia

[11.05.72, Walia, wykopaliska] Pochłonie nas ziemia
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#31
26.08.2023, 02:05  ✶  
- Z nimi jednak znacznie łatwiej sobie poradzić… chyba że masz je na własnej głowie – odparła i wzdrygnęła się nieco. Ale tak. Mając odpowiednie obuwie, nawet niekoniecznie należało uciec się do magii – można było po prostu stanąć na takim delikwencie grożącym jadowitym żądłem. Ale to naprawdę trzeba było mieć porządne buty…
  … oczywiście żadne obuwie nie było w stanie zaradzić na pajęczaka buszującego we włosach. Tak, użądlenie prosto w łepetynę z pewnością miałoby znacznie gorsze skutki niż gdyby trafiło, powiedzmy, w kostkę. A nawet jeśli nie gorsze – to zapewne nadeszłyby po prostu znacznie szybciej, mocno skracając czas możliwej reakcji, by jednak udało się ujść z ambarasu cało.
  Kontemplowała malowidło, usilnie próbując wyłuskać z pamięci twarze posągów. Jak bardzi były podobne? Może w zasadzie – faktycznie – identyczne? Czasem żałowała, że nie ma takiej pamięci jak Cal czy Ulysses, z drugiej strony… możliwość zapomnienia była darem. A jednocześnie i przekleństwem. Och, gdyby tylko można było swobodnie wybierać i postanawiać: pamiętam to i to, a ty tam – wynoś się z mojej pamięci! Ale to nie było, niestety, takie proste. Aczkolwiek z pewnością mogłoby ułatwić parę spraw.
  Odruchowo skinęła głową. Linia krwi… biorąc pod uwagę miejsce i czas, ta opcja zdawała się mieć najwięcej sensu – ale i też, być może, za wcześnie na wysnuwanie takich wniosków.
  - Ewentualnie to może być też kwestia symboliki czy ichniej kultury… – wymruczała jeszcze, daleko będąc od autorytarnego rozstrzygnięcia, że na pewno było tak bądź tak. Naprawdę, póki co zbyt mało widzieli. Może o ten wizerunek będą potykać się o krok, aż zaraz zaczną odnosić wrażenie, że wyskoczy im z ustępu? A może natkną się na coś innego.
  Kontemplacja nie mogła trwać wiecznie – gdy Rookwood zajął się drzwiami, również skupiła na nich swoją uwagę – a raczej na tym, co mogło znajdować się poza nimi. Lun też tym, co Ulysses mógłby uruchomić, gdyby jednak podał błędne rozwiązanie. Ale tu poszło gładko, co przyjęła z pewnym zadowoleniem…
  … i podeszła bliżej, będąc zresztą przywołaną.
  - Hmmmm... – wymruczała, zerkając za próg, bez jego przekraczania – póki co – rzecz jasna. Ciemność zdawała się wręcz pożerać światło, a do tego ta linia…
  - Stój, bara-! – wypaliła, zdając sobie sprawę z tego, że Shafiq się jednak pośpieszył. Bo nie zdążyła ocenić, czy czai się tu klątwa, a jeśli tak – nie zdążyła również i bliżej zbadać oraz unieszkodliwić. Pospieszył się – i uruchomił coś, czego zdecydowanie nie powinien był budzić. Budzić? Tak, klątwy przecież miały swoje życie, w pewnym sensie…
  … wycelowała różdżką i spróbowała zdjąć to coś, co wstępnie zdawało się zagarniać Cala cal po calu…

Rzut PO 1d100 - 4
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 31
Slaby sukces...
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#32
27.08.2023, 20:24  ✶  

W trakcie, gdy reszta zespołu próbowała znaleźć drogę na przód, Sebastian w dalszym ciągu krążył po sali, starając się rozwiązać zagadkę targającego nim niepokoju. Zaczynało go do wręcz frustrować. Wprawdzie, gdy przyjmował zaproszenie na wykopaliska, nie łudził się, że wyprawa ta będzie pozbawiona dziwnych zdarzeń i ''trudnych do przewidzenia splotów zdarzeń'', tak te podziemny struktury zdawały się pełne coraz to nowych łamigłówek.

Czy to jakiś magiczny byt, czy też starodawny mechanizm powołany do życia przed wiekami? Nie miał pojęcia, jednak im więcej czasu spędzał w ciemności, jeżdżąc dłonią po powierzchni ścian, tym częściej chciał oglądać się za siebie, jakby oczekiwał ujrzeć tam co najmniej kilka wpatrzonych w niego twarzy. Zatrzymał się, zaciskając powoli pięści, aby zaraz znów je rozluźnić.

— A więc jest tu ktoś jeszcze oprócz wartownika — mruknął pod nosem. Chyba że duch, który rezydował na powierzchni, miał w zwyczaju patrolować także budynki, które pochłonęła ziemię. Nie byłoby to w sumie takie dziwne, skoro tkwił w pętli czasowej. Jeśli była to jego zwyczajowa trasa, to czemu miałby się gdzieś tu nie czaić?

Już miał poinformować resztę grupy o swoim odkryciu, gdy z drugiej strony sali jedno z nich uruchomiło klątwę, a ze ściany przed Macmillanem dosłownie wyskoczyła widmowa twarz. Mężczyznę odskoczył z krzykiem w tył, celując w facjatę różdżką.

— Co wyście znowu zrobili? — zawołał, powoli wycofując się w ich kierunku. Na minutę nie można było ich zostawić! Na minutę!/

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#33
27.08.2023, 23:25  ✶  
Umiejętności umiejętnościami, ale Ulysses miał zaskakujący sposób bycia, który polegał na tym, że informował ludzi tylko o tym, co było absolutnie koniecznie, samemu jednocześnie podejmując decyzję, które informacje pozostawały dla nich absolutnie koniecznie.
I tak, po krótkim przemyśleniu sprawy uznał, że jeśli chcieli się dostać dalej, musieli otworzyć drzwi. Był to cel nadrzędny. Poinformowanie o zagrożeniu sprawiłoby, że cała grupa mogłaby zacząć (słusznie) wyrażać pewne obawy i opóźniać eksplorację. Czy więcej czasu w jego przypadku dałoby lepszy rezultat? Gdyby rozwiązanie nie przyszło mu zbyt szybko do głowy to tak, ale tu rozwiązanie nawinęło mu się same. I raczej nie wymyśliłby niczego lepszego przez kolejne dwadzieścia cztery godziny. Czy mógł się pomylić? Pewnie, że tak. Ale mógłby się pomylić i po dłuższym zastanowieniu. Pomyłki należały do losowości. Warto było ich unikać, ale i tak nie dało się im w pełni zapobiec.
Czy zachował się egoistycznie i reszta grupy mogłaby się na niego wściec? A i owszem. Tylko, że akurat o ich emocjach nie pomyślał.
Skinął głową na słowa Cathala. Stał nieruchomo, obserwując jak mechanizm oddziałowujący na drzwi zaczął się poruszać a drzwi zaczęły się powoli otwierać. Dalej stał nieruchomo, gdy Shafiq razem z Letą i Pandorą wchodzili środka. Chłonął wzrokiem wyłaniające się zza drzwi pomieszczenie.
I wtedy usłyszał nieprzyjemny dla uszu wrzask Lety. Zadziałał odruchowo. Tak. Ona była klątwołamaczką. Nie zamierzał wchodzić w jej kompetencje. Po prostu coś próbowało zaatakować akurat Cathala i jak w przypadku kogoś innego, po prostu nie zareagowałby, tak tutaj – dość odruchowo próbował rozproszyć magię atakującą Shafiqa.

Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 3
Akcja nieudana
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#34
28.08.2023, 19:54  ✶  
Zgodziłaby się z Sebastianem, że lepiej było mieć wszystkich na widoku. Druga osoba zawsze była dodatkową parą oczu, można było lepiej reagować w przypadku sytuacji kryzysowej, których w podziemnych korytarzach mogło być wiele. Mężczyźni byli nieco bladzi, ale wyglądali dobrze. Pandora jednak idąc przy Cathalu i szukając pułapek, nie mogła oferować im więcej, niż swojego mechanicznego świetlika.
Sala, do której dotarli, była dziwna, odrobinę egocentryczna i wzbudzała ten nieprzyjemny rodzaj dreszczy. Skoro pomniki ożyły, to może te wizerunki też wyjdą ze ścian i dadzą im popalić? Cóż, przynajmniej teraz byli razem. Jakby czytając jej w myślach, głowa mechanicznego kolibra poruszyła się niespokojnie.
Poza krótką wymianą zdań z Letą na temat podobieństwa i skrzywieniem się na komentarz Cathala o ożenku pomiędzy sobą starała się nie przeszkadzać. Ulysses poradził sobie szybko, kliknęło, zaskrzypiało, podniósł się kurz i przejście stało otworem. Posłała mu pełen aprobaty uśmiech, wstając, bo przyglądała się bliżej jeden ze ścian.
- Ciekawe, co tak chcieli ochronić. Nie wygląda, na grobowiec. - mruknęła cicho, zgodnie z poleceniem Shafiqa, znajdując się bliżej niego. Robaczek nie był traktowany jako organizm żywy, nie mógł więc aktywować pułapek, a więc wleciał nieco do środka, prześwietlając im to, co się tam znajdowało. Była jednak ściana ciemności, której odwłok nie rozjaśnił. Uniosła brew, robaczek kręcił się w powietrzu przy ich głowach, drugi pozostał z Sebastianem i Ulyssesem. Dostrzegła prosty mechanizm. - Nic zmyślnego, zajmie tylko chwilkę. - przytaknęła szefowi, sięgając za pas po swoje narzędzia, czując kolejną falę podekscytowania.
Cóż, przynajmniej nie zalała ich woda, ale ciemna maź, która chyba chciała blondyna zjeść, była obrzydliwa. Ściągnęła brwi, skoro uruchomili dwie rzeczy, nie mogli pozwolić sobie na uruchomienie jeszcze pułapki. Zostawiła więc mechanicznego kolibra, który dziobem chciał usunąć chyba efekt klątwy, a sama kucnęła tak, aby mieć mechanizm na wyciągnięcie rąk, chcąc go rozbroić. Leta była wybitna w swoim fachu, przecież nie da go zjeść czemuś staremu i śmierdzącemu.
- To przez to złorzeczenie szefa, mówię Ci Sebastian. - odparła jedynie, nie odwracając głowy i kręcąc coś śrubokrętem, a potem poprawiając różdżką i kombinerkami. Brakowało tylko ogni, zapadni, wody albo skorpionów. Świetlik siedział jej na głowie. Coś kliknęło, niteczka opadła bezwładnie i pułapka była rozbrojona, a Pandora wyprostowała się po wstaniu i złapała za różdżkę, zaciskając nań palce. Również rzuciła zaklęcie rozpraszające, w nich była przyzwoita.

Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#35
28.08.2023, 20:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2023, 20:33 przez Cathal Shafiq.)  
Ciemne nici powoli oplatały dłoń Cathala, sięgając coraz dalej i dalej. Przyklejały się tam, gdzie pod spodem znajdowały się żyły i tętnice – i już to mogło dać Alethei, która miała za sobą wiele lat kariery klątwołamaczki, pewne pojęcie, jak działała ta klątwa.
Nie dało się jej rozbroić wcześniej czy ot tak zauważyć. Zaklęcie uruchamiało się, jeżeli zbliżył się ktokolwiek, w kogo żyłach płynęła „nieodpowiednia” krew. Ta Shafiqa najwyraźniej zdaniem właścicieli tego miejsca nieodpowiednią była.
Mężczyzna zachował spokój. Nie krzyczał, nie szarpał się, chociaż czuł, że tam, gdzie przylegają ciemne nici, ręka robi się chłodna. Zbyt chłodna. Pozwolił działać Ulyssesowi i Crouch. Tak, zdecydowanie nie podobało mu się to, co się dzieje, ale w tej chwili nie pomogłaby mu panika. Lewą ręką z pewną trudnością sięgnął po swoją różdżkę.
Pandora nie miała szans rzucić swojego zaklęcia – kiedy Cathala dotknęła klątwa, Prewettówna zajmowała się wyłączaniem pułapki i gdyby porzuciła ją w połowie roboty, ta na pewno by się aktywowała… i być może kobieta znalazłaby się w jeszcze większych kłopotach niż Cathal.
Czar Ulyssesa sprawił, że rozwój nici spowolnił, ale tylko na moment. Dopiero zaklęcie Alethei zadziałało nieco lepiej, wszak była klątwołamaczką – niestety jednak, albo klątwa była bardzo potężna, albo coś poszło nie tak, bo nici nie znikły całkowicie. Cofnęły się, owszem, a potem zostały zamrożone, wciąż jednak tu i ówdzie oplatały rękę Cathala.
Shafiq uniósł dłoń, bardzo powoli. Mógł z niej korzystać, skóra wyglądała prawie normalnie… ale palce zginały się nieco dziwnie i wciąż czuł w nich straszliwy chłód. Nie odpowiedział na pytanie Sebastiana, bo w tej chwili był trochę za bardzo skupiony na innych rzeczach.
– Mam nadzieję, że nie będzie konieczna amputacja? – spytał z zadziwiającym spokojem, pytanie kierując do Lety. Mogłoby się wydawać, że wizja obcinania ręki go nie przeraża, ale w istocie za jego spokój w tej chwili odpowiadało chyba głównie to, że po pierwsze nie chciał poddać się panice, po drugie umysł był teraz bombardowany zbyt wieloma bodźcami i… nawet w takiej sytuacji, jego część zajmował układ runiczny.
Pchnął wolną ręką jeden z runicznych kamieni, niszcząc barierę. Pułapka, z którą walczyła Pandora, przestała działać. Ciemność, do tej pory spowijająca wszystko, co kryło się dalej, jakby opadła – i zobaczyli zarysy mebli, sprzętów, mechanizmów… stąd nie widzieli niczego dokładnie, ale wyglądało to na jakąś… pracownię. Ulysses zauważył coś, co wyglądało jak model astronomiczny – choć bardzo różniący się od tych, jakich sam uczył się w Hogwarcie. Z pewnością ten, kto go zbudował, nie miał dostępu do najnowszej wiedzy w tej dziedzinie. Najwyraźniej ci, którzy skonstruowali to wszystko, byli zainteresowani zarówno numerologią, jak i astronomią.
Duch tymczasem wysunął się ze ściany. Spojrzenie miał dziwne, obłąkane i nie odrywał go od Sebastiana. A jego twarz była bardzo podobna do tej, którą widzieli na malowidle. Alethea i Pandora mogłyby stwierdzić, że wyglądał niemal identycznie, jak jeden z posągów.
Uwolnij mnie.

Kolejna tura: 1 września
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#36
31.08.2023, 07:11  ✶  
Od razu wiedziała, że coś poszło nie tak – tylko nie była do końca pewna, co. Za silna klątwa? Zbytnio się pośpieszyła? Nie, zaraz, na pewno nie mogła czekać, patrząc na to, jak szybko przemieszczała się po ręce – jeszcze chwila, a te nici sięgnęłyby wyżej, mogłyby się rozrosnąć dalej i…
  … cóż, Cala znała na tyle długo, że na upartego mogłaby go zaliczyć do rodziny. Wróć. Nawet stał oczko wyżej niż rodzina jako taka, skoro przecież nie miała skrupułów, żeby pozbyć się własnego męża; a gdyby się bardzo wkurwiła, to pewnie była w stanie dołożyć starań do tego, by zaznajomić z Limbo jeszcze kogoś, z kim dzieliła nazwisko i krew. Więc o ile nad większością grobów nie uroniłaby nawet ani jednej łzy, tak Shafiq? Cóż, kogo by wtedy dręczyła swoją osobą…?
  - Pokaż mi – zażądała, bez większych ceregieli zresztą samej sięgając ku ręce Cala, by ją sobie podstawić pod nos i dokładniej obejrzeć. Przez chwilę w skupieniu oglądała, co się tu dokładnie podziało, machnęła jeszcze z parę razy różdżką (nici najpierw zaczęły się cofać, następnie całkiem ustąpiły) po czym zawyrokowała – Do wieczora uschnie, amputować nie trzeba, sama odpadnie. Będzie ją można powiesić na szczęście, wiesz, niczym króliczą łapkę, idealnie się nada do tego, niewątpliwie odstraszy pecha – mówiła szybko, niemalże na jednym oddechu; odstąpiła zaraz i odetchnęła głębiej. Cóż. Jakby naprawdę groziło niebezpieczeństwo, to raczej by nie roztaczała takiej wizji, prawda…? Nie mówiąc już o tym, że raczej uporała się z problemem, skoro jego widoczne oznaki ustąpiły…?
  - A na poważnie… czujesz, żeby coś było nie do końca tak? Paskudna klątwa, powiązana z krwią, możliwe, że będziesz miał przez jakiś czas problemy z tą dłonią. Jakby po trzech dniach nie minęło, to daj znać – te słowa wypowiedziała już znacznie ciszej. W zasadzie nie sądziła, żeby efekty utrzymały się jakoś dłużej, ale może…?
  Zerknęła w stronę przejścia. Zniszczona bariera, ciemność opadła, coś tam w oddali majaczyło.
  - Idzie... – zaczęła, urwała, gdy obejrzała się przez ramię i dostrzegła ducha. Wyglądał… cóż, zdecydowanie bardzo, bardzo znajomo. Aczkolwiek, Sebastian chyba powinien sobie z nim poradzić i chyba nie było przeciwwskazań, żeby nie pójść dalej? Nieszczególnie miała zamiar tkwić tu jak kołek, zwłaszcza jeśli reszta towarzystwa ruszyłaby do kolejnego pomieszczenia.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#37
01.09.2023, 23:30  ✶  
Przez kilka długich sekund Ulyssesowi wydawało się, że ciemne nici sięgną do serca Cathala i ten umrze. Klątwa w takim miejscu powinna być śmiertelna lub przynajmniej szalenie dokuczliwa. W przeciwnym razie nie miała większego sensu. Myśl o śmierci jedynego prawdziwego przyjaciela, bo za takiego uważał Shafiqa, nie była przyjemna i we wzroku młodego Rookwooda pojawiło się sporo niewidocznej nigdy wcześniej paniki.
Stał nieruchomo, jeszcze bardziej spięty niż normalnie. Zacisnął nawet usta i posłał Lecie pośpieszające ją spojrzenie. Rób coś. Działaj. Jesteś klątwołamaczką. I zależy ci na nim pewnie tak samo, jak mi, jeśli nawet nie bardziej. Obserwował ją, jak coś tam kombinowała z ręką Cathala. Ale skoro żartowała to znaczyło, że udało jej się chyba przełamać klątwę. Bo przecież na tym polegała podstawowa różnica między tym, co już chwilę wcześniej próbowali zrobić. On tylko rozpraszał magię, ona przełamywała klątwę.
- A ludzie myślą, że to ja jestem dziwny – wymamrotał pod nosem, zanim wreszcie odwrócił się ku modelowi astronomicznemu.
Zbliżył się do niego, a potem zaczął mu się z uwagą przyglądać. Obracał go w głowie, próbując przypasować to widział do konkretnego czasu, w którym wiedza astronomiczna była w podobnym stanie, by mógł zostać wykonany.
Ducha, który gdzieś tam pojawił się w pobliżu Sebastiana, rozmyślnie ignorował. Nie chciał go pamiętać. W tym miejscu i tak wszystko było nowe a umysł Rookwooda pracował na wyższych niż normalnie obrotach. Po cóż było przeciążać go jeszcze duchem? I tak niewiele o nich wiedział.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#38
02.09.2023, 23:46  ✶  
Nie podobało się jej to, jak nici oplatały szefa. Poczuła dyskomfort wewnętrzny, jakieś szumy w głowie i na chwilę zamknęła oczy, starając się uspokoić. Nie chciała dać tu dodatkowego popisu w postaci nagłego pojawienia się jej przypadłości, która tylko dodałaby niepotrzebnej dramaturgii. Starała się więc nie denerwować, pozostać optymistyczna i nie patrzeć na to, co się z nim działo. Leta na pewno sobie poradzi, była dobra w takie rzeczy, Cathal nie wziąłby do swojej załogi kogoś, kto nie jest specjalistą w danej dziedzinie.
Pracowała uważnie i cierpliwie nad pułapką, czując drobną presję, żeby czegoś przypadkiem nie popsuć. Brakowało im tu jeszcze ognistych pocisków lub tych skorpionów, o których wspominali! Skrzywiła się nieco, kręcąc śrubokrętem, a świetlik zatrzepotał nerwowo skrzydełka nad jej głową. Drugi wciąż był przy Shafiqu, świecąc teraz na jego rękę. Skończyła w momencie, gdy padło słowo "amputacja", na które odwróciła się gwałtownie, opadając przez to na tyłek — gdzie na pewno powstanie siniak. Wbiła w niego zaniepokojone spojrzenie, ściskając w palcach narzędzie. Nastała jasność, niczym jakaś nadzieja dla zagubionych w mroku ludzi i musiała aż zmrużyć oczy, wciąż siedząc na ziemi. Pomieszczenie okazało się chyba gabinetem? Może pracownią? Były mechanizmy astronomiczne, które poznała od razu, wszak tworzyła mapy nieba dla klientów i uwielbiała wszystko to, co dotyczyło ciał niebieskich. Były też mechanizmy, których była na tyle ciekawa, że szybciej zabiło jej serce i na chwilę zapomniała o ciemnych nitkach przy dłoni archeologa, przez co kilka sekund później, było jej wstyd. Egoistyczne, brzydkie zachowanie! Brunetka zaklęła w myślach, decydując się podnieść z ziemi i schować za pas śrubokręt, a także otrzepać spodenki. Podeszła bliżej grupy. Leta rozpoczęła swój wywód, a Pandora rozchyliła usta z niedowierzaniem, przeskakując brązowymi oczami pomiędzy nią a nim. Wyglądali na bardzo zżytych.
- Jesteś pewna? Jemu się na pewno przyda ta ręka, no wiesz, do pułapek innych takich.. - wykonała bliżej nieokreślony gest rękoma, wierząc jej zupełnie, bo na klątwach to się niewiele znała. Prychnęła, krzyżując ręce na piersiach, gdy ta kontynuowała po dramatycznej przerwie. Przynajmniej nie było tak źle. - Myślałaś o karierze aktorskiej Leta? - zapytała z westchnieniem, jednak bez cienia złości czy pretensji, jedynie z ulgą. Była bardzo wrażliwym i dobrym człowiekiem, praktycznie nie umiała się gniewać i nie było zdarzenia, którego Pandora nie umiała nie usprawiedliwić w drugim człowieku. - Czy on nie wygląda znajomo?
Zapytała pod nosem swoją nową, intrygującą koleżankę o pięknych włosach i oparła dłonie na biodrach, przyglądając się duchowi badawczo. Posągi też tak wyglądały. Jej brązowe ślepia pomknęły w stronę Sebastiana, który był tu przecież specjalistą od duchów. Posłała mu odrobinę przesadnie podekscytowany uśmiech, bo przecież już od ich spotkania w muzeum chciała zobaczyć, jak mężczyzna sobie z nimi radził. Ten temat bardzo ją fascynował. Mechaniczny koliber przysiadł na jej plecaku, świetlik zakopał się gdzieś we włosach, układając leniwie i tłumiąc nieco światełko, a drugi siedział na czubku głowy Cathala, zupełnie, jakby go polubił. Wzrok ducha był trochę niepokojący, wywoływał fale zimnych, nieprzyjemnych dreszczy.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#39
03.09.2023, 22:20  ✶  
Cathal nie zauważył ducha. Wciąż pozostawał skupiony na swojej dłoni, którą bez protestów podał Crouchównie. Trudno było powiedzieć, czy uwierzył w jej zapewnienia o tym, że ręka do wieczora uschnie i sama odpadnie, ale kiedy Crouchówna skończyła, zmrużył lekko swoje jasne oczy.
– Aletheo Crouch – zwrócił się do niej z pewną powagą, chociaż pełnego imienia Lety używał bardzo rzadko. – Przyjdzie dzień, gdy cię zamorduję i jestem pewny, że każdy sąd mnie wtedy uniewinni. Ale dziękuję za złamanie klątwy – poinformował, po czym podniósł się, poruszając palcami. Wciąż zdawały się nieprzyjemnie sztywne. Nie przeszkodziło mu to jednak w wejściu do pracowni, po której od razu zaczął się rozglądać. I tego miejsca czas nie oszczędził – księgi (a może notatniki?) i zwoje, stojące niegdyś na jednej z półek, nie nadawały się już niemal do niczego. Nie sięgał po nie na razie, nie chcąc uszkodzić ich jeszcze bardziej, gdyby któreś przetrwały w lepszym stanie. Na jednej ze ścian wisiał obraz: pusty. On przyciągnął spojrzenie Cathala na dłużej, nikt jednak nie pojawił się w ramie. Po podłodze poniewierała się kamienna myślodsiewnia i tę Shafiq podniósł z pewnym zaciekawieniem, zdrową ręką.
– Być może gdzieś tu będą fiolki z wspomnieniami – mruknął, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Ulysses tymczasem, przyglądając się modelowi, zauważył i drugi, poniewierający się pod stołem. W tej chwili nie mógł mieć absolutnej pewności, ze względu na ich uszkodzenie, ale chyba miał odwzorowywać niebo nad wioską? Być może miało to jakieś głębsze znaczenie.
Duch ignorował Pandorę, chociaż ta upewniła się, że był podobny do posągów – ba, z jednym z nich był identyczny, jakby to on służył za modela. Wpatrywał się intensywnie w Sebastiana, czekając na odpowiedź… w końcu jednak wyblakł. Znikł.
Macmilla wciąż jednak czuł jego obecność i mógł być pewien: ta istota nawiedzała to miejsce od wielu lat i wątpliwe, aby znikła w najbliższym czasie. Być może zdoła porozumieć się z nią później?
– Zdaje się, że tutaj są jakieś schody – rzucił Shafiq, kiedy przeszedł na drugi koniec pomieszczenia, wciąż trzymając w ręku kamienną misę. Tam znajdowały się faktycznie schody, zakręcające się i wiodące gdzieś w górę. Cathal uniósł różdżkę, rzucając lumos, by dodać je do światła mechanizmu Pandory. – A na szczycie jest klapa. Być może to wyjście.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#40
07.09.2023, 22:27  ✶  
Alethea Crouch. Rzadko się tak do niej zwracano – pełnym imieniem, a co dopiero jeszcze i nazwiskiem. Co to oznaczało – już dobrze wiedziała, co niekoniecznie równało się z tym, że podwijała pod siebie ogon i zwiewała jak najdalej się tylko dało. Bardzo niekoniecznie…
  … bo tylko klepnęła Cala po ramieniu, zanim jeszcze wstał.
  - Przemyśl to sobie dobrze, bo jestem całkiem pewna, że wtedy nie uwolnisz się ode mnie do końca życia – oświadczyła dość lekkim tonem. I tak, jak najbardziej była świadoma tego, że istniały przeciwko temu środki zaradcze – co nie oznaczało, że miała to przywoływać i sama dawać broń do ręki. Inna sprawa, że Shafiq z pewnością sam na to i tak wpadł, bez jej dodatkowej pomocy.
  - Nie. Jako aktorka nie buszowałabym po miejscach takich jak to – wyszczerzyła się do Pandory przez chwilę, zanim zajęła się zawartością pomieszczenia. Znaczy, najpierw musiała oczywiście zgodzić się, że duch wygląda znajomo (i to bardzo znajomo – hej, kolejna twarz z serii prawie-jednakowych-modeli?) przejść, a potem dopiero mogła się rozglądać, w miarę swoich możliwości. Księgi i zwoje, pusty obraz – ciekawe, czy jego lokator po prostu znajdował się gdzie indziej? A może kryło się za tym coś więcej…?
  - Sprawdzę to – mruknęła, wymijając Cathala. Co było wyjściem – w teorii mogło być również i wejściem, a co za tym szło – obłożone zabezpieczeniami. Wolała dmuchać na zimne; wystarczy, że i tak już podejrzewała Nell o mniejszy lub większy cyrk za to, co stało się w tymże właśnie miejscu.
  Tak że: schody poszły na pierwszy ogień, przynajmniej pod kątem klątw. Gdy się upewniła, że nie powinna natknąć się na niespodzianki, zaczęła się po nich wspinać – żeby zbadać i klapę. A jeśli i ona okazała się być pozbawiona mało przyjemnych czarów? Cóż… jakoś wyjść musieli, nie? Więc spróbowała ją otworzyć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (4923), Leta Crouch (3295), Pandora Prewett (3495), Sebastian Macmillan (1568), Ulysses Rookwood (2703)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa