Nawet jeśli od momentu kiedy dotarło do niego, że czeka go narzeczeństwo, do samej Lithy minęło trochę czasu, a on zdążył jakoś oswoić się z tym konceptem, nie do końca mu to jeszcze leżało. Wszystko działo się tak szybko, a on bardzo chętnie spędziłby kolejny miesiąc użalając się nad sobą w Snowdonii i smętnie wyglądając za okno.
Zamyślił się na moment, spojrzeniem podążając w kierunku kolejki, która ciągnęła się przy stoisku Abottów, gdzie rozdawano wianki, jednak po chwili zastanowienia, wcale nie wydawała się taka opieszała. Plecionki wydawano szybko i sprawnie, przez co ogonek całkiem gładko posuwał się do przodu, kiedy kolejne osoby odchodziły gdzieś dalej z wieńcami nałożonymi na głowy.
Odchrząknął krótko, przenosząc spojrzenie na towarzyszącą mu Macmillan i tym samym próbując dyskretnie przerwać jej to o czym właśnie mówiła, a na czym aktualnie w ogóle się nie skupiał.
- To od czego chciałabyś zacząć? - zapytał, bo chyba jakaś część niego chciała, żeby było miło. Żeby chociaż odrobinę odwrócić uwagę od faktu, że pierścionek zaręczynowy ciążył mu w kieszeni, niczym kamień uwiązany do szyi. Uśmiechnął się do niej lekko. - Może wianki? - zaproponował, ruchem głowy wskazując na straganik i krzątające się przy nim osoby. - Wyglądają całkiem przekonująco.