• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [Litha 1972] Krąg ognisk

[Litha 1972] Krąg ognisk
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#201
06.12.2023, 11:34  ✶  

Kolejka przesuwała się bardzo powoli do przodu. Gerry opierała się przed tym, żeby wyciągnąć szluga i go sobie zapalić, bo jednak niedaleko kręciły się dzieciaki, a miała w sobie odrobinę przyzwoitości. Walczyła też z tym, żeby nie zasnąć na stojąco, bo była zmęczona. Przeprawa, którą przeszła jakąś godzinę temu była naprawdę wyczerpująca. Musiała odetchnąć, odciągnąć myśli od tego, co przytrafiło się im wszystkim. Zamierzała udać się z tym browarem pod jakieś drzewo, gdzie będzie mogła wypatrywać znajomych twarzy i ewentualnie zaczepić kogoś znajomego.

Wiedziała, że może trochę śmierdzieć morzem, solą i mułem, upewnił ją w tym komentarz, który usłyszała. Domyśliła się, że ktoś właśnie komentował jej osobę. Nie zauważyła bowiem, aby ktoś inny w tej kolejce mógł mieć zadatki na wilka morskiego. Czekała jednak chwilę, żeby się odezwać. Po chwili poczuła, że wychilił się, żeby bardziej się jej przyjrzeć. To był odpowiedni moment. Odwróciła się więc, żeby zobaczyć, kim jest ów mężczyzna. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, a raczej inne zmysły, to to, że nie jest zwyczajnym człowiekiem. Miała przed sobą wilkołaka, w całej okazałości. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Widzę, że trafił mi się prawdziwy specjalista od wilków - Zaakcentowała to ostatnie słowo.

- W moim przypadku, to raczej jestem owcą w skórze wilka morskiego, okazało się bowiem, że nie nadaję się na morze. Jak jest u ciebie wilk w skórze owcy? - Ostatnie słowa powiedziała ciszej, aby nie doszły do uszu stojących obok ludzi. Nie chciała robić mu żadnych problemów.

- Skąd mogę mieć pewność, że jesteś odpowiednim towarzystwem? - Wszystko wskazywało raczej na coś zupełnie innego, chociaż Gerry właściwie nigdy nie zastanawiała się zbyt długo. Jako, że była tu sama, nie miała żadnych planów, postanowiła się zgodzić. Przynajmniej nie będzie miała do siebie wyrzutów sumienia, że znowu upija się w samotności. - Mogą być dwa, na dobry początek. - Udało jej się nawet dotrzeć do sprzedawcy. Poprosiła go więc o cztery piwa, zapłaciła za nie, po czym wręczyła dwa z nich mężczyźnie. Mogli pójść je na spokojnie skonsumować.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#202
06.12.2023, 12:02  ✶  
Uśmiechnął się lekko, lecz na jego ustach nie błąkał się ten ciepły uśmiech, którym zwykle ją obdarzał. Ten był inny, trochę... Nienormalny. Zwiastujący, że Bellatrix stąpa po cienkiej linii - i chociaż Rolph nigdy by jej nie skrzywdził, tak Trix kojarzyła te uśmiechy, które były zarezerwowane wyłącznie na okazje, gdy Rodolphus poczuł brudną krew na podłodze. Tak samo się uśmiechał, gdy mordowali całą rodzinę szlam, tak samo się uśmiechał, gdy wygrywał pojedynki i był tuż przed zadaniem ostatecznego ciosu.
- Myślisz, że byś wytrzymała? - wyszeptał jej do ucha, przejeżdżając palcem po jej żuchwie. To był szept niezwykle lubieżny, sugestywny i używany wyłącznie wtedy, gdy Lestrange chciał sięgnąć po to, co mu się należało. Czemu teraz po niego sięgnął? Być może chciał tym odstraszyć Bellę, przypomnieć, że mimo iż jest dla niego całym światem, to on jako osoba był cholernie niebezpieczny. Szczególnie teraz, na tym etapie prac, które prowadził. To nie był dobry czas na zmiany, a ta drobna psychologiczna zagrywka tylko to uwydatniła.

- Mają - wrócił do siebie. Jego twarz znowu wyrażała uprzejme znudzenie, a ręka powędrowała do czarnych włosów, by zaczesać je w tył. Stalowe oczy wodziły po kramie w poszukiwaniu czego innego, ale szybko powrócił do figurki węża. - Weź co chcesz.
Zanim jednak to zrobiła, to zadbał o to, by wypytać sprzedawcę o to, co znajduje się w czekoladzie. Nie każda bowiem była mleczna - niektóre figurki miały elementy z czekolady gorzkiej tak bardzo, że wykręcała twarz. Niektóre były z domieszką owoców, a nie każdy to przecież lubił. Dlatego Rodolphus, w kontraście do swoich wcześniejszych słów wypowiedzianych do Bellatrix, zadbał o to, by kupić coś, co jej naprawdę posmakuje. Dopiero wtedy, gdy dwie figurki, jedna wyraźnie mniejsza, ta dla niego, zostały zapakowane w kartoniki i torbę papierową. Zapłacił, chwycił ją i dał się poprowadzić do stoiska z lodami. On za nimi nie przepadał - nawet jeśli te się nie roztapiały. Czekoladę zje, cukierka też, ale lodów nie lubił. Sorbetów nie. Z jakiegoś powodu nie potrafiły przejść mu przez gardło, nawet gdy było tak ciepło, jak teraz.
- Wybierz sobie i nie ograniczaj się, a potem wrócimy po ten... Wazon - w duchu liczył na to, że ktoś już go kupił. W miejscach takich jak to rzadko kiedy mieli po kilka sztuk tego samego przedmiotu. Uśmiechał się jednak niewinnie, jakby w jego myślach nie trwała teraz walka o to, żeby po prostu szepnąć Trix kilka słów do ucha, które skłoniłyby ją do opuszczenia sabatu. Ale skoro chciała wazon, to go kupią. O ile będzie. Oby nie.
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#203
06.12.2023, 13:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2023, 13:09 przez Rowena Ravenclaw.)  

Przez plusz do serca


Nie mogło również zabraknąć stoisk z grami zręcznościowymi, w których można wygrać serce swej wybranki lub uśmiech bombelka urocze pluszowe zwierzątka i magiczne stworzenia; jednorożce, abraksany, gryfy, koty, psidwaki, przypominające jeże słodkie szpiczaki oraz z jakiegoś powodu wielkie gęsi. Właściciele wspomnianych kramików stale się przekrzykiwali, twierdząc, że tylko najsilniejsi, najbardziej zręczni oraz najbystrzejsi czarodzieje są w stanie wygrać nagrodę. Ta rękawica aż prosi się o podniesienie!

Były trzy konkurencje:
— Piramida z puszek wydawała się dziecinnie prosta. Trzy piłki i jedenaście metalowych pojemników do strącenia, cóż to za wyzwanie? Jak się miało okazać, nie dla każdego było to takie łatwe. Piłki z jakiegoś powodu omijały cel lub nie były rzucone z wystarczającą siłą, by zepchnąć puszki z drewnianej półki. Skusisz się? Tylko 10 sykli.
— Strzał do celu z procy zapewne również zostałby odebrany jako niezwykle łatwy, gdyby nie to, że wspomniany cel się ruszał. Były to biało-czerwone blaszane tarcze, miejscami odbarwione od siły ciosów. Każdy gracz otrzymuje procę oraz trzy metalowe kulki, zaś nagroda zależy od tego, do ilu tarcz uda się trafić; za jeden celny strzał otrzymywało się malutką maskotkę, za dwa nieco większą, zaś po trzech drętwiały ręce od noszenia tej bestii!
— Rzut obręczą z kolei był najmniej obleganą atrakcją; wymagała bowiem najwięcej zręczności. Czarodzieje otrzymywali trzy drewniane kółeczka, które następnie należało wrzucić na dowolny z trzech palików. Nagrody stopniowano tak samo jak w przypadku strzału do celu.

Ponieważ właścicielami wszystkich trzech straganów byli trzej szwagrowie.

[+]Zasady
1.Aby wziąć udział w którejkolwiek z zabaw, należy wykonać rzut na aktywność fizyczna zgodnie z oceną w KP. Mała ściąga znajduje się na dole edytora oraz w tym temacie.
2. Postacie, które wylosowały wianki z paproci i sosny lub ujrzały w płomieniach puchar otrzymują bonus +10 do rzutu. (Trzeba dodać do wyniku 10 i zinterpretować zgodnie z tabelką w tym temacie.)
3. Jedna gra = 3 rzuty. Proszę wykonywać je w jednym poście!

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości, możecie szturchać mnie w temacie z konsultacjami, na PW lub discordzie Serduszko

The Edge


Nagle w Twojej głowie zaświtała myśl zupełnie niezwiązana z tematem z rozmowy. Jeże są tak naprawdę kontrolowanymi przez Ministerstwo Magii szpiegami, które nocą wyruszają na patrole do mugolskich ogródków! Przecież to oczywiste, skoro prawdziwe są tylko szpiczaki? A może to jeże są prawdziwe, a szpiczaki to propaganda?  Gdziekolwiek leży prawda, możesz podzielić się tym cennym i niewątpliwie pełnym walorów edukacyjnych spostrzeżeniem ze znajomymi lub zachować je dla siebie. 

Geraldine i Luke


Pod waszymi nogami zaplątał się psidwak; sądząc po rozmiarach i kształcie pyszczka był wciąż jeszcze szczeniakiem. Miał sierść koloru zboża i czerwoną obrożę, a jego dwa ogonki poruszały się tak intensywnie, że robiły wiatr, który mógłby przeziębić dziecko - gdyby jakieś było w pobliżu! Obszedł Luke'a dookoła i zatrzymał się przed Geraldine, po czym stanął na dwóch tylnych łapkach, przednimi oparł się o jej nogi i najwidoczniej domagał się pieszczot. Właściciel malucha z pewnością jest gdzieś w okolicy - możecie zacząć szukać go już teraz lub nacieszyć się nową znajomością z czworonogiem. A może zabrać go pod pachę i ulotnić się ze Stonehenge...? 

Bellatrix i Rodolphus


O wilku dziecku mowa. Mogła mieć nie więcej niż osiem lat, rozbite kolano, ciemne potargane włosy i twarz zalaną łzami. Jej skromny ubiór w postaci nieco przyciasnej i miejscami poprawianej sukienki świadczył o tym, że w rodzinie, z której pochodzi, nie przelewa się. Chwyciła Rodoplhusa za rękę i zaplotła swoje drobne palce z dłonią czarodzieja.
— Wujku... Wi...widziałeś... moo... moją mamę...? — zakwiliła, zwracając się do mężczyzny — James mnie... popchnął na... kamień i...
Zdawszy sobie sprawę ze swojej pomyłki, odskoczyła od Rodoplhusa, po czym wpadła na Bellatrix, którą objęła w pasie i zaczęła jeszcze rzewniej płakać. 



@Geraldine Yaxley @Lucky Luke @The Edge @Bellatrix Black @Rodolphus Lestrange
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#204
06.12.2023, 13:18  ✶  

Dostrzegła zmianę, jaka pojawiła się w jego uśmiechu. Podobała się jej. Widziała go w podobnym stanie wiele razy. W końcu nie była u jego boku jedynie ozdobą. Towarzyszyła mu również wtedy, kiedy mordował niewinnych, gdy razem wypełniali rozkazy Czarnego Pana. Nie spodziewała się jednak zobaczyć tego uśmiechu w miejscu, jak to. Musiała go na tyle poruszyć, że po niego sięgnął, i dobrze.

- Jeśli nie ja, to kto? - W jej oczach pojawił się błysk, po plecach przeszedł dreszcz, gdy dłonią przejechał po jej żuchwie, mimo, że było tu bardzo gorąco.

Dotarli już do tego stoiska z czekoladą, wybrała, co chciała. Mogli udać się po jej wymrzony wazonik. Oczywiście los miał inne plany. Co oni mieli z tymi dziećmi? Ostatnio ich prześladowały.

Jakaś płacząca kulka nieszczęścia podeszła właśnie do Rolpha i złapała go za rękę. Trixie nie znała tego dziecka. Nie wiedziała też, jak Rolph zareaguje na to, że dziewczynka postanowiła złapać go za rękę. - Wiesz kto to jest? - Szepnęła cicho, nie wypadało, żeby straszyła dzieciaka wśród tych wszystkich ludzi.

Wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewała. Mała poderwała się od Rolpha i podbiegła do niej. Nie zdążyła zareagować, a ta już się w nią wtulała. Mina Belli mówiła, co o tym wszystkim myśli. Zdecydowanie nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy, nie znosiła, kiedy ktoś obcy ją dotykał. - Znajdziemy twoją mamę. - Powiedziała raczej oschło i poklepała ją delikatnie po plecach, bo nie do końca wiedziała, co innego ma zrobić. Liczyła na to, że się uspokoi.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#205
06.12.2023, 14:30  ✶  
Rodolphus miał zdecydowanie inne plany na tę końcówkę wieczoru. Los jednak chciał inaczej - to było już kolejne dziecko, które ich zaczepiało w tym miesiącu. Zesztywniał, nie odwzajemniając uścisku dziewczynki. Ostatnio gdy jedną się zainteresowali, to nie skończyło się to dobrze. Obdarzył dziecko dziwnym spojrzeniem, które można było zinterpretować na różne sposoby, lecz na pewno nie było w tym spojrzeniu ciepła czy współczucia. Raczej zaskoczenie i tylko trochę irytacji.
- Nie - odpowiedział krótko, z niejaką ulgą czując, że dziecko puszcza jego dłoń. Zaraz jednak dziewczynka wtuliła się w Bellatrix. Wujku, dobre sobie. Prychnął. - Jesteś za miękka.
Stwierdził bez wyrzutu, ogniskując spojrzenie na Bellatrix. On najchętniej przegoniłby dziewczynę i wrócił do swoich spraw - nie lubił mieszania się w dziecięce sprawy odkąd wydarzyło się... to. Dziwnym trafem również w towarzystwie Bellatrix. Zaczynał mieć poważne obawy czy te żarty o dzieciach na pewno były żartami. Znała jego zdanie na ten temat, żadne z nich na dodatek nie nadawało się na rodziców. Nie w tym momencie, gdy po świecie chodziło tyle szlam. Sprowadzanie dziecka na tak brudny świat byłoby ogromnym szczytem egoizmu, którego nawet on sam nie potrafiłby dosięgnąć.
- Zacznij najpierw od miejsca, gdzie była, a potem wyglądu i imienia - powiedział do dziecka, niedyskretnie wycierając dłoń o swoje biodro. Kto wie z kogo wyszła ta mała.
Czarodziej
Forget shit and move on
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
180 wzrostu, 75 kg. Ciemno brązowe włosy jaśniejące w słońcu, brązowe oczy. Wysportowana sylwetka sprawiająca wrażenie tej bardziej zwinnej niż silnej. Porusza się lekko, swobodnie. Sprawia wrażenie kogoś z kim łatwo i chętnie się rozmawia, otwartego. Spojrzenie ma pełne ciekawości, entuzjazmu. Sposób i to co mówi często intryguje, bawi. Choć jest wilkiem to niewątpliwie jest w nim coś lisiego.

Lucky Luke
#206
06.12.2023, 17:53  ✶  
Uśmiechnął się zawadiacko słysząc odpowiedź kobiety. Nie była spłoszona, zirytowana czy też zdegustowana. Właściwie miłym zaskoczeniem było, że gładko podjęła się podtrzymania tonu. Tak szczerze kompletnie nie zdał sobie sprawy, że czarownica odniosła się do kwestii klątwy. W końcu nie nosił etykietki na czole i nie zdawał sobie sprawy, że może być to dla niektórych oczywiste. Nie będąc w żaden sposób zaalarmowany uznał, że kokieteryjnie pojęła się towarzyskiej gry. W końcu on sam zaczął żartować o wilkach, a ona to ciągnęła dalej. Idąc dalej... szeptliwe uwagi można było już w sumie uznać za bezpośredni flirt, prawda?
- Skoro nie nadajesz się na morze to lepiej dla lądu - I on, wilkiem w owczej skórze? - Skądże znowu. Onieśmielasz na tyle, że przy tobie czuje się co najwyżej jak jagnię, lecz nie jest to ani trochę złe - zdradził zalotnie na jej "szepty". Był całkiem z siebie zadowolony i szczery. Nie czuł, że cokolwiek traci w nietypowym towarzystwie.
- Czy to, że do ciebie się odezwałem nie jest potwierdzeniem samym w sobie? W końcu swój ciągnie do swego, prawda? Mów mi Luke - jego słowa były zuchwałe. Nie można raczej było mu odjąć tego, że potrafił mówić - każde wypowiadane zdanie pobrzmiewało lekko kreując go na człowieka z którym można było obejść się lekko. Ostatecznie jednak okazało się, że udało mu się przekonać do siebie kobietę. Zaśmiał się nawet kiedy postawiła piwo - Teraz to wręcz nie wypada mi nie dotrzymać ci towarzystwa - czuł się jak wykupiona na drinka Panna i było to dla niego wyjątkowo zabawne - Chciałabyś opowiedzieć o tym, jak to się stało, że morze nie okazało się dla ciebie? Decyzja chyba była dość impulsywna. Wiesz, sprawiasz wrażenie, jakby przed chwilą wycięto cię z portowego obrazka - podjął niezobowiązująco temat po tym, jak usiadł przy stoliku. Po chwili poczuł jak coś ociera się o łyski i zauważył energicznego psidwaka - Hej kolego... - zwierzak merdał ogonem tracąc jednak po chwili zainteresowanie Charliem i skupiając się na czarownicy - ...Twój?
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#207
06.12.2023, 17:58  ✶  

– Niekoniecznie Aydayę, ale kobietę z koroną i dzieckiem, a skoro Edward to król, to królową musi być Aydaya, nie? Nie znam się na interpretowaniu takich symboli. Chyba biorę je zbyt dosłownie – podrapał się w tył głowy śmiejąc się z łobuzerskim uśmieszkiem, a gdy opowiedziała o podróży i domku w Toskanii spojrzał na nią z zaciekawieniem. Lubił tą swoją siostrę, a podróż z Florence może być naprawdę miłą odskocznią, to po pierwsze, po drugie zawsze będzie mógł ją mieć na oku w końcu była rodziną, po trzecie brak Edwarda na kilka chwil byłby przyjemnością.

– Chętnie bym się wybrał, zmienił na chwilę otoczenie.

W ostatnim czasie miał poczucie, że zmieniłby swoje miejsce pobytu, ludzi wokół, brata natręta z pierścionkiem zaręczynowym dla potencjalnej przyszłej bratowej. Nie lubił tego parcia na małżeństwo, czuł, że był w nieodpowiednim momencie na takie kroki. Nie potrafił sobie wyobrazić siebie uwiązanego z kobietą, której nie będzie kochał. Może nie wyglądał, ale był romantykiem i wierzył, że kiedyś sam znajdzie sobie odpowiednią osobę, że kogoś pokocha i nie będzie się z tą osobą męczył w jednym domu, że nie będzie jej ranił. Ludzie byli zbyt wielkimi bestiami, aby i on stał się jedną z nich – bo w końcu walczył z takimi, co ranią zwierzęta.

– Nie, też będę się zbierał, dzięki, że przyszłaś tu ze mną. – odpowiedział i otoczył ją znowu ramieniem kierując się w stronę punktu Fiuu. Nie miał potrzeby zostawania tu dłużej, nikogo nie wypatrzył z kim mógłby spędzić czas, a druga sprawa nie przepadał za takimi tłumami. Musiał też wrócić do New Forest, aby zająć się całym tym dobytkiem.


Razem z Florence Bulstrode
Postacie opuszczają sesję
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#208
06.12.2023, 18:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 21:09 przez Lorraine Malfoy.)  
odpowiedź na ten post Maeve Chang

Kiedy Maeve wspomniała o podtapianiu się dla niej w jeziorze, Lorraine aż zaschło w buzi.
Przypomniała sobie o obrazku przedstawiającym piękną nimfę - najadę, stojącą u brzegu jeziora, w pozie niesłychanie wyzywającej, przez to, że wydawała się być nieświadoma tego, że ktoś na nią patrzy, więc jej postawę cechowała naturalność i nieskrępowanie otaczającej jej dzikiej przyrody - wyrwała go po cichu z jednej z książek z biblioteki, i trzymała go pod poduszką w szkolnym dormitorium, czasem tylko jak zahipnotyzowana wpatrywała się w niego wieczorami. Nimfa była niezwykle podobna do Maeve - w jej twarzy tkwił podobny pierwiastek nadnaturalności, ale i niewzruszona pewność siebie, która tak pociągała Lorraine, kiedy rozważała, czy chciałaby być nią, czy być z nią - różniła się od Changówny tylko długością włosów, które spływały aż za jej pośladki.
Lorraine zdarzyło się przecież zażądać od Maeve, kiedy to zbereźnie ciągnęła ją za włosy (((w łóżku))), by te nagle stały się dłuższe, takim samym tonem, z jakim teraz Maeve żądała nagrody; nagrody za głowę wili, pomyślała cierpko Malfoy. Bo cóż tu dużo mówić, przy Maeve traciła głowę.

Wytracała też napięcie mięśniowe i resztki kondycji, bo jak tylko jej towarzyszka schwyciła swoimi szczupłymi, acz stanowczymi dłońmi jej nadgarstki, i przyciągnęła do siebie - blisko, tak, że ich ciała teraz dotykały się niebezpiecznie - Lorraine poczuła jak jej ciało ogarnia niespodziewana wiotkość, zaś umysł - kompletny wewnętrzny bezwład.

Mdliło ją też dziwnie, czy to zapach kwiatów tak na nią działał?

Z trudem wyrwała jedną dłoń, i szybko zdjęła z głowy przechodzącej obok kobiety wianek pasujący kolorami do aksamitki, którą wetknęła za ucho Maeve - tamta na szczęście nic nie zauważyła.

- Laur zwycięzcy, i... - Przekora w głosie Lorraine była ewidentna, kiedy wspięła się na palce, by uroczyście zwieńczyć czoło Maeve dorwanym przed chwilą wiankiem, lecz ta przekora szybko zniknęła, kiedy Malfoy przybliżyła się tak, by jej usta nieomal muskały płatek ucha Maeve. I wyszeptała, z ogniem w oczach: - Mnie.
Była jakaś dzikość w jej spojrzeniu, kiedy wypowiadała to jedno, proste słowo; tak samo w ruchach wili widać było ewidentnie pożądanie, ale i coś więcej, coś równie pierwotnego, co miejsce połączenia ich ciał - strach.

Lorraine bała się tych przypływów szczerości w obecności Maeve, bo za każdym razem, kiedy decydowała się przed nią odsłonić - i to nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu! - czuła najpierw niezrozumiałą euforię, czy lepiej powiedzieć ulgę, i nagłe, rozsadzające jej pierś szczęście z bycia zrozumianą; te jednak szybko przeistaczały się we wstyd, a potem - w nienawiść do samej siebie, zwątpienie... I frustrację.

Dzisiaj jednak nie kręciła się w spirali paranoi, tylko wirowała w tańcu. Nie wiedziała, kto prowadził; skupiała się tylko na Chang, na jej wysmukłym ciele, na uśmiechu w kącikach warg, na wspomnieniu jej gorączkowego listu, chwilę po tym, jak dotarło do niej, że Malfoy w swój pokrętny, oficjalny sposób, zaprosiła ją do flirtu.

Teraz zaczęła się modlić, wpatrując się z zachwytem w usta Maeve, powleczone czarnoksięstwem zamiast pomadki - chciała scałować magię z warg swojej towarzyszki; chciała, by jej słodki oddech owionął ją niczym opary poświęconego kadzidła, i do szczętu namieszał w głowie... Bo w głowie Lorraine wszystko wydawało się zawsze tak niesłychanie skomplikowane, tak trudne, a przecież interakcja z Maeve - analizowana do porzygu - wydawała się przecież tchnąć prostym: jest mi dobrze.

Zbyt łatwo się przy niej odsłaniała. Zbyt wiele sekretów zdradziła w jej ramionach.
Pomyślała o swojej rodzinie - o ojcu, którego potrafiła kochać tylko, kiedy był tak pijany, że jedynym co wychodziło z jego ust był śmiech, nie zaś, jak to było w zwyczaju, kłamstwa i obelgi - o matce, która zawsze wtłaczała jej do głowy, że rodzina jest najważniejsza, i tylko ona się liczy w życiu; że tylko reszcie Malfoyów mogą ufać, że reszta ludzi to wrogowie, którzy chcą ich tylko wykorzystać... Ale przecież Maeve nie chciała od niej niczego, poza jej ciałem. To, że czasami dostawała razem z nim w pakiecie duszę, było wyłącznie skutkiem ubocznym słabości Lorraine.

Problem był taki, że lubiła być przy niej słaba.

Głos zmarłej Mirandy Malfoy wrzeszczał wtedy w głowie córki jak banshee z zespołem napiecia przedmiesiączkowego, jak możesz być taka głupia i narażasz nie tylko siebie, ale całą rodzinę Malfoy, wpuszczając tę dziewczynę do serca, ale przecież Maeve była częścią rodziny Lorraine. Tej rodziny z Nokturnu. I chociaż nie minął nawet miesiąc od czasu rozpoczęcia współpracy z Czarnym Kotem, przez te kilka tygodni zbierania razem z nim bandy szaleńców i straceńców, tropienia współpracowników Toma Elddira, bezustannych kłótni o pieniądze i sens rozpisywania ich udziałów w przestępczej spółce u porządnego notariusza zamiast przyklepywania każdego interesu na uścisk poślinionej dłoni, Lorraine chyba po raz pierwszy w życiu czuła się... czuła się... szczęśliwa...? Nie wiedziała, jak się czuła. Ale w ich gronie czuła się zdecydowanie lepiej, niż samotnie.

Maeve była ważną częścią tej rodziny. Czasami tylko ona potrafiła uspokoić obawy Lorraine, sprowadzić ją na ziemię, kiedy tego potrzebowała... Jeżeli Chang chciała utopić się, by zrywać jej lilie wodne, tak Lorraine gotowa była w tej chwili umrzeć, gdyby mogła swoim ciałem użyźnić ziemię pod kwiatki rosnące obok ich cottagecore chatki na wsi, albo w szklarni obok rezydencji w centrum Nokturnu, gdzie wyobrażała sobie, że kiedyś osiądzie; kiedyś, kiedy zarobi już odpowiednio dużo pieniędzy, by zacząć żyć pełnią życia, by zrealizować wszystkie marzenia, które miała jako młoda dziewczyna: kochać się z Maeve, zostać alchemiczką, nauczyć się czytać tarota, kochać się z Maeve, może założyć rodzinę, z którą chodziłaby co niedzielę na mszę w kowenie...

Nie wiedziała, czy to widok tych wszystkich rodzin z dziećmi dookoła, czy przemyślenia na temat więzów rodzinnych ich malutkiej found family na Nokturnie, czy to wina tego nagłego ucisk w podbrzuszu, kiedy Maeve przygarnęła ją do siebie, ale Lorraine poczuła, że zbiera jej się na płacz.
Dlaczego nie mogła mieć tego wszystkiego? Dlaczego to było takie skomplikowane?

Pierzaste gałązki bylicy łaskotały Lorraine w czoło, zaś śmiałe spojrzenie Maeve łaskotało coś głęboko wewnątrz niej; przez chwilę myślała, że dostała reakcji alergicznej na trawę znajdującą się w wianku, ale szybko zrozumiała, że to motylki zalęgły się w jej brzuszku, i trzepoczą skrzydełkami w takt bicia serca Maeve. Pomyślała mimowolnie, że to musi być podobne uczucie nosić w sobie dziecko... Zemdliło ją jeszcze bardziej niż wcześniej na samą myśl.
Ale zaraz jej przeszło, bo zobaczyła uśmiech Maeve.

Jej własne serce transmutowało - zapewne pod wpływem długiego przebywania w towarzystwie pani metamorfomag - w cholerną ćmę, która pragnęła wyrwać się z okowów klatki piersiowej, i ulecieć w stronę światła... To znaczy, w stronę Chang, której świetlista postać była w oczach Lorraine jaśniejsza od łuny ognisk obok Stonehedge; jaśniejsza niż blask galeonów w skarbcu Malfoyów, w znajdującym się nie tak daleko zresztą położonym Malfoy Manor; jeżeli nawet Maeve była jednym z tych zagubionych oprychów spod ciemnej gwiazdy z ulic Nokturnu, Lorraine powiedzialaby, że na jej firmamencie jest tą najjaśniejszą, i powiodłaby palcem po pieprzykach na odsłoniętej skórze przedramion kobiety ubranej w kusy podkoszulek jak po konstelacjach...

Nagle wpadły na nie jakieś ganiające się po polanie dziewczynki, ale tylko przeprosiły i poleciały dalej.

Lorraine zamrugała, zaskoczona.

Wizja idealnej rodziny: Maeve, w otoczeniu kwiatów, Lorraine, z dzieckiem, prysła, zanim jeszcze zdążyła się ukształtować w jej głowie. Zdała sobie sprawę, że Maeve mogłaby być tą gwiazdą, która wskazałaby jej, jak powinna żyć. Czy ktoś inny poza nią potrafił zaakceptować ją taką, jaka była, ze wszystkimi jej wadami? Czy jakikolwiek mężczyzna dałby jej takie spełnienie?
Tak, Maeve była tą jedyną. Czy ktoś inny kochałby bowiem taką doszczętnie zrujnowaną Lorraine, bardziej jeszcze wybrakowaną niż teraz kiedy nie będzie już seksowną młodą wilą tylko skupionym na rodzinie milfem?

Dlaczego to było takie skomplikowane? Dlaczego w jej oczach zakręciły się łzy?

Och, dlatego, że właśnie zdała sobie sprawę, że przecież Maeve nie jest mężczyzną, i mogłyby co najwyżej adoptować roślinki (i koty, choć i tych i tych miały już za dużo).

Och, gdyby tylko Wielka Mistrzyni Gry Matka spojrzała na nią łaskawie na tym pięknym święcie celebracji płodności, i napełniła postać Lorraine swoją łaską, a jej łono - niepokalanie poczętym dzieciątkiem!

mówię to absolutnie poważnie. winię wylosowany wianek, @Septima Ollivander i to, że nie mam absolutnie żadnych hamulców

...Ale niestety, Bogini zdecydowała się obdarzyć Malfoy jedynie nudnościami, które nasilały się przez intensywny zapach kwiatów, którymi przyozdobione było stoisko z wiankami, więc dziewczyna, rzucając Maeve udręczone spojrzenie, odciągnęła ją na bok, uciekając z dala od reszty sabatu.

Razem z Maeve Chang
Postacie opuszczają sesję


Yes, I am a master
Little love caster
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#209
06.12.2023, 18:46  ✶  

Geraldine nigdy się nie płoszyła. To nie ten typ człowieka, no chyba, że ktoś zaczął komentować jej wygląd od wielkoludów, to zawsze nieco ją bolało i wyprowadzało z pantałyku. Nie podłapał jej sugestii, co ją wcale nie zdziwiło, skąd mógł wiedzieć, że posiada unikatowe zdolności rozpoznawania wszelkich odchyleń od normy wśród genetyk czarodziejów. Yaxleyów wcale nie chodziło po świecie tak wielu, żeby ludzie mogli się domyślić, że potrafią takie sztuczki, zresztą też nie chwalili się tym na prawo i lewo.

- Czy ja wiem, czy lepiej? Śmiałe założenie. - Może gdyby odpłynęła w pizdu nie byłaby takim wrzodem na dupie dla większości ludzi, no niestety, statek zatonął, a ona musiała wrócić na ląd. - Nie wyglądasz mi na jagnię, wręcz przeciwnie. - Zdecydowanie sprytnie posługiwał się słowem, był pewny siebie, nie wiedziała więc skąd w ogóle ten pomysł. Był młodszy od niej, to na pewno, jednak zupełnie jej to nie przeszkadzało.

- Możemy to sprawdzić. Będziemy mieć pewność, czy faktycznie ciągnie swój do swego. Gerry. - Powiedziała jeszcze, bo skoro już się przedstawił to wypadało zrobić to samo. Szczególnie, że mieli razem spędzić najbliższe kilka minut, a nawet kilkanaście, w zależności, jak szybko będzie im szło spożywanie tego zimnego piwa.

- Zrobiłam to celowo, gdybyś przypadkiem się rozmyślił. - Powiedziała całkiem lekko. Mogli odejść od stoiska i usiąść w spokojniejszym miejscu. Wybrała stolik znajdujący się na uboczu. Usiadła zadowolona, wyciągnęła na wierzch paczkę fajek i mugolską, srebrną zapalniczkę Zippo. Była gotowa do konsumpcji.

Tyle, że nawet to nie okazało się być takie proste. Zauważyła zwierzę, które pojawiło się przy nim, po chwili jednak bardzo szybko znalazło się przy niej, skoczyło na kobietę przednimi łapkami. - Ojej. - Wyrwało jej się cicho, stworzenie było słodkie niczym cukier. Musiał to być szczeniak. Wzięła go na ręce i mocno przytuliła. - Tak, mój, już mój. - Kiedy spojrzała na niego pierwszy raz wiedziała, że go nie odda. Zdjęła mu od razu obrożę i wyrzuciła gdzieś daleko, żeby przypadkiem ktoś nie pomylił go ze swoim pupilem. Zapewne zagubił się w tym tłumie. Ich problem. Nada się idealnie na towarzysza dla Pierdoły. - Nazywa się Cukier, zobacz jaki jest słodki. - Nie sądziła, żeby jej uwierzył, że to jest jej szczeniak, szczególnie po tym, co zobaczył, czy ją to jednak obchodziło? Najwyraźniej nie bardzo.

Sexy Bailiff Superstar
just get a grip and scratch this mercy off like lice
real love's unforgiving
wiek
48
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Komornik
Dojrzały mężczyzna słusznego wzrostu 165 cm, zazwyczaj poruszający się w butach dodających mu dobre dwa cale. Jego posiwiałe włosy wciąż błyszczą dawnym brązem, podkrążone oczy — czernią. Pachnie palonym tytoniem, skórą i drzewem sandałowym.

Albert Rookwood
#210
06.12.2023, 20:23  ✶  
Gdy włożył na siebie wianek, patrzył akurat głęboko w błękitne oczy Camille Delacour i to właśnie ona pierwsza mogła dostrzec, jak mocno i raptownie rozszerzyły się jego źrenice. Przez kilkadziesiąt sekund wyglądał, jakby właśnie zassał solidną kreskę sproszkowanego szponu smoka, ale przecież pozostawał zupełnie trzeźwy, pal licho nikotynę i alkohol. Przeżywał właśnie na nowo najsłoneczniejsze dni swoich szczenięcych lat; jego umysł szczególnie uczepił się tego jednego, konkretnego wypadu nad rzekę, któremu przewodził Chester, i podczas którego przypadkiem prawie utopili Michaela.
- Oczywiście, niech Pani zostaje, gdzie Pani chce - wymamotał radośnie. - Dlaczego miałaby Pani nam przeszkadzać?
Z błogim uśmiechem spojrzał w bezchmurne niebo, odruchowo szukając po kieszeniach jakiegokolwiek papierosa. Kurwa, jacy oni beztroscy wtedy byli, pełni nadziei. Wtedy jeszcze nic złego nie zdążyło się wydarzyć, mieli przed sobą całą przyszłość, tak dużą i szeroką, że nie mieściła im się nawet w głowach. Nie było wtedy pracy, nie było małżeństwa, nie było dzieci i żadne z nich nie myślało o żadnej emeryturze, o dziedzictwie, o śmierci.
Poczuł napływające do oczu łzy, ale zamiast grzecznie je wymrugać, spojrzał na Chestera dziwnie rzewnym spojrzeniem. Przez chwilę wyglądał, jakby próbował coś powiedzieć, ale ostatecznie niczego nie wykrztusił. Trwał w zawieszeniu, z sekundy na sekundę nachylając się coraz bliżej ucha brata.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1120), Albert Rookwood (696), Augustus Rookwood (2810), Avelina Paxton (3045), Bard Beedle (6609), Bellatrix Black (3151), Cain Bletchley (3608), Cameron Lupin (3477), Cathal Shafiq (2156), Chester Rookwood (6159), Dagur Nordgersim (2254), Danielle Longbottom (2092), Diana Mulciber (903), Dora Crawford (653), Effimery Trelawney (1513), Esmé Rowle (2737), Felix Bell (2190), Florence Bulstrode (1533), Garrick Ollivander (1124), Geraldine Greengrass-Yaxley (1530), Hades McKinnon (1333), Heather Wood (3440), Hjalmar Nordgersim (1586), Imogen Rookwood (2430), Laurence Selwyn (1299), Leon Bletchley (3764), Leta Crouch (1908), Leviathan Rowle (2538), Logan Nott (1066), Loretta Lestrange (319), Lorraine Malfoy (2159), Lucky Luke (1576), Maeve Chang (770), Murtagh Macmillan (1521), Nora Figg (1215), Olivia Quirke (3141), Pan Losu (3305), Patrick Steward (2028), Persephona Degenhardt (1148), Perseus Black (2174), Philip Nott (1719), Rodolphus Lestrange (3249), Rowena Ravenclaw (3400), Sarah Macmillan (2426), Sebastian Macmillan (1917), Septima Ollivander (1456), The Beast (2492), The Edge (4017), The Lightbringer (2211), The Little Fox (2288), The Overseer (2453), The Tempest (416), Theon Travers (2021), Ulysses Rookwood (2884), Vespera Rookwood (2251), Vincent Prewett (1652)


Strony (38): « Wstecz 1 … 19 20 21 22 23 … 38 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa