Florence przypatrywała się Perseusowi uważnie. Chłód nie opuścił jasnych oczu, gdy zapewnił, że chodziło mu o raczej nieszkodliwe rzeczy, bo nie była pewna, na ile mu wierzyć – i czy przypadkiem nie udzielił mylnych instrukcji kelnerom. Z drugiej strony to było wesele Blacków. Mogła sobie wyobrazić, jak wydziedziczają go za to, że jakiś stryj zamienił się w kapibarę – czy Perseus odważyłby się na takie ryzyko?
Chociaż sam przyznawał, że kapibary miały się pojawić.
– Wnioskując po tym, że mój brat postanowił pobić kogoś z powodu dziewczyny, o którą jeszcze chwilę wcześniej zupełnie nie dbał, a jego… znajoma zapałała wielkim afektem do ciebie, choć jak sądzę, nie mieliście okazji dotąd się spotkać, tak, w niektórych drinkach znalazła się amortencja, Perseusie. Nie wiem, czy ktoś postanowił sabotować wesele, ale serwowanie takich rzeczy zdaje mi się albo przejawem skrajnej bezmyślności, albo próbą zamienienia przyjęcia w ruinę – poinformowała. Ton miała bardzo spokojny, chociaż spokojna w pełni nie była. Złość wprawdzie opadła, ale odrobina irytacji i pewien niepokój wciąż tliły się w sercu uzdrowicieli, zwłaszcza że wciąż zastanawiała się, co planują jej brat i „kuzynka Amelka”.
Uśmiechnęła się, bardzo chłodno, gdy Black zapewnił ją, że mają tu tylko jednego przedstawiciela prasy. O święta naiwności!
– I oczywiście, wszyscy goście, którzy widzieli na parkiecie, jak Atreus rzuca się na młodego Rosiera z powodu dziewczyny w jasnej sukience, doznają cudownym sposobem zaniku pamięci? I nikt z nich nie opowie o niczym swoim krewnym i znajomym, nic nie dotrze do uszu dziennikarek Czarownicy, nic nie trafi na łamy tego… szacownego periodyku? – zapytała, niemalże łagodnie, ale potem wskazała na wejście. Nie oczekiwała przecież odpowiedzi na te pytania: nie wątpiła, że plotki się pojawią, że ktoś wspomni o tym w Kronice Towarzyskiej i że po prostu Bulstrodowie będą musieli sobie z tym poradzić. To nie była jeszcze wielka tragedia, nawet jeżeli nie była zadowolona. – Może to czas pójść rozmówić się z kelnerem?